Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hypno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hypno. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 lipca 2013

(Fate/stay night) Pięćdziesiąt twarzy Caster





Od pewnego czasu gram w "Fate/stay night". Obejrzałem już "Fate/Zero" i planuję, kiedy skończę "F/sn", zagrać w "Fate/Extra". Dlatego możecie się spodziewać, że pojawią się na blogu jakieś opowiadania z tego całego uniwersum, szczególnie, że dużo jest tam bardzo ładnych i ciekawych bohaterek, więc jest o czym i o kim pisać. Na początek yuri, bo dawno tutaj też żadnego nie było. A poza tym ta scena po prostu prosiła się o takie rozwinięcie... Brakuje mi trochę tego w tej grze.

Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy Caster
Z: Fate/stay night
Rating: yuri

- Moja pani, przyniosłam herbatę – Saber skłoniła lekko głowę, stawiając na stoliku tacę, na której stała filiżanka z ciepłym, aromatycznym płynem, którego zapach unosił się wokół. Obok znajdowała się cukierniczka i niewielka miseczka z mlekiem. Odziana w czarny strój pokojówki z białymi koronkami, blondynka postawiła całość naprzeciwko siedzącej przy stoliku kobiety.

Ta bez słowa podniosła filiżankę do ust, ale nie otwarła ich, tylko w milczeniu wciągnęła zapach herbaty. Spod jej długich, niebieskich włosów przebijały nieco zbyt długie, spiczaste uszy. Miała na sobie długą, szykowną suknię. Odstawiła filiżankę i spojrzała na stojącą przed nią dziewczynę, która cały czas miała pochyloną głowę, oczekując w posłuszeństwie na kolejne polecenia.

piątek, 26 października 2012

(Kim Possible) Ostra Jazda 4



 Dobrze jest kończyć to, co się kiedyś zaczęło. Oto ostatnia część "Ostrej Jazdy". Przepraszam za zniknięcie ankiety, ale coś się musiało na bloggerze zepsuć, bo nagle się wyzerowała, po prawie 60 głosach. Ale i tak była to spora liczba, więc wiem już, co wam się podoba, a co nie. 

Tytuł: Ostra Jazda
Z: Kim Possible
Rating: NC-17


Siedząc przy monitorze, Kim masowała swoje nagie piersi. Wiedziała, że oko kamery umieszczonej nad nim przesyła obraz komuś po drugiej stronie. Oblizała swoje zmysłowe wargi, po czym podniosła do nich palec i wsunęła go w usta, ssąc i oblizując. Mokrym od śliny palcem zjechała po swoim płaskim brzuszku, niżej i niżej, sięgając powoli do koronkowych majtek.

czwartek, 7 czerwca 2012

(Twórczość Własna) Taniec


A dziś następny własny tekst, ale czuję, że niedługo znowu wrócę do fanfików.

Tytuł: Taniec
Rating: NC-17

Audilia oparła się o mur, patrząc na wiszący na niebie księżyc. Jasnowłosa dziewczyna stała oparta o ścianę gospody, z której słychać było coraz głośniejsze okrzyki, przemieszane z pijackimi przyśpiewkami. Kompania najemników, do której należała wojowniczka, bawiła się w najlepsze. Ona jednak wypiła trochę wina i miała dość, wyszła więc na zewnątrz, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Chłodne, nocne powietrze było dużo przyjemniejsze niż duszne wnętrze gospody.

Była z nimi od pół roku, nie jedno widziała. Zabiła wielu ludzi, zawsze to robiła, kiedy jej płacono, tak jak innym. Nie przejmowała się tym, bo wyznawała zasadę, żeby lepiej zabić, niż być zabitą. Nie wiedziała, czy potrafiłaby powiedzieć o sobie, że jest dobra. A może zła? Pewnie dla swoich ofiar – tak. Ale to byli wojownicy, tacy jak ona, każdy z nich wiedział, że podczas walki może zginąć. Szła sama ulicą miasta, zastanawiając się nad tym wszystkim. Wieczór sprawiał, że coraz mniej ludzi było dookoła. Nagle usłyszała czyjś zduszony krzyk dobiegający z zaułka. Odwróciła się odruchowo. W małej, wąskiej uliczce dwóch mężczyzn szarpało się z dziewczyną, próbowali ją związać i zakneblować. Dziewczyna broniła się, ale nie miała dużych szans z silniejszymi od siebie. Jeden zdążył już wepchnąć jej knebel do ust.

I wtedy padł na ziemię, bo coś ciężkiego uderzyło go w głowę. Jego towarzysz odwrócił się i zobaczył stojącą niedaleko Audilię z mieczem w ręce. Szybko wyjął z za pasa długi, zakrzywiony sztylet. Dziewczynę, którą usiłował związać, pchnął na ziemię. Zaatakował wojowniczkę szybko, zadając cios na wysokości szyi. Ale jego sztylet przeciął tylko powietrze. Zaraz potem słychać było chrzęst łamanej kości, kiedy Audilia zamknęła uchwyt wokół jego ręki, łamiąc ją jednym ruchem. Sztylet spadł z metalicznym brzdękiem na ziemię. Mężczyzna wrzasnął z bólu, ale silne uderzenie w głowę odebrało mu przytomność. Wojowniczka podeszła do ich ofiary i pomogła jej się uwolnić.

- Proszę… pomóż im! – krzyknęła dziewczyna, kiedy tylko wojowniczka wyjęła knebel z jej ust – porwali moje przyjaciółki!
- Spokojnie, powiedz mi co się stało.
- Byłyśmy we trzy… moje dwie przyjaciółki, Lorina i Alena zostały przez tych zbirów porwane. Zabrali je do swojego obozu. Mają go za miastem, niedaleko! Mnie też chcieli, ale udało mi się uciec… gdyby nie ty…

Audilia spojrzała na pokonanych. Mieli ciemną skórę, jakby w kolorze drewna hebanowego. Pewnie pochodzili gdzieś ze wschodu. Ich sztylety też nie przypominały tutejszej broni. Zastanowiła się. Słyszała o przypadkach, że takie podróżujące plemiona porywają ludzi, żeby ich sprzedawać jako niewolników w dalekich stronach. To właściwie nie była jej sprawa, a dziewczyna nie wyglądała na taką, która by była w stanie zapłacić. Ale pomyślała o tym, nad czym się zastanawiała wcześniej. Pomóc takim ludziom to na pewno coś dobrego. Na resztę kompani nie mogła liczyć, wszyscy byli już pijani w sztok.

- Gdzie jest ten obóz?
- Jak wyjdziesz główną bramą, to na północ, pewnie będzie widać dym z ognisk.
- Dobra, wracaj do domu. Ja się tym zajmę.

Zanim dziewczyna zdążyła podziękować, Audilii już nie było. Biegła, bo spieszyła się, żeby zdążyć przed zamknięciem  bramy miejskiej. Po drodze zastanawiała się, czy to co robi ma sens, bo nie wiedziała przecież ilu jest tych ludzi, jak są uzbrojeni i gdzie trzymają porwane dziewczyny. Postanowiła się rozejrzeć i sprawdzić, a jeżeli będzie w stanie pomóc, to tak, postara się je uratować. Na szczęście brama była jeszcze otwarta, i wojowniczka szybko wybiegła poza miasto. Biegnąc cały czas drogą, widziała daleko kilka dymów, pewnie z ognisk. Na drodze był las, co ją ucieszyło, bo dzięki temu mogła niezauważenie dla nikogo podkraść się do obozowiska.

Gdy znalazła się już w krzakach tuż przy obozowisku, wyjrzała. Na dużej polanie stało kilka wozów. Po środku paliły się ogniska, przy których siedzieli i bawili się ludzie. Już z daleka poznała, że przypominają tamtych z miasta. Czyli była na dobrym tropie. Walczyć ze wszystkimi nie było sensu. Postanowiła to rozegrać inaczej. Podkradła się do pierwszego z wozów. Nie było przy nim nikogo. Ale i w środku było pusto. Lekko pchnęła drewniane drzwi i weszła do środka. Wtedy zobaczyła dużą skrzynię, z której dobiegła jakiś dźwięk. Nie tracąc czasu, przecięła mieczem łańcuch i podniosła wieko. W środku leżała związana i zakneblowana młoda dziewczyna, która nie wyglądała jak jedna z nomadów. Dając jej znak, żeby była cicho, Audilia pochyliła się nad nią, rozwiązując jej więzy. Nagle dziewczyna zaczęła się szarpać.

- Mówiłam, żebyś była spokojna, bo… - wojowniczka instynktownie wyczuła jednak problem i odwróciła się. Za nią stało dwóch mężczyzn z nożami. Zaklęła cicho. Z cichego załatwienia sprawy wyszły nici.

Pierwszy z nich wyleciał na zewnątrz bez ręki, wrzeszcząc przeraźliwie. Drugi usiłował się bronić, ale wypadł z wozu z wielką dziurą w brzuchu. Oczywiście, hałas sprawił, że wszyscy wokół ruszyli w tamtą stronę. Gdy Audilia wyszła z wozu, wokół wejścia stał tłum mężczyzn i kobiet. Część była uzbrojona. Wojowniczka podniosła zakrwawiony miecz i zrobiła krok do przodu. Tamci cofnęli się. Nagle spomiędzy nich wyszła stara, zgarbiona kobieta. Trzymała w dłoni jakiś przedmiot. Wojowniczka spojrzała na to, była to kulka na sznurku, która poruszała się powoli… bardzo powoli…
- Patrz… patrz… - słyszała w uszach szept kobiety, który nagle zaczęli powtarzać wszyscy. Próbowała, ale nie mogła oderwać oczu od dziwnej, wirującej na sznurku kulki. Jej cały świat skurczył się do tego niewielkiego przedmiotu. A potem zamknęła oczy…

Ognisko płonęło jasno. Na tle jego migoczących płomieni tańczyła Audilia. Nie miała już na sobie skórzanej zbroi i wysokich butów z cholewami, które zwykle nosiła. Jej nagie ciało zakrywała lekka, zwiewna tkanina, przez którą doskonale widać było jej młode, piękne ciało. Na jej szyi wisiało kilka par kolorowych korali. Na nadgarstkach miała metalowe obrączki z dzwonkami, które wydawały dźwięk za każdym ruchem. Podobne znajdowały się na jej kostkach. Jej uszy przekłute były dużymi, okrągłymi kolczykami. Skąpa opaska biodrowa zakrywała jej łono.

Nagie stopy wojowniczki poruszały się delikatnie po nagiej ziemi w rytm wybijany przez bęben, w który uderzał jeden z nomadów. Jej uda i piersi falowały wraz szybkimi, pełnymi gracji i wdzięku ruchami. Wiedziała, że na nią patrzą. Czuła ich oczy prześlizgujące się po jej ciele. Ale nic nie mogła zrobić. Była świadoma tego, jak zabierają jej broń, strój, jak tamtą dziewczynę znowu wpychają do skrzyni, a ją samą przebierają. A potem kazali jej tańczyć. Auduilia nigdy nie potrafiła tego robić. Była zdziwiona, jak jej ciało samo zaczęło słuchać rytmu bębna, kołysząc się i wyginając lubieżnie, nie ukrywając żadnego z jej wdzięków przed oczami zgromadzonych. Palce Audilii przesuwały się po jej nagiej skórze. Materiał opaski ciasno wpijał się między jej nagie pośladki.

Było w tym coś perwersyjnego, niemoralnego, ale słowa tej starej kobiety były dla niej rozkazem. Ktoś przyniósł jej miecz i wbił go w ziemię przed Audilią. Wojowniczka wyczytała z oczu kobiety rozkaz. Patrzyła z niedowierzaniem na rękojeść. Nie chciała tego robić, ale nie miała wyboru. Podeszła do swojego własnego miecza, oblizała wargi i płynnym ruchem zrzuciła opaskę biodrową. Rozsunęła nogi…

Nie mogła powstrzymać jęku, kiedy zimna stal rękojeści rozchyliła jej wargi sromowe i wślizgnęła się do jej wilgotnego łona. Rytm bębna powoli przyspieszał, zmuszając wojowniczkę do szybkiego poruszania się do góry i w dół. Jej piersi podskakiwały z każdym ruchem. Nagie, spocone ciało robiło wszystko, żeby nadążyć. Otwierała szeroko usta, jęcząc coraz głośniej, kiedy robiła to. Chciała uciec, wyrwać ten miecz i zabić ich wszystkich, ale nie mogła. Musiała być absolutnie posłuszna. Dzwoneczki na metalowych obręczach dzwoniły cały czas. Rękojeść była już cała mokra od jej soków.

Gdy doszła, czuła, jakby wszystkie siły opuściły jej ciało. Siedziała na zimnej ziemi i patrzyła na sterczącą przed nią rękojeść miecza, która, pokryta jej sokami, błyszczała w świetle ogniska. Jednak na kolejne słowo swojej nowej pani, Audilia wstała. Do bębna dołączyły teraz skrzypce. Podeszła do stojącego najbliżej mężczyzny i bez słowa wpiła się w jego wargi, całując go mocno. Nomad odpowiedział na ten pocałunek, przyciągając ją do siebie. Jego ręce wędrowały po jej nagim ciele. Zaraz potem dołączyły do nich kolejne. Ktoś stał za nią i masował jej jędrne pośladki. Poczuła pocałunki na swoich plecach i karku, a potem czyjeś palce wsuwające się w jej ciągle wilgotne łono. Śniadoskórzy mężczyźni nie czekali długo. Czuła ich podniecenie, wiedziała, że sama była za nie odpowiedzialna.

Weszli w nią prawie na raz, z obydwu stron. Dziewczyna jęknęła, gdy dwa twarde członki spenetrowały jej ciało, ale nie okazała żadnego oporu. Poddawała się temu, co z nią robili, oddając się rozkoszy. Ich ręce do woli bawiły się nią, głaszcząc, pieszcząc i szczypiąc. Ich szorstkie języki zostawiały wilgotne, lepkie ślady na jej mlecznobiałej skórze. Czuła, jak palce ściskają jej twarde sutki, wykręcając je boleśnie. Muzyka grała szybko, tak jak jej dwaj kochankowie brali ją. Bolało ją zwłaszcza z tyłu, ale miała jak tego okazać. Kątem oka widziała ciągle swój wbity w ziemię miecz. Wiedziała jednak, że nawet gdyby mogła go dosięgnąć, nic by nim nie zrobiła. Była w mocy kogoś innego.

I szybsza i bardziej dzika była muzyka, tym szybciej w nią wchodzili. Dzwonki na obręczach dzwoniły jak szalone. W końcu wydała z siebie przeciągły jęk rozkoszy, gdy poczuła w sobie ciepło i rozkosz. Słyszała ich chrapliwe chrząknięcia i oddechy, gdy wypełniali ją. Muzyka ucichła. Przez chwilę słychać było tylko, jak Audilia przeżywa najmocniejszy orgazm w życiu. Zaraz potem muzyka zabrzmiała na nowo, a kolejni mężczyźni wzięli ją w objęcia. Płomienie wirowały w jej oczach, a dźwięk dzwonków wypełniał uszy. Nawet gdy klęczała na ziemi, otoczona mężczyznami, robiąc jednemu laskę a dwóch kolejnych obrabiając rękami, słyszała ten dźwięk. Nasienie wystrzeliwało na jej twarz, spływało z niej. Prawie zapomniała już kim jest, straciła dawną dumę. Nie było chyba milimetra jej ciała, którego by nie dotknęła tej nocy czyjaś ręka. Siedziała na kimś, robiąc loda innemu, a czyjeś ręce gniotły jej piersi. Wiele razy zmieniała pozycję, ale zawsze była otoczona przez chętnych mężczyzn. Domyślała się, że ich żony, siostry, kochanki są pewnie wokół, ale żadnej to nie przeszkadzało.

Gdy obudziła się późno następnego dnia, leżała na ziemi. Wokół nie było już wozów, tylko ślady zostały po ogniskach. Powoli podniosła się, czując w sobie wszystko, przez co przeszła nocą. Widziała swój miecz wbity w ziemię. Była naga, miała na sobie tylko te korale i obręcze z dzwonkami. Wiedziała, że zawiodła, że nie potrafiła uratować tamtych dziewczyn. Pamiętała, do czego ją zmuszono. Tak, pomyślała gorzko, tylko do tego się naddaję, do zabijania i ruchania. Do niczego dobrego. Wyjęła miecz z ziemi i spojrzała na jego ostrze. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie powinna go wbić sobie w serce. Ale zmieniła zdanie. Przysięgła sobie, że odnajdzie tamte dziewczyny i uratuje je. Bez względu na cenę.

(Twórczość Własna) Samotna wojowniczka


Dawno nie pisałem niczego autorskiego... Mam nadzieję, że nikomu nie przeszkadza taka przerwa między kolejnymi fanfikami.

Samotna wojowniczka: Ruiny

Rekia szła polną drogą. Minęły już dwa tygodnie od opuszczenia rodzinnej wioski. Zawsze chciała podróżować, zwiedzać świat i pomagać ludziom, tak jak jej rodzice. Oni kiedyś też byli awanturnikami. Ale chociaż Rekia po kryjomu zawsze ćwiczyła mieczem ojca, to słyszała od rodziców, że jej przeznaczeniem jest życie w wiosce. Miała tego dość. Długo się szykowała i pewnego wieczora zabrała zbroję matki i miecz ojca, trochę jedzenia i wyruszyła w podróż. Marzyła o wielkich przygodach, walce z potworami i pomaganiu innym.

Miała dwadzieścia lat, długie, rude włosy, który połyskiwały w słońcu. Czerwone, metalowe elementy pancerza odbijały słońce. Rekia była zmęczona. Od dwóch tygodni niewiele zjadła a nie udało jej się nic osiągnąć. Wędrowała przez drogi i lasy.  Jedynie z czym walczyła to zwierzęta, na które polowała, żeby coś zjeść. Miała już dość i myślała, czy nie powinna wrócić do domu. I wtedy dotarła do tej wioski.

Wioska Niube położona była przy opuszczonych już szlakach i Rekia trafiła do niej tylko przypadkiem. Gdy weszła, zdziwiło ją, że wokół jest cicho i pusto. Domy były pozamykane, nikt nie wychodził. Ale czuła, że tu są ludzie, że patrzą na nią przez okna. Czy się jej bali? Gdy weszła na środek wioski, zauważyła gospodę. Weszła więc do środka. Drzwi były otwarte, ale w środku było też cicho. Podeszła do baru.
- Czy ktoś tu jest? – spytała – Chciałabym kupić coś do jedzenia.
Z za drzwi wyszła stara kobieta, na której twarzy widać było strach.
- Proszę… - mówiła – Już nic nie mamy…
- Jak to?
- Zabraliście nam wszystko…
- My? Ale ja jestem sama.
- Panienka nie jest z tych zbójców, co tu byli?
- Nie! Jestem tylko samotną wędrowniczką. Nic nikomu nie chcę złego zrobić.
- O jak dobrze – kobieta uśmiechnęła się i podeszła – Przepraszam, ale żyjemy w strachu. Kilka dni temu w ruinach zamku, niedaleko wioski zamieszkała banda zbójców. Zabrali nam wszystkie pieniądze i jedzenie, a oprócz tego…
- Co?
- Dziewczęta z wioski…
- Łotry – Rekia zacisnęła pięść – Pomogę wam!
- Ale panienko…
- Spokojnie, jestem wojowniczką. Paru zbójców to dla mnie żaden kłopot! Gdzie jest ten zamek?

Widziała już w oddali baszty zrujnowanego zamku. Z tego, co mówili wieśniacy, zbójców było tylko kilku. Powinna dać sobie z nimi radę, jeżeli uda jej się ich zaskoczyć i po kolei eliminować. Postanowiła poczekać do wieczora, podkraść się do ruin po cichu i zająć się jednym po drugim. Wiedziała, że nie ma szans ze wszystkimi na raz, ale nie miała zamiaru tak walczyć. Odczekała w ukryciu, a kiedy słońce ukryło się za chmurami, wślizgnęła się w mury zrujnowanego zamku. Zobaczyła pierwszego ze zbójców, śpiącego pod bramą, z halabardą u boku. Uśmiechnęła się, podeszła do niego i bez słowa przycisnęła dłoń do jego ust, żeby w tej samej chwili przejechać mieczem po gardle. Krew splamiła jej dłoń, ale zbój padł martwy. Wytarła rękę o ciuchy trupa i zostawiła go pod murem, żeby wyglądał jakby nadal spał.

Ruszyła dalej, zastanawiając się, gdzie ukryto porwane dziewczyny. Widziała światło palące się w jednej z wież. Postanowiła więc to sprawdzić. Cicho jak kot dotarła do wieży, przy wejściu do której stał uzbrojony w dzidę zbój. Rekia podeszła do niego od tyłu i nagle z całej siły wbiła miecz w jego plecy, tak że ostrze wyszło tam, gdzie powinno być serce. Zbój zabulgotał, i osunął się na jej ostrze, martwy. Odepchnęła ciało i ruszyła po schodach na górę. Słyszała dobiegające stamtąd jęki kobiet. Zadowolona z łatwych sukcesów i pewna siebie, wpadła do środka, z mieczem ciągle ze śladami krwi na ostrzu. Zatrzymała się. W sali, na podłodze siedziało kilka dziewcząt. Większość była naga, ale część miała na sobie dość frywolne stroje, niewiele ukrywające. Na środku, na tronie siedziała młoda kobieta o ciemnych włosach, ubrana w obcisły, fioletowy komplet, przypominający strój sado-maso. W reku trzymała bat. Jej wysokie buty lizały cztery klęczące dziewczyny. Rekia dostrzegła, że przy ścianie komnaty było łóżko, na którym siedział zbój. Między jego nogami klęczała inna dziewczyna.

Na widok Rekii ciemnowłosa uśmiechnęła się. Kopnięciem odsunęła od siebie dziewczyny i wstała, patrząc na przybyłą.
- O, widzę, że nowa ofiara sama przyszła… No, na co czekasz, rozbieraj się… Jak tu podejdziesz i z własnej woli wyliżesz mi buty, to może będę dla ciebie dobrą panią... może...
- Tyyy…. – Rekia nie czekała, rzuciła się w jej stronę w mieczem, tnąc z furią powietrze. Kobieta jednak bez trudnu uniknęła jej ciosu, który spadł na drewniany tron. Miecz wbił się głęboko w drewno. Zanim Rekia zdążyła go wyciągnąć, usłyszała świst. Bicz owinął się wokół jej ręki, pociągając ją do tyłu i na ziemię. Widziała jeszcze oddalającą się rękojeść wbitego w tron miecza.
- Brać ją! – krzyknęła kobieta i nagle wszystkie dziewczyny dookoła rzuciły się na Rekię. Ich ręce zacisnęły się na jej kończynach, rozrywały jej ciuchy. Wojowniczka szarpała się, ale nie mogła z nimi walczyć, było ich za wiele. Czyjeś palce wślizgnęły się między jej nogi, inne dłonie zamknęły się na jej piersiach. Czuła przesuwające się po niej języki. Ktoś, nie widziała już nawet dobrze kto, pocałował ją, sprawiając, że nie mogła krzyczeć.

Po chwili została ustawiona na kolanach. Jej strój był cały w strzępach. Silne ręce dziewczyn trzymały ją w tej pozycji. Ciemnowłosa kobieta podeszła do niej.
- Gotowa na dołączenie do mojego haremu? – spytała.
- Ty zboczona suko… co im zrobiłaś?
- To, co zaraz zrobię z tobą…
- Nigdy… - Rekia szarpnęła się mocno, ale niewolnice kobiety nie pozwalały jej na najmniejszy ruch.
-  Czas się przekonać… Achim, chodź tu!

Po tych słowach podszedł do nich zbój. Jedna z dziewcząt wzięła w ręce jego członka i zaczęła go masować, aż stał się sztywny. Wisiał na wysokości twarzy Rekii. Dziewczyna patrzyła na naprężoną, sztywną męskość wycelowaną w nią.
- Bierz go do buzi.
- Nie ma mowhmmmm!!! – Rekia chciała odpowiedzieć, ale w tej samej chwili mężczyzna złapał wojowniczkę za głowę i zanurzył swojego penisa w jej ustach. Dziewczyna szarpała się i krztusiła. W tym samym czasie trzymające ją dziewczyny lizały jej kark, masowały piersi, a ich palce delikatnie muskały jej łono. Było tego za dużo, nawet dla niej. Słyszała śmiech tamtej kobiety, kiedy jej głowa poruszała się rytmicznie do przodu i do tyłu. Jej czerwone usta owinięte były wokół członka, jądra zbója ocierały się o jej twarz. Czyjeś palce boleśnie szczypały jej nabrzmiałe sutki, podczas gdy dłonie masowały jej brzuszek, uda, pośladki. Ciepły język lizał jej kark. Któraś z kobiet całowała jej ucho, inna pokrywała pocałunkami jej plecy.

- Ghmmm!! Mhhmmm!!! – wielki członek kneblował ją. Nie mogła jednak powstrzymać tego, że było jej coraz lepiej. Intensywne pieszczoty kobiet rozpalały jej ciało, podniecając schwytaną wojowniczkę. Rekia przeklinała własną słabość, czuła gromadzącą się między nogami wilgoć, ciepło rozbudzone w jej ciele, dziwną przyjemność, rozchodzącą się od stóp do głowy. Dłonie rytmicznie masowały i ugniatały jej duże, pełne piersi, a palce zaciskały się mocno na jej twardych jak diamenty sutkach. Palce coraz głębiej zanurzały się w jej mokrej kobiecości, a kiedy dotknęły też jej guziczka rozkoszy, Rekia poczuła, że nie ma już sił walczyć.

Wydała z siebie pełen rozkoszy okrzyk dokładnie w tej chwili, w której mężczyzna przed nią jęknął i wystrzelił nasienie, prosto w jej twarz. Strumień gęstego, ciepłego płynu okrył jej policzki, wargi, nos, powieki, oczy, spływał po brodzie. Rekia jęczała z rozkoszy. Czuła, jak palce wędrują po jej twarzy, jak czyjeś usta zlizują nasienie z jej warg, żeby zaraz potem połączyć się z nimi w długim, namiętnym pocałunku. Nikt jej już nie trzymał, jej ręce same owinęły się wokół jednej z kobiet, z którą połączyła się w uścisku. Było jej tak dobrze, że zupełnie zapomniała, co się stało, po co tu przyszła i jak się tu znalazła. Język kobiety odkrywał jej usta, a ona odwdzięczała się tym samym. Kolano tamtej poruszało się między nogami Rekii, sprawiając, że wojowniczka znowu czuła nadchodząca rozkosz.

Nie doczekała jej jednak, bo w tej samej chwili ktoś złapał ją za jej rude włosy i szarpnął do tyłu. Rekia opadła na ziemię, oddychając głęboko, a nad nią stała kobieta o ciemnych włosach. Głośny świst znowu wypełnił pomieszczenie, gdy trzymana przez tamtą szpicruta spadła na tyłek Rekii, zostawiając na nim czerwony ślad. Dziewczyny odsunęły się od niej. Wojowniczka klęczała na zimnej, kamiennej podłodze, zaciskając zęby, kiedy kolejne razy znaczyły czerwonymi śladami jej okrągłe, jędrne pośladki. Spadał na nią cały deszcz ciosów. Co gorsza, Rekia czuła, że mimowolnie ją to podnieca, że znowu zaczyna robić się wilgotna. Nie liczyła nawet, ile ich spadło, zanim skończyły się. Kobieta podeszła do niej bliżej i podsunęła jej pod twarz swój wysoki obcas.
- Liż! Pokaż, że jesteś moją niewolnicą. Teraz i zawsze!

Rekia posłusznie wysunęła język, który dotknął lśniącej, czarnej skóry. Pocałowała czubek buta, stopniowo posuwając się coraz wyżej, czując na skórze buta ślady śliny pozostałych niewolnic. Gdy podniosła wzrok, zobaczyła, jak kobieta sięga po wiszącą u jej pasa błyszczącą, złotą obrożę i otwiera ją, żeby założyć ją swojej niewolnicy. Przypomniała sobie, że widziała takie u tamtych dziewczyn. Wszystkie emanowały jakąś energią, pewnie magiczną.
- Czas na ciebie – powiedziała kobieta, pochylając się nad Rekią – Dołącz do nich i zostań kolejną z moich niewolnic.

Wiedząc, że drugiej szansy nie będzie miała, Rekia wytężyła wszystkie siły i zerwała się do góry, wyrywając od pasa kobiety sztylet, który tam wisiał. Wyciągnęła go z pochwy w powietrzu i z okrzykiem rzuciła się na tamtą. Obie padły na ziemię, ale kobieta nie poruszała się już. Ostrze sztyletu trzymanego w obu rękach Rekii wbiło się w jej serce. Wokół martwego ciała powiększała się kałuża krwi.

- Uważaj! – Rekia usłyszała dziewczęcy krzyk i zaraz zeskoczyła z ciała martwej kobiety, na które spadło uderzenie zbója. Jego ręka zacisnęła się na jej ramieniu. Był to mocny uchwyt, którego osłabiona wojowniczka nie była w stanie zerwać. Zbój przyciągnął ją do siebie. Jego dłoń zacisnęła się na jej nadgarstku i sztylet opadł na ziemię.
- Suko! – wychrypiał, patrząc na nią z nienawiścią – Zapłacisz za to, co zrobiłaś mojej pani! Wyrypię cię, a potem zabiję!
Rekia krzyknęła, kiedy wszedł w nią, jego wielki penis bez trudu rozchylił jej wargi sromowe i wcisnął się do środka.
- Ahhhh!!!! – jej głośny jęk wypełnił salę. Czuła, jak coś pęka w środku. Mężczyzna nie zwalniał, podniecony odebraniem jej dziewictwa. Aż nagle zachrypł. Jego uchwyt puścił, a z ust wystrzelił strumień krwi. Padł na ziemię, do tyłu, a Rekia w ostatniej chwili uratowała się przed upadkiem. Za martwym zbójem stała jedna z dziewczyn, trzymając sztylet. Wojowniczka dostrzegła, że tamta nie ma szyi obroży. Pozostałe też nie.
- Dzięki – powiedziała, podnosząc się – Przyszłam was uratować, wysłali mnie ludzie z wioski…

Siedzące do tej pory niepewnie na ziemi dziewczyny zaczęły krzyczeć z radości. Rekia popatrzyła na martwe ciała. Widziała też strużkę krwi po wewnętrznej stronie swoich ud. Drogo zapłaciła za swoją pierwszą przygodę, za swoją chęć pomagania innych. Gdy odprowadzała dziewczyny do wioski, zastanawiała się, czy dalej chce tak żyć. Wiedziała już, jakie niebezpieczeństwa mogą czekać na samotną wojowniczkę. Pomyślała jednak też, ilu ludzi, którzy mogą potrzebować jej pomocy, jest na świecie. Zrozumiała, że nie może zawrócić ze swojej drogi…

(Twórczność Własna) Kosmiczna Rozkosz 6


Szósta, ostatnia część serii. Mam nadzieję, że komuś się podobała.


Tytuł: "Kosmiczna Rozkosz, część 6"
Z: Twórczność Własna
Rating: NC-17
Uwagi: sex toys, gwałt

- Aaaaaaaaaaaaaa! – Yui krzyczała, zjeżdżając po pochylni.Wymachiwała rękami, próbując się czegoś złapać, ale idealnie gładkie powierzchnie dookoła niej uniemożliwiały jej znalezienie czegokolwiek. Nie mogła zatrzymać ślizgu. Po chwili jednak zauważyła, że zwalnia, chyba pochylnia zeszła nieco bardziej pod kąt.
- Auuć! – krzyknęła, gdy wylądowała na czymś miękkim.Yarrbino o brązowych włosach leżała na jakimś łóżku. Zanim się podniosła,usłyszała metaliczny brzęk i poczuła, jak wokół jej rąk i nóg zamykają się metalowe obręcze. Szarpała się, kiedy jej ciało było podnoszone.
- Keeeiko!!! Amandaaaaa! Pomocyyyyyy! – krzyczała, kiedy maszyneria umieściła ją w nogami i rękami do dołu. Jej brzuch wsparty był na czymś miękkim. Wokół rozbłysły światła. Widziała przed sobą wielki monitor, na którym przesuwały się setki danych. Kamery rejestrowały jej widok ze wszystkich stroni wyświetlały na mniejszych ekranach obok niej. Uniosła głowę, żeby zobaczyć nad całą maszynerią wielki napis „Gwałtomat”.
Wokół szamocącej się w metalowych uchwytach Yui coś zaczęło szumieć. Dostrzegła metalową mackę, która trzymała ostry przedmiot. Zbliżyła się do niej, zsuwając się pomiędzy nogi szarpiącej się Yarrbino. Yui skamieniała. Ostrze powoli, precyzyjnie cięło, wycinając jej pancerzu dwa otwory. Jeden dokładnie wokół jej szparki, drugi trochę wyżej.
- O Boże… zostawcie mnie! – krzyknęła, ale jej głos odbijał się od ścian. Mechanizm dalej pracował. Widziała na ekranach własną, nagą kobiecość, którą analizowano. Po chwili dwie kolejne macki zbliżyły się do niej. Zakończenia obu warczały, przypominając kształtem wibratory. Yui desperacko szarpała się, ale metalowe uchwyty nie zamierzały puścić. Nagle coś nakryło jej uszy.
- Aaaaahhhhhh! – krzyknęła, kiedy jej cipka oraz dupa zostały spenetrowane jednocześnie przez brzęczące, plastikowe przedmioty. W tym samym czasie zaczęła słyszeć ze słuchawek słowa: „Jesteś słaba!”, Ulegnij!”,„Dziwka!”, „Musisz dochodzić!”, „Poddaj się!”.
- Nieeee! Nieee! Nieeeeeee! – krzyczała, ale był to jedyny sposób, w jaki mogła stawiać opór, gdyż obie jej szpary były intensywnie penetrowane. Maszyny zmieniały tempo i głębokość. Yui Starała się zacisnąć mięśnie, ale nic to nie dawało. Po chwili przed jej oczy przysunięto ekran.Obracały się na nim wielkie, różnokolorowe koła.
- Oh nie…. Hipnoza! – krzyknęła i instynktownie zamknęła oczy. Wibratory cały czas pracowały, a Yui czuła, że wbrew swojej woli zbliża się do orgazmu. Zacisnęła zęby, nie chcąc dać swoim oprawcom przynajmniej przyjemności ze słyszenia jej jęku. Ale cokolwiek by nie robiła, maszyna nie zwalniała. Była coraz bliżej. Wreszcie…
- Mghgmmmmmohmmmmm! – zduszony krzyk dobiegł z jej gardła,kiedy orgazm przeszył jej ciało. Yui ciężko oddychała, wiła się w metalowych uchwytach, kiedy fale rozkoszy obmywały jej ciało, od stóp do głów.Wyprostowała się sztywno, by zaraz potem zwiotczeć. Maszyna jednak nie przestawała, wywołując kilka kolejnych orgazmów. Mimowolnie otworzyła oczy, a kolory przed nią obracały się szybciej. Ze słuchawek cały czas płynęły poniżające określenia.
- Przestań! – krzyczała – Przesaooooooh!!! – kolejny orgazm zachwiał jej wolną wolą i trzeźwym myśleniem. Maszyna pracowała, mechanicznie, bez emocji i uczuć. Dildo w jej cipce był cały wilgotny od jej soków. Na ekranach wokół widać było jej własne ciało. Yui szybko zamknęła oczy,zwłaszcza, że kolory znowu obracały się szybciej. Niestety, uszu zamknąć nie mogła. „Jesteś dziwką!”, „Musisz ulec!”, „Będziesz dochodzić aż ulegniesz!” –mechaniczny, nieludzki głos powtarzał raz za razem.
Nie wiedziała, ile czasu minęło. Nie liczyła też przeżytych orgazmów. Wisiała w uchwytach, z jej otwartych ust kapała ślina, tworząc na ziemi kałużę. Podobna kałuża uformowała się pomiędzy jej nogami. Oczy Yui były szeroko otwarte i przekrwione od ciągłego wpatrywania się w obracające się kolory. Nie miała pojęcia, co się dzieje, gdzie jest i czemu musi przeżywać to,co przeżywa. Nie miała już siły na krzyki i protesty. Maszyna pracowała cały czas, co jakiś czas fundując wyczerpanej, brązowowłosej Yarrbino kolejny orgazm.
Po pewnym czasie jednak przestała. Drzwi otworzyły się i do sali weszła Dazierre w towarzystwie Amandy i Keiko. Yui jednak nie zwracała na nie uwagi. Na polecenie swojej pani, obie podniosły ją za ramiona i wyniosły. Yui ciężko oddychała, powtarzając tylko co jakiś czas „Jestem dziwką… muszę ulec…muszę się poddać…”.

Piątka Yarrbino stała przed Dazierre. Rebeca miała na szyi smycz, zaś nad nią stała jej nowa właścicielka. Kei była ubrana w różowy strój i z pustym wzorkiem patrzyła przed siebie. Keiko i Amanda nosiły kuse fartuszki pokojówek. Yui klęczała na czworakach, powtarzając cicho „Jestem dziwką…”. Na jej plecach siedziała Dazierre.
- Tak tak, wiem – Dazierre klepnęła ją w pośladki z głośnym,mokrym „slap!” – Która z was dowodziła?
- Ja, pani – odezwała się Rebeca.
- Dobrze – Dazierre sięgnęła po nadajnik i podała jej go –Teraz skontaktujesz się ze swoim statkiem i powiesz mi, że mnie złapałyście. Poprosisz ich, aby wylądowali. Następnie przebierzecie się i pójdziecie na wasz statek – wskazała na leżące na ziemi pancerze dziewcząt, wszystkie naprawione.Gdy już będziecie w środku, użyjecie tego – wskazała na pięć kul wypełnionych kłębiącym się w środku różowym gazem. Gdy to zrobicie, dajcie znak, a całą załogę przetransportujemy tutaj i odpowiednio przygotujemy.
- Tak, pani – Rebeca ujęła nadajnik i patrząc z posłuszeństwem w oczy Dazierre wystukała kod łączności z Vestą…

(Twórczność Własna) Kosmiczna Rozkosz 2


Tytuł: Kosmiczna Rozkosz część 2
Z: Władna historia
Rating: Nc-17
Uwagi: Yuri

Leżały na podłodze, w niewielkim pomieszczeniu o gładkich ścianach, w którym nie było widać nawet drzwi. Okryty kratą halogen oświetlał wnętrze.  Rebeca słyszała przyspieszone oddechy swoich podwładnych. Wiedziała, przez co wszystkie przeszły. Sama dała tutaj ciała i to dosłownie. Dały się załatwić jak ostatnie frajerki. Czemu zostawiły hełmy przy wejściu? Gdyby je miały na sobie,żaden gaz nic by im nie zrobił, a wtedy bez problemu rozprawiłyby się z tymi kobietami w różowych strojach. A tak uległy im prawie bez walki, pozwoliły robić z sobą co tylko tamte chciały. Było jej wstyd.
- Dziewczyny, jak się czujecie? – spytała.
- Ughmm… głupio wyszło – to była Amanda – Ale żyję, cała i zdrowa.
- Ja też – odezwała się Keiko – Ale nas załatwiła.
- Komunikatory nie działają – wtrąciła Yui – próbowałam połączyć się z Vestą, ale nie mogę.
- Czyli musimy sobie radzić same – Amanda podniosła się –Ale z gazem sobie nie poradzimy.
- Musimy ich zaskoczy – odezwała się w końcu Kei, mówiąc cichym głosem – Gdy tutaj przyjadą, udawajmy grzeczne i pogodzone z porażką, a jak się pojawi szansa, atakujemy. Co wy na to?
- Brzmi sensownie – odparła Rebeca -  O ile oczywiście tego nie przewidzą.
- Wiecie, nie sądzę, żeby tak po prostu nam pozwolili –Amanda wsparła się o ścianę – Ale jakby co, trzeba się liczyć z tym, że pewnie znowu użyją gazu.
- Kurwa – zaklęła Keiko – Ja i tak zatłukę pierwszą, która tu wlezie, mówię wam. Jebane lesby nie będą mnie więcej macać.
- Uspokój się – Yui podeszła do niej – Musimy działać razem i zespołowo.

Drzwi otworzyły się i w drzwiach celi stanęła grupa kobiet ubranych w te same, różowe stroje. W rękach trzymały metalowe kijki. Gdy weszły do środka, Keiko natychmiast zerwała się na nogi. Uderzeniem pięści powaliła pierwszą i kopnęła natychmiast drugą. Pozostałe dziewczyny również wstały, aby pomóc. Wtedy jeden z metalowych kijów uderzył w plecy Keiko, która właśnie próbowała udusić jedną z kobiet.
- Aaaaaauuuaaaaaaaa! – jej głośny krzyk wypełnił celę – Keiko upadła na ziemię, turlając się i zawodząc głośno z bólu. Pozostałe dziewczyny przypadły do niej.
- O kurrrrrwaaaa… - jęczała – jeeebbaaaanyyy prąd…. Mogło mnie zabić…
Kobiety dały im chwilę, a następnie jedna z nich kijkiem wskazała na Kei. Zrobiła nim ruch wskazujący, aby ta poszła z nimi. Brunetka wstała i spojrzała na koleżanki. Widziała w ich oczach strach. Odwróciła się i wyszła, otoczona przez uzbrojone w elektryczne pałki kobiety. Słyszała jeszcze ciche jęki Keiko. Chociaż bała się, nie chciała, aby taka sama pałka uderzyła ją. Gdy była prowadzona przez korytarze, rozglądała się uważnie, starając się zapamiętać jak najwięcej. Mogło się to przydać podczas próby ucieczki. Nie wiedziała, w jakiej części bazy są. No i te pałki, póki te kobiety je miały,Yarrbino nie miały szans na walkę z nimi. Do tego gaz… Wyglądało na to, że Dazierre przygotowała się do obrony lepiej niż sądzono.
Wprowadzono ją do niedużego pomieszczenia, do którego razem z nią weszły jeszcze trzy kobiety. W środku znajdowała się skórzana kanapa,krzesło z podłączonymi kablami i systemem VR, składającym się z okularów i słuchawek, stolik i jakieś nieznane jej maszyny stojące w pod ścianą. Kei została zmuszona, żeby ściąć na krześle. Bała się, ale widok pałek przekonał ją. Posłusznie usiadła, dała sobie założyć słuchawki, a na oczy założono jej słuchawki. Specjalne uchwyty  zapięto wokół jej rąk i nóg. Teraz Kei nie mogła już opuścić krzesła.
Ze słuchawek popłynęły przejmującego, kobiece jęki, pełne rozkoszy. Na nasuniętych na oczy Kei okularach zaczęły krążyć kolory, obracając się w kręgach. W miarę jak jęki były coraz głośniejsze, kolory obracały się coraz szybciej. Na ułamki sekundy między tymi obracającym się w kółko tęczami pojawiały się napisy. Było tam „Jesteś posłuszna”, „Jesteś niewolnicą”, „Jesteś by służyć”, ale nawet nie była w stanie ich do końca przeczytać. Poczuła, że jakaś ręka wsuwa się między jej nogi, dotykając i delikatnie pieszcząc jej kobiecość. Czyjeś palce lekko przyciskały jej sutki a usta całowały kark. Ale wszystko to było bardzo delikatne, podniecało ją tylko trochę, podobnie jak jęki z głośników. Ale połączone razem z nimi sprawiało, że Kei czuła, jak podniecenie w niej rośnie.
Jej sutki sterczały już twardo, a między nogami miała mokro.Westchnięcia rozkoszy wypełniały jej uszy, a napisy coraz szybciej i natarczywiej migały przed oczami. Kei starała się zamykać oczy, ale nie mogła na dłużej, a gdy tylko je otwierała, widziała znowu te kolory i słowa. „Jesteś posłuszna”, „Jesteś niewolnicą”, „Jesteś by służyć”. Powoli i nieubłaganie wwiercały jej się w umysł, nie dając spokoju. Czarnowłosa Yarrbino sama już jęczała, gdyż delikatne pieszczoty pobudziły jej ciało. Podświadomie chciała więcej, chciała, żeby któraś z kobiet włożyła palce do jej pizdy i palcówką doprowadziła jej rozgrzane ciało do orgazmu. Oczywiście, nie odważyłaby się tego przyznać,ale pragnęła tego.
Nawet nie zauważyła, kiedy pozwolono jej zejść z krzesła. Kobiety podniosły jej drżące ciało. Jakaś dłoń dotykała jej piersi, inna gładziła jej długie włosy, a trzecia z kobiet klęczała, wodząc palcem po jej kroczu. Kei wzdychała i jęczała, tak jak kobieta w słuchawkach. Zdjęto jej okulary, a usta tym razem zamknął pocałunek jednej z kobiet. Dłonie poruszały się po jej plecach i pośladkach. Kei czuła że topi się jak kostka lodu na rozgrzanej blasze. Podobnie topniała jej wolna wola.
W słuchawkach ucichły jęki… usłyszała cichy szum, który przekształcił się w słowo. Pytanie „Jesteś…?” zabrzmiało w jej uszach natarczywie, żądając odpowiedzi.
- Posłuszna…ohhh… posłuszna… - jęknęła Kei.
- Jesteś…? – padło po raz kolejny.
- Niew… niewolnicą… - odpowiedziała automatycznie.
- Jesteś…?
- By służyć… taaaak…. Oohhh taaak…
- Jesteś…? – pytania powtarzały się, a Kei odpowiadała,ulegając pieszczocie kobiet. Po chwili legła na ziemi, całując z oddaniem stopy jednej z ich, a w przerwach cały czas powtarzała wyuczone słowa, jak mantrę. Wiła się,błagając o orgazm, którego wciąż nie otrzymała. Choć kobiety pieściły ją cały czas, starały się nie przekroczyć granicy. Kei była cały czas niedaleko orgazmu, ale nie dane jej było dojść. Ciemnowłosa Yarrbino lizała posłusznie czubki butów, podczas gdy dłonie masowały jej pośladki i powoli przesuwały się między jej nogami. Grano na niej jak na instrumencie muzycznym, cały czas powoli, nie pozwalając przyśpieszyć i uderzyć w wysoki ton. Sama zaś nic nie mogła zrobić. Była posłuszna, bo była niewolnicą, a rolą niewolnicy jest służyć. Nic innego nie był dla niej ważniejsze. Ani koleżanki, ani Dazierre ani wolność. Gdy kobiety bawiły się nią, ona była szczęśliwa, że może im służyć swoim ciałem. Gdy w końcu doszła, czuła olbrzymią rozkosz i jeszcze większą wdzięczność dla swoich nowych pań.

(Vampire Princess Miyu) Na plaży


Przepraszam za przerwę, ale ostatnio mam dużo zajęć i to przez to trochę zaniedbałem bloga. Postaram się to naprawić.

Tytuł: Na plaży
Z: Vampire Princess Miyu
Rating: yuri

Miyu leżała na plaży, rozłożona na kocu. Jej koleżanki wyciągnęły ją tutaj, chociaż długo się opierała. Miała przecież ważniejsze zadania, przybyła w ten region żeby wytropić kolejnego shinmę. Ale musiała jednak żyć z ludźmi. To oznaczało, że trzeba co jakiś czas zachowywać się tak, jak młoda dziewczyna a nie jak kilkudziesięcioletnia wampirzyca. Sama była dość cicha i spokojna, więc nie chodziła na imprezy, a nawet na plażę nie bardzo miała ochotę iść. Ale dziewczyny z roku tak długo ją namawiały, że w końcu postanowiła się wybrać, żeby nie wyjść na skrajną dziwaczkę.

Uśmiechała się do siebie – wampirzyca opalająca się na plaży – to musiałby być dla kogoś, kto by wiedział, kim Miyu naprawdę jest, niezły dowcip. Spotkała się już w swoim długim życiu z sytuacjami, kiedy jakiś człowiek poznał, że jest wampirzycą i próbował ją zniszczyć typowymi metodami. Woda święcona, srebro… oczywiście, nic to jej nie robiło. Nie była przecież wampirem z bajek dla dzieci, ale prawdziwą wampirzą księżniczką, której zadaniem było pilnować ludzi przed shinamami.

Tym razem postanowiła, że na plażę wybierze się sama, tylko z dziewczynami. Towarzyszącego jej zawsze Larvę zostawiła, nie chciała, żeby chociaż trochę rzucał się w oczy, bo pewnie dziewczyny zaraz by zaczęły zadawać pytania, a Miyu zależało na spokoju. Patrzyła, jak jej koleżanki bawią się w wodzie. Sama miała na sobie tylko różowe bikini, ale nie ciagnęło ją do wody. Dużo przyjemniej było samotnie opalać się. Leżała na brzuchu, sznurek od stanika miała rozwiązany.

- Przepraszam – usłyszała nagle czyiś głos i podniosła głowę. Nad nią stała wysoka, piękna kobieta ubrana w jednoczęściowy strój kąpielowy. Miała długie, jasne włosy, połyskujące w słońcu. Z rysów twarzy i koloru włosów Miyu mogła zgadnąć, że pewnie była cudzoziemką, ale mówiła bardzo dobrze po japońsku.
- Tak?
- Czy mogłaby mi pani pomóc – spytała cudzoziemka klękając na piasku koło Miyu i podając jej mapę z przewodnika – zgubiłam się i nie wiem, gdzie jestem, a moi znajomi…
Miyu nie chciała się podnosić, bo pamiętała, że ma rozwiązany stanik. Rozsunęła szeroko mapę. Dziwne, nagle wszystko co na niej było zlało się przed jej oczami w jedno. Zamrugała kilka razy. Mapa wypadła jej z rąk.

Miyu próbowała ją podnieść, ale nagle zdziwiona stwierdziła, że nie może poruszać rękami. Jakby nagle straciła zupełnie kontrolę nad własnym ciałem. Czuła je, ale nie mogła poruszyć nawet palcem. Nie była w stanie wypowiedzieć ani słowa. Co się dzieje, pomyślała zaskoczona. Kobieta usiadła koło niej, patrząc na wampirzą księżniczkę z uśmiechem.

- Nazywam się Polly – powiedziała – a ty – spojrzała w złote oczy Miyu – jesteś strażniczką, prawda? Szybko cię znalazłam, bardzo szybko – uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Miyu poczuła, jak palec tamtej kobiety przesuwa się po jej plecach, wzdłuż kręgosłupa. Czuła jej dotyk, ale nie mogła nic zrobić. Patrzyła na nią tylko z pytaniem w oczach.

- Tak jak myślałam, pojawisz się i zaczniesz polowanie, prawda? – Polly zatrzymała palec u dołu pleców Miyu, na jej majtkach – Wy, strażniczki zawsze jesteście szybkie, a ja bym chciała, żebyś zwolniła. Żebyś – przybliżyła twarz do twarzy Miyu – poczuła rozkosz polowania.

Po tych słowach pocałowała ją. Miyu była tak zaskoczona, że nie wiedziała, co zrobić, kiedy duże, karminowe wargi przycisnęły się do jej ust, a język kobiety wsunął się do środka. Wampirza księżniczka pomyślała, że przecież wszyscy do okoła to widzą. Jeżeli jej koleżanki…
- Nie obawiaj się, nikt mnie nie widzi – szepnęła kobieta, przerywając pocałunek i przybliżając usta do ucha Miyu – mnie. Bo ciebie tak.

Miyu robiła wszystko, żeby nie spanikować. Wiedziała, że nie ma w tej chwili żadnych szans, że musi czekać na okazję, żeby wyrwać się z mocy tej kobiety i odesłać ją tam, gdzie jej miejsce. W tym czasie Polly podniosła z ziemi butelkę z płynem do opalania. Wylała trochę na plecy Miyu. Jej palce zaczęły tańczyć na jasnej skórze wampirzej księżniczki, wsmarowując w nią płyn. Poruszały się powoli, Miyu czuła dziwną przyjemność, kiedy ta pieszczota trwała. TO byłoby nawet dobre, gdyby nie to, kto to robił.

Ręce powoli zsuwały się coraz niżej, w końcu dotknęły majtek Miyu. Polly powoli zsunęła je wzdłuż nóg wampirzycy, a potem powoli rozsunęła trochę jej nogi. Ręce kobiety znalazły się między udami Miyu. Wampirzyca poczuła dreszcz, kiedy palce tamtej dotknęły jej kobiecości. Kiedy pierwszy wsunął się powoli do środka, Miyu wydała z siebie cichy jęk.
- Ja…
- Tak, możesz teraz mówić – powiedziała Polly, nie przerywając – Ale radziłabym ci uważać.
- Uważać? Na co… ahhh… - Miyu zamknęła usta, kiedy pieszczota tamtej kobiety wywołała u niej kolejny jęk. Polly bawiła się jej dziewiczą cipką, jej palce rozsuwały ją, wchodząc i wychodząc, sprawiając, że Miyu walczyła ze sobą, żeby tylko nie jęknąć za głośno.

- Proszę… przestań – szepnęła, kiedy palec Polly dotknął jej guziczka rozkoszy. Wampirzej księżniczce coraz trudniej było się kontrolować.
- Czemu? Przecież widzę, że ci się to podoba – wsunęła palec nieco głębiej, sprawiając, że Miyu zacisnęła zęby. Czuła, że tam, między nogami, jest już zupełnie wilgotna, że Polly bawiła się jej cipką, jej łechtaczką, popychając ją coraz dalej w objęcia przyjemności, od której wampirzyca chciała uciec.

- Jesteś naprawdę napalona – wyszeptała jej do ucha – widzę to, czuję pod palcami. Podnieca cię, kiedy nieznajoma kobieta bawi się tobą, prawda? Co za niegrzeczna strażniczka z ciebie. Twoja cipka jest już zupełnie mokra. Sprawia ci przyjemność, kiedy moje palce są w niej.
- Nie… nieprawda – Miyu czuła, że jej stwardniałe sutki ocierają się o materiał stanika i koca. Czuła, że zbliża się coś, czego bardzo nie chciała, ale coś w jej wnętrzu tego pragnęło.

- Zaraz dojdziesz, czuję to? Przeżyjesz silny, piękny orgazm, strażniczko. Powiedz mi, jak ci na imię?
- Ngghmm… - Miyu walczyła z narastającą rozkoszą.
- Powiedz mi, a zasłonię ci usta i nikt nie usłyszy twojego jęku.
- M… Miyu… - wyszeptała wampirzyca, ze łzami w oczach.
- Piękne imię – kobieta przyspieszyła ruch palcami, a jej ręka znalazła się na ustach wampirze księżniczki. Miyu czuła na palcach tamtej swoje soki. Jeszcze chwila i…

- Mmmhghmmm!!!! Gmhmmm!!! – gdyby nie ręka Polly, pewnie cała plaża usłyszałaby pełen rozkoszy krzyk Miyu. Wampirzyca doszła tak mocno, jak nigdy w życiu. Mimo że była na świecie już kilkadziesiąt lat, to przez całe życie jednynym seksem jaki znała, była masturbacja. Ale nigdy nie przeżyła czegoś tak intensywnego, silnego i przyjemnego. Czuła się jak w niebie. Chociaż nie trwało to długo, Miyu dopiero po chwili odzyskała świadomość.

Polly obróciła ją na plecy. Jej palce, ciągle mokre od soków i śliny bawiły się piersiami Miyu. Wampirzyca oddychała głęboko, cały czas czując jeszcze w sobie przeżytą przed chwilą rozkosz.
- Jesteś cudowna – powiedziała Polly, ściskając w palcach lewy sutek Miyu – Łatwa do pobudzenia, śliczna, słodka i urocza. Naprawdę mi się podobasz, Miyu.
- Ja… ja…
- Nic nie mów – nacisnęła jej drugi sutek, ściskając go między palcami – czuję, jak bardzo jesteś głodna. Ale to nie krwi chcesz, prawda? Poczekaj chwilę – Polly podniosła z ziemi swoją torebkę, coś z niej wyjęła i wsunęła między palce Miyu – to mój adres. Jeśli chcesz przeżyć to i dużo więcej, przyjedź tam wieczorem. Tak, jeśli chcesz, możesz mnie odesłać do ciemności, jak inne shinmy. To twój wybór, złotko – powiedziała, całując Miyu w policzek i oddalając się. Złote oczy Miyu patrzyły za odchodzącą shinmą. Miyu poczuła, że może się znowu ruszać, poprawiła stanik i wsunęła majtki. Jej koleżanki ciągle bawiły się w wodzie. Wampirzyca oblizała czerwone wargi. Nie mogła już doczekać się tego wieczora.

(One Piece) Cyrk



Na początku napisze, że nie znam zupełnie One Piece, opowiadanie napisałem, bo poprosiła o to pewna osoba, która komentuje tu od dawna. Wszystko wziąłem z wikipedi, mam nadzieję, że wielkich bzdur nie zrobiłem. Więcej z OP raczej nie planuję pisać, chyba że kiedyś to obejrzę.



Tytuł: Cyrk
Z: One Piece

- Witajcie na największym przedstawieniu na świecie! – rozległ się głośny krzyk a wokół błysnęły światła i rozpoczął się show. Kolejni cyrkowcy robili sztuczki, clowni rozśmieszali publiczność a treserzy zwierząt zmuszali je do akrobacji na piłkach i platformach. Magicy odstawiali iluzję za iluzją. Ale siedząca w jednym z ostatnich rzędów dziewczyna interesowała się tym nie za bardzo. Siedziała cierpliwie, czekając aż wszystko się skończy. Cyrki jej nigdy nie interesowały. Ale cyrk „Szalonego Browna”, jak nazywał się ten, był wyjątkowy. Jego właściciel był kiedyś słynnym piratem, ale porzucił to. Przedtem jednak udało mu się coś szczególnego. I właśnie to interesowało dziewczynę.

Miała na sobie krótką, niebieską kurtkę ze złotymi ozdobami, rozpiętą, a pod nią było widać czarny stanik, pod którym schowane były niemałe, okrągłe piersi. Krótka, jasnoniebieska spódniczka siegała ud. Na nogach miała sandały. Jej włosy były krótkie, jasnobrązowe. Szczupła sylwetka i długie nogi zwracały uwagę innych. Nami ziewnęła. Starała się interesować, tym co się działo na arenie, ale nie potrafiła. Ludzie dookoła krzyczeli i bili brawo, ale ona prawie przysypiała. Myślała nawet, czy nie zrobiłaby lepiej, gdyby przyszła tu po przedstawieniu.

Odczekała jednak do końca. Gdy przedstawienie dobiegło kresu i widownia rozeszła się, Nami weszła między namioty. Mijała kolejnych cyrkowców, sprzątających po przedstawieniu i szykujących się do nowego. Nikt nie zwracał na nią uwagi. W końcu postanowiła, że lepiej zrobi, jeżeli kogoś spyta.
- Wóz dyrektora? Ten duży, czerwony – wskazał dłonią wysoki, lekko otyły clown, który właśnie zmywał z twarzy makijaż. Nami skierowała się tam i zapukała do drzwi.

- Wiec szukasz Zielonego Kompasu? – Szalony Brown siedział za niewielkim stołem, paląc fajkę. Gęsty, aromatyczny zapach zapach tytoniu wypełniał ciasne pomieszczenie. Nami siedziała naprzeciwko niego.
- Tak – odpowiedziała – A ty jesteś ostatnim, który go miał.
- Wycofałem się już z tego fachu – wysoki, brodaty pirat o rudej czuprynie wstał i nalał do dwóch szklanek ciemnego, czerwonego wina – Spróbuj, rzadko trafiam na takie dobre. Wszystko co tu mają to siki. A co do kompasu…
- Chcę go mieć.
- Oczywiście, po co inaczej byś tu przyszła?
- Cena nie gra roli – Nami czuła, że ten stary pirat może chcieć z nią się targować. Zależało jej na tym artefakcie, który pozwalał przewidywać kierunki nadchodzenia burz nawet z kilkudniowym wyprzedzeniem. Dla nawigatora to był skarb. Wypiła wina. Rzeczywiście, było mocne i aromatyczne.
- Wiem, kim jesteś i jaka jest cena za twoją głowę – powiedział – Ale nie, nie bój się, nie wydałbym psom z Marynarki pirata.
- Cieszę się. A teraz porozmawiajmy o kompasie…
- Konkrety, tylko konkrety… Takim młódkom zawszę się śpieszy…
- Owszem, chcę jutro rano odpłynąć na Grand Line.
- Ho ho ho… ambitne plany…
- No więc co z tym kompasem?
- Przykro mi to mówić, ale nie mam go, jednak…
- Jednak? – Nami poczuła złość.
- Jednak myślę, że mam coś, co może cię zainteresować.
- Doprawdy? Chyba jednak nie – Nami wstała, ale nagle poczuła, że kręci jej się lekko w głowie. Potem ściany wozu zaczęły wirować. Najpierw powoli, potem coraz szybciej. Zrobiła krok do przodu, jeszcze jeden… i upadła na drewnianą podłogę, zupełnie bez zmysłów.

Gdy Nami odzyskała zmysły, pierwszym co poczuła, był ból głowy. Drugim był hałas, słyszała setki o ile nie tysiące głosów, a potem nagle brawa. Kiedy otworzyła oczy, zamknęła je prawie natychmiast, bo światła oślepiały ją.
- A teraz, panie i panowie, nasza najnowsza atrakcja! – znowu wokół Nami słychać było głośne brawa. Otworzyła oczy jeszcze raz. Stała na środku sceny cyrkowej, tej samej, która należała do Browna. Koło niej stał sam pirat.
- Zdejmij kurtkę – powiedział.

Nami miała ochotę na niego wrzasnąć, ale nagle sama zauważyła ze zdziwieniem, że jej ręce jej nie słuchają. Posłusznie odpięła guziki i niebieska kurtka wylądowała na ziemi areny.
- Teraz stanik – usłyszała. Po tych słowach zsunęła stanik, podtrzymujący jej duże, okrągłe piersi. Czuła w sobie potworny wstyd i zażenowanie, ale jeszcze gorsza była zupełna bezsilność wobec tego, co się działo. Nie wiedziała, jak to się stało, jak to było możliwe, że musiała całkowicie wypełniać polecenia tego człowieka. Zarumieniła się, czując na sobie oczy wszystkich w namiocie, patrzących na jej gołe piersi.

- Spódniczka – po tych słowach Nami odwiązała rzemyk owinięty wokół jej pasa i pozwoliła swojej niebieskiej spódniczce opaść wzdłuż jej nóg na ziemię, odsłaniając w ten sposób swoje skąpe, czarne majteczki. Poza nimi miała już na sobie tylko sandały. Przysięgała, że jeżeli będzie miała szansę, zemści się wyjątkowo okrutnie. Słyszała krzyki z tłumu, wiedziała, czego chcą i co będzie dalej.
- Majtki – powiedział Brown. Nami wiedziała, że jej policzki są całe czerwone, kiedy powoli ściągała majtki wzdłuż lewej nogi. Była już całkiem naga. Miała jednak nadzieję, że może to już koniec tego upokorzenia.

- Szanowni panie i panowie, to dopiero początek – krzyknął donośnym głosem Brown – pobawi się swoimi cyckami – powiedział do Nami. Jej ręce uniosły się, sięgając do jej dużych, okrągłych piersi. Wiedziała, że wielu mężczyzn patrzy na nie z pożądaniem a kobiet – z zazdrością. Często nosiła się skromnie, ale nigdy jeszcze przed nimi się nie rozebrała. A teraz…Masowała rytmicznie własny biust, palcami przyciskając swoje ciemne sutki, czując, jak twardnieją pod jej dotykiem. Robiła to już wiele razy, ale zawsze sama, w ciszy. Jęknęła, kiedy zacisnęła lekko palce na stwardniałej brodawce.

Kiedy Nami pieściła własne piersi, czuła, że między nogami powoli zbiera się wilgoć. Chociaż nie chciała tego, nie mogła w żaden sposób tego powstrzymać. Podniecenie w niej rosło. Masowała piersi coraz mocniej i intensywniej. W świetle widać było krople wilgoci na jej mokrym łonie. Tłum krzyczał coraz głośniej.

- Spokojnie, spokojnie, sami widzicie, jaka ona jest nagrzana i chętna, ale wszystko w swoim czasie – krzyknął głośno Brown – pokręć teraz tyłeczkiem.

Nami odwróciła się tyłem do publiczności i zaczęła zmysłowo poruszać biodrami. Słyszała, jak mężczyźni krzyczą w jej stronę, nie obchodziło jej, co krzyczą. Po kolejnych słowach Browna, wsunęła palce między obciekające wilgocią wargi sromowe, poruszając nimi coraz szybciej. Wzdychała i jęczała, masturbując się na oczach podnieconej widowni. Sama była też podniecona jak nigdy wcześniej w życiu.

Kolejny palec wsunęła między swoje pośladki. Masturbowała się szybko i intensywnie, a krzyki z widowni dopingowały ją. Zapomniała już o wszystkim, liczyła się tylko czysta przyjemność. Fale rozkoszy przepływały przez jej ciało i w końcu wydała z siebie głośny okrzyk rozkoszy, dochodząc na oczach całej publiczności. Potem znowu nadeszła ciemność.

Kiedy Nami obudziła się, znajdowała się w klatce. Była już zupełnie naga, zabrano jej nawet sandały. Klatka była na tyle niska, że nie mogła się podnieść, najwyżej była w stanie poruszać się na czworakach. Jej sutki przebite były dużymi, okrągłymi pierścieniami, na których wisiały dzwonki, brzęczące przy jej każdym ruchu. Podobny kolczyk miała też w pępku.

- Wyłaź, czas na kolejny numer! – usłyszała dźwięk otwieranej klatki. Przy jej wyjściu stał wysoki, muskularny clown, z batem w ręce. Nami posłusznie wyszła na czworakach. Czuła się słaba. Widziała w jego rękach bat i wiedziała, że lepiej nie stawiać oporu. Dała się wyprowadzić na arenę. Nie wiedziała, czy był wieczór czy dzień. Na widowni znowu był tłum. Gdy znaleźli się na środku, clown kopnął ją w tyłek. Nami poleciała do przodu, przewracając się. Salę wypełnił śmiech. Dziewczyna podniosła się. I wtedy nagle coś na nią spadło. Z trampoliny zeskoczył kolejny clown, trzymający w rękach duży, wełniany worek. Owinął go Nami od głowy aż do pasa. Jego towarzysz szybko obwiązał sznurek, zamykając w worku górną część ciała nami. Akrobata złapał sznurek i podciągnął do góry. Nami szarpała się, ale nic nie mogła zrobić, kiedy jej ciało uniosło się trochę do góry.

Clowni znaleźli się zaraz przy niej. Jeden z nich zdjął pasek i zaczął zadawać nim ciosy w jej tyłek. Owinięta workiem krzyczała i piszczała. Ale głośny krzyk wydała z siebie dopiero wtedy, kiedy dwaj clowni weszli w nią na raz. Zamknięta w worku, mogła wydawać z siebie tylko zduszone, ledwie słyszalne jęki, kiedy obaj uprawiali z nią seks na raz. Czasami wychodzi z niej, obracali ją i brali ją znowu, każdy z innej strony. Publiczność krzyczała z śmiała się głośno. Nami nie wiedziała nawet dobrze, co się dzieje, czuła tylko dwa członki, które rytmicznie i na przemian wchodziły w nią i wychodziły.

Gdy rozwinęli worek, Nami wypadła na piaszczystą arenę. Jej tyłek i łono były wilgotne i lepiły się od gęstego nasienia. Jeden z clownów wetknął między jej pośladki dildosa zakończonego czymś, co przypominało ogon konia. Drugi założył jej na głowę sztuczne, długie uszy. Widziała, jak podnosi płonącą obręcz.
- Skacz! – usłyszała krzyk a zaraz potem palące uderzenie bata. Chociaż w oczach miała łzy, skoczyła. A potem jeszcze raz. Publiczność za każdym razem głośno biła brawo.

Szalony Brown leżała wygodnie na dużym, jak na cyrkowy wóz łóżku, popijając wino. Między jego nogami leżała Nami, z ustami zatkanymi jego członkiem. Pirat głaskał jej głowę.
- Widzisz, nie mam zielonego pojęcia, gdzie  jest Zielony Kompas… ale jestem pewien, że na numerach cyrkowych z tobą zarobię więcej niż tym, za ile go sprzedałem.

(Queen's Blade) Wieża


Właśnie zacząłem oglądać doskonałe anime - "Queen's Blade". To pierwszy fik z niego.

Tytuł: Wieża
Z: "Queen's Blade"
Rating: yuri

Minęły już trzy długie dni, od kiedy Leina wkroczyła w góry, które dzieliły ją od siedziby Aldry. Widziała dymiące szczyty wulkanów, nawet skały, po których szła, były ciepłe. Co jakiś czas musiała ocierać pot z czoła, bo zalewał jej oczy. Im dalej szła, tym cieplej było. Jej ciało pociło się pod żelazną zbroją. Z każdym krokiem jej oddech st  awał się coraz cięższy, a długie, blond włosy kleiły się do jej ciała. Zastanawiała się, czy dobrze zrobiła wybierając najkrótszą z dróg.

Ale wtedy ujrzała wieżę, której metalowe ściany błyszczały, odbijając promienie słońca. Skąd takie miejsce na takim pustkowiu? Leina nie wiedziała, na mapie nie miała zaznaczonego czegoś takiego. Ale zaraz pomyślała, że może tu będzie mogła odpocząć, może nawet uzupełnić zapas wody. Podeszła do stalowej bramy i uderzyła w nią mocno. Patrzyła zdziwiona, jak brama sama się otwiera. Jasnowłosa wojowniczka weszła do środka. Na wszelki wypadek wyjęła z pochwy miecz. Wolała być gotowa, gdyby to miejsce okazało się pułapką. Brama zamknęła się za nią szybko. W środku było ciemno, ale zaraz potem zapaliły się świeczki, oświetlając schody, które prowadziły wyżej. Była zdziwiona, że w środku nie ma takiego gorąca jak na zewnątrz.

Leina nie miała wyboru i zaczęła wspinać się po schodach. Była już zmęczona, kiedy stanęła przed kolejnymi drzwiami. Pchnęła je. Kiedy zrobiła krok do przodu, poczuła silny, słodki zapach, wypełniający jej nos. Pomieszczenie, w którym się znajdowała, miało ściany pokryte atłasowymi zwojami materiału. Miękki dywan pokrywał podłogę. Na środku znajdowało się duże łóżko z czterema kolumnami. Do każdej z nóg łóżka przykuta była młoda kobieta ubrana tylko w korale. Na łóżku leżała wysoka, rudowłosa kobieta, ubrana w czarny, obcisły strój. Ciasny gorset opinał jej talię, a krwistoczerwone rękawice znajdowały się na jej rękach. Podniosła wzrok na Leinę.

- Kim… co…?  - spytała zaskoczona widokiem wojowniczka.
- Na kolana! – usłyszała nagle ostry, dominujący głos. Podniosła szybko miecz, ale w tej samej chwili w ręku nieznajomej kobiety pojawił się bicz. Leina czuła jak coś zaciska się na jej nadgarstku i jękneła z bólu, kiedy miecz wypadł z jej ręki na ziemię. Intensywny, słodki zapach, który wdychała, osłabiał ją i oszałamiał. Poczuła kopnięcie i zaraz potem przewróciła się na ziemię. Podniosła wzrok, żeby zobaczyć przed sobą, wysoki, skórzany but. Ktoś złapał ją za jej jasne włosy. Szarpiąc się, Leina próbowała się uwolnić, kiedy nagle wokół niej pojawiły się te cztery kobiety. Czuła, jak odpinają jej zbroję. Któraś z nich przycisnęła wargi do jej ust, całując ją mocno. Na czworakach, Leina usiłowała się wycofać, uciec na schody.

Ktoś złapał ją za nogi. Czuła, jak język dotyka jej łydki, jak zdejmowane są jej buty. Była coraz słabsza, wszystko kręciło się przed jej oczami. Czyjeś ręce masowały jej piersi, inne głaskały jej pośladki.
- Nie… nie… muszę… - ale cztery ciała, oplecione wokół niej uniemożliwiały jej ucieczkę. Czyjeś palce wsunęły się między jej nogi i zaczęły szybko poruszać się. Leina jęknęła głośno, ale zaraz potem jeszcze raz została pocałowana. Czuła miękkie, ciepłe usta, które zamykały się na jej sutkach, pieszcząc je. Nie miała siły dłużej walczyć, a słodki, mocny zapach, który unosił się wokół, oszałamiał ją. Jej ciało prężyło się pod wpływem ich dotyku. Czuła, że już niedługo…
- Ja… nie… ahhhhhhhh!!!!! – gdy poczuła orgazm, jęknęła głośno, opadając bez sił w ręce czwórki kobiet, które nie przestawały pieścić jej ciała. Ich palce były wszędzie, cały czas dając jej przyjemność. Zaraz potem oczy Leiny zamknęły się. W oddali widziała już tylko złowieszczy uśmiech rudej kobiety.

Gdy Leina odzyskała przytomność, wisiała przykuta do kamiennej ściany. Metalowe obręcze trzymały jej ręce i nogi. Czuła się słaba. Nie miała na sobie zbroi ale lekką, lnianą tunikę. W głowie dalej jej się kręciło, czuła ciągle ten duszny, słodki zapach. Próbowała się uwolnić, ale szybko zrozumiała, że nie ma szans, żeby zerwać ten metalowe obręcze. Mogła tylko czekać. Po kilkunastu minutach usłyszała czyjeś kroki. Podniosła głowę. Zobaczyła rudowłosą kobietę, która w towarzystwie dwóch niewolnic zbliżała się do niej. Jej obcasy stukały na kamiennej podłodze. Gdy zbliżyła się do Leiny, uśmiechnęła się, patrząc na przykutą do ściany dziewczynę głodnym wzrokiem.

Leina chciała krzyczeć i domagać się uwolnienia, ale czuła, że na tej kobiecie takie słowa nie zrobią wrażenia. Była więc cicho. Kobieta dała znak jednej z niewolnic, a ta podała jej nieduży pojemnik. Kobieta wypiła jego zawartość i przybliżyła się do Leiny. Blondynka nie mogła się cofnąć, czuła jak jej ciało przyciska się do ściany, kiedy rudowłosa była coraz bliżej. Chwilę potem poczuła, jak wargi tamtej przyciskają się do jej. Mocny pocałunek otworzył jej usta. Czuła długi język tamtej, jakiś dziwny smak wypełnił ją. To było dziwne. Leina czuła ciepło, które wypełniało najpierw jej usta a potem całe ciało. Długi pocałunek trwał, Leina czuła się coraz bardziej słaba i uległa. Było jej dobrze, przyjemne ciepło wypełniało ją.

Kobieta przerwał pocałunek, a dwie niewolnice otworzyły obręcze wokół rąk i nóg Leiny. Blondynka zrobiła ostrożnie krok do przodu, szybko przyjmując pozycje obronną. Chociaż była słaba a jej ciało płonęło, była gotowa się bronić. Patrzyła na rudowłosą. Zrobiła w jej kierunku krok, potem kolejny… i padła przed nią na kolana, składając pocałunki na czubkach jej lśniących, skórzanych butów. Ta kobieta była zbyt piękna, zbyt silna, żeby z nią walczyć. Leina czuła, że jedyne co może zrobić, to jej służyć. Jaka była głupia, chcąc jej wyrządzić krzywdę. Słyszała cichy śmiech swojej nowej pani.

Rozpuszczone jasne włosy Leiny opadły na jej nagie plecy. Delikatna, prześwitująca tunika okrywała jej nagie ciało. Na stopach miała złote sandały. Metalowy łańcuch łączył obrożę na jej szyi z jedną z nóg łóżka. Jej pani leżała na łóżku, a Elina masowała jej bose stopy. Nie wiedziała, jak długo już tu była. Jej dawna zbroja wisiała na ścianie, ale nie założyła jej już nigdy. Zapomniała o turnieju i o wszystkim, co było poza wieżą. Pragnęła już tylko tego, aby móc być tutaj i służyć jak najlepiej swojej nowej władczyni.

(Claymore) W objęcia potwora


Drugie z mailowo zamówionych opowiadań, tym razem od użytkowniczki o nicku Abigail, która poprosiła o yuri fanfik z anime "Claymore".
Tytuł: W objęciach potwora
Z: "Claymore"
Rating: NC-17

Jasnowłosa Claire szła przed podziemny korytarz, skradając się cicho, niczym kot szukający ofiary. Było zresztą właśnie tak. Yoma, który gdzieś tu się czaił, zabił już kilkunastu mieszkańców okolicznego miasteczka. Wśród jego ofiar było kilku głupców, którzy myśleli, że sami sobie poradzą z zabiciem potwora. Wydawało im się, że wyjdzie to taniej niż wzywanie Claymore. No i się doigrali. Teraz miasteczko było uboższe nie tylko o kilkunastu mieszkańców ale i o pieniądze, które i tak trzeba było zapłacić za jej wynajęcie. Claire nie mogła nadziwić się głupocie niektórych. Wysyłać jakichś podrostków z kijami i pałami przeciwko Yomie. To się musiało tak skończyć.
Zwykle w takich miejscach śmierdziało. Tutaj jednak nie było czuć zapachu rozkładających się zwłok, nie było śladów zakrzepłej krwi. Ale była pewna, że to właśnie tu. Nie miała wątpliwości. Szła naprzód, z wyciągniętym mieczem. Idąc tak wkroczyła do obszernej sali. Coś poczuła. Zaraz potem usłyszała śmiech. Podniosła wzrok. Na kamiennej półce, niedaleko, ale wysoko, siedziała młoda kobieta, o długich, niebieskich włosach i śmiała się.
- Koniec zabawy w chowanego – Claire szepnęła i ruszyła w jej stronę z obnażonym mieczem. Tamta nie ruszała się. Claire zrobiła kolejny krok. Nic, żadnej reakcji. Jeszcze jeden. I wtedy zatrzymała się. Nie dlatego, że chciała. Nie mogła iść dalej. Coś trzymało ją w miejscu. Chciała się rozejrzeć, poruszyć głową, ale nie mogła. Jakaś siła związała ją w tym miejscu.
- O, jaki ładny kąsek mi się złapał – usłyszała głos kobiety, która bez trudu zeskoczyła z wysokiej półki i zbliżała się. Claire analizowała swoją sytuację. To musiała być jakaś magia. Starała się skupić, znaleźć słaby punkt tej pułapki. Każda go miała. Potrzebowała tylko czasu. Ale Yoma zbliżała się.
- O, czy ja dobrze widzę? Jesteś Claymore? – Yoma spytała, podchodząc bliżej. Ruchem ręki wytrąciła Claire miecz, który z brzdękiem opadł na ziemię. Yoma położyła swoją dłoń na policzku Claire, przesuwając ją. Claymore nie zdziwieniem stwierdziła, że czuje ciepło, ludzkie ciepło. Coś tutaj jej nie pasowało.
- Jesteś ładna… Ja lubię ładne istoty – spomiędzy ludzkich warg wysunął się długi, wężowy, rozwidlony język, który przesuwał się po twarzy Claire, zostawiając mokry, śliski ślad. Wsunął się za ucho Claire, podczas gdy jego właścicielka zsunęła dłonie niżej. Zamknęły się one na piersiach Claire, masując je powoli. Błysnęły pazury, błyskawicznie uformowane z ludzkich paznokci. Rozcięły materiał stroju Claire wokół jej piersi. Yoma odrzuciła dwa kawałki materiału, obnażając piersi Claire. Dotknęła jej lewego sutka ostrym czubkiem szponu, powoli, delikatnie, kłując, ale nie przebijając. Claire patrzyła na to bezsilna. Ostry szpon zsuwał się niżej, tnąc materiał. Zatrzymał się na jej łonie. Dwie połówki stroju Claire zsunęły się na bok, sprawiając, że jej smukłe, młode ciało było doskonale widoczne.
- Śliczna… pewnie nawet jeszcze nie naruszona, prawda? – język dotknął piersi Claire, owijając się wokół jej sutka, liżąc go. Claire czuła, jak twardnieje pod wpływem dotyku. Jednocześnie wracało jej powoli czucie w ustach.
- Co… ty… - wyszeptała.
- Ot, to tylko taka gra – powiedziała kobieta, stając za Claire i obejmując ją w pasie. Jedną dłonią pieściła piersi Claire, podczas gdy druga zsuwała się po jej płaskim brzuszku nieco niżej. Język pieścił kark schwytanej Claymore. Zaraz potem dłoń zamknęła się między nogami Claire.
- Ohhh… - wyrwało się z jej ust, gdy Yoma powoli przesuwała swoją dłoń po jej dziewiczym łonie. To było takie nierzeczywiste. Wiele wiedziała o Yomach, ale nie słyszała, żeby tak się zachowywały. Zwłaszcza wobec swoich śmiertelnych wrogów, jakimi były Claymore. Dziwiło ją, że potwór nie skorzystał z okazji i nie zabił jej od razu. Był aż tak pewny siebie. Claire wiedziała, że działanie pułapki powoli słabnie, mogła już poruszać wargami i nosem. Jeśli zyska na czasie, może uda jej się pokonać przeciwniczkę.
Yoma uniosła drugą dłoń ku piersiom Claire. Obie zamknęły się na nich, masując i pieszcząc je, lekko szczypiąc sterczące, ciemne sutki Claymore. Claire starała się zacisnąć usta i nie jęczeć, chociaż to, co robiła tamta, było przyjemne. Nigdy w życiu tak się nie czuła. Kobieta zamknęła jej usta pocałunkiem, wciskając język głęboko do ust swojej zdobyczy. Claire nie miała dość sił ani możliwości, żeby się temu przeciwstawić. Po raz kolejny poczuła, jak dłoń dotyka jej wilgotnego już trochę łona. Czuła ciepło, które powoli wypełniało ją.
Gdy Yoma przerwała pocałunek, uklękła przed Claire. Jej długi język dotknął cipki Claymore. Delikatnie, palcami, rozsunęła płatki i wniknęła do środka. Dreszcz przeszedł przez plecy Claire, ale był to przyjemny dreszcz. Długi, ciepły język dotykał ją tam, gdzie jeszcze nigdy nikt jej nie pieścił.
- Ohhhh… - mimowolnie wydała z siebie jęk rozkoszy. Zaraz zamknęła usta, wstydząc się tej chwili słabości. Mogła już poruszać końcówkami palców u nóg. Było jej dobrze. Tak dobrze. Yoma dawała jej przyjemność. Jasnowłosa Claymore jęknęła jeszcze raz, głośniej, gdy jej przeciwniczka odnalazła jej łechtaczkę i zaczęła się nią bawić. Rozkosz była tak duża, że Claire nie była w stanie się jej przeciwstawić.
Gdy orgazm wstrząsnął jej sparaliżowanym ciałem, przeciągły jęk echem zabrzmiał w lochu. Claire wciąż stała nieruchomo, ale wszystko w jej głowie się kołatało. Motyle tańczyły w jej brzuchu. Soczki spływały po udach. Nigdy jeszcze w życiu nie czuła czegoś podobnego. Była w niebie. Chociaż wstydziła się tego, była wdzięczna Yomie za zaznaną rozkosz. Oddychała ciężko.
- Nie ma to jak dziewice – uśmiechnęła się Yoma – Jesteście takie łatwe – to mówiąc wsunęła palce do wilgotnej cipki Claire. Zaraz potem dołączył do niego drugi. Głośne jęki Claymore wypełniły pustą salę, kiedy Yoma sprawnymi ruchami wymuszała na niej orgazm za orgazmem. Chociaż Claire czuła, że powoli odzyskuje kontrolę nad własnym ciałem, czuła się coraz słabsza.
Yoma odsunęła się i wyciągnęła do przodu dłoń. Claire patrzyła na nią. Widziała na niej krople wilgoci, jej własnej wilgoci. Ta dłoń była taka piękna. Po chwili wahania uklękła i pocałowała ją. Nie obchodziło ją, że składa hołd istocie, którą miała przecież zabić. W rozdartym stroju, z mieczem leżącym poza jej zasięgiem, Claire ucałowała dłoń, niczym sługa. Yoma uśmiechnęła się.
- Pójdziesz ze mną – powiedziała.
- Tak, pani – padło w odpowiedzi i na czworakach Claire ruszyła za Yomą przez prastary, kamienny korytarz.

Arietta, młodziutka Claymore 39 poziomu, jęczała głośno, gdy kolejny orgazm wypełniał jej ciało. Została przysłana tutaj, aby zbadać, co stało się z trzema innymi Claymore wysłanymi w to miejsce. Leżała rozciągnięta na kamiennym wzniesieniu, pokrytymi dziwną, lśniącą, wielobarwną substancją. Jej działanie utrzymywało ją w stanie półświadomości, osłabiając jednocześnie i niwelując działanie mocy Claymore. Duże pomieszczenie wypełniały jęki rozkoszy. Na podobnym postumentach leżały inne kobiety, wśród nich Arietta widziała także członkinie organizacji. Z rozłożonymi szeroko nogami leżały na pulsującym mroczną mocą śluzie. Między nogami każdej z nich znajdowała się błyszcząca macka, wnikająca głęboko do środka. Żadna z kobiet nie mówiła ani słowa, jedynie głośne jęki rozkoszy dobiegały z ich ust, gdy orgazmy przeszywały ich ciała na wskroś. Na starym, kamiennym tronie siedziała niebieskowłosa kobieta. Z jej pleców wyrastało kilka błyszczących macek, które penetrowały schwytane kobiety. Karmiła się ich energią seksualną. Yoma już dawno doszła do wniosku, że zamiast zabijać, można w efektywniejszy sposób pożywiać się ludźmi. Z każdą schwytaną zaś stawała się potężniejsza. Przełom nastąpił, gdy jej ofiarą padła pierwsza Claymore. Od tamtej chwili nie było już nikogo, kto mógłby stawić jej czoła. Patrzyła z uśmiechem na miecze, wbite w ziemię koło głów pochwyconych Claymore. Zostawiła je tam ze względu na pogardę dla swoich ofiar. Były w zasięgu ich rąk, ale żadna nie miała szans, żeby po nie już sięgnąć. U jej nóg leżała Claire. Yoma miała do niej sentyment. Jasnowłosa Claymore, jej pierwsza ofiara, patrzyła na nią z miłością i oddaniem. Yoma wysunęła do przodu stopę, a Claire z miłością składała na niej pocałunki, nie zwracając uwagi na los swoich towarzyszek.  

(Tomb Raider) Naszyjnik Izydy


Dawno tu już nie było niczego z Larą, prawda?

Tytuł: Naszyjnik Izydy
Z: Tomb Raider
Rating: NC-17

Lara wpadła do krypty. W ostatniej chwili puściła się liny, ryzykując, że upadek może zrobić jej krzywdę. Na szczęście wylądowała miękko, wzbijając chmurę kurzu wokół siebie. Podniosła się błyskawicznie, trzymając w obu dłoniach gotowe do strzału pistolety. Pradawna budowla, położna głęboko pod egipskimi piaskami, pewnie już od dawna nie widziała gości. Ale teraz miało to się zmienić. Lara widziała w kurzu i pyle na podłodze ślady stóp. Niewiele myśląc, ruszyła ich tropem.

Była tak wściekła, że lepiej było nie stawać na jej drodze. Najbardziej była zła na siebie, bo dała się wrobić jak skończona idiotka. Jeszcze wczoraj była pewnie jedyną osobą na świecie, która wiedziała o tym miejscu. Ale wieczorem, w hotelu, jak debilka, wygadała się przed pewnym przystojnym, egipskim naukowcem. Kiedy rano wstała i szykowała się do wyjazdu na poszukiwania, zauważyła, że zginęła jej mapa. Nie musiała długo się zastanawiać nad tym, kto ją obrobił. Jedyne, o czym teraz myślała, to z nim zrobi, jak go dopadnie. Na szczęście już wcześniej zamówiła jeepa, więc popędziła przez pustynię, gnając na najwyższych obrotach. Kiedy dotarła na miejsce, zobaczyła dziurę w ziemi i spuszczoną na dół linę. Sprawdziła, czy obydwa gnaty są naładowane i ruszyła w dół.

Poświęciła kilka miesięcy, żeby znaleźć ten zapomniany przez wszystkich grobowiec jedynej w historii Egiptu królowej, która samodzielnie władała państwem. Wszyscy byli pewni, że to legenda, ale Lara tak łatwo nie wierzyła, że coś, o czym tyle napisano, było tylko bajką. Biegła przez pradawne korytarze. Na ścianach znajdowały się rzędy hieroglifów, które pewnie w innej sytuacji by ją zainteresowały, ale Lara nie miała teraz czasu na ich badanie. Co chwila musiała schylać głowę, bo przy przejściach poziom sufitu obniżał się. Obawiała się trochę pułapek, ale mówiła sobie, że jeśli jakieś były, to ten skurwiel, który ją okradł, wpadnie na nie jako pierwszy. Nic jednak takiego nie spotkała.

Kiedy dotarła do głównej krypty, on już tam był. Widziała, jak stał przy pradawnym, kamiennym tronie, na którym znajdowały się resztki mumii. W dłoni trzymał coś błyszczącego. Lara uniosła oba pistolety na raz, nie strzelała jednak, bo bała się, że może coś uszkodzić. Wolała go nastraszyć.
- Koniec zabawy, York, czy jak się tam nazywasz – krzyknęła, pochodząc bliżej – Stój spokojnie, albo zrobię z ciebie sito.

Mężczyzna odwrócił się do niej. Wysoki, lekko śniada cera, krótko ścięte, czarne włosy – podobał się jej i pewnie dlatego dała się tak przerobić. Lara przeklęła fakt, że wszyscy przystojni faceci to takie sukinsyny. York obrócił się zaskoczony, ale widząc wycelowane pistolety, podniósł ręce do góry.
- Jesteś szybka – powiedział – Nie spodziewałem się, że tu dotrzesz.
- Za szybka dla takich pospolitych złodziei jak ty, draniu – powiedziała, podchodząc do niego bliżej – Trzymaj łapy wysoko. Coś tam znalazł?
- Oh, nic takiego – Egipcjanin spokojnie stał, kiedy Lara zbliżyła się. Schowała jeden z pistoletów do kabury na udzie.
- Jakiś naszyjnik? – spytała, patrząc na trzymany przez niego przedmiot. Sięgnęła po niego ręką, ale wtedy mężczyzna niespodziewanie poruszył się, zakładając jej go na szyję. Pchnął ją do tyłu. Lara, zaskoczona, zleciała z kamiennych schodów przed tronem i wylądowała na ziemi. Podniosła się, patrząc na niego z coraz większą wściekłością. Teraz już była pewna, że zrobi mu coś bardzo brzydkiego.

Zdziwiło ją, że nie uciekał, tylko stał tam. Skoczyła ku niemu z pięściami, chcąc zmieść uśmiech z jego twarzy. Ale ku jej zaskoczeniu, jej pięść zamiast rozwalić mu twarz, zatrzymała się i otworzyła. Jej ręka zaczęła gładzić jego policzek. Chciała ją cofnąć, ale nie mogła. Spojrzała zaskoczona, wielkimi oczami.
- Co to…
- Nieźle – uśmiechnął się York – zdejmij mi bluzkę.
Lara posłusznie zdjęła mu bluzkę. Nie mogła oderwać wzroku od jego nagiego, umięśnionego torsu. Jej ręce znalazły się na nim, głaszcząc go, ocierając się o zarost.
- Jak to… możliwe… - Lara nie mogła ich oderwać.
- To naszyjnik Izydy – uśmiechnął się – Czytałem o nim dużo. Kapłani używali go, żeby zniewalać kobiety. Stopniowo będzie cie osłabiał, odbierał ci wolną wolę i inteligencję, aż w końcu…
- Czyli wystarczy, że go zdejmę – Lara ciągle miała w sobie dość wolnej woli, żeby sięgnąć rękami do naszyjnika. Ale kiedy jej palce go dotknęły, poczuła, że jest ciężki, jakby ważył kilka ton. Nie mogła go nawet unieść, chociaż o milimetr.
- Oh, daj spokój, to bez sensu. Nie dasz rady go zdjąć, a za chwilę nie będziesz już nawet chciała tego zrobić.
- Musze… uciec – Lara odwróciła się i zrobiła krok.
- Chyba nie zamierzasz pozbawić mnie twojego towarzystwa? Podobasz mi się…
- Ja… podobam ci się? – Lara odwróciła się do niego. Chciała stąd uciec, jak najdalej od tego człowieka, ale nie mogła. Zrobiła krok w jego stronę.
- Oczywiście, jesteś słynna ze swej urody – w jego głosie było coś żartobliwego, uśmiechał się, widząc jak Lara idzie w jego stronę, poruszając biodrami – A ten naszyjnik czyni cię jeszcze piękniejszą.
- Jesteś taki miły – powiedziała innym niż wcześniej, wyższym i spokojnym głosem. Jej palce dalej znajdowały się na naszyjniku, ale nie próbowała już go zdjąć, tylko bawiła się nim – Ale przecież mnie oszukałeś….
- To była niespodzianka, Laro – powiedział, podchodząc do niej – chciałem, żebyś miała trochę zabawy. Przecież nie zrobiłem ci krzywdy. Nie komuś tak pięknemu – położył rękę na jej nagim ramieniu. Wiedział, że patrzy na jego umięśniony tors.
- Naprawdę uważasz, że jestem piękna? – Lara zachichotała, czując, że jej policzki robią się różowe – Ojej, to naprawdę bardzo miłe, wiesz, ja… tego… no…

Lara czuła się dziwnie, jakby odnalazła w sobie coś, czego zawsze pragnęła, a co starała się ukryć. Czuła dziwne ciepło promieniujące z naszyjnika, który tak jej się podobał. Jej palce bawiły się jego srebrnym łańcuszkiem. Było jej dziwnie dobrze. Ten człowiek mówił jej takie miłe rzeczy, był taki dobry.
- Nie… - wyrwało jej się – muszę… uciec…
- Oh nie, tylko nie to – jego ręka znalazła się na jej piersi. Lara czuła, jak przez cienki materiał jej stroju pieści ją. Była jak kostka lodu, którą dotknął rozgrzany nóż. Prawie się stopiła pod jego dotykiem. Jego druga ręka znalazła się na jej drugiej piersi. Lara czuła w głowie mętlik, coś dziwnego zalewało ją, odbierając zdolność do myślenia.
- Wiesz, myślę, że jeszcze piękniej byś wyglądała na kolanach – powiedział jej York.
- Tak… ale… czemu? – resztkami wolnej woli chwytała się własnej przytomności, która coraz bardziej gasła w niej, w miarę jak pieszczota stawała się coraz intensywniejsza.
- Bo każda kobieta najlepiej się czuje na kolanach przed swoim mężczyzną – powiedział, naciskając jej sutki.
- No tak… - Lara posłusznie uklękła przed nim na kamiennej posadzce krypty.
- A teraz… przed chwilą mi mówiłaś, że chciałaś coś zrobić, prawda?

Naprawdę? Lara starała się w swoim zamglonym umyśle zrozumieć, o czym on mówił. Co chciała zrobić? Uciec? Nie, czemu miałaby uciekać przed takim wspaniałym mężczyzną. Klęknęła przed nim, więc… ale… no tak, to było oczywiste.
- Chciałabym ci zrobić laskę – powiedziała, oblizując swoje pełne, czerwone usta. Jej palce sięgnęły w kierunku jego spodni.
- Ojej, to chyba zapomniałaś się rozebrać?
- Naprawdę? Ojej, jaka ze mnie gapa – Lara szybko ściągnęła krótką, obcisłą bluzkę, pod którą nie nosiła stanika. Wstała, powoli zsuwając szorty, a zaraz za nimi majtki, ciesząc się ze sposobu, w jaki York na nią patrzył. Było jej z tym przyjemnie. Szybko zdjęła jeszcze skarpety i buty.

Kiedy była już zupełnie naga, klęknęła przed nim jeszcze raz. Jej palce rozpięły zamek w jego spodniach i uwolniły z nich jego wielkiego, sztywnego już członka. Rozchyliła wargi i objęła nimi go, powoli biorąc go coraz głębiej do ust. Czuła jego smak i zapach. Było dla niej czymś dziwnie naturalnym klęczeć przed mężczyzną, z penisem w ustach, jakby to była jej właściwa poza. Lara nie mogła tego odrzucić, coś kazało jej się cieszyć, że wreszcie jest na właściwym miejscu. Jego ręce znalazły się na jej głowie, w jej włosach, nadając jej rytm. Lara poczuła dumę z tego, że jest w stanie zmieścić go całego w ustach. Słyszała jego cichy pomruk satysfakcji i cieszyło ją to. Jego jądra ocierały się o jej twarz, kiedy poruszała się coraz szybciej. Kochała to, robienie laski wydawało jej się równie naturalne co oddychanie, a jego członek w jej ustach był na właściwym miejscu. Czuła, jakby była z nim jednością.

Zaskoczyło ją, kiedy doszedł, wypełniając jej usta swoim nasieniem. Nigdy wcześniej tego nie robiła i chociaż próbowałą, to nie mogła połknąć wszystkiego, trochę wyciekło z jej ust i kapało z jej brody. Martwiło ją, czy go to nie zdenerwuje. Ale nie. York usiadł przy niej, jego ręce błądziły po jej ciele, pieszcząc jej piersi, brzuch, uda, łono, zataczając na nich kregi i bawiąc się nimi, sprawiając, że Lara czuła się coraz lepiej. Sama rozsunęła przed nim szeroko nogi.
- Proszę… weź mnie – jęczała.

Gdy w nią wszedł, jej głośny jęk rozległ się echem po grobowcu. Czuła, jak jej serce bije rytmem takim samym, z jakim York penetrował ją. Jej ciało płonęło z rozkoszy, kiedy wchodził w nią, czuła przyjemność, której nigdy nie czuła. Coś w jej głowie cały czas powtarzało jej, że powinna być wdzięczna mężczyźnie, że to, co robi, jest dla niej łaską, że należy do niego i zawsze tak być powinno. Jej nogi owinęły się wokół niego, przyciskając go do siebie. Lara jęczała głośno, by wkrótce, tak szybko jak nigdy wcześniej, przeżyć potężny, wspaniały orgazm. Zaraz po nim przyszedł następny. Gdy York w niej doszedł, leżała na ziemi bez sił. Otworzyła oczy, patrząc na niego.
- Kochanie… - wyszeptała.

Kilka miesięcy później York leżał na kanapie w posiadłości Lary, teraz należącej także do niego. Kiedy wrócili z Egiptu, ogłosili, że wzięli tam ślub. York zwolnił wszystkich dawnych pracowników swojej nowej żony. Pił teraz schłodzonego szampana. W pokoju, z głośników sączyła się muzyka. Na środku pokoju znajdowała się Lara, ubrana w skąpy, prześwitujący strój. Jej ciało poruszało się w rytm melodii, jej duże piersi, teraz z przebitymi kolczykami sutkami poruszały się i opadały szybko, a biodra kołysały zmysłowo. Lara ogłosiła, że kończy z podróżami i chce się całkowicie poświęcić życiu prywatnemu. Czym takie życie było w praktyce, York wiedział najlepiej. Na szyi Lary cały czas błyszczał naszyjnik Izydy.

(Soul Calibur) Znać swoje miejsce 1


Kilka osób prosiło mnie o jakiegoś fika z Taki z SC. No to spełniam ich życzenia, a może niedługo spełnię je jeszcze raz.


Tytuł: Znać swoje miejsce
Z: Soul Calibur
Rating: NC-17

Powietrze w porcie było wilgotne. Słychać było szum fal uderzających o brzeg. Pomiędzy wielkimi, portowymi magazynami było jednak cicho. Plamy światła, rzucane przez latarnie były tylko w niektórych miejscach. Ale poruszająca się między budynkami postać unikała ich. Żyła w cieniu, całe swoje życie i tam czuła się najbezpieczniej. To zlecenie było proste. Miała dostać się na pokład luksusowego jachtu, który zakotwiczony był na nabrzeżu, podłożyć tam bombę i się wycofać. Zleceniodawca zastrzegł, że ma się to odbyć bez śladu, że nie wolno jej być zauważoną przez nikogo. Nie wolno jej też było nikogo zabić. Zabroniono jej zabrać ze sobą swoich ostrzy. Ale Taki nie przejmowała się tym aż tak bardzo. Była wojowniczką ninja, więc dla niej było to coś zwyczajnego.

Wybrała drogę przez jeden z magazynów, żeby uniknąć kolejnych latarni. Drzwi były niedomknięte, więc bez kłopotu wślizgnęła się do środka. Zrobiła krok, potem drugi… a nagle całe pomieszczenie rozbłysło światłem. Oślepiający blask sprawił, że Taki zamknęła oczy i zasłoniła je ręką. Otworzyła je jednak zaraz, bo usłyszała chichot. Naprzeciwko niej, na stercie skrzyń siedziała znajoma postać ubrana na zielono. Na kolana trzymała okrągły, metalowy przedmiot. Taki od razu poznała Tirę.

- Co ty tu robisz?
- Hi hi hi!!! Nieważne, co ja tu robie, ważne co ci zaraz zrobię – Tira zeskoczyła płynnie ze skrzyń, lądując niedaleko Taki. Ninja odruchowo sięgnęła po swoje krótkie sztylety, ale przypomniała sobie, że ich nie wzięła.
- Szukasz czegoś? – spytała Tira, a jej błękitne wargi wydęły się w uśmiechu – Ojoj, zapomniałaś broni? Ha ha ha ha!
Koło, które przed chwilą było w rękach Tiry, zawirowało w powietrzu, lecąc w stronę Taki. Ninja szybko odskoczyła, unikając trafienia w ostatniej chwili. Ale potem zrozumiała, że o to Tirze chodziło. Teraz zielonowłosa stała przed otwartymi drzwiami do magazynu. Drugie były zamknięte. Taki nie mogła uciec. Tira znowu trzymała w ręce metalową obręcz. Była ciągle szeroko uśmiechnięta.
Ostrze jeszcze raz poleciało w kierunku Taki. Wojowniczka ninja nie musiała uskakiwać, wystarczyło, że odsunęła się trochę. Ale kiedy zrozumiała swój błąd, było za późno. Usłyszała za plecami huk. Skrzynie poleciały w jej stronę. Nie zdążyła ich uniknąć, drewno spadło na nią, pozbawiając ją przytomności. Słyszała tylko w oddali śmiech Tiry.

Taki otworzyła oczy, by stwierdzić, że leży na łóżku, całkiem wygodnym nawet. Problemem było to, że była zupełnie naga. Ktoś ośmielił się ją rozebrać. Czy to było dzieło Tiry? Nie wiedziała. Rozejrzała się. Naprzeciwko niej znajdował się duży ekran. Próbowała się poruszyć, ale odkryła, że jej ręce i nogi przywiązano do rogów łóżka. Szarpnęła się kilka razy, ale bez efektów. Ktoś, kto ją przywiązał, dobrze wiedział, jak zrobić to tak, żeby nawet ona, wojowniczka ninja, nie dała rady zerwać tych sznurków.

Usłyszała cichy szum. Uniosła głowę. Pomiędzy jej nogami coś się poruszyło. Nieduży wibrator przysunął się, delikatnie  dotykając jej cipki. Nie wszedł jednak do środka, ale zatrzymał się tuż na granicy, lekko stymulując wilgotniejącą cipkę Taki. Wtedy coś przysunęło się do jej uszu. Dwie słuchawki nasunęły się na niej.
- Ulegnij… jesteś dziwką… ulegnij… – delikatny, kobiecy głos powtarzał powoli, bez przerwy te słowa – Musisz ulec… jesteś taka słaba… taka wrażliwa… jesteś podniecona…
- Spiedalać! – krzyknęła Taki, szarpiąc się w więzach, ale bez efektu. Nie mogła też w żaden sposób zrzucić w uszu tych przeklętych słuchawek. W tym samym czasie wibrator powoli stymulował ją. Czuła, jak powoli rośnie w niej podniecenie. Starała się cofnąć, ale wtedy wibrator przysuwał się, nie dając jej odpoczynku. Ze słuchawek cały czas płynęły słowa wzywające ją do poddania się rozkoszy. Na początku Taki krzyczała i powtarzała głośno, że nigdy nie ulegnie, ale w końcu zrozumiała, że tylko się męczy.

Po kilku godzinach ekran przed nią zajaśniał. Wibrator cały czas pracował, jej cipka obciekała od soków, ale nie miała szans na orgazm. Na ekranie zaczęły się wyświetlać filmy porno. Wszystkie dotyczyły tego samego. Silne kobiety ulegały mężczyznom i zmieniały się w dziwki, błagając o seks.
- To twoja przyszłość… też będziesz taka… ulegnij… poddaj się… - powtarzał głos ze słuchawek, nie dając jej wytchnienia.
- Mooocnieejj! – jęczała kobieta na ekranie. Była to skuta własnymi kajdankami policjantka, którą właśnie gwałciło dwóch przestępców. Taki patrzyła na wielkie członki, które wypełniały tamtą kobietę i czuła, jak z jej ust spływa strumyk śliny.
- Mocniej… - szepnęła cicho Taki, czując że ma już dość. Wibrator pieścił ją i stymulował, ale nie pozwalał jej na osiągnięcie orgazmu, o którym zaczynała coraz bardziej marzyć. Marzyła o tym, żeby móc się masturbować, ale jej ręce były przywiązane do rogów łóżka.

- Dobrze się bawisz? – usłyszała pytanie, gdy po godzinie otworzyły się drzwi i do pokoju weszła Tira. Nie miała na sobie swojego zwyczajnego stroju, ale zielonkawy, trochę prześwitujący porannik, pod którym Taki widziała białą, skąpą bieliznę. Ciało ninjy pokrywał pot, Taki drżała z rozrywającego ją podniecenia. Nie mogła zrobić niczego, żeby się zaspokoić, a kolejne filmy wyświetlane na ekranie wzmocniały jej apatyt na seks i podniecenie. Jej duże piersi unosiły się i opadały, a sutki były twarde jak kamień.
- Ty… - jęknęła – wypuść… mnie…
- Uparta z ciebie dziewczynka. Większość kobiet wystarczą tutaj dwie lub trzy godziny i już błagają o seks. A ty się trzymasz. Może coś dodamy? – Tira podeszła do Taki i położyła na stoliku obok łóżka kadzidło, które zapaliła. Taki szybko poczuła zapach, bardzo podobny do zapachu męskiego nasienia. To jeszcze bardziej rozpaliło jej zmysły. Zamknęła oczy, ale nie mogła zamknąć uszu przed słowami, które cały czas słychać było ze słuchawek.
- Jesteś uzależniona od seksu… marzysz o kutasie w twoich ustach… chcesz, by cię brali wszyscy mężczyźni w okolicy… Ulegnij…
- No to dobrej zabawy – Tira uśmiechnęła się i wyszła, zostawiając Taki samą.

Filmy na ekranie zmieniły się. Teraz pokazywały prawie wyłącznie sceny seksu oralnego. Taki otwierała nieświadomie szeroko usta, śliniąc się. Wibrator między jej nogami pracował cały czas, utrzymując ją w stanie podniecenia. Kadzidło wydzielało zapach, drażniąc jej nos.  Słuchawki cały czas działały.
- Wielkiego, soczystego fiuta… marzysz o nim… chcesz go objąć wargami… lizać i ssać… ulegnij… ciągnąć druta… lizać… ssać…
Mijały minuty a po nich godziny. Taki czuła, jak słabnie wewnętrznie. Wiedziała, że gdyby teraz ktoś jej dał penisa, złapałaby go ustami i ssała, ssała tak długo jak się da. Łzy ządzy i upokorzenia oraz wstydu płynęły po jej policzkach, kiedy patrzyła na kolejne sceny seksu oralnego wyświetlane na ekranie. Ich odgłosy słyszała w słuchawkach, w tle pomiędzy kolejnymi słowami wypowiadanymi przez ten bezlitosny głos. Choć pokonała w pojedynkach wiele osób, to teraz czuła się taka słaba i samotna. Po kilkunastu minutach poczuła jakiś dziwny zapach, inny od tego, który czuła do tej pory. Jej oczy zamknęły się i Taki zapadła w sen.

Obudziła się. Siedziała na piasku. Otworzyła szeroko oczy. Otaczały ją kraty. Widziała w oddali fale morza. Znajdowała się na jakieś plaży czymś podobny miejscu, w obszernej, metalowej klatce. Nie miała na sobie swojego stroju, tylko obcisły, czarny kostium, coś w rodzaju bikni, zakrywającego tylko nieco jej krocze, wpijającego się między pośladki i zasłaniającego sutki. Czuła się paskudnie. Jej ciało było rozgrzane i spocone. Śliniła się. Pierwszym, co jej przyszło do głowy, był seks. Pragnęła seksu. Wtedy zauważyła, że wokół klatki stoją i siedzą mężczyźni, głównie wyglądający na tubylców. W ostatniej chwili powstrzymała się przed zdjęciem z siebie tego dziwnego stroju i onanizowaniem się. Nie mogła przecież tego robić na ich oczach. Była taka podniecona, a coś twardego ocierało się o jej cipkę przy każdym ruchu. Materiał stroju wciskał się między jej pośladki, a ciasne paski ocierały o sutki. Skuliła się na piasku, chcąc zasłonić swoją nagość. Wiedziała, jak na nią patrzyli i bała się tego. Ale wiedziała, że jakby któryś tu wszedł, to mogłaby bez trudu skręcić mu kark. Chociaż kiedy na nich patrzyła, wyobrażała sobie, że podchodzą do niej i biorą ją, jeden po drugim.

- Jak się czujesz? – usłyszała znajomy głos. Przed klatką stała Tira. Miała na sobie tylko skąpe bikini, oczywiście zielone.
- Wypuść mnie…
- Bez kłopotu. Ale musisz mnie pokonać. Dam ci szansę. Pokonaj mnie, a wsadzę cię na jacht i odstawię do domu. Zgoda?
- Kiedy tylko chcesz…
Tira otworzyła drzwi klatki i weszła do środka, lekko krocząc po rozgrzanym piasku. Taki podniosła się. Żadna z nich nie miała broni, walka była uczciwa. Co prawda Taki czuła się zmęczona a seksualna żądza nie osłabła w niej, ale była gotowa do walki i chciała zemsty za pierwszą porażkę. Przyjęła bojową pozę i czekała na ruch Tiry. Zielonowłosa stanęła naprzeciwko niej, prężąc się w słońcu. Taki nie mogła nie zauważyć, jak piękne ciało ma jej przeciwniczka. Przełknęła ślinę. Tira przeciągnęła się raz i jeszcze raz. Jej skąpy stanik niewiele ukrywał. Piersi nie miała tak dużych jak Taki, ale wcale nie brzydsze. Błękitne wargi lśniły.

Taki nie chciała i nie mogła czekać. Zaatakowała. Ale kiedy wyskoczyła do przodu, unosząc nogę do wysokiego kopnięcia, nagle zatrzymała się i padła na kolana, łapiąc się za krocze.  Bo kiedy poruszyła się szybko, coś zaczęło bzyczeć. Przypomniała sobie, że coś już wcześnie ocierało się o jej kobiecość. Teraz to coś cicho bzyczało i wsuwało się w jej cipkę. Podniecona i tak mocno Taki padła na kolana, jęcząc głośno.

Tira znalazła się szybko przy niej, zakładając Taki blok na gardle i przewracając przeciwniczkę na ziemię. Wojowniczka ninja nie miała siły protestować, kiedy została obalona na ziemię. Wiła się z rozkoszy, której dostarczał jej wibrator, rżnący jej rozpaloną cipkę. Tira zerwała skąpe paski materiału, które osłaniały piersi Taki i zacisnęła palce na sztywnych sutkach, szczypiąc i gniotąc je. Taki jęczała coraz głośniej. Tira puściła ją, przewróciła na brzuch i bosą stopą przycisnęła do ziemi. Wiedziała, jak nagrzana po tym rejsie była Taki, więc po przywiezieniu tutaj kazała ją ubrać w specjalny strój z wibratorem uruchamiającym się przy każdym szybszym ruchu. Teraz maszyna ryła w Taki tunel, a wojowniczka ninja wiła się w spazmach rozkoszy. Nie przejmowała się nawet tym, że właśnie przegrała pojedynek. Chyba nawet tego nie zauważyła.
- Wydaje mi się, że przegrałaś, co?
- Ahhhh!!!!! Ohhhhhhh!!!!
- Rozumiem to jako „tak”.
- Ohhhhhhhhhh!!!! – głośno jęknęła Taki, kiedy orgazm wypełnił jej ciało.

- I chyba na tym skończmy – ubrana w elegancką, stylową suknię Tira siedziała w salonie. Naprzeciwko niej siedziała wysoka kobieta o krótkich, platynowych włosach, ubrana w obcisły, niebieski strój z dużym dekoltem, pod którym widać było dużych rozmiarów piersi.
- Rozumiem, że zostaniesz na kolację?
- To zależy, co podasz… - uśmiechnęła się przekornie Ivy. Nie ufała Tirze, ale wydawało się, że jednak na pewną współpracę mogą pójść.
- Mam dla ciebie coś specjalnego – Tira zadzwoniła dzwonkiem, który leżał koło niej na stole. Drzwi otworzyły się i do środka weszła Taki, ubrana w ciasny strój pokojówki. Jej duże piersi prawie wyskakiwały spod niego. Wysokie obcasy stukały na wypastowanej podłodze. Sama ją czyściła kilka godzin wcześniej.
- Co podać, pani? – spytała wojowniczka ninja, która po porażce uznała wyższość Tiry. Od tej pory służyła jej wiernie. Ukłoniła się. Tira spojrzała znacząco na Ivy.
- Na początek możesz wylizać mi buty – powiedziała Ivy uśmiechając się i oblizując wargi – A potem pomyślę…
Taki bez słowa klęknęła przed nią i zaczęła posłusznie lizać srebrzysty but. Jej tyłek, okryty białym materiałem majtek, wystawał do góry.  Ivy oparła na nim drugą nogę.
- Tak, to mi się podoba – powiedziała – zdecydowanie, na kolację zostanę.