Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yuri. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yuri. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 września 2015

Szmaragdowa Mścicielka: Trzy to już... kłopoty?


Trzecia z opowieści o mojej własnej superbohaterce - Szmaragdowej Mścicielce i innych mieszkankach Roadpolis. Postanowiłem pójść za radą i powoli rozbudowywać to moje małe uniwersum o kolejne postaci.
Jenna Arguson/Szmaragdowa Mścicielka i wszystkie inne bohaterki i bohaterowie tych historii są postaciami wymyślonymi przeze mnie. Jeśli chcecie je wykorzystać w swoich opowiadaniach/grafikach/fantazjach to nie mam z tym problemu, choć jeśli zostaną opublikowane, prosiłbym o link.

Szmaragdowa Mścicielka: Trzy to już... kłopoty?

Hally Derry stała w oświetlonej tylko bladym światłem latarni uliczce, oparta o bok swojego auta i czekała, rozglądając się niecierpliwie. Niska, krótkowłosa murzynka miała na sobie obszerny płaszcz i duże okulary, w nadziei, że dzięki nim nikt jej nie rozpozna. Nie byłoby dla jej reputacji wskazane, gdyby pojawiła się informacja, że widziano ją w Złotym Rogu. Była tu już raz, zdecydowanie nie z własnej woli. Sytuacja sprawiał, że pojawiła się tu po raz drugi - tym razem może też niezbyt chętnie, ale druga strona naciskała na to miejsce. Cóż, tyle dobrego, że tu faktycznie mało kto mógł ją rozpoznać. Złoty Róg, dawne serce przemysłowe Roadpolis, teraz był osiedlem podejrzanym spelun, obscenicznych klubów i pustych baraków.

sobota, 28 września 2013

Artysta miesiąca, reklama i nowa ankieta


Przede wszystkim, z przyjemnością informuję, że doczekaliśmy się nowego bloga o podobnej do mojej treści. Autorka dopiero wystartowała, z pierwszym fanfikiem, ale miejmy nadzieję, że się rozrusza i za jakiś czas będzie tam znacznie więcej materiałów. Póki co, zajrzyjcie na jej bloga i wesprzyjcie, bo początkujący zawsze tego potrzebują (ile to ja czekałem na pierwszy komentarz na Onecie...). Jeśli także prowadzicie podobne strony, nie bójcie się tym pochwalić, z przyjemnością też was tu zareklamuję.

piątek, 30 sierpnia 2013

Artysta miesiąca i kolejne przemyślenia


Minął pierwszy miesiąc mojego powrotu. Piszę "pierwszy", bo jednak zahaczyłem tylko o kawałek lipca. Oglądalność bloga skoczyła mocno do góry (w sierpniu - 20 000 odwiedzin - jestem w szoku), pojawiło się kilku nowych czytających - czyli wszystko dobrze. Dlatego postanowiłem wrócić do kolejnej z moich dawnych praktyk, czyli do przedstawienia artysty miesiąca. Chodzi mi o rysowników, których szczególnie sobie cenię, a którzy rysują rzeczy tematycznie bliskie temu blogowi. Dziś idzie kolejny Polak, czyli Shadman, którego kilka prac możecie zobaczyć poniżej, a po więcej zajrzyjcie na jego stronę - http://hentaimichalpixiv.blogspot.com/

piątek, 16 sierpnia 2013

(Naruto) Bondage no Jutsu




Tak, obiecywałem, że nie będę już pisał niczego z "Naruto". I znowu wyszedłem na kłamcę. Trudno, ale jak zobaczyłem tego arta wyżej, to po prostu poczułem, że muszę coś do niego napisać. Taki odruch, nic poza tym. Pobawiłem się tu trochę motywami, wyszło znowu nieco inaczej, niż zwykle, ale mam nadzieję, że wam się spodoba.
Dziękuję serdecznie za 200 000 wejść! To naprawdę miłe. Potrzeba było nieco ponad roku, aby je zdobyć (przy czym przez pół roku blog był nieaktywny). Jak sobie przypomnę, ile czasu zajęło mi to na Onecie...  Chociaż dalej uważam, że od cyferek ważniejsze są komentarze i to właśnie one mnie zawsze najbardziej cieszą, dlatego staram się odpowiadać na wszystkie.
Dodałem też kilka nowych blogów do listy śledzonych, z której aktualizacje wyświetlają się na stronie. Jeśli znacie jakiś inne warte polecenia, albo chcecie wymienić się po prostu linkami, to piszcie.

Tytuł: Bondage no Jutsu
Z: Naruto
Rating: Yuri

Ciemność. To wszystko, co widziała. Niedługo potem z ciemności zaczęły się wyłaniać określone kolory, które bez ustanku wirowały wokół niej, nie chcąc stworzyć żadnych określonych kształtów ani wzorów. Hinata potrząsnęła głową, chcąc uporządkować ten szalejący wokół niej świat. Coś było nie tak. Czuła się dziwnie, było jej jakoś niewygodnie. Próbowała otworzyć usta, aby coś powiedzieć, ale nie mogła. Wytężając siły, otworzyła oczy…

- O, już się obudziłaś? – usłyszała szept dobiegający wprost do jej ucha. Ciepło oddechu owiało jej kark. Zbierała szybko myśli. Sakura zaprosiła ją do siebie na herbatę. Chciała o czymś porozmawiać. Chyba tak, chociaż nie pamiętała już dokładnie, o czym miały dyskutować. Ciągle jeszcze kręciło jej się lekko w głowie. W pokoju panował lekki półmrok. Klęczała na czymś miękkim, chyba na łóżku. Nie mogła poruszać rękami ani nogami. Mocno zaciśnięte na nich pętle sznurów uniemożliwiały jakikolwiek ruch. Ktokolwiek to zrobił, znał się na tym. Mówienie z kolei z blokował knebel owinięty wokół jej głowy i wciśnięty do jej ust.

niedziela, 21 lipca 2013

(Fate/stay night) Pięćdziesiąt twarzy Caster





Od pewnego czasu gram w "Fate/stay night". Obejrzałem już "Fate/Zero" i planuję, kiedy skończę "F/sn", zagrać w "Fate/Extra". Dlatego możecie się spodziewać, że pojawią się na blogu jakieś opowiadania z tego całego uniwersum, szczególnie, że dużo jest tam bardzo ładnych i ciekawych bohaterek, więc jest o czym i o kim pisać. Na początek yuri, bo dawno tutaj też żadnego nie było. A poza tym ta scena po prostu prosiła się o takie rozwinięcie... Brakuje mi trochę tego w tej grze.

Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy Caster
Z: Fate/stay night
Rating: yuri

- Moja pani, przyniosłam herbatę – Saber skłoniła lekko głowę, stawiając na stoliku tacę, na której stała filiżanka z ciepłym, aromatycznym płynem, którego zapach unosił się wokół. Obok znajdowała się cukierniczka i niewielka miseczka z mlekiem. Odziana w czarny strój pokojówki z białymi koronkami, blondynka postawiła całość naprzeciwko siedzącej przy stoliku kobiety.

Ta bez słowa podniosła filiżankę do ust, ale nie otwarła ich, tylko w milczeniu wciągnęła zapach herbaty. Spod jej długich, niebieskich włosów przebijały nieco zbyt długie, spiczaste uszy. Miała na sobie długą, szykowną suknię. Odstawiła filiżankę i spojrzała na stojącą przed nią dziewczynę, która cały czas miała pochyloną głowę, oczekując w posłuszeństwie na kolejne polecenia.

wtorek, 27 listopada 2012

(Crossover) School of St. Ann 3




 Oto kolejna, trzecia już część serii "School of St. Ann", tak jak w poprzednich częściach, do was należy wybór dotyczący tego, co sie dalej stanie. Poprzednio byliście właściwie jednomyślni, zobaczymy, jak będzie tym razem...

Tytuł: School of St. Ann 3

Zdecydowała się. Od Orihime i tak niczego jak do tej pory się nie dowiedziała, a spotkanie, o którym mówiła Rangiku mogło dostarczyć jej jakichś ciekawych informacji o tym, po co tutaj przybyła. Dlatego nie tracąc czasu ruszyła przed siebie. Szkolne korytarze były już częściowo pogrążone w półmroku, uczniowie byli już w akademikach. Opustoszały budynek szkoły sprawiał wieczorem ponure wrażenie. Miyu szła najciszej jak mogła, jakby się spodziewała, że w tym całym mroku i ciszy odnajdzie jakiś punkt zawieszenia dla swojego śledztwa.

wtorek, 6 listopada 2012

(Crossover) School of St. Ann 1



 Oto pierwsza część zapowiadanego crossovera, nad którym właśnie pracuje. Pojawią się w nim postacie z różnych anime, na razie prezentuje dwie pierwsze z nich. Jednocześnie wpadłem na pewien pomysł. Inicjatywę oddam po trochu wam. Pod koniec każdej części będzie pytanie. W komentarzach możecie pisać, jaki wybór wam bardziej pasuje, a ja postaram się go w pewnym sensie zrealizować w kolejnej części. Myślę, że przez tego może być ciekawiej i mniej przewidywalnie, przynajmniej dla mnie..
Czemu tytuł jest po angielsku? A dlatego, że jest w nim drobny żart językowy, który mi się spodobał...

Tytuł: School of St. Ann
Z: Highschool of the Dead, Vampire Princess Miyu
Rating: NC-17

Budynek akademii imienia św. Anny był wielki. Miyu nigdy wcześniej nie znajdowała się w takiej szkole. Ta elitarna uczelnia z internatem miała bardzo wysoką renomę w kraju. A jednak, ostatnio w ciągu dwóch miesięcy zniknęły jej trzy uczennice. Policji nic nie udało się ustalić, śledztwo zakończono bardzo szybko, bo szkole nie zależało na skandalu. Ale Miyu przeczuwała, że sprawa może być z gatunku tych, które ją interesują.

Załatwienie sobie transferu do takiej szkoły nie było proste, nawet dla niej, szczególnie, że miała się uczyć w ostatniej klasie. Przenosiny na tym etapie nauki zdarzały się bardzo rzadko. Ale Miyu i to udało się załatwić. Teraz po budynku oprowadzał ją Ikudo, nauczyciel fizyki. Znajdowali się właśnie w klasie matematycznej. Za oknami zapadał już wieczór, słońce zachodziło, zalewając świat ciemnożółtą, złotawa poświatą, która wpadała przez okna do klasy, wydłużając cienie. Miyu miała na sobie mundurek szkolny – granatową, plisowaną spódniczkę i białą bluzkę z kołnierzykiem. Na nogach miała białe kolanówki i ciemne buty.

niedziela, 26 sierpnia 2012

(Harry Potter) Ciało pedagogiczne 4



Kończą się wakacje, więc wracamy do pisania. Dziś przed wami kolejna odsłona najpopularniejszej chyba serii, jaką na tym blogu opublikowałem. Nieostatnia zresztą, jak przekonacie się pod koniec tekstu.

 Tytuł: Ciało pedagogiczne
Z: Harry Potter
Rating: NC-17

Trudno powiedzieć, które z nich było bardziej zaskoczone. Hermiona, z czerwoną twarzą, nerwowo usiłowała poprawić ciuchy, a Mark patrzył i nie wiedział, co ma zrobić. Fleur stała naprzeciwko nich, ale nie wydawała się ani zaskoczona ani zaszokowana. To go uspokoiło, bo gdyby chciała narobić hałasu, pewnie już by to zrobiła. Na dodatek poczuł, jak jej wzrok powoli zsuwa się niżej, do jego krocza. Poczuł, jak pod samym jej spojrzeniem robi się twardy. Nic na to nie mógł poradzić. Hermiona była piękną kobietą, ale w urodzie Fleur było coś nieludzko wręcz doskonałego. Żaden mężczyzna nie mógłby się oprzeć, wystarczyłby jeden gest, a zrobiłby wszystko. I Fleur miała tego pełną świadomość.

- Ja… wiesz… - Hermiona nie wiedziała, co ma powiedzieć, bo sytuacja była ewidentna i kompromitująca. Zagadkowy uśmiech wykwitł na pełnych ustach Fleur, która podeszła do nich. Stała przy Hermionie, patrząc jej prosto w twarz, a jej palce przesuwały się blisko męskości Marka, dotykając jej tylko czubkami paznokci, niby przez przypadek. Ale to tylko tak wyglądało, chłopak nie miał wątpliwości, że to nie jest przypadek. Oszałamiająco piękna Francuzka przesunęła rękę po kasztanowych, gęstych włosach Hermiony.
- Nie odmawiasz sobie niczego, jak widzę – powiedziała, a francuski akcent w jej głosie sprawiał, że to co mówiła brzmiało lekko egzotycznie – a co powiesz na to?

czwartek, 7 czerwca 2012

(Kim Possible) Prezent


Wiele osób prosiło o coś z Kim Possible (Kim Kolwiek w Polsce). Więc napisałem. Mam nadzieję, że się spodoba.

Tytuł: Prezent
Z: Kim Possible
Rating: Nc-17

Kim starannie i cicho przemykała korytarzem. Jeszcze przed chwilą musiała pół godziny iść przez podmiejskie kanały. Nienawidziła tych miejsc. Były brudne i śmierdzące, wszędzie było jakieś robactwo i inne obrzydlistwa. No i jeszcze szczury. Była już dorosłą dziewczyną, miesiąc temu skończyła osiemnaście lat, ale ciągle nie znosiła kanałów. Dobrze, że to już był koniec. Otworzyła dużą, metalową klapę i pchnęła ją mocno przed siebie. Wskoczyła do środka i zamknęła ją natychmiast, zostawiając za sobą kanały i wszystko, co w nich było. Gdyby nie musiała, pewnie nigdy by tamtędy nie poszła. Ale musiała. Długo szukała w Internecie, ale to była jedyna droga, żeby dostać się do zamkniętego od kilkudziesięciu lat schronu atomowego. Wszystko wskazywało na to, że właśnie tam Drakken ulokował swoją bazę, w której coś knuł. Musiała go więc powstrzymać.

Gdy znalazła się po drugiej stronie włazu, szybko zrzuciła z siebie obcisły, lateksowy strój, który nosiła w kanałach i który zdążył już mocno zaśmierdnąć od ich zapachów. Z plecaka wyjęła szare spodnie i czarną bluzkę. Na ręce założyła rękawiczki. Sprawdziła jeszcze sprzęt przy pasie. Wszystko działało jak trzeba. Uśmiechnęła się do siebie i ruszyła szybko przez korytarz. Widziała na ścianach ostrzeżenia przed promieniowaniem i dawne plakaty sprzed wielu lat. Kiedy budowano ten schron, ludzie bali się wojny atomowej. Potem, kiedy okazało się, że jednak nie ma się czego bać, wejścia zalano betonem a o schronie zapomniano. Jednak znalazł się ktoś, kto o nim sobie przypomniał. Kiedy Kim znalazła ślad prowadzący w to miejsce i okazało się, że prawdopodobnie zaszył się tu Drakken, nie czekała długo. Nie wiedziała, co knuł tym razem, ale na pewno nic dobrego.

(Harry Potter) Podwójna przyjemność 2


Zamówiony fik z Hermioną i Ginny.

Tytuł: Podwójna przyjemność 2
Z: Harry Potter
Rating: NC-17, yuri

Hermiona przewracała się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. Lato było upalne i chociaż już się kończyło, to ciągle było bardzo ciepło. Jej ciuchy leżały rozrzucone na podłodze koło łóżka, gdzieś obok walały się książki, jeszcze koło nich jej różdżka. Za oknem słychać było świerszcze, które w gorącą noc nie dawały sobie spokoju. Westchnęła ciężko. Przez lata spania we wspólnej sypialni w Hogwarcie przyzwyczaiła się do tego, że ktoś jest z nią w pokoju. Teraz mogła spać sama i to było dziwne. Odkąd została przyjęta do Hogwartu na praktyki nauczycielskie, miała swój pokój. Brakowało jej nawet tego bycia z innymi. Uczniowie patrzyli na nią już bardziej jak na uczennicę. Znajomi byli daleko i widziała ich rzadko.

Kiedy usłyszała za drzwiami kroki, nie zwróciła nawet na to uwagi, bo w korytarzu często ktoś chodził. Może to uczennice przemykające się do męskiego dormitorium? Myślała nawet, żeby wstać i je pogonić, ale przewróciła się tylko na drugi bok. Młode są, więc niech się bawią, jeśli chcą. Poza tym, ona jest tu na praktykach, nauczycielką zostanie dopiero za rok albo za dwa, więc nie musi się tym przejmować. Nie zauważyła, kiedy klamka w drzwiach od jej pokoju przekręciła się, tak cicho, że nawet tego nie słyszała. Drzwi uchyliły się i do pokoju weszła postać w czarnym płaszczu, za nią następna. Teraz Hermiona odwróciła się, bo usłyszała skrzypienie drzwi. Ale zanim zdążyła coś powiedzieć, usłyszała we własnej głowie głos.
„Ani słowa. Bądź cicho.”

(Spiderman) Upadek kotki


Krótkie opowiadanie z jedną z moich ulubionych postaci z amerykańskich komiksów, Black Cat.
Tytuł: Upadek Kotki
Z: "Spider Man"
Rating: NC-17

Felicia Hardy, lepiej znana jako Black Cat, skradała się po dachach, niezauważona przez nikogo. Dopiero co z powodzeniem zakończyła kolejną operację. Nikt nie zauważył, gdy dostała się do muzeum, wyjęła z gabloty diament znany jako „Oko Nilu” i wyszła na zewnątrz. Systemu alarmowe milczały, kamery jej nie widziały a ona była już daleko. Uśmiechnęła się. Była najlepsza. W świecie rządzonym przez mężczyzn, ona, kobieta, cały czas pokazywała, że nie mają z nią szans. Policja szukała jej cały czas, ale bez szans. Była poza konkurencją.
Zeskoczyła na dół, na chodnik, bo była właśnie w tej części miasta, gdzie policja i tak nie zagląda. Szła, kiedy nagle zauważyła grupę prostytutek, stojących na ulicy. Spojrzała na nie z pogardą. Były tym rodzajem kobiet, którymi gardziła najbardziej. Słabe, uległe, zależące od mężczyzn. Po prostu żałosne. Wstyd dla wszystkich kobiet, że takie istnieją.
- Hej, złotko, nie chciałabyś do nas dołączyć? – usłyszała nagle, jak jedna z nich zwróciła się do niej. Była wysoka, miała krótkie, czarne włosy. Miała na sobie różową, jaskrawą kieckę i kusą bluzkę, a w uszach wielkie, złocone kolczyki.
- Spierdalaj, dziwko – rzuciła Felicia z pogardą.
- Ooooo, pani wielka i znana gardzi nami – spytała tamta, podchodząc bliżej – Słuchaj, ty ubierasz się wcale nie mniej prowokacyjnie niż my. Udajesz, że jesteś lepsza, bo machasz facetom cyckami przed oczami, zamiast brać w dupę?
- Nie mam ochoty z tobą gadać – Felicia odwróciła się, ale tamta złapała ją za ramię.
- Masz się za wielką i groźną superbandytkę? Złodziejka nie do złapania? A moim zdaniem jesteś niewydymaną pizdą, której się udaje, bo cycami rozprasza facetów. Z kobietą nie miałabyś szans.
Felicia odwróciła się do niej.
- Skopałam tyłek niejednej lasce – powiedziała.
- Akurat… A może to udowodnisz? Proszę, jestem do twojej dyspozycji?
- Z przyjemnością – Felicia zwróciła się ku niej.
- Dooobra! - krzyknęła tamta – Dziewczyny, chodźcie tu!
Zaraz wokół Felici i drugiej kobiety zebrał się spory tłum, składający się z prostytutek, dilerów, narkomanów i innych wyrzutków społeczeństwa, jakich zwykle pełno w takich miejscach.
- Ja, Aria, wyzwałam ją na pojedynek – prostytutka wskazała Black Cat palcem – Biorę was na świadków.
- A warunki? – krzyknął ktoś z tłumu.
- Jeśli wygram – odezwała się Felicia, uśmiechając się – rzucisz tą robotę i zapiszesz się do Armii Zbawienia.
- Stoi – Aria oblizała wargi – ale jeśli ja wygram, ty zostaniesz prostytutką, tak jak ja!
- Co?
- Nie zgadzasz się? A może się boisz, TCHÓRZU? – spytała Aria, podkreślając głośno ostatnie słowo. Tłum wokół podchwycił je, krzycząc głośno „Tchórz! Tchórz!”
- Cisza! – krzyknęła Felicia – Zgadzam się. I zaraz skopię ci dupę tak, że popamiętasz.
- Dużo gadasz, mało mówisz – Aria ruszyła do przodu. Felicia bez problemu uniknęła jej ataku i uskoczyła, żeby zaraz potem obcasem kopnąć prostytutkę w tyłek. Aria podniosła się z ziemi.
- Aria! Aria! – krzyczał tłum. Felicia spokojnie czekała, pozwalając kilka razy tamtej ją atakować. Za każdym razem unikała ciosu, po czym sprzedawała przeciwniczce kopa lub lewego. W końcu podeszła do leżącej na ziemi Arii. Podniosła ją do góry.
- Już po tobie. Poddaj się – powiedziała.
- Zdychaj! – Aria w tym momencie uderzyła obiema dłońmi w głowę Felicii, trochę nad uszami. Felicia zachwiała się i upadła. Aria wylądowała na niej i zaraz potem uderzyła jeszcze raz. Zaraz potem wstała i kopnęła obcasem Felicię w głowę. Black Cat pociemniało przed oczami. Następnie złapała ją za głowę i kopnęła kolanem w czoło. Felicia chwiała się. Aria złapała ją za długie, platynowe włosy i podniosła.
- Wygrałam! – krzyknęła – Nie ma już Czarnej Kotki! Niech żyje Czarna Dziwka!
- Aria! Aria! Aria! – rozległy się krzyki.
- Co… ja… - Felicia otworzyła oczy. Klęczała na ziemi, bolała ją głową a obraz ciągle się jeszcze kręcił.
- Przegrałaś! Zgodnie z warunkami, jesteś od tej pory dziwką!
- Ale ja… - Felicia powoli wstała. Czuła, jak wszyscy na nią patrzą. Przegrała? Rzeczywiście. Przed chwilą jeszcze prawie wygrywała, a teraz przegrała z Arią. Była słabsza.
- Ja… mam być prostytutką? – spytała.
- Dokładnie! Przegrałaś z inną prostytutką, co czyni cię najniższą z prostytutek! Jesteś moją dziwką! Należysz do mnie – Aria złapała ją za ramię – A teraz czas, żebyś zaczęła pracę.
- Jestem… dziwką? – była zdruzgotana. Przegrała na oczach wszystkich. Mogła uciec, ale wiedziała, że i tak wszyscy by się o tym dowiedzieli. Dała słowo przy tych ludziach. Musiała go dotrzymać.
- Tak. Chodź tutaj – powiedziała – Teraz musisz poszukać klienta. Twoja cena to pięć dolarów za loda, dziesięć za pizdę i dziesięć za dupę. Reszta w gratisie. Zapamiętałaś?
- Taaa… tak.
- Powtórz.
- Pięć dolarów…, dziesięć…
- Coś sobie nie radzisz. Zapomniałaś już za co? A może mam cię skopać?
- Pięć za… loda, dziesięć za… za…  - Felicia miała problem, żeby to głośno powiedzieć – za pizdę… i dupę.
- No, lepiej. To do pracy. Widzisz, ilu tu jest ludzi? Poszukaj klienta.
Felicia odwróciła się w kierunku tłumu.
- Czy ktoś… chciałby… kupić… - nie wiedziała, co ma dokładnie powiedzieć.
- Ja! – niski, gruby mężczyzna z brodą, pewnie bezdomny albo włóczęga odezwał się jako pierwszy. Felicia patrzyła na niego z obrzydzeniem, ale Aria klepnęła ją w tyłek i pchnęła lekko. Mężczyzna wyjął z kieszeni pięć dolarów i podał Arii. Następnie zwrócił się do Felicii.
- Zrób mi laskę – powiedział.
- Tu... tutaj? – Felicia była zaskoczona.
- Nie przeszkadza mi to. Do roboty.
Felicia podeszła do niego i uklękła na asfaltowej nawierzchni. Rozpięła jego rozporek drżącymi palcami. Śmierdział potem i tanim alkoholem. Wyjęła jego członka, który od samego dotyku jej palców stał się twardy. Nie chciała pytać, kiedy go ostatnio mył. Była dziwką, nie miała prawa pytać o takie rzeczy. Ujęła jego penisa w dłonie i otworzyła usta. Wzięła go pomiędzy swoje karminowe wargi i zaczęła ssać oraz lizać. Nawilżała go śliną, żeby łatwiej przesuwał się między jej wargami.
- Patrzcie, jak wielka i słynna Black Cat robi laskę! – krzyknęła Aria, kładąc dłoń na platynowych lokach słynnej złodziejki – Za jedyne pięć dolców!
Upokorzenie odjęło Felicii mowę, ale i tak nie była w stanie nic powiedzieć, bo miała usta zatkane członkiem mężczyzny. Był już cały w niej. Poruszała głową rytmicznie w przód i w tył. Otaczał ją śmiech i gwizdy. Słyszała odgłosy aparatów i blask fleszy. Zamknęła oczy i skoncentrowała się na obciąganiu.
- Slurp, slurp… - ssała członka coraz intensywniej. Widać było, że mężczyzna dawno nie uprawiał seksu i wiele mu nie potrzeba było, a sam widok Black Cat, z jej dużym biustem w pół widocznym, był wystarczająco podniecający. Zacisnął dłonie na jej głowie, trzymając ją mocno, kiedy dochodził, wystrzeliwując swoje nasienie do jej ust.
- Guuuh…. Khuuuu… - Felicia dławiła się, połykając jego spermę. W końcu jednak udało jej się to zrobić. Mężczyzna wyjął swojego członka z jej ust, resztę nasienia rozsmarował na jej wargach, a następnie wytarł swojego wacka w jej włosy. Odszedł, zostawiając Felicię klęczącą na ziemi. Aria podeszła do niej i wręczyła jej dwa dolary.
- To twoja część. Jako twoja pani zatrzymuję resztę. A teraz do pracy, noc się dopiero zaczyna.
- Ja jestem następny – podszedł wysoki, brodaty mężczyzna, podając Arii dziesięć dolarów. Następnie wziął Felicię za rękę i zabrał do taniego, obskurnego hotelu, znajdującego się niedaleko. Zapłacił za pokój. Aria i kilka innych osób towarzyszyło im, gdy weszli na górę. W pokoju znajdowało się łóżko z brudną, nie mytą pewnie już od dawna pościelą. Felicia wolała się nie domyślać, po czym są plamy na niej. Firanki, pożółkłe od dymu papierosowego, ledwo się trzymały a firanki, a ściany były obdrapane.
- Czas na jazdę – stojący za nią mężczyzna objął ją w pasie, drapiąc swoim zarostem jej szyję. Jego ręka wsunęła się pod materiał jej stroju, pieszcząc jej piersi.
- Śliczne – wymruczał – Chcę je zobaczyć.
- Tak, oczywiście – Felicia nie nosiła takiego stroju przypadkiem. Głęboki dekolt był doskonały, kiedy trzeba było rozpraszać wrogów. Każdy mężczyzna zatrzymywał wzrok na jej piersiach. Każdy chciał je zobaczyć. Ale żaden wcześniej nie widział. Zsunęła swój strój do pasa w dół. Ręce mężczyzny zaraz znalazły się na nich. W tym czasie Felicia rozbierała go, zdejmując jego kurtkę, bluzkę, rozpinając pasek i zdejmując spodnie oraz majtki.
- Chodźmy do łóżka – powiedział, niemal wpychając ją na nie. Szybko znalazł się na niej. Zsunął z niej jej strój do końca i rzucając go na ziemię. Była naga. Leżał na niej, całując jej piersi. Jego członek dotykał jej cipki. Przy łóżku stała Aria z telefonem komórkowym, którym filmowała wszystko.
- Oooughmmmm – Felicia westchnęła, kiedy mężczyzna wszedł w nią. Otworzyła szeroko usta, jęcząc, kiedy posuwał ją mocno i zachłannie. Był zbyt podniecony, żeby dbać o grę wstępną. Jej ręce zacisnęły się na jego plecach, przyciskając go do niej. Felicia jęczała, wiedziała, że to co robi, jest złe i poniżające, ale nie miała siły, żeby się temu przeciwstawić. Czuła ogarniającą jej ciało rozkosz. Nie miała siły, żeby tego powstrzymać. Widziała złośliwy uśmiech Arii, kiedy poddawała się rozkoszy. Przegrała całkowicie. Mięśnie jej pizdy zaciskały się na jego członku.
- Ohhh… ohhh… ohhh…. – jęczała donośnie – Ohhh… dooochoooodzęęęę! – krzyknęła, kiedy w tym samym czasie mężczyzna wystrzelił w nią nasieniem. Kilka salw wypełniło jej cipkę. Gdy wyszedł z niej, sperma wypływała z jej ciasnej cipki. Aria filmowała wszystko. Mężczyzna wstał, ubrał się i wyszedł.
- Teraz nie ma już odwrotu. Jesteś dziwką – powiedziała Aria.
- Jestem… dziwką – odpowiedziała Felicia – Tak, pani.
- Szybko zrozumiałaś. Jesteś najtańszą z dziwek.
- Naj… tańszą z dziwek.
- Zawsze o tym marzyłaś!
- Zawsze o tym marzyłam… - powtarzała Felicia. Aria kazała jej się wytrzeć i ubrać z powrotem strój. Zeszły na dół, gdzie czekało już wielu ludzi.
- Od tej pory Black Cat będzie tu pracowała całą noc – ogłosiła Aria – ustawcie się w kolejce. Chciałaś coś powiedzieć swoim klientom? – spytała Felici.
- Ja… biorę pięć dolarów za obciąganie i dziesięć za pizdę i dupę. Zawsze marzyłam, żeby być dziwką.
Zaraz potem wchodziła na górę z kolejnym klientem. Aria patrzyła zachwycona na diament, który wyjęła z kieszeni kostiumu Feilcii, kiedy ta uprawiała seks. Wiedziała, że od tej pory sama nie będzie już musiała pracować. A poza tym, Black Cat i tak zarobi na nią.

(Międzywymiarowy Dom Uciech) Sakura Haruno


Wakacje się skończyły, więc wracamy do naszej serii. Ostatnio było zamówienie na Sakurę.

Rozdział 8: Sakura Haruno

- Spokojnie, dasz radę, wszystko będzie dobrze – Sakura powtarzała sobie to raz za razem, siedząc przed lustrem i poprawiając makijaż. To miał być jej debiut. Była tu dopiero od kilku dni a tak wiele się wydarzyło. Prawie nie mogła w to uwierzyć. Ale taka była prawda. Mogła zapomnieć o byciu kunoichi, wszystkie jej umiejętności bojowe i medyczne nie miały już żadnego znaczenia. Od tej pory miała pracować swoim ciałem. Wiedziała, że jest ono niezłe, ale zawsze się bardzo szanowała, chciała, żeby to Sasuke był jej pierwszym chłopakiem, dla niego zawsze starała się dobrze wyglądać. Dobrze, ale nie prowokująco. A teraz… spojrzała w lustro.

Diabelnie obcisła jednoczęściówka z dużymi wycięciami odsłaniała sporo jej zgrabnego, seksownego ciała. Właściwie to więcej odsłaniała niż zasłaniała, Sakura czuła się w niej prawie naga. Mocny makijaż podkreślał jej zielone oczy i pełne, czerwone wargi, machnięte krwistoczerwoną szminką. Na dłoniach miała rękawice bez palców, podobne do tych, które kiedyś nosiła. Gdyby w takim stroju miała wyjść na Konohę, pewnie spaliłaby się ze wstydu i schowała pod łóżko. Chyba, żeby mogła tym dowalić Ino, ale nawet wtedy pewnie byłoby jej głupio. A teraz miało ją zobaczyć wielu facetów. Mimo że była już dorosła i nie miała aż takich kompleksów jak kiedyś, dalej czuła się niepewnie.

Kiedy Hinata rozmawiała z nią, tłumaczyła jej, że musi być absolutnie posłuszna i zgadzać się na wszystko, co jej rozkażą. Opowiadała, że właściciel tego miejsca jest bardzo surowy i nienawidzi, kiedy jego dziewczyny sprzeciwiają się klientom. Na początku było to dla Sakury zupełnie niezrozumiałe, nie wiedziała, co ma robić i po co, skąd tu się wzięła. Została przeniesiona we śnie, z własnego łóżka. Obudziła się w niedużym pokoiku, a na krześle nad nią siedziała Hinata. Jej koleżanka na szyi miała opaskę. Jej strój był inny, wielki, głęboki dekolt nie ukrywał dużych piersi, tych o które Sakura często była zazdrosna. Zakrywała je teraz tylko cienka siateczka. Szata dziewczyny kończyła się w okolicach pasa, a między nogami widać było majtki w biało niebieskie pasy. Jej stopy były bose.

Kiedy Hinata wytłumaczyła jej, gdzie jest, Sakura była w szoku. Wydawało jej się, że to jakiś kiepski żart. Ale im dłużej słuchała koleżanki, tym lepiej rozumiała, że ona jednak mówi prawdę, że naprawdę znalazła się w innym wymiarze, że to miejsce jest… burdelem. Kiedy to już przyjęła do wiadomości, pierwszym pytaniem było, czy da się stąd uciec. Sakura pokręciła głową. Nawet gdyby wydostać się z budynku, znajdowały się w zupełnie innym wymiarze, z którego wrócić do swojego mogły tylko dzięki właścicielowi  tego miejsca. To on stawiał warunki. Hinata powiedziała wtedy Sakurze, co jej zaoferowano. Różowowłosa otworzyła szeroko usta, zaskoczona. Nie wierzyła, że ta nieśmiała dziewczyna odważyła się przyjąć taką propozycję. Ale teraz zastanowiła się, bo przecież może… gdyby udało jej się w podobny sposób zdobyć względy Sasuke? Jeżeli to była prawda, że czas tu płynął inaczej i mogła potem normalnie wrócić… Ale jednak, to było takie upokarzające.

Sakura Haruno biła się z własnymi myślami, nie wiedząc, co powinna zrobić, kiedy drzwi otworzyły się. Do pokoju wszedł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w długiej, niebieskiej szacie, ozdobionej złotymi symbolami. Sakura podniosła na niego wzrok. Miał krótkie, kasztanowe włosy i niebieskie oczy. Hinata na jego widok podniosła się z krzesła i ukłoniła głęboko.
- Wytłumaczyłaś już wszystko koleżance?
- Tak, proszę pana – odpowiedziała Hinata.
- Dobrze, możesz więc odejść, twoi klienci pewnie czekają – powiedział i kiedy Hinata przechodziła koło niego, klepnął ją lekko w tyłek. Sakura wstrzymała gniew, pamiętając to, co usłyszała. Rozumiała, że może być trudno.
- Myślę, że twoja koleżanka wyjaśniła ci już wszystko – powiedziała Vernon – więc oszczędzi mi to czasu. Przejdźmy do rzeczy.
- A jeśli odmówię?
- Nie przyjmuję tego do wiadomości – uśmiechnął się – tak, możesz protestować, ale wtedy po prostu cię zmuszę. Mamy tu odpowiednie sposoby, bo rzeczywiście nie wszystkie moje pracownice od początku były chętne do współpracy. Ale teraz już są. Hinata mówiła jednak, że jesteś inteligentna. Powinnaś więc rozumieć wszystko. Opór nie ma sensu, a może pogorszyć twoją sytuację. Od ciebie samej zależy przecież, co będziesz robić.
- Wielki mi wybór…
- A jednak, wydaje mi się, że jest różnica między spokojną i bezpieczną pracą, a dupczeniem na ulicy, co? – po tych słowach gestem ręki uruchomił monitor na ścianie. Zaskoczona Sakura zobaczyła na nim znajomą twarz dziewczyny o niebieskich włosach, która stała w jakiejś uliczce, oparta o ścianę, podczas kiedy obcy mężczyzna brał ją od tyłu. Rozmazany z nasieniem makijaż pokrywał jej twarz.
- Konan!
- Tak. Widzisz, ona nie była chętna do współpracy, więc kiedy już ją „przekonałem”, dostała kiepską fuchę. Ale ty nie musisz. Jak chcesz, możesz dotrzymać jej towarzystwa, bo klientów jej nie brakuję. Ale podejrzewam, że masz dość oleju w głowie, żeby się tam nie pchać.

Sakura nie odpowiedziała. Milcząc patrzyła na ekran, na posklejane spermą włosy Konan, która jęczała z każdym pchnięciem. Zobaczyła kilka banknotów wetkniętych w jej dekolt. Przypomniała sobie Hinatę, która mówiła o swojej pracy z obojętnością, jakby nie sprawiało jej to żadnych trudności. Rozumiała już, o czym mówił ten człowiek. Miała wybór. Przełknęła ślinę razem ze swoją dumą.
- Zgadzam się.
- Wiedziałem, że Hinata mnie nie zawiedzie. Doskonale. Wieczorem Hinata cię przygotuje do twojego debiutu, który będzie miał miejsce niedługo. Przez ten czas nauczysz się tego i owego, bo jak mi wiadomo, nie masz w tych sprawach większego doświadczenia. Ten pokój jest twój.

Po tych słowach wstał i wyszedł z pokoju, zostawiając Sakurę samą z jej myślami. Patrzyła ciągle na ekran, gdzie Konan klęczała pod murem na kolanach i robiła loda jakiemuś facetowi. Widziała, że na nim stoi i czeka już dwóch kolejnych. Przez chwilę pomyślała, czy mogłaby tamtej jakoś pomóc. Ale szybko zrozumiała, że lepiej nie. Mogłoby się to skończyć źle dla niej. Hinata powiedziała przecież, że Vernon nie znosił nieposłuszeństwa. A Sakura nie miała ochoty pracować u boku Konan. Ekran po chwili zgasł, a Sakura zajrzała do szafy, żeby sprawdzić, co dla niej tam przygotowano.

Trzy kolejne dni zajęła jej nauka. Zajmowała się tym głównie Hinata, która uczyła Sakurę wszystkiego, od tego, w jaki sposób seksownie i prowokująco się poruszać, jak się ubierać, żeby facetom stawało od samego widoku, jak rozmawiać i poruszać ustami. Różowłosa była zaskoczona, jak wiele tamta o tym wiedziała. Przecież Hinata zawsze była taka wstydliwa i nieśmiała, a tu zmieniła się nie do poznania. Mówiła o seksie jak by to było coś normalnego. Sakura pomyślała nawet, że teraz pewnie onieśmieliłaby nawet Naruto, gdyby się spotkali. A kiedy patrzyła na duże, swobodnie eksponowane piersi Hinaty, robiła się jeszcze bardziej o nie zazdrosna niż kiedyś. Hinata to zresztą zauważyła. Kiedy kolejny raz Sakura na nie patrzyła, Hinata bez słowa zrzuciła bluzkę.
- Chcesz ich dotknąć? – spytała.
- Ja… - Sakura ze złością poczuła, że się rumieni.
- No, nie wstydź się, przecież widzę, jak się na nie zawsze lampisz – Hinata podeszła do Sakura, przysuwając swoje piersi do jej twarzy. Położyła rekę na jej staniku.
- Nie masz się czego wstydzić, Sakuro. Wiem, są mniejsze – przesunęła dłoń po piersiach koleżanki, sprawiając, że ta odetchnęła głęboko – ale są faceci, którzy takie wolą. Poza tym są bardzo ładne, no już, co się taka czerwona zrobiłaś? – nacisnęła lekko sutkę na lewej piersi Sakury – nikt cię wcześniej nie dotykał? Tutaj też? – ręka Hinaty wsunęła się do majtek różowowłosej.
- Ohhhh… - jęknęła głośno Sakura.
- Ha ha ha, reagujesz jak dziewica – palec Hinaty rozsunął lekko jej wargi sromowe, wsuwając się głębiej, podczas gdy druga dłoń pieściła jej piersi – O, ty jesteś dziewicą! A ja myślałam, że się przespałaś z Saskiem.
- Przestań – Sakura odsunęła się, czerwona jak burak. Jej sutki sterczały.
- Ok., ok., już nic – Hinata cofnęła się, uśmiechnięta – Dobra, bierzmy się do roboty, dzisiaj twój debiut.

Sakura wyszła na scenę. Pomieszczenie było duże, ale światło padało na nią, nie widziała nawet dobrze ludzi, którzy siedzieli w sali i patrzyli na nią. Gdy stanęła po środku, dwa punktowce oświetliły ją. Tuż za nią znajdowała się tyczka. Kiedy usłyszała swoje imię, rozległy się brawa, a po chwili z głośników zaczęła grać rytmiczna muzyka. Sakura wiedziała, co ma robić. Bez słowa owinęła się wokół tyczki, wyginając i  obracając swoje ciało wokół niej, wyginając je po każdym kątem. Trening kunoichi, jaki przeszła, pozwalał jej wykonywać numery, których innym kobietom pewnie było by trudno naśladować. W kulminacyjnym momencie jej nogi powędrowały ku górze, ręce znalazły się na dole i wisząc na tyczce do góry nogami zakręciła się wokół niej, poruszając się tak szybko, jak to możliwe. Słyszała brawa i gwizdy, kiedy światła wirowały przed jej oczami jak szalone. Ale najlepsze zostawiła na koniec.

Zatrzymała się. Trzymając mocno ręce, puściła nogi a potem i dłonie. Wykonała w powietrzu fikołka, po czym zawisła na górze tyczki, trzymając się jej tylko rekami, nogi miała rozkraczone szeroko w kierunku publiczności. To nie było łatwe, ale jakoś tam cieszyła się nawet, że jej się to udało. Puściła się i wylądowała na scenie wśród oklasków. Odetchnęła, chociaż wiedziała, że to było proste. Gdyby tylko na tym mogło się skończyć.  Wróciła do swojego pokoju. Zaraz po chwili usłyszała pukanie. Do środka wszedł wysoki, krótko obcięty facet, ubrany w białą koszulę i dżinsy.
- Niezła byłaś – powiedział podchodząc do niej. Poczuła jego rękę na swojej dupie. Mogła ją złamać, ale wiedziała, że nie może. Zaczęła rozpinać guziki jego koszuli. Robiła to powoli, chyba zbyt powoli, bo mężczyzna szybkim ruchem zsunął jej kostium. Pod nim nie miała nic. Pchnął ją na łóżko i rozsunął jej nogi. Widziała jego wielkiego członka, który zbliżał się do niej. Przez chwilę pomyślała przerażona, że przecież on się w nią nie zmieści…

Szybko zrozumiała, że się myliła. Krzyknęła głośno, kiedy jej dziewictwo stało się już tylko historią. Czuła ból, słyszała, że tak jest, ale co innego słyszeć, a co innego czuć. Mężczyzna nie zwracał na to uwagi, penetrował ją mocno i zdecydowanie, nie czuła z tego żadnej przyjemności, o której wcześniej mówiła jej Hinata. Czuła go w sobie, prawie ją rozrywał. Przyciskał się do jej ciała, zmusił ją do mocnego pocałunku. Wiedziała, że nie wolno jej w żaden sposób stawiać oporu, przeciwnie, objęła go rękami i nogami, błagając, żeby pieprzył ją mocniej i szybciej. Widziała, że go to podnieca, więc nie przestawała. Rżnął ją mocno, nie tracąc czasu, aż w końcu doszedł w niej. Wstał, ubrał się i wyszedł bez słowa. W drzwiach jednak minął się z drugim mężczyzną, który wszedł do pokoju w towarzystwie Hinaty.

Sakura była zaskoczona, widząc koleżankę z tamtym facetem. On z kolei był muskularny, dobrze zbudowany. Jego czaszka była łysa. Hinata przyprowadziła go do łóżka, na którym wciąż leżała Sakura i pomogła jej wstać. Ciągle oszołomiona po swoim pierwszym razie, Sakura dała się jej prowadzić. Mężczyzna położył się na łóżku, a Hinata posadziła Sakure na nim. Jego członek wszedł w nią. Zaraz potem siadła obok niej, na jego twarzy. Pocałowała koleżankę, wpijając się w jej usta, kiedy klient pieprzył Sakurę i lizał jej cipkę. Różowowłosa podskakiwała, kiedy jego wielki penis rył w niej tunel. Hinata pieściła ją czule i namiętnie, nie dając nawet czasu na odpoczynek. Ich piersi ocierały się o siebie. Teraz Sakura czuła coś więcej, nie tylko ból, ale też przyjemność, którą sprawiał jej dotyk koleżanki. Nigdy o tym nie myślała, ale zaczynało jej się to nawet podobać. Facet nie zwracał na nie uwagi, penetrująć ją, a obie dziewczyny pieściły nawzajem swoje ciała, tak długo aż kolejna porcja nasienia wypełniła Sakurę. Wyczerpana opadła na łóżko. Klient wyszedł, a Hinata siadła koło niej.
- Nie zasypiaj – powiedziała do ciężko oddychającej Sakury – dzisiaj jest twoja debiutancka noc, więc możesz być pewna, że klientów będziesz miała pełno. Ale jak chcesz – powiedziała, całując ją w policzek – mogę dotrzymać ci towarzystwa.

(Międzywymiarowy Dom Uciech) Shadowcat


Dwa zamówienia z X-Men były, więc postanowiłem je trochę połączyć.

Rozdział 7: Shadowcat

Kitty Pride odkręciła wodę i wskoczyła pod prysznic. Była zmęczona ciężkim dniem. Była już z X-Men od dawna, nie była już tą samą naiwną dziewczyną, którą dawno temu odnalazł Profesor Xavier. Ale od ostatniej walki z Magneto cos się zmieniło. Nikt nie wiedział, co się stało ze Storm. Po prostu zniknęła, nie wiadomo gdzie. Nawet Magneto przyznał, że to nie jego sprawka. Wszyscy byli przygnębieni, bo nikt nie wiedział, gdzie jej szukać. Nawet telepatycznie nie dało się jej znaleźć, Cerbero też nie pomagał. Tkwili w ślepym zaułku i nikt nie miał pojęcia, co się mogło stać.

Nagle woda zaczęła płynąć mocniej. Kitty była zaskoczona, znowu jakaś awaria? Wyciągnęła rękę, żeby przykręcić kurek, ale nic to nie dało. Kurek się kręcił, a woda i tak leciała. Chciała wyjść z kabiny, ale odkryła, że nie może odsunąć szczelnie zamkniętych drzwi. Przeklęła cicho, ale to nie był dla niej problem. Użyła swojej mocy, żeby przejść przez drzwi. Kiedy jednak była po drugiej stronie, okazało się, że nie jest już w swojej łazience, w szkole Xaviera. Znajdowała się w eleganckim, stylowo urządzonym pokoju. Największym zaskoczeniem było to, że na łóżku naprzeciwko niej leżała Storm. Zagioniona członkini X-Men miała na sobie biały, obcisły top i czarne, skórzane spodnie, jej włosy też były zaczesane inaczej niż zwykle. Shadowcat była zaskoczona, nie wiedziała, co się mogło stać.

- Storm? – spytała – Co ty tu robisz? Gdzie ja jestem?
- W swoim nowym domu i miejscu pracy – ciemnoskóra mutantka oblizała zmysłowo czerwone usta, wstała i podeszła do dziewczyny. Kitty przypomniała sobie, że jest kompletnie goła i poczuła, że się rumieni. Storm zawsze była piękną kobietą, ale teraz było w niej coś innego, coś wyzywającego i prowokującego. Po prostu emanowała seksem. Kitty cofnęła się, zasłaniając dłońmi swoje wstydliwe miejsca. Czy to na pewno była Storm? Tak, nie miała wątpliwości, jedno spojrzenie wystarczyło. Ale kiedy dłoń Storm spoczęła na jej ramieniu. Kitty poczuła coś dziwnego. Nagle ugięły się pod nią kolana i opadła na ziemię. Storm uśmiechnęła się. Niewielkie wyładowanie elektryczne, wystarczające, żeby osłabić. Podniosła półprzytomną dziewczynę i położyła ją na łóżku.

- Co się… - Kitty nie mogła nawet mówić, kiedy Storm zapięła jej na szyi cienką, złocistą obrożę. Instynktownie chciała uciesz, przefazować przez łóżko i podłogę, ale nagle z zaskoczeniem stwierdziła, że nie może, że jej moc zupełnie nie działa, jakby ktoś ją wyłączył. Storm zauważyła zdziwienie na jej twarzy.
- To nie będzie ci tu potrzebne – powiedziała. Kitty chciała jeszcze o coś spytać, ale nagle Storm zamknęła jej usta pocałunkiem. Ich wargi zetknęły się ze sobą, a język Storm wsunął się do jej ust. Shadowcat nigdy nie całowała się z kobietą, to było coś zupełnie innego… i lepszego. Chociaż nie wiedziała cały czas, dlaczego Storm to robi, dlaczego nie może używać własnej mocy, to pocałunek był bardzo przyjemny. Instynktownie odpowiedziała na niego. Coś jej podpowiadało, że to co robi, jest złe i niewłaściwe, ale nie miała siły tego słuchać. Nawet nie miała siły się ruszać, Storm spijała z jej ust pocałunki jeden po drugim. Kiedy skończyła, Kitty oddychała ciężko, jej piersi unosiły się do góry i w dół.

Ciemnoskóra kobieta położyła na nich dłonie, zamykając je i masując. Shadowcat poczuła kolejną falę przyjemności. Dlaczego to się działo? Wzdychała głęboko, pozwalając Storm bawić się nią. Delikatne palce zaciskały się na jej sztywnych sutkach, przyciskając i szczypiąc je lekko, obracając. Dla Kitty było to coś zupełnie nowego, żaden mężczyzna nie pieścił jej w ten sposób. Język Storm zaczął zataczać kręgi na jej płaskim brzuchu, zsuwając się powoli niżej. Dziewczyna o kasztanowych włosach westchnęła, kiedy dotknął jej kobiecości, mokrej już nie od kąpieli ale w wyniku przyjemności, jaką przeżyła. Rozchylając delikatnie jej płatki, Storm wsunęła język głębiej, wywołując u Kitty fale rozkoszy, które przechodziły przez jej ciało. Czuła jak płonie, jak całe jej ciało robi się gorące i drży. Zbliżała się powoli do szczytu, ostatnimi siłami powstrzymywała się, żeby nie krzyczeć głośniej.

I wtedy Storm przestała. Podniosła się spomiędzy jej nóg, zostawiając rozgrzaną i niezaspokojoną Kitty leżącą na łóżku. Dziewczyna z trudem podniosła głowę i sięgnęła ręką między nogi, chcąc sama dokończyć to, czego jej odmówiono. Ale Storm jej nie dała. Bez słowa złapała ją za rękę i obróciła dziewczynę na brzuch. Kitty czuła, jak na jej nadgarstkach zamykają się kajdanki. Storm zdjęła spodnie, pod którym miała skąpe, czarne majtki. Jedne i drugie znalazły się na ziemi. Odwróciła Kitty na plecy i siadła na jej twarzy. Dziewczyna widziała wilgotną cipkę ciemnoskórej kobiety.

- Liż! – powiedziała Storm takim głosem, że Kitty nie mogła się sprzeciwić. Nie widziała już nic, miała przed sobą tylko różową piczkę. Wstydząc się i rumieniąc, otworzyła usta i zaczęła pracować językiem. Usłyszała,  że ktoś otwiera drzwi i wchodzi do środka, ale nie mogła zobaczyć, kto to. Słyszała tylko, jak podchodzi do łóżka i nie mówiąc ani słowa wchodzi na nie. Chwilę potem prawie krzyknęła, kiedy członek nieznajomego mężczyzny wtargnął w nią. Nie widziała jego twarzy, nie wiedziała kim jest. Facet rozsunął rękami jej nogi i brał ją mocno i brutalnie. Storm przyciskała ją do łóżka, nie pozwalając jej uciec ani bronić się. Penis penetrował jej bezbronne ciało, ryjąc w niej tunel. Kitty nie mogła nawet protestować. Czuła się oszukana i zdradzona, na dodatek przez kogoś, kogo jeszcze przed chwilą uważała za swoją przyjaciółkę.

Storm doszła jako pierwsza, jej soki spryskały twarz Kitty. Zaraz potem doszedł mężczyzna, który spuścił się w jej środku i wyszedł bez słowa. Kilka chwil potem wszedł następny, a Storm zmusiła ją, żeby dalej ją lizała. Kitty przestała liczyć mężczyzn na czwartym. Nie widziała nawet ich twarzy, tylko czuła, jak wciskają się w nią i posuwają. Kiedy Stom w końcu z niej zeszła, założyła jej na oczy czarną opaskę. Kitty nie widziała niczego. Ktoś podszedł, zmusił ją do otwarcia ust i wsunął do nich członka. Czyjeś ręce gniotły i miętosiły jej piersi. Dziewczyna przeklinała to, że nie może użyć swoich mocy. Dodatkowo była bardzo słaba. Kiedy pierwsza porcja nasienia wypełniła jej usta, prawie się udławiła. Ale zaraz potem musiała obciągać kolejnemu mężczyźnie. Ile godzin to mogło trwać? Nie wiedziała. Nawet nie zauważyła, kiedy wszystko się skończyło. Leżała rozrzucona na łóżku jak zabawka.

Zdjęto z jej oczu opaskę. Siedząca obok niej Storm, okryta białym porannkiem, podała jej szklankę wody. Kitty patrzyła w białe oczy przyjaciółki, nie wiedząc nawet, o co ma spytać. Nic nie rozumiała.
- To będzie teraz twój pokój – powiedziała Storm – Tu będziesz przyjmować klientów. Będziesz dla nich miła i zrobisz wszystko, czego od ciebie będą chcieli. Wszystko – ciemnoskóra kobieta podkreśliła to ostatnie słowo.
- Ale…
- Żadnych ale. W szafie znajdziesz trochę ubrań, za tamtą szybą masz łazienkę. Bądź grzeczna, bo inaczej powtórzymy to wszystko, ale następnym razem potrwa to dwa razy dłużej.

- No, smakuje ci lizaczek, córeczko? – starszy mężczyzna siedział na łóżku na Kitty, w pomiętym już mocno mundurku klęczała miedzy jego nogami, rytmicznie poruszając głową. Na początku nienawidziła tego, ale teraz już ją to nawet śmieszyło. Minęło sporo czasu, zanim Kitty Pride zrozumiała i zaakceptowała swoją rolę. Jej niewinność i nieśmiałość zyskały jej wielu stałych klientów, którzy woleli ją od pozbawionych skrupułów i wstydu innych pracownic. Wstając, ubierała białą, wyzywającą bieliznę, którą zwykle nosiła. Czasem zakładała jeszcze strój uczennicy. Chociaż była już po szkole, wielu facetów bardzo to jarało, a jej młodzieńcza twarz sprawiała, że dalej wyglądała tak, jakby dopiero co kończyła liceum. Klient pogłaskał ją, kiedy podniosła wzrok i uśmiechnęła się, cały czas mając w ustach jego członka, nie przestając ssać. Chociaż dalej trudno jej było uwierzyć, że to jej nowe życie, powoli przyzwyczajała się…

(Twórczość Własna) Szmaragdowa Mścicielka


Dawno nic nowego nie wrzucałem, więc teraz dam coś dłuższego i własnego na wyrównanie.

Tytuł: Szmaragdowa Mścicielka
Z: Twórczość własna
Rating: NC-17

Jenna Arguson wróciła z pracy zmęczona, ale kiedy tylko zamknęła za sobą drzwi od mieszkania, szybko rzuciła w kąt torebkę i kopnęła obcasy pod szafę. Codzienna rutyna pracy męczyła ją. Zawsze marzyła o tym, żeby być dziennikarką, ale teraz, kiedy nią już została, odkryła, że to wcale nie jest taki ekscytujący zawód, jak jej się kiedyś zdawało. Na dodatek, im dłużej pracowała, tym bardziej odkrywała, że to, o czym marzyła, było iluzją. Chciała, żeby dzięki swojej pracy pomagać ludziom, pokazywać zło i pomagać w jego pokonaniu. Niestety, nic z tego. Nawet gdy udawało jej się znaleźć skorumpowanego polityka albo nieuczciwego urzędnika, niewiele z tego wynikało, bo zawsze jakoś udawało im się z tego wyjść.

Wszystko zmieniło się, od kiedy znalazła ten zielony, błyszczący kamień. Udało jej się to podczas jednego śledztwa dziennikarskiego. Początkowo wydawało jej się, że to po prostu jakiś szmaragd, ale kiedy go trzymała w ręce, poczuła coś dziwnego. Czuła się dużo silniejsza. Złapała leżącą obok metalową rurkę i bez trudu złamała ją. Uderzyła pięścią w stół, a ten pękł. Zrozumiała, że to dzięki temu kamieniowi. Wtedy zaczęła się zastanawiać, czy nie mogłaby tego wykorzystać…

Miesiąc później po raz pierwszy w mieście usłyszano o Szmaragdowej Mścicielce. Ubrana w zielone spodnie i czarny top zamaskowana kobieta o ciemnych włosach pojawiała się znikąd i likwidowała przestępców. Jej ofiarą padali zarówno zwykli, uliczni bandyci jak i ci z pierwszych stron gazet, o których wiadomo było, że kradną, ale nie było na to dowodów. Gazety dużo o niej pisały. Niektóre ją chwaliły, inne twierdziły, że jej obecność to dowód na to, jaka słaba jest policja. Jenna czytała te artykuły, sama nawet od czasu do czasu je pisała. Czuła się wreszcie spełniona. Jako dziennikarka wyszukiwała przestępców, a jako Szmaragdowa Mścicielka likwidowała ich. Co wieczór zakładała swój strój i ruszała na miasto. Wiedziała, gdzie uderzać, chociaż czasem po prostu podróżowała po dachach, obserwując ulice i broniąc zwykłych ludzi przed bandziorami.

Kamień, który teraz nosiła przymocowany do pasa, dał jej nie tylko wielką siłę, ale także dużą zręczność i wytrzymałość. Mogła swobodnie skakać z dachu na dach, nawet na kilka metrów. Uderzenie pałki czy kija było jak dotknięcie piórkiem. Upadek nawet z kilku metrów nic jej nie mógł zrobić. Czuła się wszechmocna. Uwielbiała to. Cieszyła się nawet, że nie wyszła za mąż, bo dzięki temu miała wolną rękę i pełną swobodę w działaniu. A przestępcy w mieście bali się jej.

Jak co wieczór, Jenna wyskoczyła na balkon a z niego szybko na dach. Miała na sobie swój strój. Wysokie buty na obcasie, zielone, obcisłe spodnie i czarną górę z dużym dekoltem. Wydawało jej się to na początku głupie, ale szybko odkryła, że to doskonale dekoncentruje mężczyzn, a głównie z nimi walczyła. Na twarzy miała czarną maskę – była w końcu dziennikarką, więc lepiej, żeby nikt jej nie rozpoznał. Tym razem miała jasny cel – fabrykę kokainy na drugim końcu miasta. Pracowała nad tym długo. Wiedziała, że skorumpowani policjanci osłaniają to miejsce i legalnie nie dało się go zamknąć. Ale jako Szmaragdowa Mścicielka, nie musiała się martwić o to, co jest legalne. Dla niej ważna była tylko skuteczność.

Poruszała się szybko i cicho jak kot, błyskawicznie docierając na miejsce. Z dachu wysokiego budynku obserwowała, jak przy niewielkim magazynie mężczyźni pakują skrzynie do ciężarówek. Uśmiechnęła się. Wiedziała, że to było tu. Szybko znalazła się na dole i ukrywając za ścianami, zbliżyła do celu. Wdrapała się na dach magazynu. Wiedziała, że nie może dać odjechać tym ciężarówkom. Musiała zaatakować.

Wylądowała między zaskoczonymi przestępcami i zanim zdążyli zrozumieć, co się dzieje, połowa z nich leżała już na ziemi. Jej uderzenia były dość mocne, żeby połamać kości i pozbawić przytomności nawet dorosłego, silnego mężczyznę. Złapała jednego z leżących, zakręciła nim w powietrzu i rzuciła w kierunku kilku kolejnych, którzy biegi w jej stronę. Tamci upadli i to jej wystarczyło. Zaraz potem była przy nich. Zobaczyła, że jeden ma w ręce pistolet. Złapała go za nadgarstek i przekręciła. Usłyszała pęknięcie kości i wrzask bólu. Wbiła obcas w pachwinę kolejnego.  Czuła się wspaniale. Nie chciała tego przyznawać, ale walka sprawiała jej przyjemność. Przerzuciła nad swoją głową kolejnego przestępcę, ciskając nim o ścianę magazynu. Po chwili wszyscy już leżeli na ziemi, połamani i nieprzytomni. Nie czuła dla nich litości.

Kopnięciem wyważyła drzwi do magazynu i wpadła do środka. Zaskoczeni jej obecnością bandyci stali przez chwilę nieruchomo, patrząc na nią. Nie dała im czasu na ocknięcie się. Zaatakowała wściekle, powalając kilku najbliższych na ziemię. Rozdawała ciosy na lewo i prawo, wzrokiem szukając kolejnych celów. Szybko położyła wszystkich. Teraz postanowiła zająć się tym, po co tu naprawdę przyszła. Podeszła do stołów, na których znajdował się sprzęt do produkcji narkotyków i zaczęła go powoli, metodycznie rozwalać. Nie zauważyła nawet, kiedy chemikalia, które wypływały i wysypywały się z naczyń i fiolek, zaczęły unosić się w powietrzu. Po kilku minutach Jenna poczuła się dziwnie… jakby lekko i słabo. Przed oczami zaczęło jej się kręcić, widziała kolory… Wszystko dookoła wirowało, jakby była na karuzeli. Zrozumiała, co się z nią dzieje.

Resztkami się, Jenna wybiegła z magazynu. Potykając się o ciała przestępców, skręciła w boczną alejkę. Ledwie coś widziała. Oparła się o kubeł na śmieci, ale ten przewrócił się na ziemię. Jenna upadła obok niego. I wtedy usłyszała kroki. Powoli spojrzała w tamtą stronę. Widziała tyko dwie niewyraźne sylwetki.
- Hej, widzisz to co ja, Lisa?
- Chyba jakaś suczka za ostro dziś tankowała.

Lisa i Ronnie wracały właśnie z dyskoteki, kiedy zauważyli zataczającą się kobietę. Zaciekawieni ruszyli za nią i patrzyli, jak Jenny upada na ziemię. Byli kochankami od dłuższego czasu. Ojciec Lisy był biznesmenem, do niedawna bardzo znanym i wpływowym biznesmenem. Jednak po tym, jak Szmaragdowa Mścicielka udowodniła, że fałszuje dochody i prowadzi nielegalne interesy, mężczyzna trafił do więzienia. Lisa szybko poznała kobietę, która leżała na ziemi.
- O kurwa, to przecież Szmaragdowa Zdzira…
- To ta, co posadziła twojego starego za kratkami?
- Ta sama…
- Chyba jest mocno napruta, sądzisz że to na pewno ona?
- Nie, zobacz, nie czuć jej wódą.
- Cholera, szkoda by było zmarnować okazję.
- Zabieramy ją? Mam wolną chatę.
- Jasne.

Gdy Jenna się obudziła, z przerażeniem stwierdziła, że jest tylko w majtkach i butach, na dodatek leży na stole z rękami i nogami przywiązanymi do jego nóg. W ustach miała plastikowy pierścień, który trzymał je otwarte. Próbowała się rozejrzeć, ale ciężko jej było poruszać nawet głową, która bardzo ją bolała. Czuła, że ciągle ma na twarzy swoją maskę.
- Ghmmmmhmmm!!! – próbowała coś powiedzieć, ale knebel uniemożliwiał to.
- O, nasza zabaweczka obudziła się – usłyszała głos. Do pokoju weszła wysoka dziewczyna o błyszczących platynowych włosach. Na sobie miała na sobie błyszczący, czarny komplecik z wysokimi szpilkami. Zaraz obok wszedł wysoki, umięśniony mężczyzna o sylwetce boksera.
- Pewnie już nawet nie pamiętasz, suko, ale przez ciebie mój papa jest w więzieniu – Lisa podeszła do związanej – Nie myślałam, że trafi mi się taka piękna okazja do zemsty.
- Aighmmm!!!! – Jenna jęknęła, bo palce dziewczyny zacisnęły się na jej sutkach, szczypiąc i gniotąc je mocno.
- To prawdziwa sprawiedliwość losu, że mogę cię tu mieć – powiedziała Lisa, naciskając palcami mocniej, widząc, jak ból wykrzywia twarz Jenny. W tym samym czasie mężczyzna sięgnął między jej nogi i zdarł jej majtki. Jenna przeraziła się, domyślała się, czego mogą chcieć ci dwoje.

- Poczekaj Ronnie, zabawa to zabawa – dziewczyna podeszła do szafki i wyjęła z niej butelkę alkoholu. Odkorkowała ją i przyłożyła do otwartych kneblem ust Jenny.
- Blughehhemmhhohhmmm!!! – Szmaragdowa Mścicielka krztusiła się, kiedy do jej ust wlewano ciemne, gęste wino. Jednak pozycja, w jakiej leżała, zmuszała ją do picia wszystkiego.
- Tata zawsze mówił, że nie należy mieszać alkoholi… Ciekawe, czy miał rację – Lisa sięgnęła po butelkę Whisky i zaczęła wlewać ją do ust Jenny. Ostry, mocny alkohol dławił ją. Czuła, jak uderza jej do głowy. Po chwili dziewczyna przestała.
- Mghhmmmmm… - Jenna jęknęła, kiedy palce Ronniego dotknęły jej kobiecości. Wszystko kręciło się wokół, w głowie jej szumiało.
- Czyżby jej się to podobało? – spytała Lisa, widząc jak jej chłopak rozchyla wargi sromowe Szmaragdowej Mścicielki.
- Podobało? Ona jest już cała mokra.
- To na co czekasz?

Ronnie nie tracił czasu. Rozwiązali Jennę, która była w takim stanie, że nie mogła utrzymać się na nogach. Położył ją na podłodze i zdjął spodnie, prezentując swoją olbrzymią, sztywną męskość. Spojrzał na leżącą przed nim kobietę. Była piękna, jej kształty bardziej pasowały do modelki niż do bohaterki. Czuł, że nie może już dłużej wytrzymać.
- Ohhhhhh…. – jęknęła głęboko Jenna, gdy wszedł w nią.
- Taaak… - Ronnie westchnął – Nie uwierzyłabyś, jaka ona jest ciasna.
Wchodził w nią powolnymi, mocnymi, głębokimi pchnięciami. Jej piczka zaciskała się na jego dużym członku. Wciskał się w nią, pchając tak głęboko, jak to możliwe.
- Ahhhhhh… ahhhh… - Jenna łapała powietrze jak ryba wyrzucona na brzeg. Przed oczami kolory i światła tańczyły, sprawiając, że nawet nie wiedziała dobrze, co się z nią dzieje.

Lisa patrzyła na to z przyjemnością, nie przeszkadzało jej, że jej chłopak robi to z tą kobietą. Widziała, że dla Szmaragdowej Mścicielki to upokorzenia i hańba. Oczy bohaterki niemal obróciły się, a jej głośne jęki wypełniały pokój. Duże piersi Jenny unosiły się i opadały z każdym mocniejszym pchnięciem.
- Dobra, mam już dość czekania – dziewczyna zdjęła majtki, ukazując starannie wygolone łono. Usiadła na twarzy ciężko oddychającej Jenny.
- Liż mnie, szmato – powiedziała głośno.
Oszołomiona alkoholem i seksem Jenna patrzyła nieprzytomnym wzrokiem na cipkę nad jej twarzą. Nie wiedziała, co się dzieje i o co chodzi. Powoli otworzyła usta i zaczęła spijać soczki nieznajomej dziewczyny, liżąc językiem jej wilgotną kobiecość. Czując, że Szmaragdowa Mścicielka robi to coraz lepiej, dziewczyna rozsunęła szerzej nogi.

- Mmmmm… - jęczała, liżąc cipkę. Ronnie nie przestawał jej posuwać, sprawiając, że całe jej ciało płonęło od emocji. Było jej dobrze, niezależnie od okoliczności. Nie rozumiała, co się działo, była jakby poza tym. W głowie jej szumiało. Ale czuła, że jest jej dobrze i chce tego więcej. Ronnie przyspieszył, teraz penetrował ją szybkimi, ostrymi pchnięciami, które nie dawały Szmaragdowej Mścicielce nawet odrobiny czasu na wytchnienie. Nie potrafiła się już nawet skoncentrować na lizaniu tej dziewczyny.
- Ohhhh… o taaaak… - Ronnie doszedł. Wepchnięty w nią do końca, wystrzelił, wypełniając Jennę swoim nasieniem. W tej samej chwili pijana seksem i alkoholem bohaterka także osiągnęła szczyt.

- Ahhhh…. Ahhhh!!!! – jęczała głośno, a jej cipka zaciskała się na członku Ronniego, wyciskając z niego nasienie. Zaraz potem drugi, niemal równie mocny orgazm wypełnił jej ciało ponownie, unosząc ją na sam szczyt rozkoszy. Kilka chwil później dołączyła do nich Lisa, której sprawny język Jenny dał tyle przyjemności. Ronnie wstał z podłogi jako pierwszy.
- Co teraz? – spytał, patrząc na leżącą i łapiącą powietrze, zdezorientowaną bohaterkę. Po chwili wpadł na pomysł. Złapał ją za włosy, zmusił do klęknięcia przed nim i ciągle otwarte dzięki kneblowi usta wepchnął swojego członka.
- Mghmmm… - Jenna od razu i bez protestu zaczęła go ssać, sprawiając, że znowu stał się sztywny i twardy.
- Patrz, robi mi loda jak nic – powiedział do Lisy, która wstała z ziemi i podeszła do Jenny. Klęknęła za nią i położyła ręce na jej piersiach. Nacisnęła mocno, zamykając swoje palce na jej twardych, ciemnych sutkach. Jej długie paznokcie wbijały się w miękkie ciało Jenny. Jedna z jej rąk zsunęła się niżej, między nogi Szmaragdowej Mścicielki. Chwilę szukała i znalazła w końcu to miejsce. Kiedy je nacisnęła, ciało Jenny zaczęło podskakiwać, czując jak bardzo szybko rodzi się w niej nowa fala rozkoszy.

- Co za zdzira – dziewczyna przyspieszyła ruch ręką, jednocześnie lekko gryząc i całując ucho Jenny. Ronnie, widząc to wszystko, czuł się jeszcze bardziej podniecony. Jenna ssała go intensywnie, jakby sama chciała, żeby jak najszybciej doszedł. Wszystko kręciło się w jej głowie, widziała tylko zamazane kontury. Palce i usta nieznajomej dziewczyny rozpalały ją znowu i Jenna wiedziała, że już niedługo znowu dojdzie. Pragnęła tego.
- Uhhmmm…. – Ronnie złapał ją mocno dłońmi za głowę, kiedy doszedł. Jego nasienie wypełniało jej usta. Jenna połykała je łapczywie, ale ledwie była w stanie to zrobić, bo było tego bardzo dużo. I wtedy doszła znowu. Odchyliła się, a nasienie Ronniego wystrzeliło w jej twarz, spływając po jej policzkach i wargach.

- Dobra, chyba wystarczy – powiedziała Lisa, wstając – Wypieprzyliśmy ją, a teraz czas wypieprzyć ją na dobre.
- O co ci chodzi?
- Przytrzymaj ją i przyprowadź tu – powiedziała, otwierając balkon. Chłodne, nocne powietrze wpadło do pokoju.
- Czy ty chcesz…
- Pewnie. Tata wyjdzie z pierdla dopiero za kilka lat. Nie ma mowy, żebym tej szmacie do darowała. Dawaj ją tu.

Ronnie podniósł półprzytomną Jennę i podprowadził ją do balkonu. Lisa pomogła mu ubrać chwiejącą się bohaterkę w jej strój.
- Pomyślą, że spadła z dachu czy coś – powiedziała, chwytając ją za włosy i wypychając, przerzuciła przez barierkę balkonu. Szmaragdowa Mścicielka poszybowała z wysokości kilkunastu pięter na spotkanie ziemi.

- Uhhhhmmm… - Jenna czuła, że wszystko ją boli. Rozejrzała się. Leżała na stercie worków pełnych śmieci w jakimś zaułku. Czuła się strasznie. Nie tylko bolała ją potwornie głowa, ale w ustach miała jakiś paskudny niesmak, a między nogami czuł coś dziwnego. Mogła wyczuć, że pod strojem nie ma bielizny, to dziwne, bo była pewna, że ją miała. Powoli podniosła się, czując smród śmieci, na których leżała. Do jej nogi przykleił się kawałek starej pizzy, jakaś maź kapała z jej ramienia, a lewa ręką też była w czymś umazana. Przeklinając, wstała. Wiedziała, że musi wrócić do domu. Cokolwiek się stało, i tak żyła. Wiedziała, że już niedługo powróci, a miasto znowu usłyszy o Szmaragdowej Mścicielce. Ale najpierw potrzebowała długiej kąpieli…

(Twórczość Własna) Piłka w celu


Znowu coś własnego, teraz taka lżejsza historyjka. Mam nadzieje, że się spodoba.
Przerobiłem dział z linkami, wyrzuciłem martwe linki, dodałem nowe.

Tytuł: Piłka w celu
Z: Twórczość własna
Rating: yuri, nc-17

- Szybciej, Ayu, szybciej!
- Już nie mogę…
- Szybciej! Postaraj się!!
- Ja… już…
- Teraz, teraz!
- Goooool!!!

Nad boiskiem liceum Teiran przeszedł wrzask radości, kiedy kopnięta piłka wylądowała w bramce drużyny przeciwnej. Bramkarka patrzyła zaskoczona, nie zdążyła nawet skoczyć, kiedy kopnięta przez napastniczkę piłka wbiła się w siatkę. Ayu, uczennica ostatniej klasy, padła na kolana z wycieńczenia. Oddychała ciężko, ledwie mogła złapać oddech. Podbiegły do niej dziewczyny z drużyny. Przez cały mecz było 0:1, nie wydawało się, że coś może zmienić mecz, bo do końca pierwszej połowy było tylko 6 minut. Ale teraz Teiran wyrównało do 1:1 z konkurencyjną szkołą. Remis nic nie znaczył, ale zawsze można było wyrównać w drugiej.

Ayu wstała, odsuwając z twarzy ciemnobrązowe włosy, które w czasie meczu miała związane za plecami. Była wysoką osiemnastolatką, a jej skóra była trochę opalona. To był jej ostatni mecz w reprezentacji szkoły, którą właśnie kończyła. Bardzo chciała go wygrać, ale wydawało się to wcześniej niemożliwe. Jednak teraz się to zmieniało. Przebiegła pół boiska, okiwała obronę i wbiła jedną z najlepszych bramek w swoim życiu. Uśmiechnięta wróciła na pozycję. Spojrzała w słońce, zadowolona i pewna, że teraz już będzie tylko lepiej.

Niestety, im lepiej się o czymś myśli, tym gorzej się to kończy. Kiedy drużyna schodziła na przerwę, było już 3:1 dla przeciwniczek. Uczennice Teiran nie były już ani trochę tak zadowolone jak kilka minut temu. Większość nawet nie ukrywała, że wolałaby, żeby ten mecz skończył się teraz. Ayu patrzyła na Nisakę, wysoką, silną dziewczynę, o krótkich, jasnych włosach. Była bramkarką w ich drużynie od niedawna i nie wydawała się taka tragiczna. W tym meczu grała jakby we śnie, reagowała powoli. Zawsze trzymała się z daleka od innych. Reszta dziewczyn traktowała ją też różnie, bo powtarzała klasę. Chociaż była w wieku Ayu, to była o rok niżej. Gdy cała drużyna siadła na ławkach, Ayu odczekała, aż tamta pójdzie do toalety i ruszyła za nią. Dopadła Nisakę, zanim ta weszła do kabiny.
- Poczekaj!
- Co jest? – blondynka odwróciła się.
- Chcę pogadać.
- Daruj sobie.
- Powiedziałam, chcę pogadać – Ayu znalazła się przy Nisace i przyparła ją do kafelków ściany toalety. Patrzyła prosto w niebieskie oczy bramkarki.

- Co ci się stało? Czemu tak grasz? Wszyscy dają z siebie wszystko, a ty wpuszczasz takie frajerskie piłki, że szkoda mówić.
- Odwal się… - Nisaka chciała odejść, ale Ayu jej nie puszczała. Obie były silne i widać było, że w razie walki żadna nie mogła być pewna, że wygra.
- Słuchaj, jak masz problem, to mów. Ale chcę wygrać, kurwa, ten mecz. Rozumiesz to? Wygrać – oddech Ayu owiewał twarz Nisaki. Jej piersi unosiły się z każdym słowem – A ty pieprzysz każdą obronę.
-  Powiedziałam, odwal się! – Nisaka, w której oczach widać było coś jak łzy, pchnęła ją nagle otwartą dłonią. Zaskoczona Ayu poleciała do tyłu, zatrzymując się na drzwiach od jednej z kabin. Na szczęście były zamykane do zewnątrz. Napastniczka nie wytrzymała i skoczyła na blondynkę. Szarpiąc się, obie wyleciały na korytarz.

- Co tu się dzieje? Uspokójcie się natychmiast, obie! – usłyszały twardy, ostry głos. Podniosły głowy. Nad nimi stała ich trenerka, Kosaki. To ona zorganizowała ich drużynę, chociaż w szkole wszyscy się śmiali, że dziewczyny nie powinny grać w piłkę nożną. Ale ona była przekonana do swojego pomysłu. Po dwóch latach drużyna zakwalifikowała się do rozgrywek międzyszkolnych na poziomie okręgowym. Ayu zawsze była w niej czołową napastniczką. Nisaka dołączyła dopiero w tym roku, ale miała potencjał. Problem w tym, że powtarzała klasę i z nauką jej nie szło. Gdyby nie to, że dobrze broniła, być może wywalono by ją ze szkoły. Ale dyrektor uznał, że skoro drużynie dobrze idzie, to warto ją trzymać.

Obie dziewczyny wstały z podłogi, nie patrząc już nawet na siebie ani na trenerkę. Ta podszedł do nich bliżej.
- Wiem, jak wam idzie, ale to nie powód, żeby się bić. Nie możecie wyładowywać swoich frustracji na sobie. Rozumiecie? Jesteście w drużynie i musicie grać razem, a nie walczyć.
- Tak, sensei.
- Tak, sensei.
- Bardzo dobrze, ale widzę, że nie bardzo rozumiecie. Chodźcie.

Obie zaskoczona dziewczyny ruszyły za nią. Zaprowadziła je do składziku na piłki. Gdy weszły do środka, zamknęła drzwi i siadła na stosie materaców. Ayu i Nisaki patrzyły na nią zaskoczone. Nie wiedziały, o co chodzi.
- Rozbierajcie się – powiedziała takim tonem, że Ayu automatycznie zdjęła bluzkę, zanim dobrze zrozumiała, o co chodzi. Była ich trenerką, ufała jej przez cały czas, ale… Wtedy zobaczyła, że Nisaka spokojnie zdjęła bluzkę, odpięła stanik i rozwiązywała właśnie sznurówki. Ze złością zauważyła, że blondyna ma większe piersi od niej. Przynajmniej ona była wyższa i miała zgrabniejsze nogi. Ale tyłeczek… Ayu złapała się na tym, że patrzy na okrągłe, jędrne pośladki bramkarki. Tamta rzuciła na stos granatowe szorty, białe majtki i kolanówki. Ayu zaraz potem zrobiła to samo. Napastniczka zasłoniła rękami piersi i łono, bramkarka miała ręce obok. Żadna nie wiedziała, o co trenerce chodzi.

- Pocałujcie się – powiedziała Kosaki.
- Co?!!! – prawie krzyknęły obie.
- Jestem waszą trenerką, więc słuchajcie co mówię. Powiedziałam, pocałujcie się. Jak nie chcecie, to ubierać się i sio.

Zanim Ayu coś zdążyła powiedzieć, nagle poczuła, że Nisaki objęła w pasie i przyciągnęła do siebie. Jej ciepłe, ciemne wargi przycisnęły się do jej ust, a zaraz potem jej język wsunął się do ust brunetki. Blondynka była silna, jej uścisk był władczy i zdecydowany, Ayu nawet przez chwilę próbowała się z niego uwolnić, ale szybko zrezygnowała, bo pocałunek drugorocznej zaczął jej się nagle podobać. Sama zaczęła na niego odpowiadać. Czuła ciepłe, spocone ciało bramkarki przyciskające się do niej, ich piersi ocierające się o siebie. Teraz już nie była zazdrosna o duże piersi tamtej.

Po chwili musiały przerwać pocałunek, żeby zaczerpnąć powietrza. Ayu nagle uświadomiła sobie, że właśnie przeżyła swój pierwszy pocałunek. I to z dziewczyną. Spaliła cegłę na całej twarzy. Ale zobaczyła nagle, że oczy Nisaki płoną. Dziewczyna zaczęła całować jej kark. Ayu odchyliła głowę do tyłu. Nisaka całowała każdy milimetr gładkiej skóry na jej karku, stopniowo coraz niżej i niżej. Ayu nie mogła już powstrzymać jęku przyjemności. Gdy opadła na materace, szukała wzrokiem trenerki, ale nie mogła jej zobaczyć. Wydawało jej się, że słyszała odgłos zamykanych drzwi. Tymczasem Nisaka pieściła jej piersi, liżąc jej nabrzmiałe sutki swoim szorstkim, ciepłym językiem. Ayu nic już nie rozumiała. Nigdy nie myślała o sobie w ten sposób, jako o lesbijce, podobali jej się faceci, dziewczyny… Zwracała uwagę, czy są ładne, ale od razu… Przypomniała sobie tylko, jak dziwnie się czuła, kiedy w czasie zakupów weszła przypadkiem do zajętej kabiny w przymierzalni. Trafiła tam na starszą od siebie trochę dziewczynę tylko w bieliźnie. Zaraz ją przeprosiła i wyszła, ale czuła się dziwnie, jakby nie chciała wychodzić.

Dłoń Nisaki rozsunęła nogi Ayu, delikatnie dotykając jej łona. Masowała je i powoli rozsuwała jej wargo, wsuwając między nie palec. Nie przestawała pieścić jej piersi, kiedy do tamtego palca dołączył drugi.
- Ayu – powiedziała, podnosząc głowę – Ja… ja zawsze, od kiedy cię zobaczyłam… chciałam… ale ty…
Ayu wiedziała, o co chodzi. Nisaka, jako drugoroczna, była dla wszystkich kimś gorszym. Ona też ją traktowała protekcjonalnie i jak nie musiała, to z nią nie rozmawiała. No i dzisiaj też przecież na nią nakrzyczała, nawet nie starając się spytać zwyczajnie, czemu tamtej nie idzie. Ale Nisaka nie przejmowała się tym. Jej pocałunki pokrywały płaski brzuszek napastniczki. Palce coraz mocniej i szybciej poruszały się w łonie tamtej, pobudzając Ayu jeszcze mocniej.

W końcu Nisaka nie wytrzymała. Weszła na materace i położyła się na Ayu, swoją głowę wsuwając między nogi tamtej. Zaczęła językiem pieścić jej wilgotne łono. Ayu widziała nad swoją twarzą starannie wygoloną, ale mokrą z podniecenia cipkę tamtej. Nigdy tego nie robiła, nawet o tym nie myślała, ale teraz, kiedy czuła, że Nisaka jej daje rozkosz, postanowiła się odwzajemnić. Wkrótce obie lizały swoje czułe miejsca, sprawiając sobie coraz więcej przyjemności. Ayu nie miała w tym żadnego doświadczenia, czuła, że robi to nieudolnie, gorzej niż Nisaka, która doskonale wiedziała, jak rozbudzić jej ciało i doprowadzić je do coraz to większej rozkoszy. Robiła co mogła, ale wkrótce fale przyjemności zalały ją całkowicie. Wyprężyła się, jęcząc przeciągle, kiedy pierwszy, tak silny orgazm, wypełnił ją. Po chwili opadła bez sił, leżąc jak marionetka z podciętymi sznurkami.

Nisaka wstała i pocałowała ją prosto w usta. Mokry pocałunek połączył je, Ayu czuła na jej wargach ślady swoich własnych soków. Przytulone do siebie, oplecione rękoma, całowały się namiętnie. W końcu przerwały pocałunek. Nisaka zeszła z materaców.
- Dobra – powiedziała, podając Ayu rękę – chodź, mamy jeszcze drugą połowę, możemy wygrać ten mecz, nie?
- Tylko nie broń jak ostatni patałach – powiedziała Ayu, zakładając kolanówki.
- Jak nie wpuszczę żadnej bramki, to wpadniesz do mnie dziś wieczorem?
- Pewnie. I będę twoja tyle razy, ile goli dzisiaj jeszcze strzelę – Ayu sama nie wiedziała, skąd nagle wzięła się u niej taka śmiałość. Nigdy wcześniej nie spodziewałaby się, że tak lekko będzie jej mówić takie rzeczy.

Gdy wyszły z magazynku, z zaskoczeniem zauważyły trenerkę czekającą za drzwiami.
- I co, lepiej? – spytała.
- Tak, sensei – uśmiechnęła się Ayu – idziemy wygrać ten cholerny mecz.
- Wreszcie mam jakąś porządną motywację – dodała Nisaka, klepiąc Ayu w tyłek. Obie roześmiały się i ruszyły przed siebie korytarzem.

(Twórczość Własna) Samotna wojowniczka


Dawno nie pisałem niczego autorskiego... Mam nadzieję, że nikomu nie przeszkadza taka przerwa między kolejnymi fanfikami.

Samotna wojowniczka: Ruiny

Rekia szła polną drogą. Minęły już dwa tygodnie od opuszczenia rodzinnej wioski. Zawsze chciała podróżować, zwiedzać świat i pomagać ludziom, tak jak jej rodzice. Oni kiedyś też byli awanturnikami. Ale chociaż Rekia po kryjomu zawsze ćwiczyła mieczem ojca, to słyszała od rodziców, że jej przeznaczeniem jest życie w wiosce. Miała tego dość. Długo się szykowała i pewnego wieczora zabrała zbroję matki i miecz ojca, trochę jedzenia i wyruszyła w podróż. Marzyła o wielkich przygodach, walce z potworami i pomaganiu innym.

Miała dwadzieścia lat, długie, rude włosy, który połyskiwały w słońcu. Czerwone, metalowe elementy pancerza odbijały słońce. Rekia była zmęczona. Od dwóch tygodni niewiele zjadła a nie udało jej się nic osiągnąć. Wędrowała przez drogi i lasy.  Jedynie z czym walczyła to zwierzęta, na które polowała, żeby coś zjeść. Miała już dość i myślała, czy nie powinna wrócić do domu. I wtedy dotarła do tej wioski.

Wioska Niube położona była przy opuszczonych już szlakach i Rekia trafiła do niej tylko przypadkiem. Gdy weszła, zdziwiło ją, że wokół jest cicho i pusto. Domy były pozamykane, nikt nie wychodził. Ale czuła, że tu są ludzie, że patrzą na nią przez okna. Czy się jej bali? Gdy weszła na środek wioski, zauważyła gospodę. Weszła więc do środka. Drzwi były otwarte, ale w środku było też cicho. Podeszła do baru.
- Czy ktoś tu jest? – spytała – Chciałabym kupić coś do jedzenia.
Z za drzwi wyszła stara kobieta, na której twarzy widać było strach.
- Proszę… - mówiła – Już nic nie mamy…
- Jak to?
- Zabraliście nam wszystko…
- My? Ale ja jestem sama.
- Panienka nie jest z tych zbójców, co tu byli?
- Nie! Jestem tylko samotną wędrowniczką. Nic nikomu nie chcę złego zrobić.
- O jak dobrze – kobieta uśmiechnęła się i podeszła – Przepraszam, ale żyjemy w strachu. Kilka dni temu w ruinach zamku, niedaleko wioski zamieszkała banda zbójców. Zabrali nam wszystkie pieniądze i jedzenie, a oprócz tego…
- Co?
- Dziewczęta z wioski…
- Łotry – Rekia zacisnęła pięść – Pomogę wam!
- Ale panienko…
- Spokojnie, jestem wojowniczką. Paru zbójców to dla mnie żaden kłopot! Gdzie jest ten zamek?

Widziała już w oddali baszty zrujnowanego zamku. Z tego, co mówili wieśniacy, zbójców było tylko kilku. Powinna dać sobie z nimi radę, jeżeli uda jej się ich zaskoczyć i po kolei eliminować. Postanowiła poczekać do wieczora, podkraść się do ruin po cichu i zająć się jednym po drugim. Wiedziała, że nie ma szans ze wszystkimi na raz, ale nie miała zamiaru tak walczyć. Odczekała w ukryciu, a kiedy słońce ukryło się za chmurami, wślizgnęła się w mury zrujnowanego zamku. Zobaczyła pierwszego ze zbójców, śpiącego pod bramą, z halabardą u boku. Uśmiechnęła się, podeszła do niego i bez słowa przycisnęła dłoń do jego ust, żeby w tej samej chwili przejechać mieczem po gardle. Krew splamiła jej dłoń, ale zbój padł martwy. Wytarła rękę o ciuchy trupa i zostawiła go pod murem, żeby wyglądał jakby nadal spał.

Ruszyła dalej, zastanawiając się, gdzie ukryto porwane dziewczyny. Widziała światło palące się w jednej z wież. Postanowiła więc to sprawdzić. Cicho jak kot dotarła do wieży, przy wejściu do której stał uzbrojony w dzidę zbój. Rekia podeszła do niego od tyłu i nagle z całej siły wbiła miecz w jego plecy, tak że ostrze wyszło tam, gdzie powinno być serce. Zbój zabulgotał, i osunął się na jej ostrze, martwy. Odepchnęła ciało i ruszyła po schodach na górę. Słyszała dobiegające stamtąd jęki kobiet. Zadowolona z łatwych sukcesów i pewna siebie, wpadła do środka, z mieczem ciągle ze śladami krwi na ostrzu. Zatrzymała się. W sali, na podłodze siedziało kilka dziewcząt. Większość była naga, ale część miała na sobie dość frywolne stroje, niewiele ukrywające. Na środku, na tronie siedziała młoda kobieta o ciemnych włosach, ubrana w obcisły, fioletowy komplet, przypominający strój sado-maso. W reku trzymała bat. Jej wysokie buty lizały cztery klęczące dziewczyny. Rekia dostrzegła, że przy ścianie komnaty było łóżko, na którym siedział zbój. Między jego nogami klęczała inna dziewczyna.

Na widok Rekii ciemnowłosa uśmiechnęła się. Kopnięciem odsunęła od siebie dziewczyny i wstała, patrząc na przybyłą.
- O, widzę, że nowa ofiara sama przyszła… No, na co czekasz, rozbieraj się… Jak tu podejdziesz i z własnej woli wyliżesz mi buty, to może będę dla ciebie dobrą panią... może...
- Tyyy…. – Rekia nie czekała, rzuciła się w jej stronę w mieczem, tnąc z furią powietrze. Kobieta jednak bez trudnu uniknęła jej ciosu, który spadł na drewniany tron. Miecz wbił się głęboko w drewno. Zanim Rekia zdążyła go wyciągnąć, usłyszała świst. Bicz owinął się wokół jej ręki, pociągając ją do tyłu i na ziemię. Widziała jeszcze oddalającą się rękojeść wbitego w tron miecza.
- Brać ją! – krzyknęła kobieta i nagle wszystkie dziewczyny dookoła rzuciły się na Rekię. Ich ręce zacisnęły się na jej kończynach, rozrywały jej ciuchy. Wojowniczka szarpała się, ale nie mogła z nimi walczyć, było ich za wiele. Czyjeś palce wślizgnęły się między jej nogi, inne dłonie zamknęły się na jej piersiach. Czuła przesuwające się po niej języki. Ktoś, nie widziała już nawet dobrze kto, pocałował ją, sprawiając, że nie mogła krzyczeć.

Po chwili została ustawiona na kolanach. Jej strój był cały w strzępach. Silne ręce dziewczyn trzymały ją w tej pozycji. Ciemnowłosa kobieta podeszła do niej.
- Gotowa na dołączenie do mojego haremu? – spytała.
- Ty zboczona suko… co im zrobiłaś?
- To, co zaraz zrobię z tobą…
- Nigdy… - Rekia szarpnęła się mocno, ale niewolnice kobiety nie pozwalały jej na najmniejszy ruch.
-  Czas się przekonać… Achim, chodź tu!

Po tych słowach podszedł do nich zbój. Jedna z dziewcząt wzięła w ręce jego członka i zaczęła go masować, aż stał się sztywny. Wisiał na wysokości twarzy Rekii. Dziewczyna patrzyła na naprężoną, sztywną męskość wycelowaną w nią.
- Bierz go do buzi.
- Nie ma mowhmmmm!!! – Rekia chciała odpowiedzieć, ale w tej samej chwili mężczyzna złapał wojowniczkę za głowę i zanurzył swojego penisa w jej ustach. Dziewczyna szarpała się i krztusiła. W tym samym czasie trzymające ją dziewczyny lizały jej kark, masowały piersi, a ich palce delikatnie muskały jej łono. Było tego za dużo, nawet dla niej. Słyszała śmiech tamtej kobiety, kiedy jej głowa poruszała się rytmicznie do przodu i do tyłu. Jej czerwone usta owinięte były wokół członka, jądra zbója ocierały się o jej twarz. Czyjeś palce boleśnie szczypały jej nabrzmiałe sutki, podczas gdy dłonie masowały jej brzuszek, uda, pośladki. Ciepły język lizał jej kark. Któraś z kobiet całowała jej ucho, inna pokrywała pocałunkami jej plecy.

- Ghmmm!! Mhhmmm!!! – wielki członek kneblował ją. Nie mogła jednak powstrzymać tego, że było jej coraz lepiej. Intensywne pieszczoty kobiet rozpalały jej ciało, podniecając schwytaną wojowniczkę. Rekia przeklinała własną słabość, czuła gromadzącą się między nogami wilgoć, ciepło rozbudzone w jej ciele, dziwną przyjemność, rozchodzącą się od stóp do głowy. Dłonie rytmicznie masowały i ugniatały jej duże, pełne piersi, a palce zaciskały się mocno na jej twardych jak diamenty sutkach. Palce coraz głębiej zanurzały się w jej mokrej kobiecości, a kiedy dotknęły też jej guziczka rozkoszy, Rekia poczuła, że nie ma już sił walczyć.

Wydała z siebie pełen rozkoszy okrzyk dokładnie w tej chwili, w której mężczyzna przed nią jęknął i wystrzelił nasienie, prosto w jej twarz. Strumień gęstego, ciepłego płynu okrył jej policzki, wargi, nos, powieki, oczy, spływał po brodzie. Rekia jęczała z rozkoszy. Czuła, jak palce wędrują po jej twarzy, jak czyjeś usta zlizują nasienie z jej warg, żeby zaraz potem połączyć się z nimi w długim, namiętnym pocałunku. Nikt jej już nie trzymał, jej ręce same owinęły się wokół jednej z kobiet, z którą połączyła się w uścisku. Było jej tak dobrze, że zupełnie zapomniała, co się stało, po co tu przyszła i jak się tu znalazła. Język kobiety odkrywał jej usta, a ona odwdzięczała się tym samym. Kolano tamtej poruszało się między nogami Rekii, sprawiając, że wojowniczka znowu czuła nadchodząca rozkosz.

Nie doczekała jej jednak, bo w tej samej chwili ktoś złapał ją za jej rude włosy i szarpnął do tyłu. Rekia opadła na ziemię, oddychając głęboko, a nad nią stała kobieta o ciemnych włosach. Głośny świst znowu wypełnił pomieszczenie, gdy trzymana przez tamtą szpicruta spadła na tyłek Rekii, zostawiając na nim czerwony ślad. Dziewczyny odsunęły się od niej. Wojowniczka klęczała na zimnej, kamiennej podłodze, zaciskając zęby, kiedy kolejne razy znaczyły czerwonymi śladami jej okrągłe, jędrne pośladki. Spadał na nią cały deszcz ciosów. Co gorsza, Rekia czuła, że mimowolnie ją to podnieca, że znowu zaczyna robić się wilgotna. Nie liczyła nawet, ile ich spadło, zanim skończyły się. Kobieta podeszła do niej bliżej i podsunęła jej pod twarz swój wysoki obcas.
- Liż! Pokaż, że jesteś moją niewolnicą. Teraz i zawsze!

Rekia posłusznie wysunęła język, który dotknął lśniącej, czarnej skóry. Pocałowała czubek buta, stopniowo posuwając się coraz wyżej, czując na skórze buta ślady śliny pozostałych niewolnic. Gdy podniosła wzrok, zobaczyła, jak kobieta sięga po wiszącą u jej pasa błyszczącą, złotą obrożę i otwiera ją, żeby założyć ją swojej niewolnicy. Przypomniała sobie, że widziała takie u tamtych dziewczyn. Wszystkie emanowały jakąś energią, pewnie magiczną.
- Czas na ciebie – powiedziała kobieta, pochylając się nad Rekią – Dołącz do nich i zostań kolejną z moich niewolnic.

Wiedząc, że drugiej szansy nie będzie miała, Rekia wytężyła wszystkie siły i zerwała się do góry, wyrywając od pasa kobiety sztylet, który tam wisiał. Wyciągnęła go z pochwy w powietrzu i z okrzykiem rzuciła się na tamtą. Obie padły na ziemię, ale kobieta nie poruszała się już. Ostrze sztyletu trzymanego w obu rękach Rekii wbiło się w jej serce. Wokół martwego ciała powiększała się kałuża krwi.

- Uważaj! – Rekia usłyszała dziewczęcy krzyk i zaraz zeskoczyła z ciała martwej kobiety, na które spadło uderzenie zbója. Jego ręka zacisnęła się na jej ramieniu. Był to mocny uchwyt, którego osłabiona wojowniczka nie była w stanie zerwać. Zbój przyciągnął ją do siebie. Jego dłoń zacisnęła się na jej nadgarstku i sztylet opadł na ziemię.
- Suko! – wychrypiał, patrząc na nią z nienawiścią – Zapłacisz za to, co zrobiłaś mojej pani! Wyrypię cię, a potem zabiję!
Rekia krzyknęła, kiedy wszedł w nią, jego wielki penis bez trudu rozchylił jej wargi sromowe i wcisnął się do środka.
- Ahhhh!!!! – jej głośny jęk wypełnił salę. Czuła, jak coś pęka w środku. Mężczyzna nie zwalniał, podniecony odebraniem jej dziewictwa. Aż nagle zachrypł. Jego uchwyt puścił, a z ust wystrzelił strumień krwi. Padł na ziemię, do tyłu, a Rekia w ostatniej chwili uratowała się przed upadkiem. Za martwym zbójem stała jedna z dziewczyn, trzymając sztylet. Wojowniczka dostrzegła, że tamta nie ma szyi obroży. Pozostałe też nie.
- Dzięki – powiedziała, podnosząc się – Przyszłam was uratować, wysłali mnie ludzie z wioski…

Siedzące do tej pory niepewnie na ziemi dziewczyny zaczęły krzyczeć z radości. Rekia popatrzyła na martwe ciała. Widziała też strużkę krwi po wewnętrznej stronie swoich ud. Drogo zapłaciła za swoją pierwszą przygodę, za swoją chęć pomagania innych. Gdy odprowadzała dziewczyny do wioski, zastanawiała się, czy dalej chce tak żyć. Wiedziała już, jakie niebezpieczeństwa mogą czekać na samotną wojowniczkę. Pomyślała jednak też, ilu ludzi, którzy mogą potrzebować jej pomocy, jest na świecie. Zrozumiała, że nie może zawrócić ze swojej drogi…

(Twórczność Własna) Kosmiczna Rozkosz 5


Tytuł: "Kosmiczna Rozkosz, część 5"
Z: Twórczność Własna
Rating: NC-17

Keiko z przeciągłym krzykiem zleciała na dół. Zjeżdżając po metalowej zjeżdżalni usiłowała się czegoś chwycić, zablokować pęd nogami, ale nie mogła. Przestrzeń po której zjeżdżała przypominała tor dla bobslejów. Gdy w końcu wylądowała, szybko wstała, przyjmując pozycję bojową. Pałka leżała na drugim końcu korytarza, ale oczy Keiko przykuło coś innego. Na ścianie, ledwie metr od niej, wisiało  kilka karabinów plazmowych, ukrytych w szklanej gablocie. Nie tracąc czasu uderzyła pięścią,rozbijając szkło i chwytając karabin w dłonie. Uśmiechnęła się szeroko.
- Dobra, ktokolwiek mi teraz wjedzie w drogę, zostanie przerobiony na atomy. Obiecuję…
Po tych słowach ruszyła przed siebie. Szła szybkim, pewnym krokiem, bo uzbrojona w karabin czuła się bezpieczniejsza. Wiedziała już, że należy uważać na gaz. Pałkę doczepiła do pasa, obiecując sobie, że przy jej pomocy urządzi Dazierre to samo, przez co wcześniej sama przeszła. Niestety, korytarz ciągnął się, wił i kluczył, a śladu życia nie zauważyła. Kilka razy próbowała nawiązać kontakt z Vestą i z pozostałymi Yarrbino, ale nikt jej nie odpowiadał. Była zdana na siebie.
Światło zgasło nagle. Wokół Keiko zrobiło się ciemno. Nie widziała nawet własnych rąk. Awaria? Nie, taka naiwna nie była. Zwolniła,starannie nasłuchując wszystkich dźwięków.
Otoczył ją śmiech. Dobiegał ze wszystkich stron, był głośny,natarczywy, brzmiało to, jakby ktoś z niej kpił. Keiko uniosła karabin, ale w ostatniej chwili powstrzymała się. Wiedziała, że pocisk może rykoszetować od ściany, a strzelać na oślep w takim korytarzu nie mogła. Śmiech stawał się coraz głośniejszy. Starała się go ignorować, ale wypełniał on wszystko wokół niej, nie słyszała już niczego innego. Niebieskowłosa Yarrbino powstrzymywała się, żeby nie zakryć uszu dłońmi. Szła przed siebie.
- Kurwa, chcesz mnie pokonać śmiechem? – krzyknęła nagle – Jesteś śmieszna, jeśli tak myślisz, suko. Wyłaź, a zobaczymy, co potrafisz.
- Skoro tak chcesz – rozległ się głos kilka centymetrów za nią. Keiko odwróciła się i wypaliła z karabinu przed siebie. W tej chwili ktoś ją chwycił. Czyjaś dłoń wsunęła się szybko między jej nogi, poruszając się błyskawicznie, podczas gdy druga objęła ją w pasie.
- Ty…. – Keiko rzuciła, ale wtedy usłyszała coś bardziej przerażającego. Śmiech umilkł, ale słyszała bardzo wyraźnie złowrogi syk. Ręka,w której trzymała karabin, opadła, a zaraz potem jej broń upadła na ziemię. Kobieta masowała jej piczkę a Keiko czuła, jak nie ma sił, nawet żeby się bronić.
- Kurrrwaa…. – jęknęła przeciągle – Walcz uczciwie, zdziro…
- Co za niegrzeczna z ciebie dziewczynka – usłyszała szept –Chciałam być dla ciebie miła, a ty tak brzydko się odzywasz. Skoro tak, trzeba cie ukarać.
Uderzenie w głowę odebrało Keiko przytomność.

Gdy odzyskała zmysły, leżała na miękkiej, skórzanej kanapie.Była związana i co gorsza, naga. Usta zapychał jej knebel. Podniosła głowę. Tuż obok stała… Dazierre. Ale większym zaskoczeniem była stojąca tuż koło niej Amanda, zupełnie naga.
- Gmhmmm! Amhmmmma… – próbowała coś powiedzieć Keiko, ale knebel uniemożliwiał jej to.
- Obudziła się już nasza niegrzeczna dziewczynka. Gdybyś słyszała, jak brzydko się do mnie odzywała – zwróciła się Dazierre do Amandy –Miałam ochotę pobawić się z jej strunami głosowymi.
- Nie, proszę – Amanda padła Dazierre do stóp – Pani, ona jest tylko nieokrzesana, ale proszę, na pewno da się ją wychować.
Wychować? Keiko nie wierzyła temu, co słyszy. Starała się złapać kontakt wzrokowy z Amandą, ale nie mogła. Ale co się stało? Czemu Amanda zachowywała się tak, jakby była poddaną Dazierre? Zdradziła? Przez chwilę w myślach klęła Amandę w najgorszych znanych jej słowach. Chwilę potem pomyślała.Może to był plan? Amanda była rozsądna, może grała po prostu posłuszną? Mogła tylko zgadywać i mieć nadzieję, że tak właśnie było.
- Skoro tak uważasz… - Dazierre spojrzała na wijącą się na łóżku Keiko – Wychowaj ją więc. A ja będę patrzyła. Aha, tutaj masz zestaw hmm…pomocy naukowych – po tych słowach otworzyła szafę, w której znajdowały się bicze, szpicruty, wibratory i inne zabawki tego typu. Amanda zdrętwiała. Miała używać… tego na swojej koleżance? Ale skoro już powiedziała jedno, to nie mogła się wycofać. Podeszła i wzięła w ręce szpicrutę. Machnęła nią w powietrzu ze świstem. Keiko widziała to, a na jej czole pojawiły się krople potu.
- Mghhhmmmmmm! Hghmmm! – zduszone krzyki dobiegały z jej zakneblowanych ust, gdy Amanda zbliżała się do niej.
- Zawsze zachowywałaś się bardzo brzydko – powiedziała i po chwili szpicruta opadła na pośladki Keiko.
- Ugghmmmmmm!
- Lubiłaś przeklinać bez powodu
- Ouhmmmmm!
- Byłaś arogancka i nieuprzejma.
- Auuuuhmmmppmmm!
- Nie słuchałaś innych.
- Ohmmmmmm!
Po każdym zdaniu szpicruta uderzała w tyłek Keiko, zostawiając czerwoną linię. Ta rzucała się, szarpała, ale liny trzymały mocno. Czerwone smugi krzyżowały się na jej jędrnych pośladkach. Keiko gryzła knebel,po policzkach spływały jej łzy a w myślach przeklinała Amandę najgorszymi znanymi sobie słowami. Nawet jeśli to miało być tylko udawanie, ją bolało jak nic. Sama sytuacja była dla niej skrajnie upokarzająca.
- Obraziłaś moją panią.
- Uhmmmmmp!
- Zrobiłaś krzywdę jej służącym.
- Auuuumphmmm!
Na czole Amandy również widać było krople potu. Sześć razów,które wymierzyła Keiko, było dla niej czymś ciężkim. Odłożyła na chwilę szpicrutę i odetchnęła ciężko. Z zaskoczeniem zauważyła, że między nogami zrobiło jej się mokro. Czyżby ją to podniecało? Podeszła do Keiko i wyjęła z jej ust knebel.
- Nauczyłaś się czegoś? Będziesz posłuszna naszej pani?
- Guhm… khy…. – Keiko wzięła głęboki oddech – Spierdalaj! –krzyknęła po chwili, wściekła z bólu i upokorzenia – Obie pierdolcie się na ryj! Amando, obudź się! Co ta kurwa ci zrobiła? Słuchaj, jammmmmmmm! –przerwała, bo Amanda wepchnęła jej do ust kolejny knebel, tym razem z przedmiotem w kształcie penisa skierowanym do wewnątrz.
- Przepraszam, pani – skłoniła się w kierunku Dazierre –myślałam, że ona to zrozumie.
- Myliłaś się – Dazierre skrzywiła nieco usta – Dam ci jeszcze jedną szansę. Ale trzeciej szansy ci nie dam.
- Dziękuję, pani – Amanda podeszła do szafki i wyjęła z niej wielkie, dwustronne dildo. Wsunęła obie końcówki do ust, oblizując je. Czarny,gruby plastik z wypustkami lśnił. Podeszła do Keiko i pokazała jej przedmiot.
- Piękny, prawda? – spytała, oblizując językiem czubek dildosa i patrząc głęboko w załzawione oczy Keiko – Za chwilę będzie w tobie.
- Nnnnnnghmmmm! – Keiko pokręciła głową rozpaczliwie.
- Oh tak… Może to cię nauczy? – Amanda weszła na łóżko i usadowiła się na nim – Mam nadzieję, że w ten sposób wbiję ci do głowy rozsądek i posłuszeństwo.
- Ohhhhmmm… - jęknęła, gdy powoli wsuwała masywnego dildosa do swojej ciasnej pizdy. Wchodził powoli, ale w końcu był dosyć głęboko. Patrząc na sterczący przedmiot, umieściła jego czubek u wrót kobiecości Keiko.
- No, gotowa czy nie, jedziemy! – krzyknęła i wdarła się do wnętrza koleżanki.
- Auuuhmmmmmmmm! – zduszony, rozpaczliwy jęk Keiko wypełnił pomieszczenie. Niebieskowłosa Yarrbino wyprostowała się, gdy wielki, gruby dildos wypełnił wnętrze jej waginy. Był tak wielki, że była pewna, iż się nie zmieści. Teraz niemal rozrywał ją od środka. Amanda wpychała go do środka coraz mocniej i głębiej. Keiko jęczała, starała się choć trochę sprawić, żeby było jej lżej, ale nie mogła. Amanda nie dawała jej szans.
- I co, jak się czujesz? – spytała – Zrozumiałaś, że niewolno obrażać pani? Widzę, że już jesteś mokra. No, przyznasz wreszcie, gdzie twoje miejsce?
Pochyliła się i wyjęła z ust Keiko knebel. Ślina ściekała ze sztucznego penisa, a Keiko łapczywie chwytała powietrze, jęcząc jednocześnie. Amanda pchnęła mocniej. Po chwili Keiko poczuła, jak czubek penisa, który przed chwilą był w jej ustach, dotyka otworu między jej pośladkami.
- Niiieeee…. Proszę… nie… - jęczała.
- Proś panią o przebaczenie – powiedziała Amanda zimnym głosem.
Keiko przeniosła wzrok na Dazierre. Ta uśmiechała się ironicznie. Keiko zacisnęła zęby. Obiecywała sobie, że wytrzyma.
- Jeb się na ryj! – rzuciła i zaraz potem zawyła głośno, gdy Amanda wepchnęła dildo do tej dupy. Gwałcona na dwa otwory na raz, Keiko rzucała się i krzyczała. Pot lśnił na jej ciele, z ust kapała ślina, z oczu płynęły łzy a spomiędzy jej nóg kapały soki. Trwało to kilka minut, aż w końcu…
- Proszę…. Już dosyć… - jęknęła w końcu – Nieee….Przepraszam…
- Czy ja coś słyszałam? – spytała Amanda.
- Już… już… ja…  nie będę – mówiła powoli Keiko, po czym spojrzała na Dazierre – Prze… przepraszam…pani.
Z mokrym „plop” Amanda wyjmowała kolejno oba dildosy z Keiko. Ta, ciężko dysząc, patrzyła na Dazierre. Amanda zdjęła ją z łóżka i przysunęła do swojej pani. Wciąż związana, Keiko klęczała na ziemi.
- Słucham – powiedziała Dazierre.
- Przepraszam za wszystko – powiedziała już normalnym głosem Keiko – Zrobię wszystko, żeby cię zadowolić pani, będę twoją pokorną sługą. Mam nadzieję, że w ten sposób uzyskam twoje przebaczenie…
- Może… - uśmiechnęła się Dazierre…