Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Międzywymiarowy Dom Uciech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Międzywymiarowy Dom Uciech. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 czerwca 2012

(Międzywymiarowy Dom Uciech) Karin


Dziesiąta i ostatnia część projektu

Rozdział 10: Karin


Sakura pchnęła drzwi i wyszła na ulicę znajdującą się przed Międzywymiarowem Domem Uciech. Dziewietnastolatka miała na sobie skąpe, czerwone majteczki i stanik w tym samym kolorze, zasłaniający niewiele. Na rękach miała ciemne rękawiczki sięgające do ramion, na nogach wysokie obcasy. Opaska na głowie była ostatnim elementem jej stroju. Stojąca obok niej dziewczyna w jej wieku zrobiła krok do przodu, była wyraźnie niepewna. Sakura złapała ją za rękę i pociągnęła za sobą.
- Chodź, robota czeka.

Dziewczyna miała ciemnorude włosy. Nosiła okulary. Spod króciutkich szortów wystawały stringi. Skąpa, wisząca na ramionach i piersiach, górna część jej stroju była w kolorze ciemnoniebieskim. Na nogach miała ciemne rajstopy i sandały. Rozejrzała się po ulicy. Był już wieczór, ale wszędzie świeciło się dużo świateł. To był inny, nieznany jej zupełnie świat, ale teraz była jego częścią. Karin poczuła coś nieprzyjemnego, chciała się wycofać, ale powstrzymała się. Wolała nie myśleć, jaka spotkała by ją kara, gdyby nie wykonała polecenia.

Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Musiała spać, kiedy została tu przeniesiona, bo gdy zamykała oczy, spała jeszcze w łóżku, a gdy obudziła się, wisiała na łańcuchach w ponurym, ciemnym miejscu. Była naga. Metalowe obręcze zamykały się na jej nadgarstkach, wisiała tak wysoko, że mogła dotykać ziemi tylko końcami palców u nóg. Chciała krzyknąć, ale wtedy poczuła, że coś ją knebluje. Plastikowa kulka na owiniętym wokół jej głowy rzemyku była wsunięta do jej ust. W pierwszej chwili zaczęła się zastanawiać, czy to jakiś podstęp tych z Konohy, przecież i tak jej nie ufali. Ale to chyba nie było w ich stylu. Próbowała się jakoś uwolnić, ale nie miała żadnych szans. Coś blokowało jej czakrę.

Usłyszała chrzęst otwieranych drzwi i nagle pomieszczenie wypełniło jasne światło. Dziewczyna przymrużyła oczy. Słyszała kroki. Otworzyła powoli oczy, żeby zobaczyć dwóch mężczyzn, którzy zbliżali się do niej. Byli nadzy.
- Mmmm!!! Mmmmm!!!! – Karin zaczęła rzucać się w łańcuchach, kręcić głową, ale nic to nie dało. Pierwszy podszedł do niej i położył ręce na jej piersiach. Dopiero teraz Karin zauważyła, że jakby urosły.
- Mmmmm!!!! – zduszony kneblem krzyk dobiegł z jej ust, kiedy mocne ręce zacisnęły się na jej piersiach, a palce nacisnęły na jej sutki, które twardniały pod wpływem dotyku. Drugi mężczyzna stanął za nią, jego ręce przesuwały się po jej ciele, od karku, przez plecy, aż dotarły do jej jędrnych pośladków. Karin odrzuciła głowę do tyłu, gdy zaczął je rytmicznie masować.

W tym samym czasie mężczyzna z przodu rozsunął palcem jej wargi sromowe.
- Ghhhhhmmmm!!!! – Karin wydała z siebie cichy jęk, kiedy jego palce rozchylały jej kobiecość, wsuwając się głębiej i wysuwając. Czuła, jak powoli robiła się tam wilgotna, dokładnie tak jako, jak wtedy, kiedy się masturbowała. Marzyła wtedy zwykle o tym, żeby to Sasuke ją tam dotykał, pieścił, całował. Mężczyzna wsunął drugi palec, a potem trzeci, robiąc bezbronnej dziewczynie szybką palcówkę. Poczuła, że ten z tyłu rozsuwa jej pośladki…

- Ghhhhhmmmm!!! – wyprężyła się jak struna, kiedy ciepły, twardy członek wszedł do jej tyłka. Łańcuchy trzymały ją mocno, słychać było ich dźwięki, kiedy rzucała się razem z każdym pchnięciem. Ten przed nią złapał ją mocno i zaczął całować jej twarz, kark, stopniowo coraz niżej i niżej, aż w końcu jego usta zamknęły się na jej nabrzmiałych sutkach. Karin czuła, że jej się to podoba, ale nie mogła wytrzymać bólu, jaki sprawiał jej ten z tyłu. Jej tyłek promieniował bólem na całe ciało. Gdyby mogła, błagałaby, żeby przestał, ale knebel uniemożliwiał jej wypowiedzenie jakiegokolwiek zrozumiałego słowa.

- Nnnnnghnnn!!! – zaczęła kręcić głową, kiedy zobaczyła, że ten z przodu wchodzi w nią. Ból, który poznała przed chwilą, powrócił, kiedy straciła dziewictwo po mocnym, głębokim pchnięciu. Była wciśnięta między dwóch potężnych mężczyzn, który poruszali się rytmicznie, penetrując jej obie szparki na raz. Ich ręce poruszały się po jej nagim ciele. Karin zamknęła oczy, chciała stracić przytomność albo obudzić się, bo myślała, że to może sen. Czasem miewała takie fantazje. Ale w fantazjach zawsze było jej dobrze, nawet kiedy Naruto i jego trzy klony uprawiali z nią seks na raz. Tutaj nie czuła żadnej przyjemności, tylko ból, lęk i upokorzenie.

Obaj mężczyźni przyspieszyli. Palce jednego zaciskały się teraz na jej ciemnych sutkach, gniotąc je boleśnie. Drugi całował i pogryzał lekko jej kark, zostawiając na nim ciemne ślady. Ich muskularne ciała ocierały się cały czas o nią. Nie wiedziała, jak długo to trwało, nim doszli. Najpierw ten z tyłu, a zaraz po nim z przodu. Ich nasienie wypływało z niej, kapiąc na podłogę między jej nogami. Gdy przestali, Karin zawisła bez sił w łańcuchach. Ale wtedy…

- Gmmmm!!!!!! – jej krzyk wypełnił znowu salę, bo obaj po prostu zamienili się miejscami. Drugi raz nadziano ją na dwa twarde członki. Łzy płynęły po jej policzkach, kiedy była pieprzona jeszcze raz przez tych samych ludzi. Dławiła się własną śliną, zmuszona do oddychania przez nos. Knebel wciśnięty był na tyle mocno, że nie mogła go wypchnąć językiem, chociaż na początku próbowała to zrobić. Mężczyźni zamieniali się miejscami jeszcze trzy razy, kiedy w końcu przestali i wyszli. Karin nie liczyła, ile razy doszła, a ile razy oni doszli w niej. Czuła się strasznie. Właściwie nie była już nawet sobą, tylko cieniem. I wtedy drzwi otworzyły się jeszcze raz.

Wisząc bez sił, Karin widziała, jak dwie kobiety w strojach pokojówek weszły do pokoju, pchając coś, co wyglądało jak wąski stolik na kółkach.
- Mmmmm… - wydała z siebie cichy jęk, licząc, że może któraś z kobiet jej pomoże, ale nic z tego. Wsunęły ten dziwny, trójkątny stolik między jej nogi. Karin zauważyła, że boki miał obite miękkim materiałem. Jedna z kobiet odczepiła od niego jakieś dwa przedmioty połączone cienkimi kabelkami. Obydwa przyczepiła do jej sutków, przyklejając je taśmą. Były niewielkie i okrągłe. Obie kobiety po chwili odsunęły się. Przedmiot między jej nogami zaczął wydawać dźwięk.

Karin podskoczyła, gdy dwa przyczepione do jej sutek przedmioty zaczęły lekko wibrować, robiąc „bzzzzzzz”. Ale zaraz potem…
- Ghmmmmmmm!!!! – jęknęła tak głośno jak mogła, bo coś rozsunęło jej wargi sromowe i z całą siłą wtargnęło głęboko w nią. Zaraz potem wysunęło się… i wsunęło znowu. Dwie kobiety wyszły, zostawiając dziewczynę z maszyną, która dosłownie ujeżdżała Karin. To coś w niej poruszało się raz szybciej, raz wolniej, nie dając jej spokoju, a dwa przyciśnięte do jej sutków przedmioty cały czas wibrowały. Karin czuła, że zbliża się do krawędzi orgazmu. Ale wtedy maszyna zwolniła. Przyspieszyła po kilkunastu minutach i znowu w kluczowym momencie zatrzymała się, nie dając dziewczynie osiągnąć szczytu. Kiedy zdarzyło się to czwarty raz, Karin czuła rozczarowanie. Czas mijał, a maszyna bawiła się z nią, jak kot z myszką. Kilka razy traciła przytomność, ale maszyna zaraz ją budziła.

Teraz, kiedy stała przy drzwiach, wiedziała, że musi zrobić wszystko, żeby tylko nie wrócić do tamtego pokoju. Kiedy wyjaśniono jej, gdzie jest i co ma robić, nie mogła w to uwierzyć, ale wszystko wydawało jej się lepszym niż dalsze wiszenie na tych łańcuchach.
- Masz szczęście, że mam dziś dyżur na ulicy – uśmiechnęła się Sakura – pierwszy raz jest ciężko.
- Dziękuję – powiedziała cicho i niepewnie Karin. Razem z Sakurą stanęły oparte o mur. Chwilę potem zatrzymało się przed nimi auto. Facet w środku machnął na nie ręką. Sakura pchnęła lekko Karin, która podeszła.
- Ile za loda? – spytał zarośnięty facet siedzący za kółkiem.
- Dycha – odpowiedziała, jak ją nauczono.
- Świetnie. Właź i rób, śpieszy mi się – powiedział i otworzył drzwi. Karin niepewnie weszła do samochodu, siadła na fotelu obok niego i pochyliła się, rozpinając zamek jego spodni. Czuła jak  jego ręka przesuwa się po jej głowie, przyciskając ją, kiedy brała jego członka między wargi. Jej ruda fryzura unosiła się i opadała, kiedy obciągała swojemu pierwszemu klientowi. Chociaż budziło w niej to obrzydzenie, wiedziała, że jest to lepsze niż powrót do tamtego pokoju.

(Międzywymiarowy Dom Uciech) Aayla Secura


Dziewiąta część serii i jedna z oryginalniejszych propozycji - ze Star Wars. Ile tego się nazbierało...

Rozdział 9: Aayla Secura

Aayla otworzyła oczy. Prawie czuła pulsujący ból ognia blasterów, którzy przed chwilą palił jej plecy. Ale zrozumiała nagle, że to tylko wspomnienie, że nic jej nie boli. Nie leżała na błotnistej powierzchni Felucii tylko w miękkiej pościeli. Wstała i dotknęła ręką pleców. Nie było tam nawet śladu po ranach. Ktoś ją ocalił? A może nie żyła? Rozejrzała się, znajdowała się w dość prosto umeblowanym pokoju, ściany pomalowane były na beżowo, pod nimi znajdowało się kilka szafek, stolik, krzesła, duża szafa w rogu, a w drugim – kabina kąpielowa. No i jeszcze łóżko, duże i wygodne. Zauważyła, że jest zupełnie naga, nie miała na sobie też żadnego opatrunku. Ale bardziej jej brakowało miecza świetlnego.

Zeszła z łóżka i podeszła do szafy. Było w niej wiele ubrań, głównie skąpe i frywolne stroje, ale znalazła też lekki porannik, który narzuciła na swoje nagie ciało. Skierowała się ku drzwiom i nacisnęła klamkę, ale okazały się zamknięte. Szarpnęła mocniej, ale nic to nie dało. Cofnęła się i wysunęła dłoń, żeby użyć mocy… ale zdziwiona spostrzegła, że moc zupełnie nie działa, jakby jej tu nie było. To był pierwszy znak, że coś w tym miejscu jest nie do końca w porządku. Wróciła na łóżko i usiadła na nim. Co za dziwne więzienie, pomyślała. Jednak skoro żyła, to ten, kto ją tu zamknął, nie miał zamiaru jej zabić. Starała się przypomnieć sobie coś z ostatnich zapamiętanych wydarzeń, ale nie mogła. Przychodził jej na myśl tylko potworny ból, spowodowany trafieniem z blastera z bliskiej odległości. Kto to mógł zrobić? Przecież tuż za nią byli jej żołnierze…

Nagle na ścianie coś się poruszyło. Aayla poderwała się z łóżka, ale to tylko duży, płaski ekran. Z zaskoczeniem zauważyła na nim… samą siebie. Szła przez Felucię, a za nią posuwali się tyralierą jej ludzie. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, wszyscy unieśli blastery i strzelili… do niej. Scena powtórzyła się kilka razy, a oczy mistrzyni Jedi robiły się coraz większe. Nie mogła w to uwierzyć, to było nie do przyjęcia. Po czterech scenkach, ekran zgasł, a drzwi do jej pokoju otworzyły się. Do pokoju wszedł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w długiej, niebieskiej szacie, ozdobionej złotymi symbolami. Aayla szybko podniosła na niego wzrok. Miał krótkie, kasztanowe włosy i niebieskie oczy. Wstała z łóżka, chociaż ciągle czuła jeszcze w sobie szok, jaki wywołało w niej to nagranie.

- Tak – powiedział, nie przedstawiając się, nieznajomy – sądziłem, że lepiej będzie, jeżeli najpierw ci to pokażę, dopiero potem porozmawiamy.
- Co to znaczy? Kim jesteś? Co to za miejsce?
- Dużo pytań… ale postaram się na nie odpowiedzieć… w końcu nie odmawia się generałom, prawda? – usiadł na jednym z krzeseł – To, co przed chwilą widziałaś, to była twoja śmierć. Zostałaś zabita na rozkaz wielkiego kanclerza Palpatine, w rzeczywistości mistrza Sithów. Ty i inni Jedi zginęliście. W tamtym świecie już cię nie ma.
- W tamtym świecie? – poczuła, jak jej lekku drżą.
- Tak, to ta najtrudniejsza część… Widzisz, znajdujesz się obecnie w innym wymiarze. Wiesz, tak jakbyś wleciała w czarną dziurę.
- Rozumiem.
- Bardzo dobrze. Można powiedzieć, że uratowałem ci życie, przeniosłem cię w ostatniej chwili. Nasza technika pozwoliła wyleczyć twoje rany. Jak widzisz, nie masz już nawet blizny.
- Dziękuję – skłoniła lekko głowę, chociaż czuła instynktownie, że coś tu jest nie w porządku.
- Nie ma za co. Nawet jak na nasze warunki, tak precyzyjne przeniesienie było niezwykle kosztowne. Technologia i energia też kosztują. Będzie uczciwie, jeżeli zażądam spłaty tego długu, prawda?
Aayla nie odpowiedziała, patrzyła na niego, czekając.
- Członkinie twojej rasy słyną ze swoich umiejętności w dostarczaniu rozrywki innym. To miejsce to właśnie dom rozkoszy, który prowadzę. Mam tu kobiety z najróżniejszych miejsc i wymiarów. Twi’leklanki jeszcze nie mam. Dlatego chciałbym, żebyś pracując u mnie, zwróciła mi dług.
- Ja mam być… dziwką?
- Nie – pokręcił głową – ktoś taki jak ty nie mógłby być zwykłą, uliczną kurwą. To zachowałem dla najbardziej nieposłusznych i upartych z moich pracownic. Ty będziesz tancerką, kelnerką i kurtyzaną. Wielu będzie chciało zapłacić wielkie pieniądze, żeby przespać się z twi’leklanką.
- A jeśli powiem „nie”? – Aayla zmarszczyła brwi.
- Mam środki, żeby cię zmusić, ale nie chciałbym ich używać, nie lubię przemocy. Pamiętaj, że w  tym świecie twoje zdolności Jedi nie działają. Na dodatek, na głowogonach masz specjalne pierścienie, które zmniejszają twoją siłę. Jesteś tu zwykłą słabą, bezbronną kobietą, zagubioną w obcym wymiarze. Wybieraj…

Szybka i rytmiczna muzyka wypełniała salę barową, znajdującą się w burdleu Vernona. Na scenę weszła Aayla, owinięta obszerną szatą. Muzyka na chwilę ucichła, a dwa światła skierowały się na nią. Kiedy rozległ się pierwszy dźwięk granej na nowo muzyki, zrzuciła szatę. Miała na sobie skąpe, metalowe bikini oraz rajstopy. Stanęła na środku i zaczęła tańczyć, jej ręce przesuwały się powoli, sugestywnie wzdłuż krągłości jej własnego ciała. Kołysała biodrami, czując na sobie wzrok wszystkich zebranych w sali.

Zwróciła się w kierunku metalowej tyczki za nią, i zakręciła wokół niej, trzymając ją jedną ręką. Zaraz potem przycisnęła do niej własne ciało, poruszając nim rytmicznie i odrzucając głowę do tyłu. Jej lekku falowały, kiedy jej ciało poruszało się w udawanych spazmach. Trzymając się tyczki jedną ręką, zawisła na niej, a jej piersi rytmicznie podskakiwały z każdym ruchem, jakby miały wypaść ze skąpego, metalowego stanika. Zsunęła się i uklękła, obejmując tyczkę kolanami, nie przerywając sugestywnych ruchów. Wiedziała, że wszystkie twi’leklanki mają naturalne zdolności akrobatyczne i taneczne, dlatego, chociaż nigdy tego wcześniej nie robiła, szło jej doskonale. Poruszała się szybciej, kręcąc i falując wokół tyczki, a ruchy jej piersi, nóg i pośladków hipnotyzowały zebranych. Czuła, że nie mogą oderwać od niej wzroku i prawie jej się to podobało. Zwróciła się do nich tyłem, poruszając rytmicznie dupą, kręcąc nią. Czuła, że zbliża się do finału i gdy zabrzmiały ostatnie nuty muzyki, Aayla opadła na ziemię, kończąc wszystko szpagatem.

Przez chwilę słyszała brawa. Szybko zeszła ze sceny, ustępując miejsca kolejnej tancerce. Wróciła do pracy na sali, roznosząc drinki wśród czekających na nie. Nie lubiła tego, co chwila ktoś ją łapał za tyłek, kład rękę na biodrze, a niektórzy nawet próbowali wsunąć ręce pod jej majtki czy stanik. Najgorsze było to, że nie mogła w żaden sposób się im sprzeciwiać, takie były panujące tu reguły. Wracała właśnie z pustą tacką, kiedy ktoś nagle objął ją w pasie i przyciągnął do siebie, zmuszając, żeby siadła mu na kolanach. Mimo panującego w sali półmroku,  Aayla doskonale widziała w ciemności. Posłusznie opadła na mężczyznę, zwracając się do niego twarzą, a jej łono poruszało się powoli, ocierając o jego spodnie. Wysoki, śniady mężczyzna patrzył na nią podekscytowany. Z jego oddechu czuła, że musiał już trochę wypić. Jego dłonie opadły na jej pośladki, masując je. Dała mu minutę, po czym szybko wstała.
- Jeśli chcesz więcej, to trzy tysiące, kochanie – powiedziała, pochylając swoją twarz nad jego i oblizując się.
- Oczywiście – powiedział tamten i szybko znalazł się koło niej. Szli przez bar, a Aayli niezbyt podobało się, że ręka mężczyzny nie opuszczała jej tyłka. Ale co mogła na to poradzić? Skoro był jej klientem, to musiała mu na to pozwolić.

Gdy tylko znaleźli się w jej pokoju, mężczyzna przyciągnął ją do siebie, całując mocno i łapczywie, jego język eksplorował jej usta, a ręce przesuwały się wzdłuż jej lekku, sprawiając, że jej ciało drżało lekko z rozkoszy. Rozpiął jej metalowy stanik, który z brzdękiem spadł na podłogę i zanurzył twarz w jej piersiach, całując i ssąc jej nabrzmiałe sutki. Aayla odchyliła głowę do tyłu, oddychając szybko. Może i był wstawiony, ale wiedział, gdzie ją dotykać, pomyślała. Nawet nie zauważyła, kiedy niósł ją w ramionach do łóżka, położył ją tam, a potem zaczął się rozbierać. Widziała, że jest już gotowy. Sama zrzuciła majtki i gdy podszedł do niej, rozsunęła dla niego nogi, które niedługo potem owinęły się wokół niego, przyciskając go do niej.

Aayla lubiła seks. Chociaż jako Jedi miała zakaz wiązania się emocjonalnego z kimś innym, jeszcze w czasach, kiedy była rycerzem, zdarzało jej się go uprawiać, najczęściej z przygodnie napotkanymi ludźmi. Dla nich Twi’leklanki zawsze były bardzo atrakcyjne, a to, że nie mogli mieć dzieci, sprawiało, że był to czysty seks, bez zobowiązań. Ale wtedy zwykle kochankowie dbali o nią. Większość mężczyzn, z którymi robiła to tutaj, nie przejmowała się nią, chodziło im tylko o własną przyjemność. Klient brał ją głębokimi,  mocnymi pchnięciami, podskakiwała na łóżku, które także wydawało z siebie dźwięki pod wpływem ruchów dwójki ciał.podskakiwała na łóżku, które także wydawało z siebie dźwięki pod wpływem ruchów dwójki ciał. Ręce nieznajomego masowały jej duże piersi,  jego palce gniotły i szczypały jej sutki.

- Mooocniej! Ooooch taaak! Mooocniej! – krzyczała Aayla, kiedy kolejne pchnięcia popychały ją coraz dalej. Czuła, że mężczyzna jest już blisko, ale ona sama też chciała, chociaż raz na jakiś czas, też przeżyć coś więcej. Dlatego zachęcała go, żeby czekał.
- Jeszcze nie… proszę… razem… dojdźmy razem…
- No dobrze – mruknął tamten, ale widać było, że jest mu coraz ciężej.
- Złap mnie… za… na mojej głowie - jego ręka znalazła się na jej lekku, masując je mocno. To było to. Gdy wreszcie doszedł w niej, Aayla przeżyła pierwszy od dawna orgazm. Fala przyjemności zalała jej ciało. Opadła bez sił na pościel, a obok niej leżał jej klient. Jego nasienie kapało spomiędzy jej szeroko rozrzuconych nóg.

- Wyczyść mi – powiedział nagle, łapiąc ją za głowę i przesuwając między jej nogi. Aayla nie lubiła tego robić, ale po przeżytym przed chwilą orgazmie była gotowa się odwdzięczyć. Szybko znalazła się między jego nogami, a jej usta zamknęły się na jego członku, ssąc go i liżąc, czując na nim smak jej własnych soków zmieszanych z jego nasieniem. Mężczyzna lekko gładził jej lekku, sprawiając, że podniecenie Aayli rosło, czuła, jak znowu robi się wilgotna między nogami. Jej głowa unosiła się i opadała, kiedy jego członek wypełnił jej usta. Poruszła nią coraz szybciej, ale nagle klient kazał jej przestać. Wstał. Chwilę potem Aayla jęknęła głośno, kiedy członek nieznajomego znalazł się w jej tyłku. Tego nie lubiła jeszcze bardziej, ale niestety, wielu mężczyznom podobało się branie jej w ten sposób. Jej duże piersi podskakiwały, a ona jęczała głośno, gdy pieprzył ją w tyłek.

Opadła na łóżko, zupełnie wyczerpana, a mężczyzna już kończył się ubierać. Naga, spocona, podniosła się.
- Pamiętaj, trzy tysiące – powiedziała.
- Jasne, tego się nie zapomina – wyjął z kieszeni forsę i położył ją na szafce koło łóżka, jeszcze raz obracając się i patrząc na nagie ciało Aayli leżącej na łóżku.
- Wpadnę jeszcze.
- Kiedy tylko chcesz – uśmiechnęła się zachęcająco. Kiedy jednak wyszedł, przycisnęła do twarzy poduszkę, starając się nie płakać. Nienawidziła tego, była rycerzem Jedi, a nie prostytutką. Ale teraz nie miało to już żadnego znaczenia, cała jej przeszłość wydawała się coraz bardziej odległym wspomnieniem, a jej rzeczywistością była praca tutaj.

(Międzywymiarowy Dom Uciech) Sakura Haruno


Wakacje się skończyły, więc wracamy do naszej serii. Ostatnio było zamówienie na Sakurę.

Rozdział 8: Sakura Haruno

- Spokojnie, dasz radę, wszystko będzie dobrze – Sakura powtarzała sobie to raz za razem, siedząc przed lustrem i poprawiając makijaż. To miał być jej debiut. Była tu dopiero od kilku dni a tak wiele się wydarzyło. Prawie nie mogła w to uwierzyć. Ale taka była prawda. Mogła zapomnieć o byciu kunoichi, wszystkie jej umiejętności bojowe i medyczne nie miały już żadnego znaczenia. Od tej pory miała pracować swoim ciałem. Wiedziała, że jest ono niezłe, ale zawsze się bardzo szanowała, chciała, żeby to Sasuke był jej pierwszym chłopakiem, dla niego zawsze starała się dobrze wyglądać. Dobrze, ale nie prowokująco. A teraz… spojrzała w lustro.

Diabelnie obcisła jednoczęściówka z dużymi wycięciami odsłaniała sporo jej zgrabnego, seksownego ciała. Właściwie to więcej odsłaniała niż zasłaniała, Sakura czuła się w niej prawie naga. Mocny makijaż podkreślał jej zielone oczy i pełne, czerwone wargi, machnięte krwistoczerwoną szminką. Na dłoniach miała rękawice bez palców, podobne do tych, które kiedyś nosiła. Gdyby w takim stroju miała wyjść na Konohę, pewnie spaliłaby się ze wstydu i schowała pod łóżko. Chyba, żeby mogła tym dowalić Ino, ale nawet wtedy pewnie byłoby jej głupio. A teraz miało ją zobaczyć wielu facetów. Mimo że była już dorosła i nie miała aż takich kompleksów jak kiedyś, dalej czuła się niepewnie.

Kiedy Hinata rozmawiała z nią, tłumaczyła jej, że musi być absolutnie posłuszna i zgadzać się na wszystko, co jej rozkażą. Opowiadała, że właściciel tego miejsca jest bardzo surowy i nienawidzi, kiedy jego dziewczyny sprzeciwiają się klientom. Na początku było to dla Sakury zupełnie niezrozumiałe, nie wiedziała, co ma robić i po co, skąd tu się wzięła. Została przeniesiona we śnie, z własnego łóżka. Obudziła się w niedużym pokoiku, a na krześle nad nią siedziała Hinata. Jej koleżanka na szyi miała opaskę. Jej strój był inny, wielki, głęboki dekolt nie ukrywał dużych piersi, tych o które Sakura często była zazdrosna. Zakrywała je teraz tylko cienka siateczka. Szata dziewczyny kończyła się w okolicach pasa, a między nogami widać było majtki w biało niebieskie pasy. Jej stopy były bose.

Kiedy Hinata wytłumaczyła jej, gdzie jest, Sakura była w szoku. Wydawało jej się, że to jakiś kiepski żart. Ale im dłużej słuchała koleżanki, tym lepiej rozumiała, że ona jednak mówi prawdę, że naprawdę znalazła się w innym wymiarze, że to miejsce jest… burdelem. Kiedy to już przyjęła do wiadomości, pierwszym pytaniem było, czy da się stąd uciec. Sakura pokręciła głową. Nawet gdyby wydostać się z budynku, znajdowały się w zupełnie innym wymiarze, z którego wrócić do swojego mogły tylko dzięki właścicielowi  tego miejsca. To on stawiał warunki. Hinata powiedziała wtedy Sakurze, co jej zaoferowano. Różowowłosa otworzyła szeroko usta, zaskoczona. Nie wierzyła, że ta nieśmiała dziewczyna odważyła się przyjąć taką propozycję. Ale teraz zastanowiła się, bo przecież może… gdyby udało jej się w podobny sposób zdobyć względy Sasuke? Jeżeli to była prawda, że czas tu płynął inaczej i mogła potem normalnie wrócić… Ale jednak, to było takie upokarzające.

Sakura Haruno biła się z własnymi myślami, nie wiedząc, co powinna zrobić, kiedy drzwi otworzyły się. Do pokoju wszedł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w długiej, niebieskiej szacie, ozdobionej złotymi symbolami. Sakura podniosła na niego wzrok. Miał krótkie, kasztanowe włosy i niebieskie oczy. Hinata na jego widok podniosła się z krzesła i ukłoniła głęboko.
- Wytłumaczyłaś już wszystko koleżance?
- Tak, proszę pana – odpowiedziała Hinata.
- Dobrze, możesz więc odejść, twoi klienci pewnie czekają – powiedział i kiedy Hinata przechodziła koło niego, klepnął ją lekko w tyłek. Sakura wstrzymała gniew, pamiętając to, co usłyszała. Rozumiała, że może być trudno.
- Myślę, że twoja koleżanka wyjaśniła ci już wszystko – powiedziała Vernon – więc oszczędzi mi to czasu. Przejdźmy do rzeczy.
- A jeśli odmówię?
- Nie przyjmuję tego do wiadomości – uśmiechnął się – tak, możesz protestować, ale wtedy po prostu cię zmuszę. Mamy tu odpowiednie sposoby, bo rzeczywiście nie wszystkie moje pracownice od początku były chętne do współpracy. Ale teraz już są. Hinata mówiła jednak, że jesteś inteligentna. Powinnaś więc rozumieć wszystko. Opór nie ma sensu, a może pogorszyć twoją sytuację. Od ciebie samej zależy przecież, co będziesz robić.
- Wielki mi wybór…
- A jednak, wydaje mi się, że jest różnica między spokojną i bezpieczną pracą, a dupczeniem na ulicy, co? – po tych słowach gestem ręki uruchomił monitor na ścianie. Zaskoczona Sakura zobaczyła na nim znajomą twarz dziewczyny o niebieskich włosach, która stała w jakiejś uliczce, oparta o ścianę, podczas kiedy obcy mężczyzna brał ją od tyłu. Rozmazany z nasieniem makijaż pokrywał jej twarz.
- Konan!
- Tak. Widzisz, ona nie była chętna do współpracy, więc kiedy już ją „przekonałem”, dostała kiepską fuchę. Ale ty nie musisz. Jak chcesz, możesz dotrzymać jej towarzystwa, bo klientów jej nie brakuję. Ale podejrzewam, że masz dość oleju w głowie, żeby się tam nie pchać.

Sakura nie odpowiedziała. Milcząc patrzyła na ekran, na posklejane spermą włosy Konan, która jęczała z każdym pchnięciem. Zobaczyła kilka banknotów wetkniętych w jej dekolt. Przypomniała sobie Hinatę, która mówiła o swojej pracy z obojętnością, jakby nie sprawiało jej to żadnych trudności. Rozumiała już, o czym mówił ten człowiek. Miała wybór. Przełknęła ślinę razem ze swoją dumą.
- Zgadzam się.
- Wiedziałem, że Hinata mnie nie zawiedzie. Doskonale. Wieczorem Hinata cię przygotuje do twojego debiutu, który będzie miał miejsce niedługo. Przez ten czas nauczysz się tego i owego, bo jak mi wiadomo, nie masz w tych sprawach większego doświadczenia. Ten pokój jest twój.

Po tych słowach wstał i wyszedł z pokoju, zostawiając Sakurę samą z jej myślami. Patrzyła ciągle na ekran, gdzie Konan klęczała pod murem na kolanach i robiła loda jakiemuś facetowi. Widziała, że na nim stoi i czeka już dwóch kolejnych. Przez chwilę pomyślała, czy mogłaby tamtej jakoś pomóc. Ale szybko zrozumiała, że lepiej nie. Mogłoby się to skończyć źle dla niej. Hinata powiedziała przecież, że Vernon nie znosił nieposłuszeństwa. A Sakura nie miała ochoty pracować u boku Konan. Ekran po chwili zgasł, a Sakura zajrzała do szafy, żeby sprawdzić, co dla niej tam przygotowano.

Trzy kolejne dni zajęła jej nauka. Zajmowała się tym głównie Hinata, która uczyła Sakurę wszystkiego, od tego, w jaki sposób seksownie i prowokująco się poruszać, jak się ubierać, żeby facetom stawało od samego widoku, jak rozmawiać i poruszać ustami. Różowłosa była zaskoczona, jak wiele tamta o tym wiedziała. Przecież Hinata zawsze była taka wstydliwa i nieśmiała, a tu zmieniła się nie do poznania. Mówiła o seksie jak by to było coś normalnego. Sakura pomyślała nawet, że teraz pewnie onieśmieliłaby nawet Naruto, gdyby się spotkali. A kiedy patrzyła na duże, swobodnie eksponowane piersi Hinaty, robiła się jeszcze bardziej o nie zazdrosna niż kiedyś. Hinata to zresztą zauważyła. Kiedy kolejny raz Sakura na nie patrzyła, Hinata bez słowa zrzuciła bluzkę.
- Chcesz ich dotknąć? – spytała.
- Ja… - Sakura ze złością poczuła, że się rumieni.
- No, nie wstydź się, przecież widzę, jak się na nie zawsze lampisz – Hinata podeszła do Sakura, przysuwając swoje piersi do jej twarzy. Położyła rekę na jej staniku.
- Nie masz się czego wstydzić, Sakuro. Wiem, są mniejsze – przesunęła dłoń po piersiach koleżanki, sprawiając, że ta odetchnęła głęboko – ale są faceci, którzy takie wolą. Poza tym są bardzo ładne, no już, co się taka czerwona zrobiłaś? – nacisnęła lekko sutkę na lewej piersi Sakury – nikt cię wcześniej nie dotykał? Tutaj też? – ręka Hinaty wsunęła się do majtek różowowłosej.
- Ohhhh… - jęknęła głośno Sakura.
- Ha ha ha, reagujesz jak dziewica – palec Hinaty rozsunął lekko jej wargi sromowe, wsuwając się głębiej, podczas gdy druga dłoń pieściła jej piersi – O, ty jesteś dziewicą! A ja myślałam, że się przespałaś z Saskiem.
- Przestań – Sakura odsunęła się, czerwona jak burak. Jej sutki sterczały.
- Ok., ok., już nic – Hinata cofnęła się, uśmiechnięta – Dobra, bierzmy się do roboty, dzisiaj twój debiut.

Sakura wyszła na scenę. Pomieszczenie było duże, ale światło padało na nią, nie widziała nawet dobrze ludzi, którzy siedzieli w sali i patrzyli na nią. Gdy stanęła po środku, dwa punktowce oświetliły ją. Tuż za nią znajdowała się tyczka. Kiedy usłyszała swoje imię, rozległy się brawa, a po chwili z głośników zaczęła grać rytmiczna muzyka. Sakura wiedziała, co ma robić. Bez słowa owinęła się wokół tyczki, wyginając i  obracając swoje ciało wokół niej, wyginając je po każdym kątem. Trening kunoichi, jaki przeszła, pozwalał jej wykonywać numery, których innym kobietom pewnie było by trudno naśladować. W kulminacyjnym momencie jej nogi powędrowały ku górze, ręce znalazły się na dole i wisząc na tyczce do góry nogami zakręciła się wokół niej, poruszając się tak szybko, jak to możliwe. Słyszała brawa i gwizdy, kiedy światła wirowały przed jej oczami jak szalone. Ale najlepsze zostawiła na koniec.

Zatrzymała się. Trzymając mocno ręce, puściła nogi a potem i dłonie. Wykonała w powietrzu fikołka, po czym zawisła na górze tyczki, trzymając się jej tylko rekami, nogi miała rozkraczone szeroko w kierunku publiczności. To nie było łatwe, ale jakoś tam cieszyła się nawet, że jej się to udało. Puściła się i wylądowała na scenie wśród oklasków. Odetchnęła, chociaż wiedziała, że to było proste. Gdyby tylko na tym mogło się skończyć.  Wróciła do swojego pokoju. Zaraz po chwili usłyszała pukanie. Do środka wszedł wysoki, krótko obcięty facet, ubrany w białą koszulę i dżinsy.
- Niezła byłaś – powiedział podchodząc do niej. Poczuła jego rękę na swojej dupie. Mogła ją złamać, ale wiedziała, że nie może. Zaczęła rozpinać guziki jego koszuli. Robiła to powoli, chyba zbyt powoli, bo mężczyzna szybkim ruchem zsunął jej kostium. Pod nim nie miała nic. Pchnął ją na łóżko i rozsunął jej nogi. Widziała jego wielkiego członka, który zbliżał się do niej. Przez chwilę pomyślała przerażona, że przecież on się w nią nie zmieści…

Szybko zrozumiała, że się myliła. Krzyknęła głośno, kiedy jej dziewictwo stało się już tylko historią. Czuła ból, słyszała, że tak jest, ale co innego słyszeć, a co innego czuć. Mężczyzna nie zwracał na to uwagi, penetrował ją mocno i zdecydowanie, nie czuła z tego żadnej przyjemności, o której wcześniej mówiła jej Hinata. Czuła go w sobie, prawie ją rozrywał. Przyciskał się do jej ciała, zmusił ją do mocnego pocałunku. Wiedziała, że nie wolno jej w żaden sposób stawiać oporu, przeciwnie, objęła go rękami i nogami, błagając, żeby pieprzył ją mocniej i szybciej. Widziała, że go to podnieca, więc nie przestawała. Rżnął ją mocno, nie tracąc czasu, aż w końcu doszedł w niej. Wstał, ubrał się i wyszedł bez słowa. W drzwiach jednak minął się z drugim mężczyzną, który wszedł do pokoju w towarzystwie Hinaty.

Sakura była zaskoczona, widząc koleżankę z tamtym facetem. On z kolei był muskularny, dobrze zbudowany. Jego czaszka była łysa. Hinata przyprowadziła go do łóżka, na którym wciąż leżała Sakura i pomogła jej wstać. Ciągle oszołomiona po swoim pierwszym razie, Sakura dała się jej prowadzić. Mężczyzna położył się na łóżku, a Hinata posadziła Sakure na nim. Jego członek wszedł w nią. Zaraz potem siadła obok niej, na jego twarzy. Pocałowała koleżankę, wpijając się w jej usta, kiedy klient pieprzył Sakurę i lizał jej cipkę. Różowowłosa podskakiwała, kiedy jego wielki penis rył w niej tunel. Hinata pieściła ją czule i namiętnie, nie dając nawet czasu na odpoczynek. Ich piersi ocierały się o siebie. Teraz Sakura czuła coś więcej, nie tylko ból, ale też przyjemność, którą sprawiał jej dotyk koleżanki. Nigdy o tym nie myślała, ale zaczynało jej się to nawet podobać. Facet nie zwracał na nie uwagi, penetrująć ją, a obie dziewczyny pieściły nawzajem swoje ciała, tak długo aż kolejna porcja nasienia wypełniła Sakurę. Wyczerpana opadła na łóżko. Klient wyszedł, a Hinata siadła koło niej.
- Nie zasypiaj – powiedziała do ciężko oddychającej Sakury – dzisiaj jest twoja debiutancka noc, więc możesz być pewna, że klientów będziesz miała pełno. Ale jak chcesz – powiedziała, całując ją w policzek – mogę dotrzymać ci towarzystwa.

(Międzywymiarowy Dom Uciech) Shadowcat


Dwa zamówienia z X-Men były, więc postanowiłem je trochę połączyć.

Rozdział 7: Shadowcat

Kitty Pride odkręciła wodę i wskoczyła pod prysznic. Była zmęczona ciężkim dniem. Była już z X-Men od dawna, nie była już tą samą naiwną dziewczyną, którą dawno temu odnalazł Profesor Xavier. Ale od ostatniej walki z Magneto cos się zmieniło. Nikt nie wiedział, co się stało ze Storm. Po prostu zniknęła, nie wiadomo gdzie. Nawet Magneto przyznał, że to nie jego sprawka. Wszyscy byli przygnębieni, bo nikt nie wiedział, gdzie jej szukać. Nawet telepatycznie nie dało się jej znaleźć, Cerbero też nie pomagał. Tkwili w ślepym zaułku i nikt nie miał pojęcia, co się mogło stać.

Nagle woda zaczęła płynąć mocniej. Kitty była zaskoczona, znowu jakaś awaria? Wyciągnęła rękę, żeby przykręcić kurek, ale nic to nie dało. Kurek się kręcił, a woda i tak leciała. Chciała wyjść z kabiny, ale odkryła, że nie może odsunąć szczelnie zamkniętych drzwi. Przeklęła cicho, ale to nie był dla niej problem. Użyła swojej mocy, żeby przejść przez drzwi. Kiedy jednak była po drugiej stronie, okazało się, że nie jest już w swojej łazience, w szkole Xaviera. Znajdowała się w eleganckim, stylowo urządzonym pokoju. Największym zaskoczeniem było to, że na łóżku naprzeciwko niej leżała Storm. Zagioniona członkini X-Men miała na sobie biały, obcisły top i czarne, skórzane spodnie, jej włosy też były zaczesane inaczej niż zwykle. Shadowcat była zaskoczona, nie wiedziała, co się mogło stać.

- Storm? – spytała – Co ty tu robisz? Gdzie ja jestem?
- W swoim nowym domu i miejscu pracy – ciemnoskóra mutantka oblizała zmysłowo czerwone usta, wstała i podeszła do dziewczyny. Kitty przypomniała sobie, że jest kompletnie goła i poczuła, że się rumieni. Storm zawsze była piękną kobietą, ale teraz było w niej coś innego, coś wyzywającego i prowokującego. Po prostu emanowała seksem. Kitty cofnęła się, zasłaniając dłońmi swoje wstydliwe miejsca. Czy to na pewno była Storm? Tak, nie miała wątpliwości, jedno spojrzenie wystarczyło. Ale kiedy dłoń Storm spoczęła na jej ramieniu. Kitty poczuła coś dziwnego. Nagle ugięły się pod nią kolana i opadła na ziemię. Storm uśmiechnęła się. Niewielkie wyładowanie elektryczne, wystarczające, żeby osłabić. Podniosła półprzytomną dziewczynę i położyła ją na łóżku.

- Co się… - Kitty nie mogła nawet mówić, kiedy Storm zapięła jej na szyi cienką, złocistą obrożę. Instynktownie chciała uciesz, przefazować przez łóżko i podłogę, ale nagle z zaskoczeniem stwierdziła, że nie może, że jej moc zupełnie nie działa, jakby ktoś ją wyłączył. Storm zauważyła zdziwienie na jej twarzy.
- To nie będzie ci tu potrzebne – powiedziała. Kitty chciała jeszcze o coś spytać, ale nagle Storm zamknęła jej usta pocałunkiem. Ich wargi zetknęły się ze sobą, a język Storm wsunął się do jej ust. Shadowcat nigdy nie całowała się z kobietą, to było coś zupełnie innego… i lepszego. Chociaż nie wiedziała cały czas, dlaczego Storm to robi, dlaczego nie może używać własnej mocy, to pocałunek był bardzo przyjemny. Instynktownie odpowiedziała na niego. Coś jej podpowiadało, że to co robi, jest złe i niewłaściwe, ale nie miała siły tego słuchać. Nawet nie miała siły się ruszać, Storm spijała z jej ust pocałunki jeden po drugim. Kiedy skończyła, Kitty oddychała ciężko, jej piersi unosiły się do góry i w dół.

Ciemnoskóra kobieta położyła na nich dłonie, zamykając je i masując. Shadowcat poczuła kolejną falę przyjemności. Dlaczego to się działo? Wzdychała głęboko, pozwalając Storm bawić się nią. Delikatne palce zaciskały się na jej sztywnych sutkach, przyciskając i szczypiąc je lekko, obracając. Dla Kitty było to coś zupełnie nowego, żaden mężczyzna nie pieścił jej w ten sposób. Język Storm zaczął zataczać kręgi na jej płaskim brzuchu, zsuwając się powoli niżej. Dziewczyna o kasztanowych włosach westchnęła, kiedy dotknął jej kobiecości, mokrej już nie od kąpieli ale w wyniku przyjemności, jaką przeżyła. Rozchylając delikatnie jej płatki, Storm wsunęła język głębiej, wywołując u Kitty fale rozkoszy, które przechodziły przez jej ciało. Czuła jak płonie, jak całe jej ciało robi się gorące i drży. Zbliżała się powoli do szczytu, ostatnimi siłami powstrzymywała się, żeby nie krzyczeć głośniej.

I wtedy Storm przestała. Podniosła się spomiędzy jej nóg, zostawiając rozgrzaną i niezaspokojoną Kitty leżącą na łóżku. Dziewczyna z trudem podniosła głowę i sięgnęła ręką między nogi, chcąc sama dokończyć to, czego jej odmówiono. Ale Storm jej nie dała. Bez słowa złapała ją za rękę i obróciła dziewczynę na brzuch. Kitty czuła, jak na jej nadgarstkach zamykają się kajdanki. Storm zdjęła spodnie, pod którym miała skąpe, czarne majtki. Jedne i drugie znalazły się na ziemi. Odwróciła Kitty na plecy i siadła na jej twarzy. Dziewczyna widziała wilgotną cipkę ciemnoskórej kobiety.

- Liż! – powiedziała Storm takim głosem, że Kitty nie mogła się sprzeciwić. Nie widziała już nic, miała przed sobą tylko różową piczkę. Wstydząc się i rumieniąc, otworzyła usta i zaczęła pracować językiem. Usłyszała,  że ktoś otwiera drzwi i wchodzi do środka, ale nie mogła zobaczyć, kto to. Słyszała tylko, jak podchodzi do łóżka i nie mówiąc ani słowa wchodzi na nie. Chwilę potem prawie krzyknęła, kiedy członek nieznajomego mężczyzny wtargnął w nią. Nie widziała jego twarzy, nie wiedziała kim jest. Facet rozsunął rękami jej nogi i brał ją mocno i brutalnie. Storm przyciskała ją do łóżka, nie pozwalając jej uciec ani bronić się. Penis penetrował jej bezbronne ciało, ryjąc w niej tunel. Kitty nie mogła nawet protestować. Czuła się oszukana i zdradzona, na dodatek przez kogoś, kogo jeszcze przed chwilą uważała za swoją przyjaciółkę.

Storm doszła jako pierwsza, jej soki spryskały twarz Kitty. Zaraz potem doszedł mężczyzna, który spuścił się w jej środku i wyszedł bez słowa. Kilka chwil potem wszedł następny, a Storm zmusiła ją, żeby dalej ją lizała. Kitty przestała liczyć mężczyzn na czwartym. Nie widziała nawet ich twarzy, tylko czuła, jak wciskają się w nią i posuwają. Kiedy Stom w końcu z niej zeszła, założyła jej na oczy czarną opaskę. Kitty nie widziała niczego. Ktoś podszedł, zmusił ją do otwarcia ust i wsunął do nich członka. Czyjeś ręce gniotły i miętosiły jej piersi. Dziewczyna przeklinała to, że nie może użyć swoich mocy. Dodatkowo była bardzo słaba. Kiedy pierwsza porcja nasienia wypełniła jej usta, prawie się udławiła. Ale zaraz potem musiała obciągać kolejnemu mężczyźnie. Ile godzin to mogło trwać? Nie wiedziała. Nawet nie zauważyła, kiedy wszystko się skończyło. Leżała rozrzucona na łóżku jak zabawka.

Zdjęto z jej oczu opaskę. Siedząca obok niej Storm, okryta białym porannkiem, podała jej szklankę wody. Kitty patrzyła w białe oczy przyjaciółki, nie wiedząc nawet, o co ma spytać. Nic nie rozumiała.
- To będzie teraz twój pokój – powiedziała Storm – Tu będziesz przyjmować klientów. Będziesz dla nich miła i zrobisz wszystko, czego od ciebie będą chcieli. Wszystko – ciemnoskóra kobieta podkreśliła to ostatnie słowo.
- Ale…
- Żadnych ale. W szafie znajdziesz trochę ubrań, za tamtą szybą masz łazienkę. Bądź grzeczna, bo inaczej powtórzymy to wszystko, ale następnym razem potrwa to dwa razy dłużej.

- No, smakuje ci lizaczek, córeczko? – starszy mężczyzna siedział na łóżku na Kitty, w pomiętym już mocno mundurku klęczała miedzy jego nogami, rytmicznie poruszając głową. Na początku nienawidziła tego, ale teraz już ją to nawet śmieszyło. Minęło sporo czasu, zanim Kitty Pride zrozumiała i zaakceptowała swoją rolę. Jej niewinność i nieśmiałość zyskały jej wielu stałych klientów, którzy woleli ją od pozbawionych skrupułów i wstydu innych pracownic. Wstając, ubierała białą, wyzywającą bieliznę, którą zwykle nosiła. Czasem zakładała jeszcze strój uczennicy. Chociaż była już po szkole, wielu facetów bardzo to jarało, a jej młodzieńcza twarz sprawiała, że dalej wyglądała tak, jakby dopiero co kończyła liceum. Klient pogłaskał ją, kiedy podniosła wzrok i uśmiechnęła się, cały czas mając w ustach jego członka, nie przestając ssać. Chociaż dalej trudno jej było uwierzyć, że to jej nowe życie, powoli przyzwyczajała się…

(Międzywymiarowy Dom Uciech) Storm


Szósty odcinek serii, tym razem z zamówioną postacią komiksową.

Rozdział 6: Storm

Storm nie miała pojęcia, jak się tu znalazła. Przed chwilą uczestniczyła, wraz z resztą X Men w kolejnym pojedynku z Magneto. Mistrz magnetyzmu otoczył się właśnie metalową barierą i Storm chciała potraktować ją piorunami, ale kiedy uniosła rękę, bariera nagle poruszyła się. Metalowa kula, która otaczała Magneto, nagle zamknęła się na niej. Nie zdążyła jednak powstrzymać wystrzału piorunów.  Potężny szok elektryczny przeszył jej ciało, a jednocześnie wielki blask białego światła niemal ją oślepił. Storm nie miała siły ani czasu na zrozumienie tego, co się dzieje, bo właśnie wtedy wszystko wokół nie zaczęło wirować i tańczyć, kolory i dźwięki zlewały się ze sobą. Straciła przytomność, zanim zdążyła powiedzieć nawet jedno słowo.

Kiedy odzyskała zmysły, była już na pewno w zupełnie innym miejscu. Wisiała na ścianie. Jej ręce i nogi zamknięte były w metalowym tubach. Czuła ból i zmęczenie. Na pierwszy rzut oka widziała, że nie da rady sama się z tego wyzwolić. Znajdowała się w niedużym pomieszczeniu, którego ściany pokrywały jakiś dziwne urządzenia. Widziała kable, które biegły od tych maszyn w kierunku tub, w których uwięzione były jej ręce i nogi. Czyżby Magneto wygrał i ja tutaj uwięził? Ale to by znaczyło, że reszta drużyny też została pokonana. Mogła tylko się zastanawiać. Postanowiła odczekać i odzyskać siły, na razie nic innego nie miała do wyboru.

Kiedy po kilkunastu minutach drzwi do pomieszczenia otworzyły się, wszedł do środka wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w długiej, niebieskiej szacie, ozdobionej złotymi symbolami. Storm podniosła na niego wzrok. Miał krótkie, kasztanowe włosy i niebieskie oczy, w których tliło się coś dziwnego. Podszedł do niej i skłonił się lekko. Nie przypominał jej żadnego ze znanych jej sług Magneto. Ale skoro była tutaj przykuta, to znaczyło, że musiał mieć jakieś złe plany co do niej.

- Witaj – powiedział spokojnym tonem – cieszę się, że mogę cię zobaczyć na własne oczy. Rzeczywiście, jesteś piękna. Te śnieżnobiałe włosy i ciemna skóra tworzą wspaniałą kompozycję.
- Kim jesteś? Czemu tu jestem?
- To mnie coraz bardziej nudzi, zawsze pytacie o to samo. Właściwie to nie chce mi się już wyjaśniać, ale jednak wypada. Nazywam się Vernon. Gdybyś nie była tu, już byś nie żyła. Twoje własne błyskawice upiekłyby cię na skwarkę. Wyciągnąłem cię z tej kuli w ostatniej chwili.
- Ty… uratowałeś mi życie?
- Tak, myślę, że mogę liczyć na wdzięczność. I mam na nią nadzieję. Uratowanie ciebie było bardzo kosztowne finansowo… wiesz, przeniesienie miedzy wymiarowe i tak dalej… Liczę, że zgodzisz się oddać ten dług.
- Jak wiele?
- O wiele więcej niż obecnie posiadasz. Bo nie posiadasz niczego.
- Jak to…
- Po prostu, w tym wymiarze, w tej rzeczywistości cie nie było. Posiadasz tylko to, co masz na sobie, nic więcej.
- Odeślij mnie, a…
- Niestety, odesłanie też kosztuje.
- Rozumiem. Chcesz, żebym coś dla ciebie zrobiła, tak?
- Mądra z ciebie dziewczynka.
- Więc co to jest?
- Praca. Prowadzę tutaj taki dom, w którym kobiety świadczą mężczyznom usługi… różnego rodzaju. Chcę, żebyś podjęła w nim pracę. Gdy odpracujesz swój dług, odeślę cię z powrotem, żywą i całą.
- Czy to jakiś żart? Chcesz, żebym była…
- Prostytutką – dodał, widząc, że to słowo nie chce jej przejść przez gardło.
- Nigdy.
- Jak wy łatwo mówicie „nigdy”… To było takie przewidywalne. Chyba musze nad tym pomyśleć. Ale skoro nie mogę cię przekonać słowami, to użyję innych argumentów.

Po tych słowach Vernon podszedł do jednej z maszyn i nacisnął kilka guzików. Maszyny ożyły i zaczęły pracę. Storm jęknęła, czując coś dziwnego w okolicach dłoni. I nagle, nie kontrolując tego, jej ręce wystrzeliły błyskawicami. Czuła, jak jej własna elektryczność jest pochłaniana przez maszynę. I wtedy usłyszała warkot. Między jej nogami wznosił się długi, podnoszący się cały czas przedmiot. Kolejna wymuszona erupcja błyskawic sprawiła, że przedmiot zaczął się wibrować. Cały czas się wznosił, był już niedaleko jej krocza. Storm patrzyła na to z przerażeniem. Już prawie jej dotykał, a potem wbił się w materiał jej stroju.
- Aaaaaaa!!!! – krzyknęła głośno, kiedy rozrywał jej strój i wchodził w nią. Zimny, wibrujący metal dotykał jej wrażliwych miejsc, wsuwając się coraz głębiej. Nie miała szans, żeby go zatrzymać.

Na jej głowie coś się zamknęło. To był jakby hełm, który sprawił, że nic nie widziała. Na jej uszach znalazły się słuchawki. Płynęły z ich powtarzane cały czas słowa „Jesteś dziwką… marzysz o tym, by być pieprzoną… jesteś słaba… podniecona… nagrzana… dziwka… prostytutka… tania zdzira… mokra pizda…”. Nie było sposobu, żeby to zatrzymać. Storm krzyczała coraz głośniej, kiedy gruba maszyna wsuwała się w nią, wibrując i podniecając ją wbrew jej woli. Wtedy nagle coś wsunęło się do jej ust i zaczęło poruszać do przodu i do tyłu.
- Mmmhhmmm… gulp!!! Mmmmm!!! – przedmiot w kształcie męskiego członka penetrował jej usta, podczas gdy ten u dołu robił to samo z jej kobiecością. Jej uszy były bombardowane upokarzającymi słowami. Cały czas słyszała „Jesteś zdzira… twoja cipka jest mokra… kochasz robić laski… ślinisz się na widok fiutów… jesteś podniecona… poddaj się… jesteś dziwką…”. Maszyna zmuszała ją do ciągłego wywoływania piorunów, które ją napędzały i jednocześnie niszczyły wolną wolę Storm. Nie szarpała się już, nie miała na  to siły. Wibrator między jej nogami pracował wytrwale, doprowadzając ją do kolejnych orgazmów. Penis w jej ustach zmuszał ją do ciągłej pracy. Wtedy dołączyło coś jeszcze. Dwa gumowe przedmioty zacisnęły się na jej sutkach, ssając je. Storm opadała już z sił. Mijały godziny, a ona wisiała bezsilna w tej maszynie, molestowana. Ze słuchawek cały czas płynęły te same słowa. „Chcesz się pieprzyć ze wszystkimi mężczyznami… nie możesz wytrzymać bez seksu… jesteś dziwką… dziwką… dziwką…”.

Po pewnym czasie nagle ciąg słów przestał płynąć, a usłyszała pytanie.
- Kim jesteś?
- Dziwką – odpowiedziała natychmiast. Wbijane to do jej głowy przez kilka godzin stało tam już mocno.
- Co najbardziej lubisz robić?
- Pieprzyć się.
- Do czego służą twoje usta?
- Do obciągania…
- O czym myślisz?
- O twardym fiucie w mojej mokrej cipce…
Storm odpowiadała mechanicznie, bardziej jak automat niż jak człowiek. Po kilkunastu pytaniach maszyna wyłączyła się, a ciemnoskóra mutantka została uwolniona. Dwie stojące obok kobiety w strojach pokojówek wzięły umęczoną kobietę pod ręce i zabrały ze sobą.

Mocna, rytmiczna muzyka brzmiała w klubie, który znajdował się koło należącego do Vernona burdelu. Między stolikami przesuwała się ciemnoskóra kobieta z tacką, na której znajdowały się drinki. Jej białe, postawione na irokeza włosy i obcisły, skąpy top w tym samym kolorze kontrastowały z hebanową cerą. Długie, smukłe nogi opięte były czarnymi, skórzanymi spodniami. Wysokie obcasy stukały o podłogę.
- Hej czarnulka! – ktoś klepnął ją w tyłek, kiedy mijała stolik – Chcesz się zabawić?
Odwróciła się. Przy stoliku siedział niski, łysawy facet. Odłożyła tackę na stolik i podeszła do niego. Pochyliła się, tak że jej usta znajdowały się milimetry od jego. Jej piersi prawie dotykały go. Poczuł, jak jej dłoń wsuwa się między jego nogi i głaszcze jego szybko twardniejącą pod spodniami męskość. Siadła mu na kolana i wpiła się w jego usta, całując go mocno i łapczywie. Przyciągnął ją do siebie i objął. Gdy przerwali pocałunek, uśmiechnęła się.
- Pracuję obok – powiedziała – wpadnij za godzinkę. Nazywam się Storm i zobaczysz, przeżyjesz ze mną w łóżku prawdziwą burzę.
Mężczyzna patrzył jak się oddala i zastanawiał się, czy wytrzyma czekanie całą godzinę. Kiedy Storm przechodziła koło baru, jeden z siedzących tam złapał ją za ramię i spytał:
- Za ile zrobisz mi loda?
- Stówa – odpowiedziała.
- Zgoda, ale tu i teraz?
- Stoi... za zaraz twój też będzie stał – oblizała usta i klęknęła przed nim, rozpinając mu zębami rozporek...

(Międzywymiarowy Dom Uciech) Arwena


Najoryginalniejsza z postaci, według mnie, która znalazła pracę w Międzywymiarowym Domu Uciech, to bohaterka tego fanfika. A na liście zamówień kolejnych pracownic cały czas przybywa...

Rozdział 5: Arwena

- Nazwijmy to magią, jeśli będzie to ci pasowało – powiedział Vernon, siedząc naprzeciwko ubranej w długą, ciemno zielonkawą suknię, pięknej, smukłej kobiety, której długie, czarne włosy opadały na plecy. Chociaż zachowywała spokój na twarzy, to delikatne ruchy oczu wskazywały, że czuje się niepewnie. Jej trochę dłuższe od ludzkich uszy chwytały i analizowały słowa, które wypowiadał mężczyzna w niebieskim stroju.

- Tak, rozumiem. Uratowałeś mnie z pułapki, którą zastawiły na mój orszak trolle. Czy jesteś jednym z Valarów? Nie słyszałam nigdy o kimś twojego imienia, a moja babka, Galadriella, starannie mnie o nich uczyła.
- Nie. To trochę bardziej skomplikowane. Chyba nawet za bardzo, żebym ci to tłumaczył. Jest tu jednak ktoś, kto zrobi to lepiej. Ktoś, kogo dobrze znasz…
Arwena Udomiel, córka Elrona i małżonka Aragorna, króla Gondoru poruszyła się nerwowo na wygodnym, miękkim fotelu, który zajmowała. Ciągle nie do końca rozumiała, jak się tu znalazła i co to było za miejsce. Ze słów tego człowieka wynikało, że użył jakiejś magii żeby przenieść ją tutaj. Wiadomo jej było, że to „inny wymiar”, jak on to nazywał, miejsce, które znajduje się w przestrzeni obok jej świata. Nie rozumiała jednak, dlaczego się tu znalazła. I jak to możliwe, żeby śmiertelnik dysponował tak olbrzymią mocą. Nawet Galadriella, Gandalf czy Saruman nie potrafili by pewnie zrobić tego, co jemu się udało. Jej myśli jednak przerwał odgłos otwieranych drzwi.

Do środka weszła piękna kobieta o długich, złocisto jasnych włosach, które luźno opadały na jej ramiona. Miała na sobie długą, białą suknię ze srebrnymi wzorami. Dekolt był głęboki, a wycięcie na biodrach także. Arwena spojrzała na nią uważniej, bo było w jej niebieskich oczach coś bardzo znajomego. Skądś znała tą twarz, była jej bardzo bliska. Ale skąd?
- Witaj córko – powiedział miękkim, śpiewnym głosem. Arwena wstała z fotela. Nie mogła uwierzyć, że widzi przed sobą własną matkę. Kelebriana, żona Elronda, została ranna w zasadzce orków krótko po jej narodzinach i niedługo potem opuściła Śródziemie. Arwena prawie nie pamiętała własnej matki. Ale wystarczyło jedno spojrzenie, żeby nie miała żadnych wątpliwości. Tak, to musiała być jej matka. Podbiegła do niej i objęła ją, płacząc ze wzruszenia. Kelebriana głaskała delikatnie głowę swojej córki i szeptała jej do ucha, żeby nie płakała. Vernon patrzył i uśmiechał się. Dał obu kobietom chwilę, żeby mogły się cieszyć ze spotkania.
- Czy wytłumaczysz jej wszystko? – spytała Kelebriany.
- Tak, panie.
- Panie? – Arwena podniosła głowę. Nie mogła uwierzyć w to, że jej matka zwraca się do tego obcego mężczyzny tak, jakby był jej władcą.
- Tak córko, usiądź tutaj, muszę ci coś wyjaśnić.
- Zostawię was na razie same – powiedział Vernon, wstając z fotela i wychodząc z pokoju. Odwrócił się przy drzwiach jeszcze raz i wyszedł. Był zachwycony własnym planem i wierzył, że się powiedzie. Jeżeli tak, to już mógł myśleć o kolejnych kandydatkach. Ale wolał mieć najpierw pewność. Wrócił do swojego pokoju, włączył komputer i zaczął obserwować rozmowę matki z córką.

- To… niemożliwe – Arwena prawie krzyknęła, kiedy Kelebriana skończyła jej wszystko tłumaczyć. Elfia księżniczka nie mogła zrozumieć, jak jej matka stała się zwykłą… zwykłą… prostytutką w jakimś dziwnym miejscu. I czemu oczekiwała, że ona też się nią stanie. Była w za dużym szoku, żeby móc o tym myśleć. Patrzyła na Kelebrianę szeroko otwartymi oczami, czekając na wyjaśnienia.
- Widzisz, kiedy ja się tu znalazłam, myślałam tak samo jak ty. Ale potem dowiedziałam się, że czekała mnie śmierć. Ja nie dopłynęłam do Valinoru, zginęłabym w burzy morskiej. Musisz zrozumieć, nie mogłam przybyć do Błogosławionej Krainy, bo byłam nieczysta. Wtedy, kiedy orki napadły na mnie i porwały, one… zgwałciły mnie. Dlatego nie mogłam patrzeć na mojego męża, na moje dzieci. Wypłynęłam, ale mój statek zniszczyła burza. Zginęłabym, gdyby nie nasz pan. W Śródziemiu żyć nie mogłam, w Valinorze też nie. Ty też. Twój mąż nie żyje, a ty umarłabyś dzisiaj, napadnięta przez trolle. Poprosiłam pana, żeby cie ocalił.
- Ale ja nie mogę… nie chcę!
- Musisz zrozumieć, tu będziemy żyły w spokoju, bezpieczne…
- Oszalałaś? – Arwena podniosła się z fotela – bycie dziwką nazywasz życiem w spokoju? Jesteś księżniczką…
- Nie, tu nie jestem żadną księżniczką, tak jak ty. Jestem zwykłą, zagubioną i samotną kobietą. Chodź, pokażę ci twój pokój – Kelebriana wzięła ją za rękę i zaprowadziła do luksusowo urządzonego pokoju, przypominającego trochę jej własny z Rivendell. 
- Tu będziesz mieszkała. Spodoba ci się. Pamiętaj, żeby wobec klientów być uprzejmą…
- Nie ma mowy! Mamo, musimy stąd uciekać!
- A gdzie? To inny, nieznany nam świat, a my nie mamy nic. Choć, coś ci pokażę – Kelebriana otworzyła okno i wskazała na ulicę – widzisz te stojące tam dziewczyny? Jeśli będziesz niegrzeczna, skończysz jak one, oddając się za drobne jakimś typkom za murkiem. Tego chcesz?
- Ja…
- No właśnie, musisz to zrozumieć. Zobaczysz, za jakiś czas nawet to polubisz. Po prostu wyobraź sobie, że robisz to z twoim mężem…

W tej chwili na korytarzu zabrzęczał dzwonek. Kelebriana odwróciła się i zamknęła okno.
- O, mam klienta. Świetnie. Chodź, pokażę ci, jak to się robi – złapała Arwenę za rękę i zaciągnęła do podobnego pokoju obok, w którym na fotelu siedział wysoki, przystojny mężczyzna o ciemnych włosach. Arwena ze zdziwieniem stwierdziła, że nawet jej się podoba. Kelebriana bez wahania podeszła do niego, usiadła mu na kolanach i pocałowała w usta, przytulając się. Arwena patrzyła na to zaskoczona, jej matka pozwoliła, żeby mężczyzna rozpiął jej suknię, która opadła do pasa, odsłaniając duże, pełne piersi. Z zazdrością stwierdziła, że jej matka ma większe piersi od niej. Jasnowłosa kobieta przerwała pocałunek i powoli zsunęła się na dół, między nogi mężczyzny, rozpinając spodnie i wyjmując z nich jego członka. Arwena poczuła, że mimowolnie ślini się na ten widok. Mężczyzna miał dużo większego niż Aragorn.

Kelebriana lizała i całowała sterczącą twardą męskość, a Arwena starała się, żeby nie okazać po sobie tego, że cały ten widok strasznie ją podnieca. Mężczyzna jednak zauważył to. Spojrzał na nią i uśmiechnął się.
- Chcesz tego też? Chodź tu i jej pomóż.
- No, chodź – Kelebriana odwróciła głowę i uśmiechnęła się do Arweny. Ciemnowłosa księżniczka, zanim nawet zauważyła i zrozumiała co się dzieje, klęczała już na ziemi obok swojej matki i pokrywała nabrzmiałą męskość nieznanego mężczyzny pocałunkami. Kelebriana odsunęła się trochę i patrzyła, jak Arwena liżę go, od czubka aż po jaja. Kiedy cały już błyszczał od ich śliny, Kelebriana otworzyła usta i wzięła go między wargi. Zanim to jednak zrobiła, szepnęła do Arweny:
- Klęknij za mną i pomasuj mi piersi.

Arwena była zakłopotona, ale posłusznie zrobiła to. Mężczyzna patrzyła z radością, jak jedna z kobiet robi mu laskę, a druga pieści ją. Dłonie Arweny zamknęły się na dużych piersiach jej matki, obejmując je i lekko zaciskając palce na sterczących sutkach. Jej ciepły oddech owiewał nagi kark jasnowłosej. Ta skoncentrowała się na swojej części, poruszając głową rytmicznie do przodu i tyłu. Sam widok tego co się działo, podniecał mężczyznę jeszcze bardziej. Ciepłe, miękkie wargi przesuwające się wzdłuż jego penisa i widok dwóch pięknych kobiet działały tak, jak nic wcześniej. Czuł, że długo nie wytrzyma. Wyciągnął się i jęknął, kiedy doszedł. Kelebriana nie przerwała, połykając wszystko. Kiedy skończyła, wyjęła go z ust i odwróciła się do Arweny. Długi, namiętny pocałunek połączył je. Ciemnowłosa czuła na ustach Kelebriany smak jego nasienia, jej śliny, ale nie przeszkadzało jej to. Było jej zbyt dobrze. Wiedziała, że to wszystko jest złe, zepsute i niemoralne, ale nie mogła się powstrzymać. To zło było zbyt podniecające, żeby mogła z nim walczyć i wygrać.

Obie wstały z ziemi, przerywając pocałunek. Arwena drążymi jeszcze z emocji i podniecenia rękami zdjęła swoją długą, ciemną suknię. Wspólnie z klientem poszły do łóżka. Mężczyzna położył się na nim, Kelebriana usiadła, rozsuwając nogi i z lekkim westchnieniem dosiadła go. Arwena patrzyła, jak porusza się, a ręce mężczyzny sięgają w kierunku piersi jej matki, które niedawno jeszcze sama pieściła. Poczuła, że tęskni za tym uczuciem. Czuła wilgoć między nogami, a jej kolana lekko drżały. Gdy Kelebriana zaczęła głośno jęczeć, Arwena nie mogła się już dłużej powstrzymać i wsunęła rękę między uda, masturbując się. Nagle, ku jej zaskoczeniu, Kelebriana zeszła z mężczyzny i pociągnęła za rękę córkę. Jej wilgotna cipka zacisnęła się na sterczącej, twardej męskości mężczyzny. Był tak duży, że ledwie go w sobie mieściła. Gdy zaczęła się poruszać, czuła jak dłonie Kelebriany wędrują po jej ciele. Rozkosz wypełniała ją.

Zastanawiała się, czy to co robi, nie jest zdradą. To prawda, że Aragorn już nie żył, ale czuła, że robi coś nie w porządku. Ale potem poczuła, jak Kelebriana całuje jej kark i o wszystkim zapomniała, pozwalając dać się prowadzić. Twardy, męski członek wypełniał ją tak jak nigdy wcześniej żaden. Wstydziła się tego, jak bardzo to lubi i starała się powstrzymywać przed jękami. Niedługo jej głośne, pełne rozkoszy westchnienia i jęki słychać było w całym pokoju. Poruszała się coraz szybciej. Nie była już w stanie nad tym panować, było jej za dobrze. Czuła, jak w jej brzuchu tańczą motyle przyjemności. Gdy doszła, razem z mężczyzną,  oboje wydali z siebie głośny jęk rozkoszy. Opadła na niego bezsilna, oszołomiona tym, co właśnie przeżyła. Kelebriana uśmiechała się, głaszcząc jej głowę.

- Doskonała robota – Vernon siedział w swoim pokoju, patrząc na ekran. Arwena klęczała na łóżku, a znajdujący się za nią mężczyzna brał ją od tyłu. Minęło kilka tygodni od kiedy tu trafiła, a już pozbyła się wszystkich zahamowań. Pogratulował sobie pomysłu. Hologram jej matki narzucony innej pracownicy był doskonałym rozwiązaniem. Przed werbunkiem każdej nowej prostytutki zawsze starała się o niej dowiedzieć jak najwięcej i to się opłacało. Elfia księżniczka z radością przyjmowała kolejnych klientów. Od czasu do czasu spotykała się z „matką”. Dzięki temu nie miała żadnych wątpliwości, że powinna tu zostać.

(Międzywymiarowy Dom Uciech) Konan


Czwarty odcinek "Międzywymiarowego Domu Uciech", dzisiaj z Konan z "Naruto" w roli głównej.

Odcinek 4: Konan


Wiedziała, że przegrała. Madara, ranny i z rozbitą maską stał nad nią. Konan klęczała na ziemi, szykując się na śmierć. Obiecywała sobie, że skoro ma umrzeć, to zabierze go ze sobą. I wtedy to się stało. Blask był tak oślepiający i intensywny, że była liderka Amegakure zamknęła oczy. Czy to była śmierć? Nie wiedziała. Czuła, jak upada, uderzając twarzą o coś twardego. Fale bólu rozlały się po jej głowie i straciła przytomność. Kiedy gasła, jedyną jej myślą było, czy Madara też zginął.

Ból głowy nie ustąpił, kiedy Konan otworzyła oczy. Leżała na miękkim materiale. Chciała się podnieść, ale wtedy zauważyła, że nie może, bo jej ręce i nogi są przywiązane sznurem do rogów łóżka. Szarpnęła się, wykorzystując całą swoją siłę, ale poczuła tylko jak więzy zaciskają się na jej kończynach. Wyglądało na to, że nie miała szans, żeby sama się uwolnić. Ból jednak podpowiedział jej, że nie umarła, że nadal żyje. To dało jej nadzieję. A Madara? Czy też w takim razie przeżył? Skoro ona żyła… ale gdzie się znajdowała? Kto ją związał i dlaczego? Madara nie miał powodów, żeby ją zostawiać przy życiu, zabiłby ją na pewno. Rozejrzała się tak, jak tylko mogła. Pomieszczenie, w którym się znajdowała, nie było duże. Ściany pokryte były białą farbą, koło łóżka stał stolik, przy nim dwa krzesła. W rogu było coś, co wyglądało jak mała kabina. Pod ścianą, obok łóżka była szafa.

Zaczęła zastanawiać się, jak wydostać się z tych więzów, kiedy drzwi otworzyły się. Do pokoju wszedł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w długiej, niebieskiej szacie, ozdobionej dziwnymi, złotymi symbolami. Konan podniosła głowę jak tylko mogła, patrząc na niego. Miał krótkie, kasztanowe włosy i niebieskie oczy, w których tliło się coś dziwnego.

- Skąd jesteś… co… gdzie ja jestem? – spytała.
- Chyba powinienem przyzwyczaić się do tego zestawu pytań – uśmiechnął się ironicznie mężczyzna – Ale prawda jest taka, że i tak jesteś zbyt prymitywna, żebym ci wszystko tłumaczył – podszedł do łóżka i siadł na nim, patrząc na przywiązaną do niego dziewczynę – Nazywam się Vernon i uratowałem ci właśnie życie. To dla ciebie powinno być najważniejsze.
- Dziękuję… ale dlaczego…
- Widzisz, żeby cię uratować, musiałem zrobić coś bardzo kosztownego. Mam teraz nadzieję, że spłacisz ten dług.
- Mam kogoś zabić? Ukraść coś?
- Nie nie… - roześmiał się Vernon – widzisz, prowadzę taki przybytek, w którym kobiety, w zamian za pieniądze, dostarczają mężczyznom i kobietom przyjemności… Chcę, żebyś została moją pracownicą.
- Ty chyba żartujesz… - Konan szarpnęła się w więzach – Ja miałabym być… dziwką?
- O, nie jesteś taka głupia jak myślałem. Owszem, właśnie tak. Zamieszkasz tu i odpracujesz własnym ciałem koszty twojego ocalenia.
- Jestem kunoichi… nie ma szans…
- Och są… - Vernon położył dłoń na jej policzku – Wiem, jesteś groźną i niebezpieczną kobietą. Potraktujmy to jako umowę.
- Odeślij mnie… wolę umrzeć – po tych słowach splunęła mu w twarz. Vernon otwarł twarz i spojrzał nią.
- Rozczarowujesz mnie… myślałem, że będziesz bardziej rozsądna. No ale nie zostawiasz mi wyboru – sięgnął i wyjął spod płaszcza wąską, metalową obrożę, którą założył na szyję Konan i zapiął.
- Co to…
- To zablokuje całkowicie twoją chakrę i zdolność posługiwania się technikami – powiedział – To żebyś nie utrudniała pracy swoim nauczycielom.
- Nauczycielom?

Vernon bez słowa wstał i wyszedł z pokoju, a po chwili weszło do niego dwóch muskularnych, łysych mężczyzn. Zamknęli drzwi i podeszli do skrępowanej Konan.
- Foczka niczego sobie.
- No, dawaj sprzęt, bierzemy się.
Konan patrzyła, jak jeden z nich wyjmuje dziwny okrągły przedmiot z igłą na końcu. Jęknęła, kiedy wbito igłę w jej skórę, wciskając tam jakiś płyn.
- Co wy…
- To zwyczajowy afrodyzjak. Pomoże ci zrozumieć twoje miejsce – mężczyzna kilkoma szybkimi ruchami zdarł z niej strój, który po walce z Madarą i tak był mocno zniszczony. Drugi wyjął z kieszeni zieloną butelkę i wylał z niej kilka kropel na piersi Konan, między jej nogi, a resztę wcisnął do jej ust i zatykając jej palcem nos, zmusił ją do wypicia.
- Guhmm… kuhmmm… gulp… - krztusiła się, połykając lepki, gęsty, słodki płyn. Gdy skończył, położył ręce na jej piersiach i zaczął je masowac, rozsmarowując płyn po nich.

Kiedy jej dotknął, Konan poczuła, jakby przeszedł ją prąd. Jedno krótkie dotknięcie wystarczyło, żeby jej sutki zesztywniały, a między nogami pojawiła się wilgoć. Mężczyzna uśmiechnął się szeroko i zaczął masować jej piersi mocniej, zaciskając palce na jej twardych jak diament sutkach. Konan zaciskała zęby, żeby nie krzyczeć. Nie chciała dać im tej przyjemności. Ale kiedy ręka drugiego mężczyzny znalazła się między jej nogami, nie miała siły się opierać.
- Ohhhhhh!!!!! – głośny jęk rozkoszy wypełnił pokój. Wystarczyło, że zaczął lekko bawić się swoimi palcami z jej guziczkiem rozkoszy, a już cała drżała. To było niesamowite i przerażające. Nigdy nie była aż tak wrażliwa. Czuła, jak po jej ciele rozlewa się dziwne ciepło, jak jej serce bije mocniej, a cała robi się niesamowicie wrażliwa. Ciepły, szorstki język dotknął jej sutków i kolejny raz wyprostowała się na łóżku, jęcząc z rozkoszy. Ręka między jej nogami poruszała się coraz mocniej i szybciej.

- Ahhhhh!!!!! Ahhhhhh!!!! – głośno krzyczała, kiedy pierwszy orgazm wypełnił jej ciało. To było niemożliwe. Przeżyła orgazm w tak krótkim czasie? Mężczyźnie nie przerywali, molestując dalej jej bezbronne ciało. Wojowniczka chciała się przed tym bronić, ale nie wiedziała jak. Szybko przeżyła drugi orgazm, zaraz potem trzeci. Drżała z rozkoszy i upokorzenia. Ten, który robił jej palcówkę, siadł między jej nogami i wyjął swojego dużego, nabrzmiałego już członka. Bez ostrzeżenia wszedł nią. Konan rzuciła się na łóżku, ale sznurki trzymały mocno. Ostre, szybkie i głębokie pchnięcia przeszywały ją, przynosząc kolejne fale rozkoszy. Przeklinała to, ale nie mogła się temu oprzeć. Drugi facet siadł na niej i umieścił swojego członka między jej piersiami. Złapał je i zacisnął koło swojego wacka, poruszając nim i nimi. Konan czuła, że to obrzydliwe i okropne, ale z każdym ruchem coraz więcej rozkoszy zalewało jej ciało. Przeżyła dwa kolejne orgazmy, zanim obaj doszli. Pierwszy wystrzelił swoje nasienie na jej twarz, drugi wypełnił nim jej łono.

Błagała, żeby to już był koniec, ale na próżno. Zmieniając miejsca i pozycje, mężczyźni brali ją na różne sposoby przez ponad godzinę. Orgazmy, jeden za drugim, przechodziły przez jej ciało. Konan już nie myślała o niczym, tylko czekała, aż kolejna fala przyjemności wypełni jej ciało. Łóżko było mokre od soków i potu. Po godzinie rozwiązali ją i zaczęli od nowa, biorąc ją teraz we dwóch na raz. Gdy minęła kolejna godzina i rzucili ją na łóżko, dziewczyna nie miała już siły na myślenie o czymkolwiek. Pragnęła jedynie więcej przyjemności. Nie pamiętała już nawet, kim jest, skąd się tu wzięła. Cała jej przeszłość, życie w Amegakure i Akatsuki przestało być dla niej ważne. Mężczyźni wyszli, a po paru minutach do pokoju wszedł Vernon. Spojrzał na nagą, leżącą na łóżku dziewczynę, która powoli oddychała. Całe jej ciało lepiło się od potu i nasienia. To ostanie wylewało się z spomiędzy jej nóg. Spojrzała w jego stronę…

- Proszę… daj mi go… - sięgnęła do jego spodni.
- Jak chcesz – Vernon rozpiął rozporek, a Konan szybko zamknęła usta na jego członku, przesuwając je wzdłuż niego.
- Widzisz – mówił dalej – gdybyś była uprzejma, pewnie byłoby inaczej, ale nie zostawiłaś wyjścia. Mogłas pracować tu, mieć pokój, niezłe warunki. Ale za karę za to brzydkie zachowanie, pierwszą połowę swojej należności odrobisz na ulicy. Bill! – krzyknął. Do pokoju wszedł jeden z tych dwóch, którzy zajmowali się Konan.
- Tak, szefie?
- Zaopiekujesz się nią – wskazał na robiącą mu loda Konan – Od dzisiejszego wieczora zaczyna robotę na ulicy. Dziewczyny ją przygotują. Ty masz pamiętać, żeby co rano wypiła swoją porcję afrodyzjaku. To utrzyma ją w odpowiedniej formie…
- Tak jest.
- Pilnuj, żeby nic jej się nie stało. To w końcu nasza pracownica.
- Oczywiście.
- Gulp… gulp.. slurp… - Konan połykała właśnie nasienie. Vernon wstał i zapiął spodnie.
- Umyj ją i przygotuj – powiedział, wychodząc. Bill posłusznie zdjął z Konan resztki jej ciuchów, wziął ją i zaniósł pod prysznic, gdzie zmył z niej wszystkie ślady tego, przez co przeszła. Kiedy wrócił, w pokoju czekały już dwie pokojówki.

Konan została ubrana w czarne, obcisłe, skórzane spodnie. Równie obcisła, odsłaniająca pępek niebieska bluzka z kwiatowym wzorem znalazła się na jej piersiach. Jedna z pokojówek podniosła pistolet i przy jego pomocy otoczyła pępek  dziewczyny czterema kolczykami. Piąty znalazł się na jej brodzie. Pokojówki uporządkowały jej włosy i wpięły w nie błękitny, pasujący do ich koloru, kwiat. Dziewczyna obojętnym wzrokiem patrzyła w lustro na ścianie. W tym czasie na jej stopach znalazły się obcasy.
- No, idziemy – Bill złapał ją za ramię i wyprowadził na ulicę. Postawił pod murem, kilkadziesiąt metrów od wejścia do burdelu.
- Pamiętaj – pięć dych za laskę, stówka za komplet – powiedział i  stanął trochę dalej, obserwując ją z ukrycia. Nie minęło dużo czasu, jak do pięknej dziewczyny w seksownym stroju, podszedł pierwszy klient. Zaraz tez poszli za róg. Tam Konan opadła na kolana i chciwie zaczęła ssać jego członka. Gdy znalazł się między jej wargami, poczuła znajome ciepło. Pragnęła tego tak bardzo, że nawet nie zauważyła, kiedy skończyła. Połykała łapczywie nasienie, kiedy mężczyzna wyjął pieniądze i wsunął jej w dekolt. Konan otarła usta i szybko wybiegła na ulicę, prężąc się i czekając z niecierpliwością na kolejnych klientów.

(Międzywymiarowy Dom Uciech) Hinata Hyuuga



Trzeci odcinek MDU, dzisiaj pracę w waszym ulubionym burdelu znalazła Hinata z "Naruto". Odcinek w trochę innym stylu niż poprzednie.

Odcinek 3: Hinata Hyuuga

Drzwi otworzyły się cicho, prawie bezszelestnie i mężczyzna wszedł do pokoju urządzonego w japońskim stylu. Papierowe ściany pokryte były malowidłami, na niedużym stoliku znajdował się porcelanowy dzbanek na herbatę wraz z dwiema czarkami. Stojące pod ścianą łóżko nakryte było pościelą ozdobiona orientalnymi motywami. A na łóżku…

Siedziała tam  niezbyt wysoka dziewczyna o ciemnych, sięgających ramion włosach. Na szyi miała opaskę z metalowa blaszką i jakimś nieznanym symbolem. Wzrok mężczyzny powędrował jednak niżej, bo przy sięgającym pępka wycięciu widać było wyraźnie jej duże, okrągłe piersi, przykryte tylko siatką, która niewiele zabierała z widoku. Szata dziewczyny kończyła się w okolicach pasa, a między nogami widać było majtki w biało niebieskie pasy. Jej stopy były bose.

- Dzień dobry – wstała i ukłoniła się nisko – nazywam się Hinata.
Podeszła do niego i pomogła mu zdjąć marynarkę, którą następnie odwiesiła na stojący koło drzwiach wieszak.
- Czym mogę panu służyć? – spytała, odwracając się do niego. Wiedziała, że nie może oderwać oczu do jej biustu, więc opuściła lekko ramię, odsłaniając go trochę więcej. Nauczyła się już nie rumienić podczas takich momentów. Na początku najtrudniejszym było dla niej pokonać własny wstyd, ale pracowała nad tym bardzo wytrwale. Dostrzegła, że ruch dał efekt, bo oczy mężczyzny prawie wyskoczyły.
- Proszę usiąść – wskazała ręką łóżko,  a potem siadła koło niego – Jest pan zmęczony po ciężkim dniu, prawda?
- Tak… - był chyba trochę skrępowany jej zachowanie. Hinata uśmiechnęła się.
- Proszę mi pozwolić zrobić masaż – wsunęła rękę po jego białą koszulę i zaczęła lekko rozpinać guziki, muskając palcami jego skórę. Czuła na twarzy jego oddech. Gdy zdjęła mu koszulę, położył się na łóżku, a dziewczyna usiadła na nim. Jej zręczne palce tańczyły na jego plecach. Słyszała ciche westchnienia ulgi. Wiedziała doskonale, że nic tak nie pomagał się rozluźnić jak to. A przecież to było jej zadaniem i jej pracą.

Pamiętała swoje zaskoczenie, kiedy trafiła w to miejsce. Nie wiedziała co się stało, gdzie jest i dlaczego. Siedziała na obitym skórą fotelu, a naprzeciwko niej siedział wysoki, przystojny mężczyzna o ciemnobrązowych włosach. Miał na sobie dziwną, niebieską szatę. Kiedy się tu zjawiła, była przekonana, że to wróg, ale on nie zachowywał się wrogo. Poczęstował ją herbatą, która osiemnastoletniej kunoichi bardzo smakowała. Dopiero potem zaczęli rozmowę.
- Widzisz, tak się składa, że wiem, w czym jest twój problem. Kochasz kogoś, ale on nie zwraca na ciebie uwagi, prawda? – powiedział a Hinata nie wiedziała, co odpowiedzieć, bo przecież miał rację. Skinęła tylko lekko głową. Nawet po tym, jak udało jej się powiększyć trochę biust dzięki sztuczkom buchniętym Tsunade, niewiele to pomogło.
- Wiesz, mogę ci w tym pomóc. Mogę sprawić, że żaden mężczyzna ci się nie oprze, że wszyscy, których będziesz chciała, będą ci padać do stóp.
- Nie – Hinata pokręciła głową – Nie chcę używać żadnych czarów ani uroków.
- Nie o tym mówię. Każda kobieta, jeśli chce, może stać się zawodową kusicielką. Możesz nauczyć się, jak być kimś takim, jak sprawić, że na twój pierwszy widok ten chłopak nawet nie spojrzy na inną. Zrozumie, ile straciła ignorując ciebie a ty mu później jednak wybaczysz i wszystko się dobrze skończy.
- Ale czemu…
- Jesteś rozsądna, skoro pytasz. Tak, nauka będzie długa i trudna. Spędzisz tu dużo czasu. Ale nie obawiaj się, mogę cię odesłać dokładnie do tego samego momentu, z którego cię zabrałem. Tak, na krótko przed tym, jak ci się udało wreszcie wyciągnąć tego chłopaka na spotkanie sam na sam. Wrócisz tam, ale już zupełnie inna. Pewna siebie, namiętna i emanująca seksem.
- I nic za to nie chcesz? – spytała wreszcie, zaskoczona.
- Oczywiście, że chcę. Posłuchaj…

Hinata masowała plecy mężczyzny. Kiedy skończyła, zrzuciła szybko bluzkę, powoli odsłaniając przykryte siatką duże, kształtne piersi. Wiedziała, że Tsunade by ją pewnie zabiła, gdyby dowiedziała się, w jaki sposób one urosły. Reszta dziewczyn z Konohy zazdrościła jej tego jak cholera, ale żadnej tego nie zdradziła. Mężczyzna patrzył na nie jak zahipnotyzowany a potem przyciągnął ją do siebie, zasypując jej piersi pocałunkami. Odchyliła głowę do tyłu. Mężczyźni zawsze lubili jej piersi, nauczyła się już tego. Tylko ten głupi Naruto ich nie zauważał, a przecież mógł ją mieć zawsze, wystarczyło jakieś słowo czy nawet gest. Czuła, jak nieznajomy ssa jej sztywne już sutki. Wsunął rękę między jej nogi, rozchylając je lekko. Westchnęła. Pamiętała, jak zaczynała naukę.

- Pamiętaj, to mężczyzna jest tym, który decyduje, ale to ty musisz potrafić nim kierować – mówiła Lara. Pracowała tu dłużej i musiała nauczyć Hinatę wszystkiego. Najtrudniej było brunetce pokonać własny wstyd. Kiedy pierwszy raz rozebrała się przed mężczyzną, spaliła taką cegłę, jak nigdy w życiu. Ale okazało się, że wielu facetów lubi tą jej nieśmiałość. Byli nawet tacy, którzy z tego powodu byli u niej regularnie. Jeden taki po prostu kładł się na łóżku i kazał jej się powoli rozbierać, patrząc jak się czerwieni. Żeby się do tego przyzwyczaić, podczas pracy zaczęła nosić inny strój. Kiedy jej piersi były prawie na wierzchu, nie czuła już takiego wstydu przed ich pokazywaniem. Ale to była drobnostka. Trudniej było dalej.

Kiedy przerwał zabawę jej cyckami, pochyliła się nad nim i sięgnęła do jego spodni, rozpinając je. Był już podniecony, a jej palce szybko doprowadziły do pełnej formy. Pocałowała czubek jego członka a potem powoli, stopniowo obejmowała go swoimi pełnymi wargami, biorąc do ust. Czuła jego ciepło. Uśmiechnęła się, bo czuła, że nie napracuje się tu bardzo. Poruszała rytmicznie głową do przodu i do tyłu. Mężczyzna wzdychał coraz głośniej, jego ręka głaskała jej włosy. Zamknęła oczy. Starała się nie wyobrażać sobie, ale zawsze tak miała, że chociaż przez chwilę myślała, jakby to było, jakby zamiast tych mężczyzn był tutaj z nią Naruto. Najgorzej było na początku, podczas stosunku z jednym z jej pierwszych klientów zaczęła nagle krzyczeć „Naruto-kun!”. Potem nauczyła się nad sobą panować, ale swoich myśli nie potrafiła jeszcze aż tak dobrze kontrolować.

Mężczyzna doszedł w jej ustach. Połknęła wszystko. Pamiętała, jak raz, kiedy to robiła na samym początku, prawie się udławiła nasieniem. Lara uczyła ją tego, najpierw na manekinie, potem na plastikowym modelu. Hinata musiała też obserwować  jak tamta to robi z klientami. Jeden z nich życzył sobie, żeby masturbowała się, podczas gdy Lara robiła mu loda. Wtedy bardzo się tego wstydziła. Dzisiaj śmieszył ją ten jej głupi wstyd. Ale długo seks oralny wydawał jej się bardzo obrzydliwy. Lara wytłumaczyła jej, że mężczyźni bardzo to lubią. Zaczynając, Hinata tłumaczyła sobie, że przecież uczy się tego wszystkiego, żeby Naruto ją wreszcie pokochał. Pierwszy raz niezbyt jej wyszło, ale potem coraz lepiej. Uczyła się przedłużać wszystko, lizać jaja, połykać tak, żeby się nie zadławić. Po długiej nauce była mistrzynią w ciągnięciu druta i nawet Lara chwaliła ją.

Podniosła się, zsuwając niebiesko białe majtki. Klient leżał na łóżku, a ona dosiadła go szybko i zdecydowanie. Jego wszedł w jej wilgotną szparkę, a jego ręce wyciągnęły się, pieszcząc jej duże piersi. Lara zawsze powtarzała, że niektórzy mężczyźni lubią jak kobieta dominuje w łóżku. Ten chyb ataki był, pozwalając jej o wszystkim decydować. Kiedy poruszała się rytmicznie, myślała, jaki byłby Naruto. Ciekawe, czy wolałby sam o wszystkim decydować. Obiecała sobie, że pozwoli mu na wszystko, kiedy już się spotkają. Ale nie mogła o tym myśleć, wiedziała, że w pracy nie może się rozpraszać. Ujeżdżała swojego klienta, ponosząc się i lekko opadając, a jego sztywny członek wchodził w nią coraz głębiej z mokrymi odgłosami. Pragnęła, żeby to trwało dłużej, ale wiedziała, że mężczyźni rzadko utrzymują tempo kobiet. Lara powiedziała jej kiedyś, że najlepiej robić to z kobietami, bo one dbają o siebie nawzajem i im pięć minut nie wystarczy. A facetom tak.

Nigdy nie miała szansy tego sprawdzić. Zastanawiała się, jakby to było, gdyby poszła do łóżka z Sakurą czy Ino, albo z Temari. Przyspieszyła rytm, czując, że klient już nie jest daleko. Tak, z Sakurą mogłoby to być ciekawe… Musiała kiedyś poprosić Larę, żeby jej pokazała. Lara była piękną, dojrzałą kobietą o pełnych kształtach. Hinata zastanawiała się, czy będzie kiedyś taka jak ona. Sama czuła się przy niej brzydka, chociaż wiedziała, że klienci ją lubią i nie mogła narzekać na ich brak. Wiedziała, że bogatsi biorą czasem dwie na raz, ale nigdy jej się to nie zdarzyło. Mężczyzna pod nią głośno westchnął, dochodząc. Znowu tak szybko. Hinata zaczęła głośno jęczeć, udając orgazm, bo wiedziała, że klienci to lubią. To podobno dawało im poczucie, że są tacy dobrzy w łóżku. Zeszła z niego i wstała. To było za szybkie, nie lubiła takich numerków, nie było w tym żadnej przyjemności. Ale klient wydawał się zadowolony, dał jej nawet dodatkowo parę groszy więcej.
- Wpadnę niedługo – powiedział, wychodząc. Hinata uśmiechnęła się do niego zalotnie i poszła pod prysznic. Zastanawiała się, jak długo jeszcze będzie tu się uczyć, zanim wróci i zdobędzie serce Naruto dzięki temu, czego się tu nauczyła.

(Międzywymiarowy Dom Uciech) Motoko Kusanagi


 Druga odsłona serii, teraz z Motoko z "Ghost in the Shell".

Odcinek 2: Motoko Kusanagi

Major Motoko Kusanagi wyskoczyła z za muru, dwoma strzałami kładąc stojących tam ochroniarzy. Nie spodziewali się ataku, upadli na ziemię nie wiedząc nawet, kto ich zabił. Motoko pchnęła drzwi do budynku, którego pilnowali. Według posiadanych informacji, gdzieś tu mógł się znajdować ładunek nowego, wyjątkowo groźnego narkotyku. Na razie była tego jedna porcja, dostarczona eksperymentalnie. Jeśli uda jej się go zlokalizować i zniszczyć, być może nie powstanie więcej. Major przebiegła po schodach i zaraz się pochyliła, bo seria z automatu zadudniła w miejscu, w którym przed chwilą stała. Wyskoczyła do góry i unikając trafień posłała kulę prosto w głowę stojącego w korytarzu faceta z automatem.

Rozejrzała się. Na końcu korytarza były drzwi. Szła ostrożnie, spodziewając się pułapek, jednak nic nie rejestrowała. Żadnych promieni, kamery, niczego. To wydawało się aż za proste. Gdy znalazła się przy drzwiach, zatrzymała się, nasłuchując i analizując. Dalej żadnego śladu zagrożenia. Trzymając w ręce pistolet, kopnęła drzwi i wpadła do środka. W niedużym pokoju bez okien nie było nikogo. Na stoliku leżała zielona walizka. Czyżby to było to? Podeszła do niej ostrożnie, cały czas oczekując ataku. Nic jednak nie nastąpiło. Otworzyła walizkę. Rozległ się śmiech z umieszczonego w środku głośniczka. Cyfrowy wzork pani major zarejestrował jeszcze ładunek wybuchowy i błyskawicznie obracający się licznik czasu. Odwróciła się i rzuciła do ucieczki, ale wiedziała już, że nie zdąży. Huk i białe, oślepiające światło były ostatnim, co zarejestrowała.

Kiedy wróciła do zmysłów, siedziała na dużym, metalowym fotelu. Otworzyła oczy. Znajdowała się w niewielkim, pozbawionym okien, zapewne podziemnym pomieszczeniu. Na ścianach stały urządzenia, których nawet ona, wykwalifikowana hakerka, nie znała. Chciała wstać, ale wtedy zauważyła, że metalowe obręcze trzymają jej ręce i nogi oraz szyję na fotelu. Szarpnęła się, chcąc je zerwać, ale nie była w stanie. To zdziwiło ją bardziej, bo przy jej sile nie powinno to być problemem. A jednak było. Przeleciała wzrokiem po pokoju, chcąc wychwycić coś znajomego. Nic z tego. Wszystko wydawało się zupełnie obce i inne, jakby trafiła na plan filmu science fiction. Starała sobie przypomnieć co się stało. Ten wybuch… powinna była zginąć, bomba była dość silna, żeby rozerwać ją na kawałki. Nie miała prawa żyć.

Ciężkie, metalowe drzwi otworzyły się.  Do pomieszczenia wszedł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w długiej, niebieskiej szacie, ozdobionej złotymi symbolami, które Motoko nic nie mówiły. Major przyjrzała mu się uważnie. Miał krótkie, kasztanowe włosy i niebieskie oczy, w których tliło się coś dziwnego.

- Kim jesteś? Co to za miejsce? Jak ja się tu znalazła? – wyrzuciła z siebie serię pytań. Spodziewała się, że jeśli została uwięziona, to ten człowiek nie był jej przyjacielem. Ale przynajmniej chciała wiedzieć, o co tu chodzi.
- Jesteś u mnie, Motoko – powiedział, patrząc jej prosto w oczy – Nazywam się Vernon i jestem… naukowcem. Moim największym osiągnięciem jest maszyna do transmisji międzywymiarowej. Twój komputerowy mózg powinien to ogarnąć. Tak, mam możliwość przeniesienia dowolnego obiektu między wymiarami i rzeczywistościami.
- I użyłeś go, żeby mnie tu sprowadzić?
- Oczywiście. Można powiedzieć, że uratowałem ci życie. W twojej rzeczywistości wybuch rozerwałby cię na kawałki, ale w ostatniej chwili przeniosłem cię tu.
- Jestem wdzięczna. Czy możesz mnie teraz uwolnić?
- Wszystko po kolei. Widzisz, moja maszyna pożera potworne ilości energii, co generuje równie duże koszty. Uratowanie twojego życia było niezwykle drogie.
- Chcesz forsy? Mogę ci zapłacić…
- Ale jak? W tej rzeczywistości nie masz niczego.
- Mój komputerowy mózg…
- To śmieć, widzisz tutaj nauka stoi wyżej niż w waszym wymiarze. Jest tylko jeden sposób, żebyś mogła zarobić pieniądze. Własne ciało.
Motoko poczuła, że zaraz się wścieknie, co było bardzo ludzkim odruchem. Szarpnęła się jeszcze raz, żeby zerwać te uchwyty. Jednak żaden nie puścił.
- Widzisz, prowadzę taki dom, w którym mężczyźni mogą korzystać z usług kobiet za opłatą. U was też takie są. Jak wy to nazywacie… burdele, tak?
- Nie ma mowy – odpowiedziała zimnym tonem Motoko.

- Ależ jest… - do pomieszczenia weszły dwie kobiety w obcisłych strojach pokojówek. Podeszły do urządzeń stojących pod ścianą i uruchomiły je. Panele i ekrany zaczęły się świecić. Jedna z nich podeszła do unieruchomionej Motoko i podłączyła do jej głowy kable.
- Co wy… - warknęła bezsilnie major.
- Twój komputerowy mózg jest groźną bronią – mówił Vernon – Ale jest też twoją słabością. Wystarczy go przeprogramować i nie będzie problemu.
- Tylko spróbujcie…
- Właśnie to robimy.
Pokojówka bez słowa rozpięła strój Motoko i zamontowała dwa kolejne kable na jej piersiach, przyczepiając je metalowymi klipsami. Kolejny kabel znalazł się między jej nogami. Motoko z trudem powstrzymała jęk, kiedy czuła, jak przyczepiają go do jej łechtaczki.
- Uruchamiać? – spytała jedna z pokojówek.
- Oczywiście.
- Wy dranie, ja was…

Bzzzz!! Motoko poczuła, jak jej oczy wywracają się na wierzch a przez mózg przelatują miliony danych. Próbowała je zablokować albo uporządkować, ale nie mogła. Jej elektroniczny mózg był bombardowany informacjami, które wpychały się na miejsce starych.
- Ghhh… przestańcie ja…!!!
- Jak długo jeszcze?
- Dziesięć minut…
- Dajcie piętnaście, musimy mieć pewność…
- Zabbbiiijjjjęęęę… wassss…
- Dwadzieścia. To na pewno wystarczy. Przyjdę jak skończycie.
Motoko rzucała się w fotelu, ale nie była w stanie wyrwać ani zrzucić kabli, które przeładowywały jej ciało informacjami i impulsami. Po kilku minutach opadła bez sił, nie mogąc już dłużej walczyć. Fale rozkoszy przeszywały ją, uniemożliwiając jakąkolwiek koncentrację i opór. Nie wiedziała, ile to wszystko trwało. W końcu do pomieszczenia wrócił Vernon.
- Skończone?
- Tak – obie pokojówki odczepiły uchwyty.

- Podejdź tu – powiedział Vernon i chwiejąc się lekko Motoko podeszła do niego.
- Klęknij.
Świadomość Motoko ledwie zarejestrowała polecenie, ale jej nogi ugięły się same i klęknęła przed tym mężczyzną.
- Kim jesteś?
- Jestem Motoko Kusanagi, dziwka pracująca dla ciebie, mój panie.
Była w szoku, słysząc własne słowa. Nie to chciała powiedzieć, chciała się rzucić i udusić tego łotra gołymi rękami. Vernon uśmiechnął się i pogłaskał ją po głowie.
- Dla twojej informacji, zainstalowany w twojej głowie program daje całkowitą kontrolę nad twoim ciałem każdemu, kto wyda ci jakieś polecenie. Będzie działał tak długo, aż odpracujesz swój dług. Zaprowadźcie ją do jej pokoju.
- Chodź – usłyszała jedną pokojówkę i posłusznie ruszyła za nimi. Została zaprowadzona do niedużego, ale schludnie urządzonego pokoju, w którym, obok łóżka, była także szafa, krzesło, duże lustro na ścianie i łazienka z prysznicem. Na polecenie kobiet, major rozebrała się do naga. Następnie ubrano ją w obcisły różowy strój, kończący się na pępku. Czarny, skórzany gorset, rękawice i buty oraz golf z tego samego materiału były kolejnymi częściami stroju. Następnie założono jej skąpe, różowe majteczki.

- Czekaj na klientów – powiedziała jedna z pokojówek i obie wyszły, zostawiając ją samą w pokoju. Motoko zastanawiała się nad swoją sytuacją. Nie miała kontroli nad własnym ciałem. Miała świadomość wszystkiego, co się z nią dzieje, ale nic nie mogła zrobić, żeby się temu sprzeciwić. Nie miała nawet dostępu do funkcji umysłu, jej świadomość była zamknięta szczelnie w jednej z komórek jej mózgu. Myślała, czy nie lepiej by było, gdyby nie była świadoma tego wszystkiego. Ale jej myśli przerwał odgłos otwieranych drzwi. Do pokoju weszła wysoka kobieta o długich, rudych włosach. Zamknęła drzwi i zrzuciła z siebie płaszcz. Pod nim błyszczał lśniący skórzany kostium.
- Do nogi, szmato! – krzyknęła kobieta. Motoko posłusznie zerwała się z łóżka i po chwili była już na czworakach przy kobiecie, ocierając głowę o jej nogę.
- Dobrze wytresowane zwierzątko? Tak, Vernon mówił, że ma coś dla mnie. Świetnie, wyliż mi buty!
Nie mogąc się sprzeciwić, Motoko pochyliła się i zaczęła lizać czarne, skórzane kozaki. Czuła się upokorzona. Nigdy nie miała nic przeciwko seksowi z kobietami (tak jak z facetami), ale zawsze to ona była kierująca. Nigdy nie pozwoliła, żeby ktoś inny dominował, to było niezgodne z jej charakterem. Teraz, kiedy usłużnie lizała buty tej kobiety, czuła jak w środku jej coś się łamie. Skończyła z jednym i wzięła się za drugi, liżąc go spiczastego czubka aż do końca. Kiedy skończyła, podniosła wzrok na klientkę.
- Smack! – mocne uderzenie zostawiło czerwony ślad na policzku major – Co ty sobie myślisz, że już skończyłaś? A podeszwy?

Kobieta siadła na łóżku i oparła jedną nogę na stołku. Motoko klęknęła i zaczęła językiem czyścić podeszwy. Błagała, żeby to był już koniec, takie traktowanie było dla niej najgorszym z możliwych. Kobieta śmiała się cicho, patrząc zachwycona na Motoko. Takiej posłusznej i bezwzględnie robiącej wszystko niewolnicy jeszcze nie miała. Kiedy skończyła, kazała jej uklęknąć przy łóżku, z wypiętym tyłkiem.
- Whip!!! – coś ostrego przeszyło powietrze i uderzyło, zostawiając czerwoną smugę na pośladkach major.
- Podziękuj, suko!
- Dziękuję…
- Whip!
- Dziękuję!
- Whip!
- Dziękuję!!!!!
- to tak na wszelkie wypadek, żebyś pamiętała cały czas, gdzie jest twoje miejsce, szmaciaro – po tych słowach kobieta zbliżyła szpicrutę do twarzy Motoko, podnosząc nią brodę tamtej – Lubisz być bita, prawda?
- Tak.
- Od razu to wiedziałam. Takie kurwy potrzebują silnej pani, która pokaże im, gdzie jest ich miejsce. Już ja cię nauczę. Droga jesteś, ale będę twoją częstą klientką. No to zobaczmy teraz, co umiesz…

Po tych słowach kobieta siadła na łóżku, rozstawiła szeroko nogi i złapała Motoko za włosy, przyciągając ją do siebie.
- Liż! – rozkazała. Major posłusznie zaczęła lizać jej mokre już z podniecenia łono. Zastanawiała się, jak to się dzieje, że mimo ciągłych prób, nie jest w stanie wyrwać swojej świadomości z tego kawałka, w którym ją uwięziono. Ale nie miała czasu, żeby o tym myśleć. Jej język zagłębiał się, wędrował po kobiecości tej sadystki, sprawiając jej rozkosz. Motoko dobrze wiedziała, jak to się robi, chociaż nigdy w życiu nie była do tego zmuszana. Ręce kobiety zaciśnięte były na jej głowie, trzymając ją mocno. Lizała cipkę najlepiej jak potrafiła, a jej zwinny i sprawny język szybko doprowadził kobietę do orgazmu. Odepchnęła od siebie Motoko, której twarz pokryta była jej sokami. Założyła na siebie płaszcz i schowała szpicrutę. Na stoliku położyła pieniądze.
- Następnym razem sprawdzimy, jaka jesteś w łóżku, szmato – powiedziała – A teraz na dowiedzenia pocałuj moje buty.

Motoko podeszła do niej i na czubku każdego z butów złożyła pocałunek. Kobieta obróciła się i wyszła. Motoko wstała i poszła do łazienki umyć twarz. Kiedy z niej wyszła, siadła na łóżku. Została upokorzona i zdominowana, co nigdy jeszcze jej się nie zdarzyło. Czuła się teraz słaba, nawet tam, gdzie zachowała własną świadomość. Drzwi znowu się otworzyły i do pokoju weszło dwóch silnie wyglądających mężczyzn.
- Ty nowa – powiedział jeden, z blizną na czole – Złożyliśmy się na ciebie, żeby mieć podwójne rypanko na dwa kanały. Rozbieraj się, ale już!
Motoko, chociaż w środku krzyczała z obrzydzenia i lęku, posłusznie zdjęła wszystko i podeszła do nich. Po chwili jęczała głośno, kiedy dwa twarde członki penetrowały ją jednocześnie od obydwu stron. Tego jeszcze w życiu nigdy nie przeżyła. Ale żaden z klientów nie słyszał jej lęku, bo jej usta wydawały jedynie pełne rozkoszy jęki. Zawieszona między dwoma facetami, oddawała się im bez namysłu, błagając, żeby brali ją mocniej. Siedzący w pokoju kontrolnym Vernon z radością patrzył, jak była policjantka uprawia seks z dwoma mężczyznami na raz. Tak, maszyny zrobiły, co do nich należy. Teraz mógł myśleć o kolejnej pracownicy.

(Międzywymiarowy Dom Uciech) Lara Croft


Pierwszy epizod z cyklu "Międzywymiarowy Dom Uciech".
Odcinek 1: Lara Croft

Lara Croft ocknęła się. Jeszcze przed chwilą biegła korytarzem piramidy, a za nią pędził olbrzymi, okrągły kamień, który przypadkiem sama uruchomiła. Kamień dudnił i poruszał się coraz szybciej. Brytyjska archeolog rozpaczliwie szukała jakiegoś schronienia, ale ściany były gładkie, nie odchodził od nich żaden korytarz. Czuła, że robi się coraz wolniejsza. Błagała o jakikolwiek ratunek. I nagle rozbłysło przed nią jasne, intensywne światło. Aż zamknęła oczy. Poczuła się nagle bardzo lekka. I potem straciła przytomność.

Kiedy się obudziła, stwierdziła, że leży na dużym, wygodnym i miękkim łóżku. Rozejrzała się. Znajdowała się w elegancko urządzonym pokoju. Ściany obite były czerwoną materią, stojące pod nimi duże, staromodne meble wyglądały na bardzo drogie. Powoli podniosła się z łóżka, ciągle czując w sobie zmęczenie. Zastanawiała się, co to jest za miejsce i jak się w nim znalazła. To musiała być chyba jakaś magia, bo przecież jeszcze przed chwilą goniła na resztkach sił przez ten przeklęty korytarz. Przez chwilę pomyślała, że może kamień ją jednak dogonił i że jest w niebie. Uszczypnęła się. Czując lekki ból, doszła do wniosku, że jednak dalej żyje. Na stoliku koło łóżka była karafka i szklanka. Nalała sobie wody. Poczuła się lepiej, kiedy woda przepłukała jej gardło.

Drzwi do pokoju otworzyły się. Stał w nich wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w długiej, niebieskiej szacie, ozdobionej złotymi symbolami. Lara podniosła na niego wzrok. Miał krótkie, kasztanowe włosy i niebieskie oczy, w których tliło się coś dziwnego.

- Witaj Laro – powiedział ciepłym, miękkim głosem.
- Co to za miejsce? Gdzie ja jestem?
- Spokojnie, zaraz wszystko ci wytłumaczę. Nazywają mnie Vernon. Jestem… kimś w rodzaju naukowca. Zajmuję się transportem międzywymiarowym. To bardzo skomplikowane i kosztowne badania.
- Co to ma wspólnego ze mną?
- Byłaś dzisiaj blisko śmierci. Gdybym cie nie wyciągnął z tego tunelu, zginęłabyś tam i nikt by już cię nawet nie znalazł. Uratowałem ci życie, więc mogłabyś być bardziej uprzejma.
- Sama dałabym sobie radę. Czego chcesz? Forsy w zamian?
- Jak na brytyjską damę jesteś zaskakująco mało elegancka, Laro. Rozczarowujesz mnie. Myślałem, że jako ludzie na poziomie…
- Pieprzyć to – Lara sięgnęła do jeden z pistoletów. Nie podobało jej się to wszystko. Coś tu śmierdziało. Ten facet wydawał się podejrzany.
- Zła decyzja – Vernon pstryknął palcami i nagle straszny ból rzucił Lare na kolana. Coś owiniętego wokół jej szyi rozsyłało impulsy bólu po całym jej ciele. Złapała się za szyję, ale wtedy przez jej palce przeszła kolejna fala. Zaciskała zęby, żeby nie krzyczeć.
- Jak widzisz, kontroluję sytuację – ból ustał – Jeśli chcesz walczyć, to wybrała niewłaściwego wroga. Pozwól teraz że wyjaśnię. Użyłem mojej aparatury, żeby ocalić twoje życie. Było to trudne i kosztowne. W związku z tym sprawiedliwie będzie, jeśli oddasz mi koszty.
- Ile…? Mam pieniądze…
- Nie, tu nie masz. Wiem, w swoim wymiarze jesteś bogatą kobietą, ale w tym wymiarze nie masz ani centa. To oznacza, że będziesz musiała odpracować całą sumę.
- Odpracować… jak?
- Oh, to bardzo proste. Swoim ciałem.
- Co? Ty chory… ahhhhhh!!!!!! – Lara zerwała się z podłogi i zaraz potem znowu na nią upadła, bo kolejna fala bólu przeszyła jej ciało na wylot.
- Chyba muszę ci coś wyjaśnić, Laro – powiedział – Masz wszyte pod skóra nadajniki bólu. Kiedy postanowisz zrobić coś przeciwko mnie, one uruchamiają się zaraz. Im bardziej większa jest twoja agresja, tym bardziej silny ból poczujesz. Jeżeli zrobisz mi krzywdę, ból będzie tak silny, że cie zabije. Rozumiesz?

Rozumiała. Lara jeszcze do końca nie pojmowała całej sytuacji, ale rozumiała, że z tym człowiekiem nie jest w tej chwili w stanie walczyć. Powoli podniosła się z ziemi. Ból zniknął prawie natychmiast.
- Dobrze, skoro rozumiesz, to zaraz przyślę tu moje służące, żeby przygotowały cię do twojej nowej pracy. To jest twój pokój. Zadbałem, żeby był elegancki dla kogoś takiego jak ty. Mam nadzieję, że to docenisz. Aha – powiedział już w drzwiach – nie próbuj niczego zrobić moim dziewczynom. To działa na nie tak jak na mnie. To samo dotyczy klientów.
Wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Lara siadła na łóżku, zastanawiając się nad tym wszystkim. To było chore, nienormalne. Ten mężczyzna chciał, żeby była prostytutką? Ona? To przecież niemożliwe. Ale wiedziała, że przez to coś co jej wszczepił, nie miała szans, żeby z nim walczyć. Kiedy tak myślała, do pokoju weszły dwie młode kobiety, obie ubrane w czarno białe, obcisłe stroje pokojówek. Bez słowa podeszły do siedzącej na łóżku Lary.
- Rozbierz się – powiedziała jedna. Lara wstała i milcząc zdjęła swój strój. Jedna z pokojówek pozbierała jej ciuchy, a druga podała szlafrok. Zaprowadziła Lare pod prysznic, gdzie archeolog zmyła z siebie bród podróży. Na półkach widziała rzędy kosmetyków. Kiedy wyszła, jedna z kobiet kazała jej usiąść na krześle, a druga nałożyła mocny makijaż, z intensywnymi cieniami do powiek i krwistoczerwoną szminką. Jej włosy zaczesały w koński ogon. Następnie podały Larze półprzezroczystą halkę, czarne majtki, stanik i ciemne pończochy. Kiedy je ubrała, zabrały jej dawne ciuchy i nie mówiąc nic, wyszły.

Lara spojrzała na siebie w lustrze na ścianie. Czuła się prawie naga. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Wiedziała, czego do niej oczekiwał ten dziwny człowiek, ale nie chciała się na to zgodzić.  To było przecież wbrew wszystkim zasadom. Musiała znaleźć sposób, żeby się stąd wydostać, żeby jakoś uciec. Ale czy to było możliwe? Drzwi otworzyły się cicho i Lara obróciła się w ich stronę. Stał tam niski, krępy mężczyzna ubrany w znoszony garnitur. Zamknął za sobą drzwi szybkim ruchem.
- Cześć – powiedział, podchodząc – Vernon mówił że ma nowy towar, ale nie powiedział, że aż tak apetyczny. Jestem Jack, a ty?
- Lara – odpowiedziała cicho. Mogła skoczyć i udusić tego człowieka gołymi rękami. Ale pamiętała, że mówić coś o klientach. Jeśli tak, to nie mogła zrobić niczego, w czym sprzeciwiła by się temu człowiekowi.
- Fajne imię – mężczyzna zrzucił marynarkę, podszedł do Lary i obejrzał ją. Czuła jak jego ręce dotykają jej skóry, przesuwają się po jej włosach, gładzą jej ramiona, policzki.
- Rasowa sztuka, naprawdę – Jack usiadł na krześle naprzeciwko niej – A teraz zrób sobie dobrze.
- Co… co?
- Kręci mnie, jak laski robią sobie dobrze przy mnie. No, do pracy. Niewiele mamy czasu, na więcej mnie nie stać, ten pierdziel Vernon ma ceny jak z kosmosu.

Lara zrozumiała, że nie ma wyboru. Wsunęła dłoń pod miękki materiał majtek, drugą ręką delikatnie pieszcząc swoją pierś. Czuła się podle, nie wiedziała, czemu to robi. Jej palec bawił się z jej łonem, wchodząc najpierw płytko, potem głębiej, kiedy dołączył do niego drugi. Mężczyzna patrzył na nią, kiedy siedząc na stołku, rozsunęła nogi szerzej, wsuwając pod półprzezroczysty materiał majtek prawie cała rękę, pieszcząc się. Zacisnęła lekko palce wokół sztywniejącego sutka. Nie sądziła, że coś takiego może jej sprawiać przyjemność. Masturbowała się wiele razy, ale nigdy na oczach kogoś. Jednak jej ciało dawało znać, że podoba mu się to. Otworzyła usta, wydając z siebie cichy jęk rozkoszy. Poruszała ręką coraz szybciej, czując na palcach swoje soki.

- Dosyć – powiedział nagle, wstając – chodź tu i zrób mi laskę.
Lara przerwała, czując rozczarowanie, że nie mogła dokończyć. Podeszła do mężczyzny i uklękła przed nim. Rozpięła rozporek w jego spodniach. Był już sztywny, kiedy objęła go swoimi krwistoczerwonymi wargami. Przesuwała je wzdłuż, stopniowo biorąc go coraz głębiej. Wiedziała, jaki jest podniecony tym, co zobaczył. Nie potrzebowała wiele czasu. Zacisnął ręce na jej głowie, przyciskając ją do siebie, kiedy doszedł.
- Gmhmhmm!!! – Lara nie mogła się odsunąć, kiedy nasienie wypełniało jej usta. Zupełnie nieprzyzwyczajona do tego, starała się połykać, ale z trudem sobie z tym radziła. Połykała powoli, a krople wypływały kącikami jej ust. Robiła co mogła, żeby się nie udławić. Wiedziała, że bez problemu dałaby rzucić tym facetem o ścianę, ale pamiętała, że nie wolno jej było się sprzeciwiać klientowi. Dlatego też w milczeniu połykała wszystko. Kiedy skończyła, puścił jej głowę. Otworzyła szeroko usta, łapiąc powietrze jak ryba wyrzucona na brzeg.

Mężczyzna spojrzał na zegarek i kazał jej położyć się na łóżku. Wdrapał się na nie zaraz po niej. Jego ręce zamknęły się na jej piersiach, masując je rytmicznie. Zsunął jej stanik, patrząc z przyjemnością na duże, ciemne sutki. Lara oparła głowę na miękkiej poduszce, błagając, żeby to wszystko okazało się snem i żeby mogła już się z niego obudzić. Kiedy lizał i ssał jej sutki, starała się nie jęczeć, ale nie była w stanie powstrzymać się od tego, kiedy zsunął jej majtki i dotknął ciepłym językiem jej wilgotnego łona. Rozsunął jej nogi, okryte ciemnym materiałem pończoch, liżąc ją i sprawiając, że fale rozkoszy przechodziły przez jej ciało. Czuła się tak słaba i bezbronna, a na dodatek było jej coraz przyjemniej.

Mężczyzna przerwał minetę i zsunął swoje spodnie. Lara podniosła głowę i zobaczyła to. Do tej pory miała jakąś dziwną nadzieję, że tego uniknie, że wystarczą mu inne rzeczy. Ale teraz zrozumiała, że nie ma już ucieczki czy odwrotu. Kiedy zbliżył się do niej, nie wytrzymała.
- Proszę… załóż gumkę, ja… nie brałam pigułki…
- Kpisz? Gumkę? Przy takiej cenie nie będę przecież robił tego w gumce – przycisnął ją mocno do łóżka, trzymając za ramiona i wszedł w nią. Jej wilgotna, rozgrzana cipka bez kłopotu przyjęła go w sobie. Twarz Lary wykrzywiał lęk, ale nic nie mogła zrobić, bo wiedziała, czym może skończyć się opór. Wzdychała i jęczała z każdym posuwistym pchnięciem. Mężczyzna penetrował ją długimi, mocnymi pchnięciami. Puścił jej ręce i znowu bawił się jej dużymi, pełnymi piersiami. Zaciskał palce na jej sutkach.

Lara nie marzyła już o tym, by wszystko okazało się snem, bo wiedziała, że tak nie jest. Za bardzo, za mocno to czuła, żeby to był tylko sen. Niestety, wiedziała, że to jest rzeczywistość. Z każdym pchnięciem czuła to coraz mocniej. Nienawidziła tego mężczyzny, nienawidziła tego, który ją tu sprowadził i nienawidziła już nawet samej siebie za to, że tak łatwo uległa temu wszystkiemu. Jej palce zaciskały się na pościeli. Słyszała, jak mężczyzna oddycha ciężko, biorąc ją jakby była jego własnością. Zachowywał się, jakby nie widział w niej żywej osoby, ale przedmiot. To było dodatkowo upokarzające. Zawsze była bardzo dumna i niezależna. Pakowała się w niebezpieczeństwa, ale nigdy takie, z których nie miałaby wyjścia. A tutaj czuła się jakby nie miała żadnego sposobu na uratowanie się.

Doszedł, zanim ona zdążyła odczuć jakąś rozkosz. Ale bardziej ją martwiło to, że doszedł  niej, spuszczając się do jej cipki, z której teraz kapały jej soki zmieszane z jego nasieniem. Wyszedł z niej z miękkim, mokrym „plop”. Wstał, ubrał się i nawet nie odwracając się wyszedł, zostawiając na stoliku koło łóżka plik banknotów. Gdy zamknęły się drzwi, Lara rozpłakała się, jakby była małą dziewczynką, a nie dorosłą, dojrzałą i odważną zawsze aż do szaleństwa kobietą. Potem wstała i po rozberaniu się poszła pod prysznic. Gdy z niego wychodziła, drzwi do pokoju otworzyły się znowu. Stał w nich wysoki, szczupły facet o łysej głowie. Lara odruchowo zakryła się ręcznikiem. Uśmiechnął się szeroko.
- No mała, jak chcesz, możemy to zrobić pod prysznicem, ale najpierw choć tu, tatuś da ci coś do possania…
Rozumiejąc, że nie ma wyboru, Lara zrzuciła ręcznik i podeszła do kolejnego klienta, klękając przed nim. Zrozumiała, że stąd nie ma ucieczki, że minie pewnie dużo czasu, nim będzie mogła się uwolnić. Do tego czasu jej rolą będzie tu pracować i spełniać wszystkie zachcianki klientów. Westchnęła głęboko, kiedy rozpinała mu rozporek. Później, razem z jego nasieniem przełykała też własną dumę. Uległa ostatecznie, godząc się zostać tu. Vernon uśmiechnął się, patrząc na ekran, który wyświetlał wszystko. Wiedział już, że Lara Croft będzie posłuszną pracownicą. Czas był, żeby rozejrzeć się za następnymi…