czwartek, 7 czerwca 2012

(Harry Potter) Ciało pedagogiczne 3


Trzecia część mojego najpopularniejszego chyba obecnie fanfika.

Tytuł: Ciało pedagogiczne
Z: Harry Potter
Rating: NC-17

Gdy zeszli na dół, Mark był ciągle zły, że nie dała mu dokończyć. Wiedział, że ona też jest cały czas mokra i nagrzana. Ale polecenie dyrektora było święte. Zabrała go ze sobą, jako swojego asystenta.
- Zachowuj się przyzwoicie – powiedziała stanowczym tonem. Marka ciągle zastanawiało, jak łatwo przychodził jej powrót do pozycji tej, która rozkazuje. Przed paroma minutami klęczała przed nim na kolanach. Teraz mówiła w ten sposób, że Mark czuł, że musi się podporządkować poleceniom. Denerwowało go to trochę, bo wolałby, żeby Hermiona na stałe już zrozumiała, że jej miejsce jest na kolanach, przed nim. Rozumiał, że będzie musiał nad tym dłużej pracować. Ale kiedy szedł za nią i patrzył na jej tyłeczek, to wiedział, że warto nad tym pracować.

- Witam państwa – powiedziała Hermiona, schodząc po schodach na dziedziniec szkoły, gdzie czekała już grupa przybyszy. Zatrzymała się w pół drogi. Przed zebranymi stała wysoka, smukła kobieta o długich, związanych w koński ogon włosach. Jej piękne, głębokie oczy były jakoś dziwnie znajome.
- Fleur? – spytała zaskoczona Hermiona.
- Witaj, Hermiono – Fleur Delacour podeszła bliżej – Cieszę się, że cię widzę.
- Ja też… - Hermiona zawsze czuła się trochę nieswojo w jej towarzystwie. Francuska czarownica była wielką pięknością, a Hermiona pamiętała, jak w czasach, kiedy jeszcze była uczennicą, jej uroda sprawiła w Hogwarcie trochę problemów. Nie uważała się za brzydką, ale przy tej kobiecie czuła się jakoś tak zwyczajnie. Wiedziała, że nieludzkie piękno Fleur przyciąga uwagę wszystkich. Postanowiła jednak, że nie będzie się tym przejmować.



Oprowadzanie dobiegało końca. Zajęło pół dnia, gdyż Hogwart nie był małym budynkiem, a odwiedzających interesowało wiele rzeczy. Na dodatek wszystko to, co mówiła Hermiona, musiało potem zostać przetłumaczone przez Fleur, bo większość uczniów z Francji niewiele rozumiała po angielsku. Mark trzymał się blisko niej, ale przez cały czas zachowywał się spokojnie, chociaż co jakiś czas zerkał w kierunku Fleur. Kiedy na nią patrzył, czuł, że robi się twardy od samego patrzenia. Była doskonała. Idealnie zgrabna sylwetka, pełne piersi, kształtny tyłeczek, wszystko świetnie podkreślone strojem. A oczy… spojrzał w nie raz i bał się patrzeć więcej, w tej kobiecie było coś, co budziło w nim zwierzęce instynkty. Hermiona była świetna, a to, że była jego nauczycielką i matką jego dziewczyny, robiło z seksu z nią coś cudownie zakazanego.

Ale kiedy patrzył na Fleur, wiedział, że gdyby popatrzył w jej oczy dłużej, to mógłby nie wytrzymać, tylko tutaj, przy wszystkich, rzucić się na nią i zerwać z niej ciuchy. Dlatego trzymał się trochę z boku, podziwiając piękną Francuzkę z odległości bezpiecznej. Miał na nią ochotę, ale miał też rozum i wiedział, że lepszy ptaszek w garści niż gołąb na dachu. Czuł jednak, że kiedy to się skończy, czeka go naprawdę długa zabawa z Hermioną. Był nagrzany jak piec.

Ku zaskoczeniu Marka, Fleur, idąc jednym z korytarzy, zwolniła, dając wycieczce wyjść na przód. Kiedy przechodził koło niej, spojrzała mu w oczy. Prawie zatrzymał się, jej wzrok onieśmielał i zniewalał. Przy Hermionie czuł się pewnie. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie Fleur, by poczuł się znowu jak uczniak. Mrugnęła do niego porozumiewawczo. Mark w ostatniej chwili zamknął usta, by nie powiedzieć przypadkiem czegoś głośno. Czuł, że ona go kusi. Robiła to dyskretnie, ale wystarczyło spojrzenie, mrugnięcie, ruch warg, by domyślić się, o co chodzi. Zastanawiał się, czy powinien ulec. To było ryzykowne. Ale kiedy jeszcze raz na nią spojrzał, stracił wszystkie wątpliwości.

Niestety, Fleur najwyraźniej świetnie bawiła się, prowokując go, ale nie dawała mu szansy na nic więcej. Niby to przypadkiem siadła na ławce, odsłaniając kawałek uda. Innym razem przechodząc obok ciasnym korytarzem otarła się o niego. Mark czuł, że zaraz eksploduje. Wściekał się, że jest manipulowany. To on zawsze decydował o wszystkim, a ta Francuzka bawiła się jego kosztem. Wiedział, że zaraz musi to z kimś zrobić. Patrzył na Hermionę, która skupiona na oprowadzaniu wycieczki, zupełnie nie zwracała na niego uwagi. Odczekał w końcu do chwili, kiedy francuzów zaprowadzano do sali jadalnej na obiad. Kiery Hermiona odeszła na bok, ruszył za nią.

- Muszę cię mieć – powiedział, odciągając ją w kąt korytarza i przyciskając do ściany.
- Ale… zaraz… - próbowała coś powiedzieć, ale nie zdążyła, bo wpił się w jej usta, całując ją mocno, ręką podnosząc jej udo i wsuwając dłoń pod jej spódnicę, ściągając szybko jej majtki. Kiedy poczuł jej zapach, krew zaczęła płynąć szybciej w jego żyłach. Hermiona była zbyt zaskoczona, żeby nawet stawiać opór, a kiedy o tym pomyślała, było już za późno. Sama tego pragnęła. Pomyślała, że wycieczka zajmie się posiłkiem i nikt nie zwróci uwagę na jej nieobecność.

Druga dłoń Marka znalazła się na jej pełnych, okrągłych piersiach, masując je. Hermiona starała się zachować ciszę. Chociaż kochali się w dość odludnym miejscu, to echo w korytarzach szkoły niosło daleko i ktoś mógłby usłyszeć. Oddawała mu pocałunki, podczas gdy on rozpinał szybko spodnie. Był gotowy do dzieła, musiał to zrobić tu i teraz. Wolał jej nie mówić, że to prowokacje Fleur go tak rozpaliły. Ciągle miał ją przed oczami, nawet teraz, kiedy pochylił się i całował kark Hermiony.

Wszedł w nią szybko, bez czekania. Ona też była wilgotna, chętna i gotowa. Oplotła jego ciało rękami i nogami, wciągając go w siebie. Oparta o kamienną ścianę szkoły, przywarła do jego ust, zamykając je pocałunkiem, by nie wydawać z siebie jęków rozkoszy, jaką wywoływały w niej ruchy jego lędźwi. W tym co właśnie robili było coś jeszcze bardziej zakazanego niż zwykle. Wcześniej uprawiali seks w dość dyskretnych miejscach. Tutaj w każdej chwili ktoś mógł się pojawić i nakryć ich. Hermiona wiedziała, że to byłby koniec jej kariery nauczycielki w Hogwarcie. Ale była gotowa na to ryzyko. Rozkosz, jaką dawał jej Mark, warta była każdej ceny. Zdążyła już nawet zapomnieć, że przyłapała go z własną córką. Nic innego nie było ważne, liczyła się tylko przyjemność. 

Mark był zbyt pochłonięty seksem, żeby zastanawiać się, czy to co robi, nie jest głupotą. Starał się zawsze, żeby jego gra z Hermioną była ostrożna, żeby nie sprowadziła na niego kłopotów. Ją się nie przejmował. Ale gdyby tu ich złapano, to oboje by mieli problemy. Jednak jego ciało płonęło, domagało się spełnienia, a tylko ona mogła mu je dać. Piękno tajemniczej Francuzki kusiło, ale było poza zasięgiem. Mark nawet nie próbował wyobrażać sobie, co mógłby z nią zrobić. Wiedział, że tylko się z nim bawiła. A Hermiona… ona oddawała mu się bez sprzeciwu, na jedno słowo. Była równie namiętna jak Kelly, ale o wiele bardziej doświadczona. Mark doceniał to. Gdyby teraz miał wybierać, wskazałby Hermionę.

Jej palce wpiły się w skórę na jego plecach, zostawiając na niej czerwone ślady. Wiedziała, że są już blisko. Rozum podpowiadał jej, żeby skończyć to jak najszybciej, zanim ich szczęście się skończy i pojawi się ktoś obcy. Ale ciało miało swoje potrzeby. Kiedy Mark przyspieszył, Hermiona odrzuciła głowę do tyłu, jej gęste, kasztanowe włosy opadły kaskadami.
- Taaak…. Już… zaraz… - starała się szeptać, a jej głos przepełniony był pasją i pożądaniem.
- Ohhh taaaak… - zdusiła w sobie krzyk, kiedy doszli. Poczuła się lekka w jego mocnym uścisku, jakby była tylko piórkiem. Fala przyjemnego ciepła zalała jej ciało. Czuła dziwną, rozkoszną błogość. Mark nie wypuszczał jej. Jego nasienie wypełniło ją. Czuła na swoim nagim ciele jego szybki, ciepły oddech. Dotyk zimnego muru i ciepło jej rozgrzanego ciała tworzyły niesamowitą mieszankę. Hermiona nie pamiętała, kiedy ostatnio przeżyła tak intensywny orgazm.

Mark cicho westchnął, powoli stawiając ją na ziemię. Tak, zdecydowanie, to był najlepszy seks, jaki z nią kiedykolwiek uprawiał. Mimo wszystko, kiedy patrzył na nią, chciał widzieć nie ją, ale piękną Francuzkę. Obrócił się, żeby zrobić jej trochę miejsca… i skamieniał. Przed nim stała Fleur, z zagadkowym, ale pełnym rozbawienia uśmiechem.

- Więc to do tego używacie asystentów, Hermiono – powiedziała, patrząc w oczy stojącej za Markiem, czerwonej na twarzy jak cegła, Hermionie, która przerwała poprawianie ciuchów i nie wiedziała, co powiedzieć.

1 komentarz:

  1. BOSKIE.
    aż się zmoczyłam!
    Pisz dalej.

    OdpowiedzUsuń