Pokazywanie postów oznaczonych etykietą final fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą final fantasy. Pokaż wszystkie posty
sobota, 28 września 2013
Artysta miesiąca, reklama i nowa ankieta
Przede wszystkim, z przyjemnością informuję, że doczekaliśmy się nowego bloga o podobnej do mojej treści. Autorka dopiero wystartowała, z pierwszym fanfikiem, ale miejmy nadzieję, że się rozrusza i za jakiś czas będzie tam znacznie więcej materiałów. Póki co, zajrzyjcie na jej bloga i wesprzyjcie, bo początkujący zawsze tego potrzebują (ile to ja czekałem na pierwszy komentarz na Onecie...). Jeśli także prowadzicie podobne strony, nie bójcie się tym pochwalić, z przyjemnością też was tu zareklamuję.
czwartek, 29 listopada 2012
Wyniki + Artysta miesiąca
Tym razem wyniki były bardzo wyrównane, niemal do końca szły równo, a prowadzący zmieniał się kilka razy. Ale ostatecznie mamy zwycięzcę. Oto liczba głosów:
Nauczyciel - 17
Nauczycielka - 15
Mimo wszystko, różnica jest tak niewielka, że być może postaram się wziąć pod uwagę także liczne głosy tych, którzy jednak nie wygrali. Ale to się zobaczy. Na razie mam rezultat, więc mogę podjąć prace nad kolejnym odcinkiem "School of. st. Ann".
Nauczyciel - 17
Nauczycielka - 15
Mimo wszystko, różnica jest tak niewielka, że być może postaram się wziąć pod uwagę także liczne głosy tych, którzy jednak nie wygrali. Ale to się zobaczy. Na razie mam rezultat, więc mogę podjąć prace nad kolejnym odcinkiem "School of. st. Ann".
sobota, 7 lipca 2012
Wakacje
Wreszcie się dorwałem do komputera. Jestem na wakacjach, wracam za dwa dni i pewnie wtedy zaczną się nowe opowiadania. Przepraszam wszystkich za brak zapowiedzi, ale po prostu zapomniałem napisać. Mam nadzieję, że jak wrócę, zrobi się trochę zimniej, bo w taką pogodę pisanie nawet przychodzi z trudem.
Wyszło angielskie tłumaczenie doujina "Materia Midori" z Final Fantasy VII świetnej grupy Humna High-Light Film. Okładkę macie wyżej, a doujina możecie przeczytać tutaj.
czwartek, 28 czerwca 2012
Wszechświat Żywych Trupów - Tifa
Kolejna część serii, teraz napisana już po sugestiach z dyskusji znajdującej się tutaj. Pewnie w kolejnych częściach coś i tak jeszcze będę modyfikował, zależy mi, żeby jednak nie było w każdym opowiadaniu tego samego. Info na temat serii znajdziecie tu.
Wszechświat Żywych Trupów
Część 4: Tifa (Final Fantasy VII)
Wieczór się kończył, a zaczynała się noc. Tifa zamykała powoli swój bar, ostatni goście dopijali swoje drinki i wychodzili. Barmanka otarła pot z czoła. Kolejny dzień pracy za nią. Odkąd pokonała, razem ze swoimi przyjaciółmi Sephirota i uratowała świat, myślała, że wszystko się zmieni. Ale nie zmieniło się nic, jej życie nadal było takie samo jak kiedyś. To że miastem nie rządziła już korporacja Shinra, zmieniało niewiele. Dalej w Midgar była bieda dla większości mieszkańców. Cloud prowadził swoją firmę transportową i rzadko się pojawiał w mieście.
Ostatni klient wyszedł już z baru. Tifa odetchnęła. Zdarzało się, że musiała wyganiać siłą pijaków, którzy nie chcieli albo nie potrafili sami wyjść z tego miejsca. Oczywiście, przy jej sile i umiejętnościach walki nikt normalny nie próbował się jej sprzeciwiać. Jak jednak ktoś wypił, to zaraz wydawało mu się, że jest bogiem wojny. Wtedy pięści i nogi Tify szły w ruch. To wystarczyło, żeby rozprawić się z każdym problemowym klientem. A ci, którzy to widzieli, pamiętali o tym i nigdy nie myśleli nawet o tym, żeby robić coś, co mogłoby sprowokować seksowną barmankę.
czwartek, 7 czerwca 2012
(Final Fantasy VII) Kanał
Wrzuciłem sobie na ruszt FF VII, więc możecie się spodziewać jeszcze czegoś więcej z tej gry.
Tytuł: Kanał
Z: Final Fantasy VII
Rating: NC-17
Tifa powoli podniosła się z zimnej, wilgotnej podłogi. Kiedy Don Corneo uruchomił zapadnię, podłoga pod nią zniknęła i przez krótką chwilę gdzieś spadała. Potem ocknęła się. Była sama, Clouda ani Aeris nie było nigdzie widać. Barmanka z „Siódmego Nieba” rozejrzała się po okolicy. Była w jakichś kanałach, znajdujących się pewnie pod burdelem Dona. Wokół śmierdziało. Półmrok rozświetlało blade światło lamp.
Nie mając wyboru, Tifa ruszyła przed siebie. Nie wiedziała, w którym kierunku powinna iść, ale lepsze było to niż stanie. Nie była też słabiutką księżniczką, potrafiła się bronić. Martwiło ją tylko, że nie wie, gdzie może być wyjście. Słyszała tylko czum płynącej wody. Spojrzała na nią. Była ciemna i gęsta, na dodatek paskudnie śmierdziała. Tifa poczuła, jak coś się w jej brzuchu cofa. Oparła się o ścianę, z trudem wstrzymując wymioty. Musiała się stąd wydostać, im szybciej tym lepiej.
Po kilkunastu minutach drogi poczuła, że chyba trochę kręci jej się w głowie. Przywykła już nawet trochę do smrodu kanałów, ale miała lekkie zawroty. Dalej nie było żadnego śladu na wyjście, tylko monotonny, podziemny korytarz i płynąca w jego środku struga nieczystości. Nawet chodnik, którym szła, był śliski i lepki. I wtedy Tifa zauważyła drabinę przyczepioną do ściany. Prowadziła ku klapie w suficie. Był tylko jeden kłopot – drabina znajdowała się po drugiej stronie kanału. Tifa zatrzymała się. Musiała dostać się na drugą stronę. Ale jak? Gdy tu szła, nie widziała żadnego mostka. Może jakiś był dalej? Ale nie widziała przed sobą niczego takiego.
Spojrzała jeszcze raz na wypełniony gęstą cieczą kanał. Musiałaby go przejść wpław albo przepłynąć, nie wiedziała jaki był głęboki. Jak tylko pomyślała o tym, to poczuła, że znowu żołądek podchodzi jej do gardła. Nurt nie był aż tak szybki i sądziła, że dałaby sobie z nim radę. Ale wchodzić do tego czegoś… Dreszcz przebiegł po jej plecach. Ale jej oczy patrzyły na drabinę, która była tak blisko.
Walcząc z obrzydzeniem, Tifa powoli zrobiła krok w kierunku kanału. Jeszcze raz zatrzymała się, oddychając płytko i powoli. Prawie widziała to wszystko, co tam płynie, w tej gęstej, cuchnącej brei. Nie widziała oczywiście dna i to ją jeszcze bardziej martwiło. Siadła na ziemi i zdjęła z nóg wysokie, ciężkie buty oraz skarpety. Trzymając je w jednej ręce, powoli zrobiła krok i wsunęła bosą stopę do kanału. Był głęboki, bo siedząc przy nim nie dotykała dna. Gęsta, lepka maź dotykała jej skóry. Walcząc z obrzydzeniem, Tifa weszła. Jej stopa dotknęła dna, pokrytego śliskim, lepkim śluzem, kiedy zanurzyła się trochę powyżej pasa.
Nurt był mocny, ale idąc powoli, Tifa jednak była w stanie z nim dać sobie radę. Gorzej było z obrzydlistwem, w którym brnęła. Zamknęła oczy, starając się nie oddychać nosem i nie patrzyć na to, w czym jest zanurzona. Musiała uważać, bo nawet nie wyobrażała sobie, co by się stało, gdyby się poślizgnęła. Ten śmierdzący, oślizły szlam otaczał ją ze wszystkich stron. Ale była już prawie w połowie drogi i skoro dotarła tu, to czuła pewność, że dalej też jej się uda. Musiało jej się udać. Wiedziała, że jak już wróci do baru, to dużo czasu spędzi pod prysznicem. Wolałaby, żeby Cloud jej nie zobaczył wcześniej.
Coś owinęło się wokół jej ręki, którą miała wyciągniętą w bok, utrzymując równowagę. Obróciła głowę. Zielona, oślizła macka owijała się wokół jej nadgarstka. Tifa krzyknęła, szarpiąc rękę do siebie. W drugiej trzymała buty. Rzuciła je szybko na drugi brzeg kanału i wolną rękę zacisnęła wokół macki. Dzięki swojej sile zdołała uwolnić ją i ruszyła przed siebie, szybciej niż poprzednio. Wtedy poczuła, jak coś śliskiego otacza ją w pasie. Sięgnęła ręką w kierunku macki, która dotykała jej brzucha, ale wtedy kolejna macka złapała jej nadgarstek, zaraz potem także drugi. Tifa starała się iść do przodu, ale nie mogła. Czuła jak pod powierzchnią wody kolejne macki okręcają się wokół jej stóp.
Tuż przed nią wynurzyła się kolejna macka. Jej końcówka była szeroka i różowawa. Wysunęła się do wyskości głowy Tify i zbliżyła do jej twarzy. Barmanka z Seventh Heaven wzdrygnęła się, gdy to paskudztwo dotknęło jej policzka, zostawiając na nim mokry, ślizgi ślad. Czuła w nosie jego obrzydliwy zapach. Szaprnęła mocno rękami, ale nie mogła się wyzwolić. Macka zbliżyła się do jej ust. Tifa zacisnęła zęby, a czubek tego ohydztwa dotykał jej warg, zostawiając na nich wilgotne, lepkie ślady.
- Nie!! – krzyknęła Tifa, kiedy poczuła, jak coś wsuwa się pod jej skórzaną spódniczkę, dotykając materiału majtek i wsuwając się pod nie. W momencie w którym otworzyła usta, macka naprzeciwko nich wsunęła się szybko do środka. Zduszony jęk wydobył się z niej, kiedy ta obrzydliwa rzecz penetrowała jej usta, zostawiając w nich swój smak. Tifa czuła, jakby miała się porzygać. W tym samym czasie dwie kolejne, wąskie macki wsunęły się pod jej bluzkę, zrywając jej stanik i okręcając się wokół piersi Tify. Ich czubki drażniły jej sutki, które szybko stwardniały. Tifa czuła się, jakby ktoś próbował z niej wyciskać mleko.
W tym samym czasie dwie macki między jej nogami rozdarły wreszcie wilgotne majtki i wdarły się do środka, wsuwając się do obu otworów na raz. Tifa, mająca zatkane usta, nie była w stanie nawet głośno protestował, kiedy była gwałcona przez wszystkie macki na raz. Jej usta, jej cipka, jej odbyt, jej piersi – wszystko było ich ofiarą. Słyszała kiedyś miejskie legendy o takich potworach, ale zawsze sądziła, że to tylko bajki, które opowiada się po to, żeby dziewczyny nie chodziły w takie miejsca. Ale teraz na własnym ciele przekonywała się, że to nie bajki.
Obie macki między jej nogami poruszały się coraz szybciej, do przodu i do tyłu. Tak samo robiła macka w jej ustach, a te owinięte wokół jej piersi ślizgały się i wiły wokół jej cycków, zaciskając się coraz mocniej. Tak samo robiła macka w jej ustach, a te owinięte wokół jej piersi ślizgały się i wiły wokół jej cycków, zaciskając się coraz mocniej. Dziewczyna starała się utrzymać równowagę. Drugi brzeg był tak niedaleko. Liczyła, że uda jej się w końcu uwolnić ręce i może sięgnąć tam. Póki macki trzymały jej ręce i nogi nie mogła nic zrobić, a panicznie bała się stracić równowagę i runąć w tę breję, w której by się pewnie utopiła.
- Urghmmmm!!!!! – jęknęła, gdy nagle coś ciepłego i gęstego wypełniło jej usta. Krztusząc się i dławiąc, Tifa musiała to obrzydlistwo połykać. W tym samym momencie czuła, jak coś podobnego wypełnia jej odbyt a zaraz potem – cipkę. Czuła, jak macki wycofują się z niej, gdy miała wolne usta, wypluła ile tylko była w stanie. Czuła że ma to w sobie. Macki zwolniły też zaciśnięty uchwyt na jej piersiach. Ale zanim Tifa zdążyła zastanowić się, co dalej, pojawiły się nowe macki.
Szarpiąc się rozpaczliwie, Tifa starała się wyrwać, rozpryskując na wszystkie strony ściek, w którym po pas stała. Drugi brzeg był tak blisko. Trzymała usta zamknięte, kiedy kolejna macka zbliżyła się do nich. Czuła ten obrzydliwy dotyk na swoich ustach. Ale kiedy jeszcze raz macki wdarły się między jej nogi, nie mogła powstrzymać głośnego jęku. Na tą chwilę czekała macka przed jej twarzą. Zaraz też znowu coś cieńkiego owinęło się wokół jej piersi. Czuła też, że kolejne macki owijają się ciasno wokół jej ud. Nie wiedziała nawet już, ile to trwało. Słabła, nie mogła już nawet utrzymać się na nogach, kolejne wymuszone orgazmy wysyłały jej siły. Gdy zamknęła oczy, myślała że to już koniec.
Obudziła się na zimnej, śliskiej i wilgotnej podłodze. Otworzyła oczy, żeby zobaczyć znajomą twarz.
- Ty jesteś… Aeris?
- Już spokojnie – powiedziała kwiaciarka. Tifa przetarła oczy i podniosła się. Siedziała na brzegu kanału. Jej strój był w kawałkach. Wszystko ją bolało. Aeris klęczała obok niej.
- Co się stało?
- Znalazłam cię tutaj. Nie wiem, co ci się stało, ale byłaś w strasznym stanie. Użyłam magii leczącej, żeby ci pomóc.
- Świetnie… - Tifa przypomniała sobie o wszystkim, co ją spotkało i poczuła, jak jej żołądek przewraca się do góry dnem. Powoli wstała. Była prawie naga i bosa. Buty utonęły w kanale, bluzka, spódniczka były mokre i porwane, jej bielizna także.
- Musimy się stąd wydostać. Gdzie Cloud?
- Nie wiem, od tamtego momentu jak spadliśmy nie widziałam go.
- Trudno. Chodźmy, on wie gdzie jest mój pub, więc pewnie tam pójdzie.
(Final Fantasy X) Zielony terror
Obiecana komuś historyjka z Final Fantasy X z Lulu.
Tytuł: Zielony Terror
Z: Final Fantasy X
Rating: Nc-17
Promienie słońca opadały szeroko na rozgrzany piasek plaży na nabrzeżu Besaid. Fale uderzały powoli z szumem, liżąc plażę. Na rozłożonym na piasku kocu leżała rozciągnięta, z przymkniętymi oczami Lulu. Była sama. W Besaid było cicho i spokojnie, bo Wakka razem z drużyną wyjechał na kolejne rozgrywki Blitzballa a Yuna i Rikku latały po świecie, szukając sfer. W takie dni jak ten, Lulu lubiła korzystać z uroków plaży, na której mogła być sama. Znalazła ten zakątek pewnego dnia. Był on trochę oddalony od wioski i żeby tutaj dojść, trzeba było przejść przez dżunglę, ale nie był to dla doświadczonej czarodziejki kłopot. Małe, słabe potwory nie miały szans z jej czarami, nawet gdyby chciały ją zaczepić.
Czas mijał powoli i leniwie, Lulu korzystała z tego, że jest sama, przesuwając powoli dłonie po swoim lśniącym ciele. Wakki nie było już od tygodnia i trochę jej go brakowało. Jedna z jej dłoni zsunęła się pomiędzy jej nogi, czarnowłosa czarodziejka powoli pieściła swoją wilgotną cipkę. Drugą dłonią lekko drażniła stojące tardo brodawki piersi. Wspominała czasy ich wspólnej podróży, kiedy jeszcze był z nimi Tidus. Trochę nawet żałowała, że tak łatwo odstąpiła go Yunie, fajny był z niego chłopak. Może powinna była skorzystać z okazji? Wiedziała, jak na nią patrzył, szczególnie na początku ich podróży, bo potem więcej czasu poświęcał już Yunie. Jęknęła głośniej, czując, jak zbiera się w niej powoli rozkosz, gotowa, żeby wypełnić jej całe, powoli sztywniejące ciało.
Wiedząc, że jest sama, Lulu nie hamowała się. Czuła ulgę i przyjemność. Krótko po ślubie czuła się trochę winna, że robi to, chociaż mam męża, ale potem przestała mieć do siebie pretensje. Uprawiała seks z Wakką regularnie a masturbacja była tylko uzupełnieniem. Pozwalała jej realizować w głowie różne fantazje, o których oczywiście nikomu nie mogła mówić. Wyobrażała sobie, że Tidus jest przy niej, że całuje jej usta długo i namiętnie, że jego dłonie pieszczą jej ciało, dotykając ją wszędzie, rozpalając jej pożądanie powoli ale mocno. Że całuje jej kark, piersi, brzuch, że liże jej rozgrzaną cipkę. Że gładzi językiem jej nogi, klęcząc przed nią. Może jednak nie trzeba było oddawać go Yunie?
Głośny, przeciągły jęk dobiegł z jej ust, kiedy długi, piękny orgazm wypełnił ją, sprawiając, że jej ciało zesztywniało, żeby zaraz potem rozluźnić się i dać się unieść rozkoszy. Wzdychała głęboko, słysząc w uszach szum własnej krwi, fal i skrzek mew. Było jej naprawdę dobrze. To była jedna z tych przyjemności, które chowała dla siebie i o których nie mówiła nikomu, nawet najlepszym przyjaciółkom. Tu mogła być sama ze swoimi fantazjami.
Rozkosz w samotności przerwał jakiś odgłos. Lulu poderwała się z koca, unosząc głowę w kierunku zarośli. Mignęła między nimi jakaś sylwetka, za mała na potwora, za duża na zwierzątko. Człowiek? Widział ją? Ciągle tam był? Lulu zapięła szybko stanik i majtki. Zerwała się na nogi i ruszyła w tamtym kierunku. Jeżeli to był jakiś małolat z wioski, to obiecała sobie, że solidnie go ukaże. A może to tylko jednak jakieś zwierzę? Musiała to sprawdzić.
Jej bose stopy zeszły z ciepłego piasku i dotknęły chłodnej ziemi, w miarę jak coraz głębiej wchodziła w las. Widziała w oddali ruch, to musiała być ta sama postać. Szła powoli i ostrożnie, przygotowany miała prosty czar elektryczny, żeby powalić natręta ale nie zabić przypadkiem niewinnej osoby. Była coraz bliżej, kiedy nagle coś buchnęło jej w twarz. Chmura ciemnego dymu otoczyła jej głowę, dostając się do nosa i ust. Lulu kaszlała, czuła jak ciemnieje jej przed oczami a w głowie zaczyna się kręcić. Zrobiła krok do tyłu, czując, jak coraz trudniej jest jej utrzymać równowagę. Słaniała się.
Coś owinęło się wokół jej nóg, przewracając ją i szybko pociągając do góry. Lulu szarpała się, ale w takiej pozycji nic nie mogła zrobić, bo jej ręce wisiały do dołu. Słyszała szum pomiędzy roślinami, coraz głośniejszy. Już się domyślała, co to było. Nic nie widziała, oczy wydawały się być przysłonięte jakby ciemną mgłą. Nie mogła myśleć logicznie i spokojnie. To były typowe objawy ataku, jakim zwykle zaczynał walkę Malboro. Ale skąd taki potwór wziąłby się tutaj? Zwykle występowały tylko w kilku miejscach na Spirze.
Jednak to nie było w tym momencie największym problemem, jakiemu musiała stawić czoła Lulu. Oszołomiona czarodziejka była trzymana mocno, podczas kiedy cienkie macki zmierzały w jej stronę. Jedna z nich wsunęła się pod jej majtki, szarpiąc je tak, aż w końcu zerwała je. Druga zerwała jej stanik. Nagie ciało Lulu było teraz zupełnie niechronione. Dwie macki owinęły się wokół jej piersi, ściskając je mocno i drażniąc końcówkami czubki jej sutków. Lulu wiedziała, że te potwory polują przede wszystkim na kobiety. Nie mają samic i mogą się rozmnażać tylko przy pomocy samic innych gatunków.
Jęknęła głośno, gdy szeroka, gruba i śliska macka wsunęła się między jej nogi, rozszerzając je. Jej cipka była ciągle wilgotna i macka bez trudu wsunęła się do środka. Czarnowłosa czarodziejka jęczała przeciągle, kiedy jej ciało było napastowane przez zielonego potwora. Jednak po pewnym czasie jej jęki zostały stłumione, bo kolejna macka wpłynęła między jej czerwone usta, zatykając je. Śliski, zielony kształt wypełnił jej usta. Lulu w pierwszej chwili chciała go odgryźć, ale wiedziała, że jeżeli to zrobi, to pewnie zadławi się nim na śmierć. Nie mając wyjścia, musiała mu pozwolić robić to, co chciał.
Najbardziej bolały ją piersi, wokół których były owinięte dwie macki. Ściśnięte i związane jak szynka, unosiły się i opadały, a jej twarde sutki były cały czas bezlitośnie pieszczone, przynosząc Lulu niechcianą przyjemność i podniecając ją wbrew jej woli. Nagle poczuła, jak macka jej cipce sztywnieje, jakby robiła się grubsza. W szybkim spazmie wystrzeliła, wypełniając Lulu swoimi sokami. Czarodziejka wydała z siebie stłumiony jęk protestu, wiedząc, że właśnie wypełnia ją nasienie Malboro. Musiała coś zrobić, bo inaczej… Potwór wyszedł z niej, ale jej usta i piersi dalej były napastowane.
Lulu powoli odzyskiwała wzrok. Widziała rozmazany ciągle, duży, zielony kształt, przypominający kulę z wielką paszczą i rzędami macek. Ukryty między bujną roślinnością, pewnie byłby nawet nie do zauważenia, gdyby się nie poruszał. Ale teraz się poruszał. Lulu została opuszczona na ziemię, jej spocone, drżące ciało dotknęło zimnego mchu, który pokrywał leśne podszycie. Kolejne macki chwyciły ją za ręce, podnosząc trochę. Czuła jak jej piersi pieką i swędzą ją. Nagle zakrztusiła się, coś gęstego i lepkiego zaczęło wypełniać jej usta. Krzywiąc się, musiała połykać obrzydliwą ciecz, którą macka pompowała do jej ust. Chciało jej się rzygać, ale nie mogła, bo miała zatkane usta. Szarpała się w bezlitosnym uchwycie potwora. Gdy skończył, wysunął mackę z jej ust. Lulu starała się wypluć tyle ile mogła, ale większość już połknęła.
Klęcząc na ziemi, patrzyła na Malboro, który znajdował się naprzeciwko niej. Póki miała skrępowane ręce, póki nie mogła używać czarów. Czuła w środku nieprzyjemne mrowienie, coś się w niej działo, coś czego się bała. Mijały minuty, potwór nie robił jej już nic, poza dalszym gnieceniem jej dużych, obolałych już piersi. Lulu straciła już nadzieję na odzyskanie swobody, a kolejne ruchy wewnątrz jej ciała przerażały ją coraz bardziej.
Huk wystrzału obudził ją. Poczuła, jak jej zdrętwiała ręka opada swobodnie. Kolejny strzał zniszczył drugą mackę i druga ręka Lulu była wolna. Nie rozglądając się i nie zastanawiając się nawet, kto ją uratował, Lulu szybko podniosła ręce do czasu i rzuciła na Malboro najpotężniejszy z czarów ognia jakie znała. Potwór zawył głośno, kiedy magiczne płomienie szybko pochłonęły jego wielkie, ale delikatne ciało. Macki spadały na ziemię, zmieniając się w popiół. Piersi Lulu poczuły ulgę, kiedy zostały uwolnione z więżącego jej nacisku. Dopiero teraz czarodziejka spojrzała w kierunku z którego padły strzały. W jej stronę biegła Yuna, obok niej Rikku.
- Lulu! Lulu! – krzyczała Yuna – Nic ci nie jest?!
- Nie wiem… - Lulu powoli podniosła się. Była naga, wszystko ją bolało, a najbardziej piersi. Poza tym czuła się jakaś pełna. Yuna pomogła jej wstać, a Rikku szukała czegoś nerwowo w swojej torbie.
- Coś do ubrania… - powiedziała czarodziejka, patrząc na rozerwane na kawałki jej bikini – Ooughmmm…. Ouuuhhhhh!!! – jęknęła, chwytając się za piersi. Opadła na kolana, czuła jak jej sutki pieką. Chwilę potem strzyknęły strumykami ciepłego mleka.
- Pij! – Rikku wyciągnęła z torebki butelkę i szybko przycisnęła ją do ust Lulu, wmuszając w nią jej zawartość. Mleko ciągle kapało z jej piersi, a Lulu czuła, że w jej brzuchu coś się porusza.
- Co to jest? – spytała Yuna.
- To mikstura Al Bhed, którą nasze kobiety używają, żeby nie zostać wykorzystanymi przez Malboro. Zabija to ich komórki. Może jeszcze zdąży zadziała, bo inaczej Lulu…
- Ougggmmmmmm!!!! Aahmmmmm! – czarodziejka padła na ziemię, wijąc się w spazmach bólu. Kolejne strumyki białego płynu wystrzeliły z jej piersi. Trzymała się za brzuch. Ale nic się nie działo. Mleko przestało po chwili kapać a ból minął.
- Zdążyłyśmy w ostatniej chwili… - Rikku otarła czoło.
- A gdybyśmy nie… ?
- Lulu musiałaby urodzić Malboro… moja mikstura zdążyła zabezpieczyć ją przed tym. Tylko teraz…
- Co takiego?
- No, ona będzie musiała… to z siebie…
Lulu, która zdążyła już wstać, nagle poczuła jak się czerwieni, a z jej brzucha dobiegł donośny odgłos. Złapała się za brzuch i szybko pobiegła w krzaki.
- Ojej – powiedziała Rikku – lepiej ją teraz zostawmy, bo to pewnie szybko się nie skończy.
(Final Fantasy X-2) Na żywo
Coś z Final Fantasy tym razem, z Yuną.
Tytuł: Na żywo
Z: "Final Fantasy x-2"
Rating: Nc-17
Uwagi: tentacle
- Brother, czy to na pewno tutaj – Yuna spytała przez komunikator brata Rikku.
- Na pewno, Yuna, radar to pokazuje. Jesteś już niedaleko.
- Mam nadzieję. Bez odbioru – Yuna miała już dość chodzenia po tych jaskiniach. Było tu wilgotno, ślisko i nieprzyjemnie, buty zanużały się w miękki, cuchnący szlam. Ale wykrywacz sfer pokazywał, że gdzieś tutaj musiała być jedna z nich. Dobrze, że nie było z nią Rikku, ona nienawidziła takich miejsc. Ale jej kuzynka zatruła się czymś i trzeba było ją zabrać do szpitala w Bevelle. Tam okazało się, że musi zostać co najmniej tydzień. Paine postanowiła zostać z nią, a Yuna wzięła „Celsiusa”, żeby odwiedzić Besaid. I wtedy właśnie radar wykrył sferę w podziemnych jaskiniach w lesie niedaleko. Yuna postanowiła, że sama po nią pójdzie.
Wałęsała się już po tych jaskiniach prawie godzinę. Droga była skomplikowana, a automapa nie chciała działać sprawnie. Chociaż na zewnątrz było ciepło, tutaj było zimno i mokro. Skąpy strój Yuny, składający się z wysokich, sznurowanych butów, szortów i cieniutkiej bluzeczki oraz kilku dodatków, nie chronił jej przed zimnem. A po sferę musiała zejść niżej. Miękki, śmierdzący śluz chlupał pod jej butami. Cały czas trzymała w ręce pistolet, chociaż od wejścia nie spotkała ani jednego potwora. Była zdziwiona, bo w takich miejscach wrogów zawsze było dużo. Ale może i one nie miały ochoty mieszkać w takim miejscu? Yuna wzruszyła ramionami, idąc dalej.
- Daleko jeszcze?
- Chyba następne pomieszczenie – usłyszała w słuchawce.
- Nareszcie…
Wyszła do dużej, okrągłej sali. Wydawała się nawet zbyt regularna, żeby można ją było stworzyć naturalnie. A może ktoś ją wykuł? Spira była pełna zapomnianych śladów po tysiącach lat swojego istnienia. Ważniejsze było to, że po środku sali, znajdował się ułożony z kamieni kopiec. Spomiędzy kamieni widać było blade światło. To musiała być sfera. Yuna szybkim krokiem ruszyła do przodu, ale zaraz się zatrzymała. Gdy zrobiła dwa kroki, jej buty prawie do kolan zapadły się w tym obrzydliwym śluzie. Cofnęła się z obrzydzeniem.
- A niech to…
- Yuna?
- Tu jest coś… jakby bagno. Dookoła sfery. Nie wiem, jakie to głębokie.
- Wracaj, przylecimy tu z Rikku i Paine.
- Wlazłam tutaj i mam teraz wracać? No nie… daj mi chwilę…
- Yuna? Yunna!? Chyba mam jakieś bzz… ghszmmm… - głos Brothera w słuchawce znikł.
- Bomba, teraz się zepsuło… - westchnęła. Grunt wokół sfery wydawał się bardziej stabilny. Yuna cofnęła się, wzięła rozbieg i skoczyła.
„Pulp!” – rozległ się dźwięk. Wylądowała w szlamie, tonąc w nim prawie po pas.
- O kurwa mać! – krzyknęła głośno. Od ścian jej słowa odbiły się echem. Była prawie przy kopczyku, ale do pasa była ubrudzona tą śmierdzącą ohydą. Czuła pod nogami grunt. To dobrze. Powoli zrobiła krok do przodu. Poruszała się powoli, jak w budyniu.
- Jak wrócę na statek to przez tydzień nie wyjdę spod prysznica – pomyślała, brnąc przez ten szlam. I wtedy coś wystrzeliło spod tej bryi. Wąska, różowawa macka owinęła się wokół pasa Yuny. Gunnerka szarpnęła się mocno.
- Co? – krzyknęła zaskoczona, kiedy macka pociągnęła ją do tyłu. Yuna w odruchu sprzeciwu szarpnęła się do przodu. Jej dłonie dotykały już kopczyka. Czuła, jak to coś zaciskało się wokół niej. Sięgnęła ręką do pasa, przy którym miała torebkę, a niej powinien był być jakiś nóż. Wiedziała, że musi to odciąć najszybciej jak się da. Kiedy jednak uniosła rękę, kolejna macka owinęła się błyskawicznie wokół jej nadgarstka.
- Nie ma mowy… - zrobiła kolejny krok w kleistym szlamie. Macki szarpały ją coraz mocniej, ale czuła, że grunt się powoli wznosi. Jeszcze trochę wysiłku i będzie na powierzchni. I wtedy coś przesunęło się między jej nogami.
- Aiiieee! – krzyknęła z obrzydzenia, kiedy coś śliskiego poruszało się tam, pocierając ją przez materiał jej krótkich spodenek.
- Zboczone paskudztwo – pomyślała, a wówczas kolejna macka wysunęła się na powierzchnię.
- Fuuj! Zostaw! – krzyknęła Yuna, kiedy czubek macki dotknął jej piersi. Sięgnęła tam ręką, ale wtedy macka szybko owinęła się wokół niej. Obie ręce Yuny były związane. Kolejne, gwałtowne szarpnięcie sprawiło, że nie mogła utrzymać równowagi. Poleciała na plecy, padając w śluz. Na szczęście nie było tam już tak głęboko i nie utonęła.
- Zoostaaaw! – krzyczała, kiedy kolejne macki owinęły się wokół jej nóg. Szarpała się rozpaczliwie, ale nie mogła nic zrobić. Nie wierzyła, że jest ich aż tak dużo. Spod tej paskudnej bryi wyrastały kolejne, unieruchamiając ją. Mogła już tylko krzyczeć, kiedy kolejny raz ich czubki dotknęły jej piersi. Cieńki, biały materiał bluzki przed niczym ich nie chronił, giętkie macki szybko owinęły się wokół jej piersi, czubkami dotykając sutków. Ich końcówki były chropowate.
- Niiieee! – echo odbijało krzyki Yuny. Kolejna macka wsunęła się pod jej spodenki, wychodząc z drugiej strony i rozrywając mokry materiał. Jej majtki były następne. Yuna patrzyła ze strachem, nie wiedząc, o co chodzi.
- Ooooh!!! Aaaaa! – krzyczała i jęczała, bo macki cały czas pocierały jej piersi. Sutki Yuny stwardniały. Macki zaciskały się wokół nich coraz mocniej. Sprawiało jej to ból ale też i przyjemność, chociaż jej nie chciała. Macki, które trzymały jej nogi, zmusiły ją, żeby je rozkraczyła. Spod śluzu wysunęła się kolejna, dużo szersza od pozostałych. Yuna ze strachem patrzyła, jak porusza się powoli, prosto do celu.
- Niiieeeee! Niieeeee! – mogła tylko krzyczeć, kiedy czubek prawie dotykał jej cipki.
- Oooohhhmmmm!!!!!! – jej głośny krzyk odbijał się w echu, kiedy macka spenetrowała ją. Yuna nie miała doświadczenia w tych sprawach, wcześniej uprawiała seks tylko raz, z Tidusem. Ale on był dla niej delikatny. Macka weszła w nią mocno i brutalnie, penetrując jej pochwę i wchodząc najgłębiej jak się da. To było bolesne, ale trzymana cały czas przez macki Yuna nie mogła nic zrobić, tylko krzyczeć.
- Mmmm! Guullpp! – jej protesty skończyły się, kiedy kolejna macka wsunęła się między jej wargi, do jej ust. Poruszała się w środku, bawiąc się jej językiem. Yuna z obrzydzenia prawie zwymiotowała. Nie mogła w oto uwierzyć. To było jak zły sen. Czuła ten obrzydliwy szlam we własnych ustach. Ale w tej samej chwili jęknęła głośno, bo macka między jej nogami zaczęła poruszać się szybko do przodu i do tyłu.
Nie mogła już krzyczeć, kiedy poczuła że następna macka wsuwa się między jej pośladki. Bolało to ją nawet bardziej, ale jej usta były zatkane i słychać tylko było jej zduszony jęk bólu, kiedy jej ostatni otwór został zgwałcony. Trzy macki w jej środku poruszały się szybko. Wkrótce Yuna przeżyła pierwszy orgazm, ale potwór nie zwrócił nawet na to uwagi, gwałcąc ją. Bolały ją piersi, mocno ściskane przez macki. Jej nabrzmiałe sutki były tak wrażliwe, że czuła, jak drży przy najmniejszym ich dotknięciu.
- Guhh… hmmmmphmmm… ohhhmmm – zduszone jęki słychać było z jej ust.
- Gluuuuurrrpppp! – jej oczy otworzyły się szeroko, kiedy nagle jej usta wypełnił obrzydliwy, gęsty płyn. Nie mając wyjścia, musiała go połykać. Czuła, jak coś lepikiego i ciepłego wypełnia jej pizdę, a niedługo też i dupę. Macki wycofały się z niej powoli. Yuna otworzyła usta i wypluła tyle, ile mogła. Większość musiała połknąć. Czułą ten paskudny, gorzki smak w gardle i w ustach. Resztki kapały z jej ust, zmieszane z jej śliną. Ale nagle spod szlamu wysunęły się kolejne macki, szybko zajmując miejsce poprzednich.
- Niee! Niieeeemphmmmm! – Yuna nie miała czasu protestować, bo nowe macki szybko zajęły się nią, tak jak poprzednie. Znowu usta, odbyt i pizda stały się celem ich ataku. Córka Braski jęczała głośno, siedząc w szlamie z rozkraczonymi szeroko nogami. Macki zaciskały się na jej piersiach, jakby chciały żeby strzelało z nich mleko. Wszystkie trzy otwory były brutalnie penetrowane. Protesty i jęki Yuny stawały się coraz słabsze.
Po czwartym razie przestała liczyć, ile razy to się stało. Leżała w szlamie, a macki zajmowały się nią. Co jakiś czas dochodziła. W końcu potwór porzucił ją. Goła, oblepiona szlamem i sokami potwora, na czworakach powoli poruszała się w kierunku sfery. Była ociężała, jej brzuch był pełen. Drżącą ręką odwaliła kilka kamyków i wyjęła sferę. Obejrzała ją. Poznała ją. To była sfera nagrywająco - przekaźnikowa. Ktoś ją tutaj umieścił, a potem nagrał wszystko co się stało. Ale kto i po co?
- Dzięki temu materiałowi zarobimy więcej niż na zbieraniu sfer – Leblanc roześmiała się głośno, oglądając film z Yuną. Pomysł Logosa, żeby podłożyć taką pułapkę, był bezbłędny. Syndykat miał zarobić na tym filmie miliony. Teraz myślała, czy nie możnaby nakręcić podobnych z dwiema pozostałymi dziewczynami z Gullwings.
(Final Fantasy X) Final Fucktasy X
Tytuł: Final Fucktasy X
Z: Final Fantasy X
Postaci: Yuna, Lulu, Rikku
Rikku,
Yuna i Lulu toczyły właśnie kolejną walkę z żołnierzami Yevonu. W
sześciu została już tylko trójka, dwóch pozostałych spaliły na popiół
czar Lulu, a jednego Rikku załatwiła granatem. Yuna właśnie
przygotowywała się do wezwania Ifrita, żeby pokonać resztę przeciwników.
Wtedy dowódca oddziału Yevonitów wyciągnął dłoń przed siebie i rzucił
„Slow”. Trójka bohaterek poczuła, że poruszają się, jakby były w jakiejś
galarecie lub innej gęstej cieczy, bardzo powoli. Zanim zdążyły coś
zrobić, następny żołnierz rzucił czar „Stop”. Cała trójka zatrzymała
się, nieruchomo jak posągi.
Żołnierze
nie tracili czasu, wiedząc, że czar nie będzie działał zbyt długo.
Najpierw podeszli do Lulu i przy pomocy mieczy rozcięli jej wykonaną ze
skórzanych pasów suknię. Następnie użyli tych samych pasów, żeby
skrępować ręce i nogi wszystkim trzem kobietom. Gdy leżały już
skrępowane na ziemi, czar przestał działać.
- Co to ma znaczyć? – krzyknęła Lulu, wściekła, bo pod suknią miała tylko rajstopy i majtki, więc było jej zimno.
-
Zamknij gębę, heretyczko – jeden z żołnierzy uderzył ją w twarz otwartą
dłonią. Widziała, jak innych wziął różdżkę Yuny. Z głuchym trzaskiem
pękła, gdy złamał ją na kolanie. Inny wysypał wszystkie mikstury,jakie
nosiła ze sobą Rikku, na ziemię.
- Proszę, nie róbcie nam krzywdy… - powiedziała Yuna.
-
Wysoka Summonerka… tak… - dowódca podszedł do niej – Zdradziłaś nas,
zabiłaś mistrza Seymoura. Dogadałaś się z heretykami. Ty dziwko! –
uderzył ją, przewracając na ziemię.
- Yuna! – krzyknęła Riku – Zostaw ją, ty…
-
Heretycka kurewka pokazuje zęby, co? – jeden z żołnierzy złapał Rikku
za piersi, ściskając je przez materiał jej stroju – Nie bądź taka
niegrzeczna, nie ty tu rządzisz.
- Co my tu mamy
– dowódca jednym ruchem ręki zerwał górną część sukni Lulu, obnażając
jej duże, kształtne piersi. Zawsze była z nich dumna, wiedziała, jak
mężczyźni na nie patrzą. Było zimno a pod wpływem mrozu jej sutki szybko
stwardniały. Dowódca patrzył na nie z zadowoleniem. Pchnął Lulu na
ziemię, siadł na niej i rozpiął swój rozporem. Jego wacek znalazł się na
piersiach czarodziejki. Dowódca ujął je w dłonie i zacisnął wokół
swojego penisa, poruszając nim.
Widząc to, dwaj
pozostali żołnierze nie tracili czasu.Pierwszy ściągnął szorty Rikku i
przewrócił ją na plecy. Uderzył ją w wypięte pośladki, po czym podniósł z
ziemi jedną z jej mikstur. Wlał kilka kropel do jej odbytu. Rikku
czuła, jak dziwne ciepło wypełnią ją. Chwilę potem zawyła z bólu, gdy
gruby penis wtargnął do jej wnętrza. Żołnierz chwycił ją mocno i zaczął
rypać w tyłek, słuchając krzyków Rikku z zadowoleniem. Nienawidził
heretyków i okazja, aby upokorzyć w ten sposób jedną z nich, była zbyt
kusząca.
- Nie jesteś kobietą, jesteś suką – rzucił – i tak cię potraktuję.
Yuna
patrzyła w przerażeniu na to, co dzieje się z jej towarzyszkami, kiedy
nagle ktoś ją złapał za włosy. Trzeci żołnierz stanął przed klęczącą i
związaną summonerką.
- Do roboty, zdziro, rób
mi loda – powiedział, rozpiął sobie spodnie i wcisnął swojego członka do
ust Yuny – jeśli poczuję zęby, możesz być pewna, że wsadzę ci tą twoją
różdżkę w dupę. Ostrym końcem – dodał. Yuna, nie mając wyboru, krztusiła
się i dławiła, usiłując ssać i lizać wielki kawał ciepłego mięsa, który
znalazł się w jej ustach. Był długi a ona nigdy tego nie robiła.
Żołnierz złapał ją za głowę i zaczął poruszać rytmicznie, nadając jej
rytm. Jego jaja uderzały o jej twarz. Yuna czuła się obrzydliwie, treść
żołądka podchodziła jej do gardła, ale nie mając wyjścia, obciągała.
Dowódca
doszedł pierwszy, spryskując piersi i twarz Lulu swoim nasieniem.
Czarodziejka patrzyła na niego z nienawiścią w oczach.Uśmiechnął się,
przewrócił ją na drugą stronę, po czym wziął jeden z pasów,które
tworzyły jej suknię. Następnie zerwał jej majtki.
„Slap!”
– skórzany pas uderzył w jej jędrne, wypięte pośladki. Zaskoczona tym
Lulu krzyknęła głośno z bólu, ale za drugim uderzeniem zacisnęła zęby,
nie chcąc dawać mu satysfakcji. Trzeci raz uderzył jeszcze mocniej, po
czym przerwał na chwilę.
- Jeśli chcesz, żebym
przestał, proś, aby wziął cię od tyłu.Wystarczy głośne „anal” – rzucił,
po czym zaczął uderzać raz za razem, mocniej i mocniej. Lulu długo
zagryzała zęby, ale w końcu nie wytrzymała.
-
Proszę…. Aaaa…. Slap! Niieieeeeee! Slap! Ohhh…. Anaaaal!Anaaaaall! –
krzyczała, a ból poniżenia dorównywał temu, który zadał jej
pasek.Dowódca uśmiechnął się, słysząc jej krzyki, po czym nie tracąc
czasu usadowił się za nią.
- Szykuj się, kurwo o
wielkich cycach – powiedział i wszedł w nią. Krzyk bólu, jaki
towarzyszył penetracji, rozległ się w całej okolicy.
-
Gulp, gulp… - Yuna połykała właśnie spermę, która wypełniała jej usta.
Żołnierze zmusił ją, żeby połknęła wszystko. Następnie rozerwał jej
ciemnobłękitną suknię i czarne majtki.
-
Proszę… nie rób tego – błagała. Chciała, żeby to On był jej pierwszym,
nie jakiś wróg. Ale żołnierz był na to głuchy. Rozpiął pasek trzymający
jej nogi, rozszerzył je i wtargnął do środka, rozdziewiczając wysoką
summonerkę. Yuna krzyczała, kiedy jej dziewictwo rozstało zabrane, ból
potęgowało upokorzenie. Chciała stracić przytomność, zasnąć, znaleźć się
winnym miejscu, ale nie mogła. Każde kolejne pchnięcie było dla niej
upokarzającym przeżyciem.
Rikku leżała na ziemi,
ciężko oddychając. Dopiero co przed chwilą została zgwałcona od tyłu.
Słyszała krzyki Yuny i Lulu, podejrzewała, że je też spotyka to samo. W
myślach przepraszała Yunę za to, że nie potrafiła jej ochronić. Dupa
bolała ją bardzo. Naiwnie myślała, że to koniec, ale wtedy właśnie jej
oprawca złapał ją za włosy, podniósł i przytknął do jej twarzy swojego
członka.
- Wyczyść mi go – powiedział – I nawet nie myśl o czymś głupim, bo wtedy po prostu cię zabiję.
Rikku
otworzyła usta i wzięła do środka penisa. Czuła na nim nieprzyjemny
smak tego, gdzie przed chwilą był. Robiło jej się niedobrze, gdy jej
usta poruszały się po nim. Żołnierza to jednak nie obchodziło. Zmusił ją
do seksu oralnego a potem do połknięcia nasienia. Gdy skończyli,
spojrzał na pozostałych. Yuna leżała z rozkraczonymi nogami, w podartej
sukni. Lulu niedaleko niej, na brzuchu, a jej pośladki były całe
czerwone. Pchnął Rikku na ziemię obok nich.
- Co z nimi zrobimy? – spytał.
- Były rozkazy, żeby tych, których złapiemy żywymi,doprowadzić do Guadosalam.
- Żywymi?
- Chcesz je zabić?
-
Nie, co ty. Po prostu myślę… Co wy na to, żeby sprzedać jena targu w
Luca a w dowództwie przekazać, że nie żyją? Jestem pewien, że z takimi
ciałami na pewno znajdą kupców.
- Wchodzę – powiedział pierwszy z żołnierzy.
- Ja też – dodał drugi.
Yuna, Rikku i Lulu z przerażeniem patrzyły, jak własnie przypieczętował się ich los.
(Final Fantasy VII) W siódmym niebie
Tytuł: W siódmym niebie
Z: "Final Fantasy VII"
Postaci: Tifa
Rating: NC-17
Uwaga: Self Insertation
W tych pojebanych czasach mało co dawało odrobinę
relaksu.Midgar niby nie robiło wrażenia miasta, które masz cholera nagła
trafić. Ta,niektórych wkurwiało, że Shinra kontroluje tu faktycznie
wszystko. Ale przynajmniej był spokój, bezpieczeństwo i pewność jutra. W
takich czasach jak te to i tak dużo. Nie podskakiwałeś korporacji,
pracowałeś, płaciłeś podatki, to mogłeś żyć. Spokojny, zdrowy deal, w
który większość wchodziła bez problemu. Ale oczywiście,zawsze mu się się
znaleźć paru takich, którym to nie będzie pasować. Tu też tacy się
znaleźli. Nazwali się „Avalanche” i ogłosili się ruchem oporu. A jebał
ich pies. Twierdzili, że występują w obronie ludzi przed korporacją.
Gdyby załatwili niższe podatki to pewnie by ich poparto, ale ci debile
woleli bawić się w terrorystów. Oczywiście, po pierwszym zamachu Shinra
od razu podniosła podatki, tłumacząc to kosztami bezpieczeństwa. I zaraz
część bezmózgów poparła Avalanche. A niech by ich…
Miałem
to wszystko w dupie. Chciałem po prostu zwyczajnie żyć, znaleźć żonę,
mieć dzieci i w spokoju przeżyć resztę życia. Że mało ambitne? I co z
tego. Na razie miałem pracę w jednej z elektrowni. Co do żony…Hmm…
Pracowałem nad tym.
Był
piątkowy wieczór. Dwa dni temu te sukinsyny z Avalanche wysadziły
pociąg z transportem. I pewnie chuj ich obchodziło, że przy okazji
doprowadzili do zawalenia się dwóch bloków mieszkalnych. Starałem się o
tym nie myśleć. Tak jak co piątek, wieczorem wyszedłem na miasto. Cel
był niezmiennie ten sam – Siódme Niebo. Seventh Heaven, mówiąc
dokładniej. Pub, położony w mało sympatycznej części Sektora Siódmego.
Lubiłem to miejsce. Nie serwowali tam rozwodnionego piwa, a to już był
jeden, dobry powód. Ale nie najważniejszy.Najważniejszemu na imię było
Tifa Lockheart. Barmanka, która miała wszystkie inne pod sobą. Pierwsze
cycki miasta, nogi jak wieże, śliczne, duże oczy i długie, kasztanowe
włosy. Zachodziłem tam co piątek, zamawiając kilka głębszych i sycąc
wzrok. Tak było i dziś. Tifa krzątała się za barem, a ja siedziałem sam
przy stoliku i sączyłem piwko. Miała na sobie białą bluzkę, a dwie
skórzane szelki uwypuklały te dwa siódme cuda świata, które kryły się
pod nią. Czarna,skórzana miniówa nie zostawiała wiele wyobraźni.
Nie,
nie przystawiałem się do niej. Widziałem, jak kilku próbowało. Pierwszy
raz nawet zerwałem się, by pomóc, gdy jakiś menel złapał ją za tyłek.
Chwilę potem leżał rozklaskany na podłodze. Innemu gnojowi, któremu
udało się włożyć rękę po jej kieckę, zafundowała podwójne złamanie
otwarte.Starzy bywalcy o tym wiedzieli, nowych
się szybko uświadamiało, aby trzymali łapy przy sobie. W końcu patrzeć
można ile się chce. Tego wieczora chyba byłem zmęczony. Nie wiem, w
każdym razie po raz pierwszy zasnąłem w knajpie, jak ostatni idiota.
Musiałem się zsunąć ze stolika i spaść w kąt baru. Kiedy otworzyłem
oczy, było ciemno. Powiodłem wzrokiem po okolicy. No tak, nikt mnie nie
zauważył i zamknęli pub. Niech to diabli. Czekać do rana? Wstałem.
Zobaczyłem, że na zapleczu pali się światło.Podszedłem w tamtą stronę.
Usłyszałem głosy. Nie wiem, czemu, ale zatrzymałem się, nasłuchując.
-
Ten pociąg był mocny – mówił męski, niski głos – Ale teraz dopiero nas
usłyszą. Ten reaktor sprawi, że nie będą już mogli oszukiwać nikogo.
Dobrze, że znalazłaś tego wojaka. Chociaż jednak to były żołnierz..
- Cloud nas nie zawiedzie, spokojnie. Znam go od pewnego czasu – ten głos należał do Tify.
- Oby… Dobra, idę. Do zobaczenia za dwa dni.
-
Powodzenia. Uważaj na siebie – usłyszałem zamykane drzwi.Nie miałem
wątpliwości, że to co słyszałem, dotyczyło działań Avalanche. Ale tutaj?
I Tifa? Nie mogłem uwierzyć, że była związana z tymi bandziorami. Co
teraz? Donieść do korporacji? Wsadzą ją do więzienia i pewnie nigdy już
jej nie zobaczę. Zapomnieć? Ale cholera, mówili o reaktorze. Chcą
wysadzić reaktor?Rany, przecież to rozwalić może cały sektor. Biłem się z
myślami, kiedy usłyszałem kroki.
Schowałem się.
Tifa wyszła do baru, zapaliła światło i nalała sobie szklankę czegoś
mocniejszego. Wychyliła ją jednym duszkiem. To dopiero kobieta. I wtedy,
pies by to oszczał, oparłem się za bardzo szafkę,która zatrzeszczała.
- Kto tam? – Tifa zwróciła się w moją stronę, przyjmując bojową postawę. Nie było sensu udawać. Wyszedłem z kryjówki.
-
Ja tylko… zasnąłem w barze… obudziłem się… i było zamknięte–
tłumaczyłem, wiedząc, że za chwilę mogę mieć połamane wszystkie kości.
- Ach tak, poznaję cię – Tifa opuściła pięści. Zapamiętała mnie? Poczułem radość, mimo całej sytuacji.
- Czy mógłbym prosić… o otwarcie drzwi? – spytałem, wciąż niepewnym głosem.
-
Pewnie, zaraz – wyszła z za baru, ale w połowie drogi zatrzymała się i
odwróciła ku mnie. Jej ciemne oczy patrzyły na mnie uważnie.
- Słyszałeś moją rozmowę, prawda?
Kurwa, nigdy nie potrafiłem kłamać. To widać było na mojej twarzy.
- Tak – odpowiedziałem. Podeszła do mnie.
-
Trudno, nie mogę cię w takim razie wypuścić. Za dużo wiesz, rozumiesz,
prawda? Chodź, do piwnicy. Później szef zadecyduje, co z tobą zrobić.
Minęła
mnie i podeszła do drzwi na zaplecze. Cholera, teraz byłem już pewien,
że mnie zabiją. Bałem się, cholernie się bałem. Gdy Tifa mnie mijała,
złapałem odruchowo butelkę, która stała na barze i rąbnąłem nią Tifę w
głowę. Szkło pękło a barmanka osunęła się nieprzytomna na ziemię. Przez
chwilę zastanawiałem się, co dalej. Potem zdjąłem jej szelki, związałem
nimi jej ręce za plecami w usta wcisnąłem szmatę i trzymając ją na
ramieniu, szybko wyszedłem z baru.
Była noc,
lampy już pogasły a po ulicach mało kto się kręcił. Nie mieszkałem aż
tak daleko, aby dojście tam z nieprzytomną Tifą na ramieniu nie było
niemożliwe. Gdy byliśmy w moim mieszkaniu, rzuciłem ją na łóżko,
związałem dla bezpieczeństwa nogi i wyszedłem. Poszedłem nad rzekę. Jej
mętne lustro zanieczyszczonej wody lśniło w blasku kilku świecących się
ciągle latarń. Wyjąłem komórkę i wybrałem numer policji. Po chwili ktoś
odebrał.
- W barze Seventh Heaven za dwa dni
spotkają się terroryści z Avalanche – zacząłem powoli – Planują wysadzić
któryś z reaktorów. Jest wśród nich były żołnierz.
-
Co takiego? Proszę powtórzyć! – głos z drugiej strony słuchawki był
wyraźnie zaskoczony. Powtórzyłem dwa razy, po czym rozłączyłem się i
cisnąłem komórkę do mętnej mazi, która kiedyś była wodą. Niech tam ją
namierzają, jak chcą.
Wróciłem do domu. Tifa
była wciąż nieprzytomna. Usiadłem koło niej, masując jej piersi prze
materiał bluzki. Szybko podniosłem ją,napawając się widokiem, o którym
wielu tylko marzyło. Były wielkie, to prawda,ale niewątpliwie były
prawdziwe. Duże sutki aż prosiły się, żeby je ssać.Rozpiąłem jej
spódniczkę i zsunąłem ją. Miała zwyczajne, białe majtki. Zdjąłem je.Jej
piczka była starannie wygolona, bez ani jednego włoska. Oblizałem
się,patrząc na to doskonałe ciało, leżące na łóżku.
Nie
mogłem czekać. Wszedłem na łóżko, siadłem na niej i położyłem mojego
twardego już członka między jej wielkie piersi. Złapałem za nie i
ścisnąłem je pomiędzy moim wackiem. Poruszając się rytmicznie, czułem to
ciepło bijące z jej cycków. Już samo patrzenie na nią było podniecające
a teraz robienie tego w ten sposób. Każdy, kto odwiedzał bar, pewnie o
tym marzył. Tifa jakby cicho mruczała, ale wciąż była nieprzytomna.
Doszedłem bardzo szybko,oblewając jej piersi moim nasieniem. Trochę
dosięgło też twarzy.
Ale co z nią zrobić? Wtedy otworzyła oczy.
-
Co.. ale… gdzie ja jestem? – spytała, patrząc na mnie zdziwiona – Kim
jesteś? Co się stało… ja… nic nie pamiętam… Boże… jak ja mam na imię?
Bogowie chyba uśmiechnęli się do mnie. Straciła pamięć?Zaraz ją rozwiązałem, gorączkowo myśląc nad resztą.
- Tifa, kochanie – mówiłem – uderzyłaś się o kant łóżka. Nic ci nie jest?
- Ja… ja nic nie pamiętam… - w jej głosie słyszałem rozpacz.
- Już dobrze, spokojnie. Jestem przy tobie.
- Kim jesteś?
- Twoim… twoim mężem – wypaliłem szybko.
- Mężem?
- Tak. Nazywasz się Tifa i jesteś moją żoną.
- Ale czemu byłam związana…
- Bawiliśmy się w łóżku. Jakoś tak pechowo uderzyłaś głową o kant łóżka. Naprawdę się bałem.
- Czemu nic nie pamiętam?
- Boże… naprawdę niczego sobie nie przypominasz?
- Niczego!
- Dobrze, że ja tu jestem. Spokojnie, opowiem ci wszystko.
I
tak zrobiłem. Oczywiście, według mojej wersji, Tifa była moją
dziewczyną. Jej rodzina zginęła podczas zamachu Avalanche na pociąg w
dzień naszego ślubu. Obiecaliśmy sobie opuścić to miasto, a to była
przedostatnia noc w Midgar. Uwierzyła.
- Boże…
jak to dobrze, że jesteś tutaj – powiedziała, tuląc się do mnie.
Pochyliłem się i pocałowałem ją w wargi. Odpowiedziała, całując mnie
zachłannie i tuląc, napierając swoimi piersiami na mnie, jakbym był
jedyną liną, która łączy ją z jej przeszłością. Pieściłem jej piersi,
masując je rytmicznie. Tifa jęczała namiętnie, podczas gdy ja całowałem
jej kark.
- Sprawię, że wszystko sobie
przypomnisz, kochanie –mówiłem, dając jej stopniowo coraz większą
rozkosz. Moja dłoń sięgnęła pomiędzy jej nogi, rozchylając jej uda i
powoli otwierając jej dolne wargi. Jęknęła głośniej. Usadowiliśmy się w
pozycji 69. Ona na górze, ja na dole. Ssała mojego członka z oddaniem,
podczas gdy ja językiem doprowadzałem ją do coraz większej rozkoszy.
Szybko poczułem jej soczki na moim języku. Była wciąż zdenerwowana i
zdezorientowana, ale nie chciałem, żeby myślała o czymkolwiek. Seks był
najlepszym sposobem na relaks. Czułem, że zaraz dojdę a i ona coraz
głośniej jęczała.
Wstaliśmy i szybko wszedłem w
nią, układając ją na łóżku, na plecach. Całkowałem jej kark, podczas
raz mój twardy członek nadziewał ją raz po raz. Jej paznokcie jeździły
po moich plecach a piersi ocierały się o moją klatę. Była moja, z
zachwytem myślałem, że od tej pory to ciało nie będzie już należeć do
nikogo.
- Kocham cię – wyszeptałem a chwile
potem obydwoje doszliśmy. Orgazm wstrząsnął naszymi ciałami, fala
rozkoszy zalała nas całkowicie. Przez chwilę leżeliśmy na sobie, dysząc i
pieszcząc nasze wciąż rozgrzane ciała.
Wyjechaliśmy
z Midgar następnego dnia. Nie chciałem ryzykować,ktoś mógłby ją
rozpoznać i byłyby problemy. Osiedliśmy w Wutai, a tylko wiadomości
radiowych słyszałem, że w Midgar aresztowano wszystkich członków
Avalanche i skazano na śmierć. „Dobrze wam tak, sukinsyny” – dodałem w
myślach,patrząc na Tifę, która właśnie przyrządzała posiłek.
(Final Fantasy X) Noc w Besaid
Tytuł: Noc w Besaid
Z: "Final Fantasy X"
Postaci: Yuna, Rikku
Rating: NC-17
Uwagi: Self Insertation
Siedziałem
na rozgrzanym piasku plaży w Besaid. Słońce prażyło niemiłosiernie, a
przy takim gorącu nic nie chce się robić. Ostatnio było spokojnie, nie
działo się nic nadzwyczajnego, a życie na takiej prowincji było
paskudnie monotonne. Niektórzy tylko mówili, że podobno Sin został
pokonany. Taa… bo uwierzę. Nasza summonerka, Yuna to rzeczywiście złota
dziewczyna, ale ona miała by pokonać Sina? Nie ze mną te bajki. Tyle
czasu to trwało, niby czemu miałoby się to zmienić. Ale walczyć z tym
też nie ma sensu.I tak sobie leżałem, kiedy usłyszałem śmiech.
Podniosłem głowę.
Dostrzegłem idącą przez plażę
grupkę ludzi. Otarłem oczy. Na początku szedł Wakka, obok niego Lulu.
Zaraz za nimi – Yuna. Czyli jednak? Ale zaraz wzrok przeniosłem na
osobę, która szła koło Yuny. Blondynka o długich,opalonych nogach. Moje
oczy powędrowały nieco wyżej. Cycki całkiem niezłe.Większe na pewno niż u
Yuny. Blond włosy i roześmiana twarz. Co to za panna?Nie było jej tu
wcześniej. Patrzyłem na nią i nagle odwróciła się ku mnie.Nasze oczy
spotkały się. Zaraz jednak cofnęła oczy i zaczęła znowu nawijać z Yuną.
Zaraz potem zlazło się całe Besaid, wszyscy wiwatowali na część
Yuny.Zapowiedziano już uroczystą kolację na wieczór.
Ta
blondyneczka nazywała się Rikku i była kuzynką Yuny.Ciekawe… Gdy
nadszedł wieczór, przy blasku ognia wszyscy spotkali się, jedli,pili a
Wakka opowiadał o całej podróży. Yuna wydawała się cicha, przygaszona i
szybko się wywinęła, tłumacząc że jest zmęczona. Powinna się była chyba
cieszyć z tego, co się stało. Lulu trzymała się blisko Wakki. Widać
było, że są razem,wystarczyło popatrzeć, jak się obejmowali. Fartowny
gnojek z tego naszego kapitana, zgarnąć kobietę
swojego brata. I to jaką kobietę… Ech, hałas nigdy mi nie robił dobrze,
więc dość szybko wymknąłem się z tego tłumu i poszedłem na plażę.
Położyłem się w stojącym tam bungalowie, myśląc, że najedzony i napity
zasnę tu w ciszy, z daleka od bawiących się mieszkańców, którzy pewnie
będą szaleć całą noc.
Przysypiałem już, kiedy
usłyszałem kroki na piasku. Chwilę potem w drzwiach szałasu ukazała się
twarz. Ta twarz. Blond włosy okalały jej słodką buzię, miała na sobie
tylko kolorowy szalik i majtki. Dwie rozpięte szelki luźno opadały na
jej piersi. Podniosłem się, zaskoczony.
- Hej, widziałam, jak na mnie patrzyłeś rano – powiedziała,wchodząc – A teraz widziałam, jak się wymykasz.
- Nie lubię tłoku – odpowiedziałem, nie odrywając oczu od jej ciała.
-
Ja też wolę… zabawę w mniejszym gronie – odpowiedziała,podchodząc
bliżej. Siadła na piasku koło mnie. Jej piersi unosiły się i opadały z
każdym oddechem. Przyciągnąłem ją do siebie. Pocałunek był długi i
namiętny,nasze języki poznawały nasze usta, zaś ślina mieszała się. Moje
dłonie masowały jej plecy, podczas gdy ona rozpinała moją koszulę. Po
chwili jej nagie piersi ocierały się o mnie. Była naprawdę napalona, jej
sutki stały naprężone i twarde. Szybko rozpięła mój rozporek i zsunęła
się do sterczącego już prosto wacka.
- Mmmm…
duży i twardy, tak jak lubię – powiedziała, pieszcząc go palcami a potem
delikatnie biorąc między wargi. Powoli brała go coraz głębiej, liżąc i
nawilżając swoją śliną. Ssała go łapczywie, jakby był czymś niezbędnym
jej do życia. Siedziałem wyprostowany, podczas gdy jej głowa poruszała
się rytmicznie do góry i do dołu, obciągając mi go. Musiała to już
nieraz robić. Za dobra była jak na amatorkę. Fajna kuzynkę miała ta
nasza najwyższa summonerka. Lachociąg pierwszej klasy. Nie dała mi
żadnych szans, kiedy jej wargi zaciskały się. Ciekawe, czy Yuna wie o
tych "talentach"?
- Zaraz… - szepnąłem – Zaraz…
Rikku
wyjęła go z ust. Lśnił w blasku księżyca. Uklękła i wsunęła go między
swoje piersi. Zacisnęła je na nim i zaczęła szybko nimi poruszać,
ściskając moją męskość miedzy swoim ciepłym ciałem. Nie mogłem już
dłużej tego wytrzymać.
- Ohhhhh… - westchnąłem
głośno, dochodząc na jej piersi. Moje nasienie wylądowało na jej cyckach
i twarzy. Rikku zebrała je palcami i oblizała. Pchnęła mnie na ziemię,
by zaraz potem dosiąść. Jej ciasna, niemal dziewicza cipka wciągnęła
mojego penisa do środka, zaciskając się na nim. Rikku poruszała się jak
jeździec na koniu, moje ręce zaś zamknięte były na tych cyckach,
pieszcząc je. Blondyna była naprawdę dobra. Jej piczka wsysała mojego
jasia do środka, jakby go chciała wydoić. Starałem się powstrzymywać
najdłużej jak byłem w stanie, tak żeby ona też mogła dojść ze mną. Skąd
ona się tu wzięła? Kim była?
Orgazm wstrząsnął
naszymi ciałami. Rikku osunęła się na mnie, leżąc głową na mojej piersi i
cicho jęcząc, podczas gdy jej piczka zaciskała się ciasno na moim
penisie, z którego nasienie tryskało raz za razem do środka.Gdy w końcu
podniosła się, spomiędzy jej nóg kapało nasienie wymieszane z jej
własnymi sokami. Rikku oddychała ciężko.
- Jesteś niezła – powiedziałem, patrząc jej w oczy – Realnie jesteś kuzynką Yuny?
- Yhm – pokiwała głową.
- Nie wpadłbym. Yuna to straszna cnotka.
-
Oj tam cnotka – Rikku pokręciła głową – Po prostu zakochała się
nieszczęśliwie i teraz jest smutna. A może – oczy jej zabłysły
–Chciałbyś ją pocieszyć?
- Co?
-
Chodź – ubraliśmy się i Rikku zaprowadziła mnie do domu, w którym miała
mieszkać z Yuną. Weszliśmy na palcach. Najwyższa summonerka spała na
łóżku. Jej różdżka stała oparta o ścianę a suknia i biała góra leżały na
krześle obok. Tuż obok stały czarne buty. Koc leżał na ziemi,
odsłaniając nagie, seksowne ciało, okryte tylko skąpą, czarną bielizną.
Czarną? No tak, patrząc na jej majtki i stanik, doszedłem do wniosku, że
Yuna znowu taka niewinna to nie jest. Kładąc palec na ustach, Rikku
kazała mi być cicho. Podeszła do śpiącej Yuny i dała mi znać, żebym ją
podniósł. Bałem się, że się obudzi, ale spała jak zabita. Zanieśliśmy ją
do szałasu na plaży.
Patrzyłem na jej ciało.
Kiedyś wydawała mi się taka święta,a tu czarna, skórzana bielizna
okrywająca naprawdę apetyczne ciałko. Niezły tyłek, cycki trochę
mniejsze niż u Rikku, ale nadal budzące podniecenie. Rikku wyjęła
kawałek sznurka i związała ręce Yuny za plecami. Następnie zdjęła
kuzynce bieliznę. Siadła na jej twarzy i zaczęła swoją piczkę ocierać o
jej nos.
- No dalej, bierz ją – powiedziała do
mnie. Nie czekałem.Mój członek stał gotowy na sam widok nagiego ciała
Yuny. Wszedłem w nią delikatnie. Yuna zaczęła mruczeć, po chwili zaś
poruszać się. Nie mogła jednak nic powiedzieć, bo usta miała
zablokowane.
- Spokojnie Yuna – powiedziała Rikku – wiem, że jesteś smutna, sprawimy, że będzie ci lepiej.
Wchodziłem
w nią stopniowo, bo była dużo bardziej ciasna niż Rikku. Nie była już
dziewicą, ale ten, kto jej odebrał cnotę, nie był chyba zbyt
imponujących rozmiarów. Nie chciałem, żeby ją to bolało.
- Liż mnie – mówiła Rikku – No liż…
Nie
widziałem za dobrze, ale Yuna musiała wziąć się do roboty, bo chwilę
potem Rikku zaczęła jęczeć z rozkoszy. Jej cipka wciąż pewnie jeszcze
była pełna mojego nasienia i jej soczków. Sam widok Yuny i Rikku obok
siebie dodatkowo mnie podniecał. Ująłem nogi Yuny, rozsuwając je jeszcze
szerzej. Byłem już cały w niej, a jej ciasna szparka wciągała mnie
jakby była głodna. Czułem, że dłużej nie wytrzymam. Wyszedłem jednak w
ostatniej chwili,dochodząc na zewnątrz. Nie byłem pewien, czy Yuna by
chciała, żebym doszedł w niej.
Słyszałem tylko
zduszone jęki Yuny, ale najwyraźniej było jej dobrze. Zacisnąłem palce
na jej sutkach, obracając i ściskając je. Chwilę później Rikku doszła,
fundując Yunie prysznic. Zaraz potem rozwiązała jej ręce. Najwyższa
summonerka oddychała głęboko i patrzyła na nas z niedowierzaniem.
- I co, już ci lepiej? – spytała Rikku, biorąc twarz kuzynki w dłonie i patrząc jej w oczy.
- Co wy… - spytała Yuna.
-
Oj, nie gadaj tylko ssij – powiedziała Rikku, zaciągając Yunę przede
mnie. Mój penis wisiał naprzeciwko jej twarzy. Chwilę potem był już w
środku, a Rikku klęczała za Yuną, masując jej piersi. Moje ręce zamknęły
się na uszach summonerki, nadając jej odpowiedni rytm, podczas gdy
mojej jądra obijały się o jej twarz. Rikku zsunęła jedną rękę między
nogi Yuny, pieszcząc ją tam. Zastanawiałem się, czy to przypadkiem nie
jest sen. To było zbyt piękne. Szkarłatne wargi Yuny ślizgały się na
moim członku, a jej język pieścił go.
- Połknij
– powiedziałem zdejmując ręce z jej głowy i prostując się, kiedy po raz
kolejny tego wieczora wystrzeliłem, tym razem prosto do ust Yuny.
Patrzyła mi w oczy, gdy połykała wszystko. W jej oczach widziałem pełne
posłuszeństwo. Pogłaskałem jej ciemnobrązowe włosy.
Zamieszkaliśmy
razem, a miesiąc później wziąłem ślub z Rikku. Yuna mieszkała z nami, a
w łóżku spędzaliśmy najczęściej czas we trójkę.Życie w Besaid szybko
przestało wydawać mi się nudne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









