Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tomb raider. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tomb raider. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 7 czerwca 2012
(Międzywymiarowy Dom Uciech) Lara Croft
Pierwszy epizod z cyklu "Międzywymiarowy Dom Uciech".
Odcinek 1: Lara Croft
Lara Croft ocknęła się. Jeszcze przed chwilą biegła korytarzem piramidy, a za nią pędził olbrzymi, okrągły kamień, który przypadkiem sama uruchomiła. Kamień dudnił i poruszał się coraz szybciej. Brytyjska archeolog rozpaczliwie szukała jakiegoś schronienia, ale ściany były gładkie, nie odchodził od nich żaden korytarz. Czuła, że robi się coraz wolniejsza. Błagała o jakikolwiek ratunek. I nagle rozbłysło przed nią jasne, intensywne światło. Aż zamknęła oczy. Poczuła się nagle bardzo lekka. I potem straciła przytomność.
Kiedy się obudziła, stwierdziła, że leży na dużym, wygodnym i miękkim łóżku. Rozejrzała się. Znajdowała się w elegancko urządzonym pokoju. Ściany obite były czerwoną materią, stojące pod nimi duże, staromodne meble wyglądały na bardzo drogie. Powoli podniosła się z łóżka, ciągle czując w sobie zmęczenie. Zastanawiała się, co to jest za miejsce i jak się w nim znalazła. To musiała być chyba jakaś magia, bo przecież jeszcze przed chwilą goniła na resztkach sił przez ten przeklęty korytarz. Przez chwilę pomyślała, że może kamień ją jednak dogonił i że jest w niebie. Uszczypnęła się. Czując lekki ból, doszła do wniosku, że jednak dalej żyje. Na stoliku koło łóżka była karafka i szklanka. Nalała sobie wody. Poczuła się lepiej, kiedy woda przepłukała jej gardło.
Drzwi do pokoju otworzyły się. Stał w nich wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w długiej, niebieskiej szacie, ozdobionej złotymi symbolami. Lara podniosła na niego wzrok. Miał krótkie, kasztanowe włosy i niebieskie oczy, w których tliło się coś dziwnego.
- Witaj Laro – powiedział ciepłym, miękkim głosem.
- Co to za miejsce? Gdzie ja jestem?
- Spokojnie, zaraz wszystko ci wytłumaczę. Nazywają mnie Vernon. Jestem… kimś w rodzaju naukowca. Zajmuję się transportem międzywymiarowym. To bardzo skomplikowane i kosztowne badania.
- Co to ma wspólnego ze mną?
- Byłaś dzisiaj blisko śmierci. Gdybym cie nie wyciągnął z tego tunelu, zginęłabyś tam i nikt by już cię nawet nie znalazł. Uratowałem ci życie, więc mogłabyś być bardziej uprzejma.
- Sama dałabym sobie radę. Czego chcesz? Forsy w zamian?
- Jak na brytyjską damę jesteś zaskakująco mało elegancka, Laro. Rozczarowujesz mnie. Myślałem, że jako ludzie na poziomie…
- Pieprzyć to – Lara sięgnęła do jeden z pistoletów. Nie podobało jej się to wszystko. Coś tu śmierdziało. Ten facet wydawał się podejrzany.
- Zła decyzja – Vernon pstryknął palcami i nagle straszny ból rzucił Lare na kolana. Coś owiniętego wokół jej szyi rozsyłało impulsy bólu po całym jej ciele. Złapała się za szyję, ale wtedy przez jej palce przeszła kolejna fala. Zaciskała zęby, żeby nie krzyczeć.
- Jak widzisz, kontroluję sytuację – ból ustał – Jeśli chcesz walczyć, to wybrała niewłaściwego wroga. Pozwól teraz że wyjaśnię. Użyłem mojej aparatury, żeby ocalić twoje życie. Było to trudne i kosztowne. W związku z tym sprawiedliwie będzie, jeśli oddasz mi koszty.
- Ile…? Mam pieniądze…
- Nie, tu nie masz. Wiem, w swoim wymiarze jesteś bogatą kobietą, ale w tym wymiarze nie masz ani centa. To oznacza, że będziesz musiała odpracować całą sumę.
- Odpracować… jak?
- Oh, to bardzo proste. Swoim ciałem.
- Co? Ty chory… ahhhhhh!!!!!! – Lara zerwała się z podłogi i zaraz potem znowu na nią upadła, bo kolejna fala bólu przeszyła jej ciało na wylot.
- Chyba muszę ci coś wyjaśnić, Laro – powiedział – Masz wszyte pod skóra nadajniki bólu. Kiedy postanowisz zrobić coś przeciwko mnie, one uruchamiają się zaraz. Im bardziej większa jest twoja agresja, tym bardziej silny ból poczujesz. Jeżeli zrobisz mi krzywdę, ból będzie tak silny, że cie zabije. Rozumiesz?
Rozumiała. Lara jeszcze do końca nie pojmowała całej sytuacji, ale rozumiała, że z tym człowiekiem nie jest w tej chwili w stanie walczyć. Powoli podniosła się z ziemi. Ból zniknął prawie natychmiast.
- Dobrze, skoro rozumiesz, to zaraz przyślę tu moje służące, żeby przygotowały cię do twojej nowej pracy. To jest twój pokój. Zadbałem, żeby był elegancki dla kogoś takiego jak ty. Mam nadzieję, że to docenisz. Aha – powiedział już w drzwiach – nie próbuj niczego zrobić moim dziewczynom. To działa na nie tak jak na mnie. To samo dotyczy klientów.
Wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Lara siadła na łóżku, zastanawiając się nad tym wszystkim. To było chore, nienormalne. Ten mężczyzna chciał, żeby była prostytutką? Ona? To przecież niemożliwe. Ale wiedziała, że przez to coś co jej wszczepił, nie miała szans, żeby z nim walczyć. Kiedy tak myślała, do pokoju weszły dwie młode kobiety, obie ubrane w czarno białe, obcisłe stroje pokojówek. Bez słowa podeszły do siedzącej na łóżku Lary.
- Rozbierz się – powiedziała jedna. Lara wstała i milcząc zdjęła swój strój. Jedna z pokojówek pozbierała jej ciuchy, a druga podała szlafrok. Zaprowadziła Lare pod prysznic, gdzie archeolog zmyła z siebie bród podróży. Na półkach widziała rzędy kosmetyków. Kiedy wyszła, jedna z kobiet kazała jej usiąść na krześle, a druga nałożyła mocny makijaż, z intensywnymi cieniami do powiek i krwistoczerwoną szminką. Jej włosy zaczesały w koński ogon. Następnie podały Larze półprzezroczystą halkę, czarne majtki, stanik i ciemne pończochy. Kiedy je ubrała, zabrały jej dawne ciuchy i nie mówiąc nic, wyszły.
Lara spojrzała na siebie w lustrze na ścianie. Czuła się prawie naga. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Wiedziała, czego do niej oczekiwał ten dziwny człowiek, ale nie chciała się na to zgodzić. To było przecież wbrew wszystkim zasadom. Musiała znaleźć sposób, żeby się stąd wydostać, żeby jakoś uciec. Ale czy to było możliwe? Drzwi otworzyły się cicho i Lara obróciła się w ich stronę. Stał tam niski, krępy mężczyzna ubrany w znoszony garnitur. Zamknął za sobą drzwi szybkim ruchem.
- Cześć – powiedział, podchodząc – Vernon mówił że ma nowy towar, ale nie powiedział, że aż tak apetyczny. Jestem Jack, a ty?
- Lara – odpowiedziała cicho. Mogła skoczyć i udusić tego człowieka gołymi rękami. Ale pamiętała, że mówić coś o klientach. Jeśli tak, to nie mogła zrobić niczego, w czym sprzeciwiła by się temu człowiekowi.
- Fajne imię – mężczyzna zrzucił marynarkę, podszedł do Lary i obejrzał ją. Czuła jak jego ręce dotykają jej skóry, przesuwają się po jej włosach, gładzą jej ramiona, policzki.
- Rasowa sztuka, naprawdę – Jack usiadł na krześle naprzeciwko niej – A teraz zrób sobie dobrze.
- Co… co?
- Kręci mnie, jak laski robią sobie dobrze przy mnie. No, do pracy. Niewiele mamy czasu, na więcej mnie nie stać, ten pierdziel Vernon ma ceny jak z kosmosu.
Lara zrozumiała, że nie ma wyboru. Wsunęła dłoń pod miękki materiał majtek, drugą ręką delikatnie pieszcząc swoją pierś. Czuła się podle, nie wiedziała, czemu to robi. Jej palec bawił się z jej łonem, wchodząc najpierw płytko, potem głębiej, kiedy dołączył do niego drugi. Mężczyzna patrzył na nią, kiedy siedząc na stołku, rozsunęła nogi szerzej, wsuwając pod półprzezroczysty materiał majtek prawie cała rękę, pieszcząc się. Zacisnęła lekko palce wokół sztywniejącego sutka. Nie sądziła, że coś takiego może jej sprawiać przyjemność. Masturbowała się wiele razy, ale nigdy na oczach kogoś. Jednak jej ciało dawało znać, że podoba mu się to. Otworzyła usta, wydając z siebie cichy jęk rozkoszy. Poruszała ręką coraz szybciej, czując na palcach swoje soki.
- Dosyć – powiedział nagle, wstając – chodź tu i zrób mi laskę.
Lara przerwała, czując rozczarowanie, że nie mogła dokończyć. Podeszła do mężczyzny i uklękła przed nim. Rozpięła rozporek w jego spodniach. Był już sztywny, kiedy objęła go swoimi krwistoczerwonymi wargami. Przesuwała je wzdłuż, stopniowo biorąc go coraz głębiej. Wiedziała, jaki jest podniecony tym, co zobaczył. Nie potrzebowała wiele czasu. Zacisnął ręce na jej głowie, przyciskając ją do siebie, kiedy doszedł.
- Gmhmhmm!!! – Lara nie mogła się odsunąć, kiedy nasienie wypełniało jej usta. Zupełnie nieprzyzwyczajona do tego, starała się połykać, ale z trudem sobie z tym radziła. Połykała powoli, a krople wypływały kącikami jej ust. Robiła co mogła, żeby się nie udławić. Wiedziała, że bez problemu dałaby rzucić tym facetem o ścianę, ale pamiętała, że nie wolno jej było się sprzeciwiać klientowi. Dlatego też w milczeniu połykała wszystko. Kiedy skończyła, puścił jej głowę. Otworzyła szeroko usta, łapiąc powietrze jak ryba wyrzucona na brzeg.
Mężczyzna spojrzał na zegarek i kazał jej położyć się na łóżku. Wdrapał się na nie zaraz po niej. Jego ręce zamknęły się na jej piersiach, masując je rytmicznie. Zsunął jej stanik, patrząc z przyjemnością na duże, ciemne sutki. Lara oparła głowę na miękkiej poduszce, błagając, żeby to wszystko okazało się snem i żeby mogła już się z niego obudzić. Kiedy lizał i ssał jej sutki, starała się nie jęczeć, ale nie była w stanie powstrzymać się od tego, kiedy zsunął jej majtki i dotknął ciepłym językiem jej wilgotnego łona. Rozsunął jej nogi, okryte ciemnym materiałem pończoch, liżąc ją i sprawiając, że fale rozkoszy przechodziły przez jej ciało. Czuła się tak słaba i bezbronna, a na dodatek było jej coraz przyjemniej.
Mężczyzna przerwał minetę i zsunął swoje spodnie. Lara podniosła głowę i zobaczyła to. Do tej pory miała jakąś dziwną nadzieję, że tego uniknie, że wystarczą mu inne rzeczy. Ale teraz zrozumiała, że nie ma już ucieczki czy odwrotu. Kiedy zbliżył się do niej, nie wytrzymała.
- Proszę… załóż gumkę, ja… nie brałam pigułki…
- Kpisz? Gumkę? Przy takiej cenie nie będę przecież robił tego w gumce – przycisnął ją mocno do łóżka, trzymając za ramiona i wszedł w nią. Jej wilgotna, rozgrzana cipka bez kłopotu przyjęła go w sobie. Twarz Lary wykrzywiał lęk, ale nic nie mogła zrobić, bo wiedziała, czym może skończyć się opór. Wzdychała i jęczała z każdym posuwistym pchnięciem. Mężczyzna penetrował ją długimi, mocnymi pchnięciami. Puścił jej ręce i znowu bawił się jej dużymi, pełnymi piersiami. Zaciskał palce na jej sutkach.
Lara nie marzyła już o tym, by wszystko okazało się snem, bo wiedziała, że tak nie jest. Za bardzo, za mocno to czuła, żeby to był tylko sen. Niestety, wiedziała, że to jest rzeczywistość. Z każdym pchnięciem czuła to coraz mocniej. Nienawidziła tego mężczyzny, nienawidziła tego, który ją tu sprowadził i nienawidziła już nawet samej siebie za to, że tak łatwo uległa temu wszystkiemu. Jej palce zaciskały się na pościeli. Słyszała, jak mężczyzna oddycha ciężko, biorąc ją jakby była jego własnością. Zachowywał się, jakby nie widział w niej żywej osoby, ale przedmiot. To było dodatkowo upokarzające. Zawsze była bardzo dumna i niezależna. Pakowała się w niebezpieczeństwa, ale nigdy takie, z których nie miałaby wyjścia. A tutaj czuła się jakby nie miała żadnego sposobu na uratowanie się.
Doszedł, zanim ona zdążyła odczuć jakąś rozkosz. Ale bardziej ją martwiło to, że doszedł niej, spuszczając się do jej cipki, z której teraz kapały jej soki zmieszane z jego nasieniem. Wyszedł z niej z miękkim, mokrym „plop”. Wstał, ubrał się i nawet nie odwracając się wyszedł, zostawiając na stoliku koło łóżka plik banknotów. Gdy zamknęły się drzwi, Lara rozpłakała się, jakby była małą dziewczynką, a nie dorosłą, dojrzałą i odważną zawsze aż do szaleństwa kobietą. Potem wstała i po rozberaniu się poszła pod prysznic. Gdy z niego wychodziła, drzwi do pokoju otworzyły się znowu. Stał w nich wysoki, szczupły facet o łysej głowie. Lara odruchowo zakryła się ręcznikiem. Uśmiechnął się szeroko.
- No mała, jak chcesz, możemy to zrobić pod prysznicem, ale najpierw choć tu, tatuś da ci coś do possania…
Rozumiejąc, że nie ma wyboru, Lara zrzuciła ręcznik i podeszła do kolejnego klienta, klękając przed nim. Zrozumiała, że stąd nie ma ucieczki, że minie pewnie dużo czasu, nim będzie mogła się uwolnić. Do tego czasu jej rolą będzie tu pracować i spełniać wszystkie zachcianki klientów. Westchnęła głęboko, kiedy rozpinała mu rozporek. Później, razem z jego nasieniem przełykała też własną dumę. Uległa ostatecznie, godząc się zostać tu. Vernon uśmiechnął się, patrząc na ekran, który wyświetlał wszystko. Wiedział już, że Lara Croft będzie posłuszną pracownicą. Czas był, żeby rozejrzeć się za następnymi…
(Tomb Raider) Kamienny Sen
Szorcik z Tomb Raider. Zaczynamy ten rok od lekkich rzeczy, zobaczymy, co będzie dalej. Chciałbym ruszyć na nowo "Międzywymiarowy Dom Uciech", może za jakiś czas wpadnie mi do głowy jakiś pomysł na to.
- Oto ta mapa – powiedział Rob, wręczając Larze owiniętą czerwonym sznurem mapę prowadzącą między pułapkami grobowca faraonów. Archeolog wzięła ją szybko, rozwinęła i spojrzała. Rzeczywiście, wyglądała na autentyczną. Lara uśmiechnęła się. Przybycie tutaj nie było proste, musiała kilka dni przebijać się przez dżunglę, by dotrzeć do tego miasteczka. Ale słyszała o Robie już wcześniej i zawsze mówiono jej o nim dobre rzeczy. Dlatego teraz, śmiertelnie zmęczona, ale zadowolona patrzyła na mapę, która miała ją doprowadzić do jej kolejnego celu, jakim był jeden z grobowców w Dolinie Królów. Musiała tylko wrócić.
Nie uśmiechała jej się perspektywa ponownego przebijania się przez dżunglę, ale nie było wyjścia. Zresztą, to przecież nie pierwszy raz, kiedy to robiła. Wolałaby dotrzeć tam szybciej, bo podejrzewała, że konkurencja może też szukać tego samego, co ona.
- Przygotuję nocleg – powiedział Rob, podnosząc się. Był niskim, nieco przy kości mężczyzną o oczach zasłoniętych denkami mocnych okularów. Lara zastanawiała się, jak ktoś taki był w stanie przetrwać w takim miejscu. Prowadził tu badania od dawna, więc może jakoś się dogadał z miejscowymi?
- Nie, nie ma po co. Muszę spieszyć – powiedziała.
- Wyglądasz na zmęczoną. Nie chciałabyś jednak odpocząć? Dżungla bywa bezlitosna i nie wybacza słabości.
- Nie, wystarczy, że się napiję – sięgnęła po stojący na stoliku kufel i głębokim łykiem pociągnęła z niego.
- Ale to… - Rob chciał ją powstrzymać, ale nie zdążył.
- Bruuueeaa… Ale to daje… - Lara splunęła na ziemię, odstawiając kufel.
- To zacier na samogon, dopiero przygotowany… - Rob patrzył na nią zaskoczony. Rzeczywiście, musiała być silna, słabego taka porcja powaliłaby na łopatki.
- Nieźle się tu bawisz – powiedziała Lara, odwracając się i pakując mapę do plecaka. Zrobiła krok przed siebie i zatoczyła się, w ostatniej chwili opierając się o framugę drzwi.
- Hej…
- Nic mi nie… - Lara zrobiła krok do tyłu, ale jej noga nie znalazła podparcia. Archeolog poleciała na ziemię. Rob skoczył, łapiąc ją w ostatniej chwili, zanim jej głowa uderzyłaby o kamienną podłogę.
- Na pewno nic ci…
- Chrrrr….
Melodyjny dźwięk dobywający się z ust Lary był sygnałem, że nawet jednak na nią stężony alkohol podziałał. Rob złapał ją i próbował podnieść, ale jednak nie dał rady. Położył ją delikatnie na dywanie, zastanawiając się, co zrobić.
- Laro? – spytał, potrząsając za jej ramię, ale nie dało do żadnego efektu. Szarpnął jeszcze raz, ale równie dobrze mógłby budzić słonia bzykiem muchy. Postanowił, że lepiej ją czymś przykryje i coś podłoży pod nią, żeby się nie przeziębiła od spania na podłodze. Chociaż w Afryce było ciepło, to jednak nawet tu noce były chłodne. Wrócił z kocem. Gdy pochylił się nad Larą, jego wzrok zatrzymał się nagle na jej piersiach. Unosiły się i opadały miarowo, okryte cienkim materiałem bluzki w kolorze zieleni, a pot i zmęczenie sprawiły, że materiał lepił się do jej skóry. Rob odłożył koc na bok i delikatnie pochylił palec, dotykając jej piersi. Spojrzał na twarz Lary, ale ta spała twardo jak kamień.
Powoli położył rękę na jej piersi, masując ją delikatnie. Czuł ciepło jej ciała, cudownie miękkiego i przyjemnego w dotyku. Chociaż miał przeczucie, że robi coś złego, powoli uniósł bluzkę Lary. Ze zdziwieniem zauważył, że pod nią nie było stanika. Na widok ciemnych sutków archeolog oblizał się, po czym zacisnął palce na jednym z nich, obracając go w nich. Wtedy wyczuł w spodniach niewygodną twardość. No tak, na taki widok jaki miał przed sobą, każdemu by stanął. Rozpiął zamek spodni. Jedną z większych niedogodności pobytu w tych stronach był brak kobiet. Tubylcy pilnowali swoich bardzo starannie. Kilka razy oferowali mu je, ale za każdym razem warunkiem był ślub. Rob, będąc całe życie kawalerem, nie miał ochoty zmieniać stylu życia.
Spojrzał na otwarte, krwisto czerwone wargi Lary i powoli przysunął się do nich. Gdy czubek jego członka dotknął ich i poczuł na nim ciepło jej oddechu, Rob pomyślał, że już dłużej nie wytrzyma. Chociaż Lara miała zamknięte oczy i cicho chrapała, to jej usta jakby poruszały się lekko, otwarte przez sen. Rob wsunął go między je, poruszając się do przodu i do tyłu. Miękkie, ciepłe wargi Lary masowały jego sztywnego członka.
- Nie powinienem – wymknęło mu się z ust, ale wiedział, że nie może się już powstrzymać. Dotyk warg był zbyt przyjemny. Patrzył na jej twarz. Lara wyglądała we śnie tak niewinnie i bezbronnie, zupełnie nie jak kobieta, która budziła strach wśród tylu ludzi. Wiedział doskonale, że zabiła wielu przeciwników. Ale gdy na nią patrzył, nie widział w niej śmiertelnie niebezpiecznej łupieżczyni grobowców, ale piękną kobietę, leżącą przed nim, zupełnie nieświadomą tego, co się działo. Było w tym coś niesamowicie podniecającego. Czuł, że może tego dłużej nie wytrzymać. Wsunął go głębiej w jej usta, pozwalając im masować go.
- Laro… Larooooo…. – westchnął cicho, dochodząc w jej ustach. Słyszał, jak połyka jego nasienie, tylko niewielka stróżka wypłynęła kącikiem jej ust. Wyglądało na to, że ciągle spała mocnym snem. Alkohol i zmęczenie zrobiły jednak swoje.
Rob zsunął krótkie, ciemnozielone szorty Lary razem z majtkami. Jej łono było starannie wygolone. Gdy tak na nią patrzył, zastanawiał się przez chwilę, co się stanie, jeśli ona się jednak obudzi. Nie mógł jednak dłużej czekać, bo widok, jaki miał przed sobą sprawiał, że jakiekolwiek racjonalne myśli szły na dalszy plan. Niemal kompletnie naga Lara Croft prezentowała widok, któremu żaden mężczyzna nie mógł by się oprzeć. Spokój, jaki rysował się na jej twarzy dodawał jej uroku i niewinności. Rob nie mógł dłużej czekać.
Rozsunął jej nogi i wszedł w nią powoli, delikatnie, jakby ciagle się jeszcze obawiał, że może ją obudzić. Uczucie bycia w niej było tak cudowne, jak żadne inne. Była ciepła i taka ciasna, czuł, że wciąga go w siebie. Położył ręce na jej piersiach, masując je rytmicznie, w rytm kolejnych pchnięć. Przestał się już bać, że ją obudzi, było mu to całkowicie obojętne. Liczyła się już tylko czysta przyjemność. Położył się na niej, zanurzając jedną z rąk w jej gęstych, kasztanowych włosach. Pocałował ją w policzek. Była tak nieziemsko piękna, że marzył przez chwilę, żeby ją tu przy sobie zatrzymać już na zawsze. Wiedział jednak, że to niemożliwe. Obydwoje byli czemuś poświęceni, on – badaniom, ona – swoim wyprawom. W pewnym sensie byli nawet do siebie podobni. I dlatego, nawet gdyby chcieli, nie mogli być razem.
- Laro, och Laro – dyszał, gdy wchodził w nią coraz mocniej i głębiej. Lara wciąż spała, jakby nawet wybuch bomby miał jej nie obudzić. Rob pomyślał, że mógłby skorzystać z okazji, związać ją, zamknąć w piwnicy i uwięzić. Wyrzucił jednak tą myśl z głowy. Piękna była w niej dzikość i niezależność, bez tego nie byłaby już sobą. Przycisnął ją do siebie, sycąc się ciepłem i aksamitnie delikatnym dotykiem jej młodego, silnego ciała. Wiedział, że przeżywa najpiękniejsze chwile w życiu i chciał, żeby to trwało jak najdłużej.
Gdy doszedł w niej, szybko wrócił do swoich zmysłów. Patrzył na leżącą przed nim Larę i jego nasienie, wypływające spomiędzy jej nóg. Zastanawiał się, czy to co zrobił było aż tak złe, i co ona by z nim zrobiła, gdyby jej o tym powiedział. Postanowił nie ryzykować. Umył jej ciało i ubrał ją. Otulił Larę kocem, a pod głowę położył jej zawiniątko. Doszedł do wniosku, że najlepiej jednak będzie, gdy cała sprawa pozostanie tajemnicą. Gdy rankiem żegnał ją, nie powiedział ani słowa. Lara nie zauważyła niczego…
- Jak to możliwe??? – kilka miesięcy później, w swojej londyńskiej posiadłości, Lara patrzyła z niedowierzaniem na wyniki testu ciążowego. Najpierw myślała, że to jakaś pomyłka, ale powtórzyła wszystko i o pomyłce nie mogło być mowy. Była w ciąży! Ale jak? Kiedy? Przecież nie miała żadnego mężczyzny ostatnio… Zrozumiała jednak, że musi ograniczyć swoje wyprawy na pewien czas…
(Tomb Raider) Naszyjnik Izydy
Dawno tu już nie było niczego z Larą, prawda?
Tytuł: Naszyjnik Izydy
Z: Tomb Raider
Rating: NC-17
Lara wpadła do krypty. W ostatniej chwili puściła się liny, ryzykując, że upadek może zrobić jej krzywdę. Na szczęście wylądowała miękko, wzbijając chmurę kurzu wokół siebie. Podniosła się błyskawicznie, trzymając w obu dłoniach gotowe do strzału pistolety. Pradawna budowla, położna głęboko pod egipskimi piaskami, pewnie już od dawna nie widziała gości. Ale teraz miało to się zmienić. Lara widziała w kurzu i pyle na podłodze ślady stóp. Niewiele myśląc, ruszyła ich tropem.
Była tak wściekła, że lepiej było nie stawać na jej drodze. Najbardziej była zła na siebie, bo dała się wrobić jak skończona idiotka. Jeszcze wczoraj była pewnie jedyną osobą na świecie, która wiedziała o tym miejscu. Ale wieczorem, w hotelu, jak debilka, wygadała się przed pewnym przystojnym, egipskim naukowcem. Kiedy rano wstała i szykowała się do wyjazdu na poszukiwania, zauważyła, że zginęła jej mapa. Nie musiała długo się zastanawiać nad tym, kto ją obrobił. Jedyne, o czym teraz myślała, to z nim zrobi, jak go dopadnie. Na szczęście już wcześniej zamówiła jeepa, więc popędziła przez pustynię, gnając na najwyższych obrotach. Kiedy dotarła na miejsce, zobaczyła dziurę w ziemi i spuszczoną na dół linę. Sprawdziła, czy obydwa gnaty są naładowane i ruszyła w dół.
Poświęciła kilka miesięcy, żeby znaleźć ten zapomniany przez wszystkich grobowiec jedynej w historii Egiptu królowej, która samodzielnie władała państwem. Wszyscy byli pewni, że to legenda, ale Lara tak łatwo nie wierzyła, że coś, o czym tyle napisano, było tylko bajką. Biegła przez pradawne korytarze. Na ścianach znajdowały się rzędy hieroglifów, które pewnie w innej sytuacji by ją zainteresowały, ale Lara nie miała teraz czasu na ich badanie. Co chwila musiała schylać głowę, bo przy przejściach poziom sufitu obniżał się. Obawiała się trochę pułapek, ale mówiła sobie, że jeśli jakieś były, to ten skurwiel, który ją okradł, wpadnie na nie jako pierwszy. Nic jednak takiego nie spotkała.
Kiedy dotarła do głównej krypty, on już tam był. Widziała, jak stał przy pradawnym, kamiennym tronie, na którym znajdowały się resztki mumii. W dłoni trzymał coś błyszczącego. Lara uniosła oba pistolety na raz, nie strzelała jednak, bo bała się, że może coś uszkodzić. Wolała go nastraszyć.
- Koniec zabawy, York, czy jak się tam nazywasz – krzyknęła, pochodząc bliżej – Stój spokojnie, albo zrobię z ciebie sito.
Mężczyzna odwrócił się do niej. Wysoki, lekko śniada cera, krótko ścięte, czarne włosy – podobał się jej i pewnie dlatego dała się tak przerobić. Lara przeklęła fakt, że wszyscy przystojni faceci to takie sukinsyny. York obrócił się zaskoczony, ale widząc wycelowane pistolety, podniósł ręce do góry.
- Jesteś szybka – powiedział – Nie spodziewałem się, że tu dotrzesz.
- Za szybka dla takich pospolitych złodziei jak ty, draniu – powiedziała, podchodząc do niego bliżej – Trzymaj łapy wysoko. Coś tam znalazł?
- Oh, nic takiego – Egipcjanin spokojnie stał, kiedy Lara zbliżyła się. Schowała jeden z pistoletów do kabury na udzie.
- Jakiś naszyjnik? – spytała, patrząc na trzymany przez niego przedmiot. Sięgnęła po niego ręką, ale wtedy mężczyzna niespodziewanie poruszył się, zakładając jej go na szyję. Pchnął ją do tyłu. Lara, zaskoczona, zleciała z kamiennych schodów przed tronem i wylądowała na ziemi. Podniosła się, patrząc na niego z coraz większą wściekłością. Teraz już była pewna, że zrobi mu coś bardzo brzydkiego.
Zdziwiło ją, że nie uciekał, tylko stał tam. Skoczyła ku niemu z pięściami, chcąc zmieść uśmiech z jego twarzy. Ale ku jej zaskoczeniu, jej pięść zamiast rozwalić mu twarz, zatrzymała się i otworzyła. Jej ręka zaczęła gładzić jego policzek. Chciała ją cofnąć, ale nie mogła. Spojrzała zaskoczona, wielkimi oczami.
- Co to…
- Nieźle – uśmiechnął się York – zdejmij mi bluzkę.
Lara posłusznie zdjęła mu bluzkę. Nie mogła oderwać wzroku od jego nagiego, umięśnionego torsu. Jej ręce znalazły się na nim, głaszcząc go, ocierając się o zarost.
- Jak to… możliwe… - Lara nie mogła ich oderwać.
- To naszyjnik Izydy – uśmiechnął się – Czytałem o nim dużo. Kapłani używali go, żeby zniewalać kobiety. Stopniowo będzie cie osłabiał, odbierał ci wolną wolę i inteligencję, aż w końcu…
- Czyli wystarczy, że go zdejmę – Lara ciągle miała w sobie dość wolnej woli, żeby sięgnąć rękami do naszyjnika. Ale kiedy jej palce go dotknęły, poczuła, że jest ciężki, jakby ważył kilka ton. Nie mogła go nawet unieść, chociaż o milimetr.
- Oh, daj spokój, to bez sensu. Nie dasz rady go zdjąć, a za chwilę nie będziesz już nawet chciała tego zrobić.
- Musze… uciec – Lara odwróciła się i zrobiła krok.
- Chyba nie zamierzasz pozbawić mnie twojego towarzystwa? Podobasz mi się…
- Ja… podobam ci się? – Lara odwróciła się do niego. Chciała stąd uciec, jak najdalej od tego człowieka, ale nie mogła. Zrobiła krok w jego stronę.
- Oczywiście, jesteś słynna ze swej urody – w jego głosie było coś żartobliwego, uśmiechał się, widząc jak Lara idzie w jego stronę, poruszając biodrami – A ten naszyjnik czyni cię jeszcze piękniejszą.
- Jesteś taki miły – powiedziała innym niż wcześniej, wyższym i spokojnym głosem. Jej palce dalej znajdowały się na naszyjniku, ale nie próbowała już go zdjąć, tylko bawiła się nim – Ale przecież mnie oszukałeś….
- To była niespodzianka, Laro – powiedział, podchodząc do niej – chciałem, żebyś miała trochę zabawy. Przecież nie zrobiłem ci krzywdy. Nie komuś tak pięknemu – położył rękę na jej nagim ramieniu. Wiedział, że patrzy na jego umięśniony tors.
- Naprawdę uważasz, że jestem piękna? – Lara zachichotała, czując, że jej policzki robią się różowe – Ojej, to naprawdę bardzo miłe, wiesz, ja… tego… no…
Lara czuła się dziwnie, jakby odnalazła w sobie coś, czego zawsze pragnęła, a co starała się ukryć. Czuła dziwne ciepło promieniujące z naszyjnika, który tak jej się podobał. Jej palce bawiły się jego srebrnym łańcuszkiem. Było jej dziwnie dobrze. Ten człowiek mówił jej takie miłe rzeczy, był taki dobry.
- Nie… - wyrwało jej się – muszę… uciec…
- Oh nie, tylko nie to – jego ręka znalazła się na jej piersi. Lara czuła, jak przez cienki materiał jej stroju pieści ją. Była jak kostka lodu, którą dotknął rozgrzany nóż. Prawie się stopiła pod jego dotykiem. Jego druga ręka znalazła się na jej drugiej piersi. Lara czuła w głowie mętlik, coś dziwnego zalewało ją, odbierając zdolność do myślenia.
- Wiesz, myślę, że jeszcze piękniej byś wyglądała na kolanach – powiedział jej York.
- Tak… ale… czemu? – resztkami wolnej woli chwytała się własnej przytomności, która coraz bardziej gasła w niej, w miarę jak pieszczota stawała się coraz intensywniejsza.
- Bo każda kobieta najlepiej się czuje na kolanach przed swoim mężczyzną – powiedział, naciskając jej sutki.
- No tak… - Lara posłusznie uklękła przed nim na kamiennej posadzce krypty.
- A teraz… przed chwilą mi mówiłaś, że chciałaś coś zrobić, prawda?
Naprawdę? Lara starała się w swoim zamglonym umyśle zrozumieć, o czym on mówił. Co chciała zrobić? Uciec? Nie, czemu miałaby uciekać przed takim wspaniałym mężczyzną. Klęknęła przed nim, więc… ale… no tak, to było oczywiste.
- Chciałabym ci zrobić laskę – powiedziała, oblizując swoje pełne, czerwone usta. Jej palce sięgnęły w kierunku jego spodni.
- Ojej, to chyba zapomniałaś się rozebrać?
- Naprawdę? Ojej, jaka ze mnie gapa – Lara szybko ściągnęła krótką, obcisłą bluzkę, pod którą nie nosiła stanika. Wstała, powoli zsuwając szorty, a zaraz za nimi majtki, ciesząc się ze sposobu, w jaki York na nią patrzył. Było jej z tym przyjemnie. Szybko zdjęła jeszcze skarpety i buty.
Kiedy była już zupełnie naga, klęknęła przed nim jeszcze raz. Jej palce rozpięły zamek w jego spodniach i uwolniły z nich jego wielkiego, sztywnego już członka. Rozchyliła wargi i objęła nimi go, powoli biorąc go coraz głębiej do ust. Czuła jego smak i zapach. Było dla niej czymś dziwnie naturalnym klęczeć przed mężczyzną, z penisem w ustach, jakby to była jej właściwa poza. Lara nie mogła tego odrzucić, coś kazało jej się cieszyć, że wreszcie jest na właściwym miejscu. Jego ręce znalazły się na jej głowie, w jej włosach, nadając jej rytm. Lara poczuła dumę z tego, że jest w stanie zmieścić go całego w ustach. Słyszała jego cichy pomruk satysfakcji i cieszyło ją to. Jego jądra ocierały się o jej twarz, kiedy poruszała się coraz szybciej. Kochała to, robienie laski wydawało jej się równie naturalne co oddychanie, a jego członek w jej ustach był na właściwym miejscu. Czuła, jakby była z nim jednością.
Zaskoczyło ją, kiedy doszedł, wypełniając jej usta swoim nasieniem. Nigdy wcześniej tego nie robiła i chociaż próbowałą, to nie mogła połknąć wszystkiego, trochę wyciekło z jej ust i kapało z jej brody. Martwiło ją, czy go to nie zdenerwuje. Ale nie. York usiadł przy niej, jego ręce błądziły po jej ciele, pieszcząc jej piersi, brzuch, uda, łono, zataczając na nich kregi i bawiąc się nimi, sprawiając, że Lara czuła się coraz lepiej. Sama rozsunęła przed nim szeroko nogi.
- Proszę… weź mnie – jęczała.
Gdy w nią wszedł, jej głośny jęk rozległ się echem po grobowcu. Czuła, jak jej serce bije rytmem takim samym, z jakim York penetrował ją. Jej ciało płonęło z rozkoszy, kiedy wchodził w nią, czuła przyjemność, której nigdy nie czuła. Coś w jej głowie cały czas powtarzało jej, że powinna być wdzięczna mężczyźnie, że to, co robi, jest dla niej łaską, że należy do niego i zawsze tak być powinno. Jej nogi owinęły się wokół niego, przyciskając go do siebie. Lara jęczała głośno, by wkrótce, tak szybko jak nigdy wcześniej, przeżyć potężny, wspaniały orgazm. Zaraz po nim przyszedł następny. Gdy York w niej doszedł, leżała na ziemi bez sił. Otworzyła oczy, patrząc na niego.
- Kochanie… - wyszeptała.
Kilka miesięcy później York leżał na kanapie w posiadłości Lary, teraz należącej także do niego. Kiedy wrócili z Egiptu, ogłosili, że wzięli tam ślub. York zwolnił wszystkich dawnych pracowników swojej nowej żony. Pił teraz schłodzonego szampana. W pokoju, z głośników sączyła się muzyka. Na środku pokoju znajdowała się Lara, ubrana w skąpy, prześwitujący strój. Jej ciało poruszało się w rytm melodii, jej duże piersi, teraz z przebitymi kolczykami sutkami poruszały się i opadały szybko, a biodra kołysały zmysłowo. Lara ogłosiła, że kończy z podróżami i chce się całkowicie poświęcić życiu prywatnemu. Czym takie życie było w praktyce, York wiedział najlepiej. Na szyi Lary cały czas błyszczał naszyjnik Izydy.
(Tomb Raider) Sesja
Lara weszła do zatęchłego korytarza, idąc powoli i patrząc na kolejne drzwi. Ściany pokryte były brudem, gdzieniegdzie grzybem, a wokół panował niezbyt przyjemny zapach. Większość drzwi była zabita deskami, ale po pewnym czasie doszła do tych wyglądających lepiej i chyba regularnie używanych. Napis na nich głosił: „Studio Fotograficzne”. Westchnęła i zapukała.
- Wejść
Otworzyła drzwi. Wewnątrz znajdowało się coś, co przypominało prymitywne biuro. Za biurkiem siedział wysoki, niedogolony mężczyzna o szelmowskim wyrazie twarzy. Za nim znajdowały się drzwi. Ściany były obdrapane, a na biurku widać było ślady po papierosach.
- Witaj Laro, cieszę się, że jednak przyszłaś.
- Jakbym miała inne wyjście – powiedziała. Jack, facet siedzący naprzeciw niej, zupełnie przypadkiem wszedł w posiadanie rzadkiej monety, która była jej bardzo potrzebna. Oczywiście, ukrył ją na tyle dobrze, że szukanie było pozbawione sensu. Zaproponowała mu pieniądze, ale nie zgodził się. Powiedział za to, żeby przyszła do jego studia. Gdy siadła naprzeciwko, podsunął jej kartkę papieru i długopis.
- Co to ma być?
- Umowa. Przeczytaj, zanim podpiszesz, oczywiście.
Lara zerknęła na kartkę po czym spojrzała na Jacka.
- Zdjęcia?
- Owszem. W zamian z to, czego tak bardzo szukasz, chcę abyś się zgodziła na sesję zdjęciową dla mnie. Ta umowa czyni mnie właścicielem praw do tych fotek. Zgódź się, a jutro pieniążek będzie twój.
Lara wahała się. Wiedziała, że ten drań obraca się w półświatku i mało jej się podobało pozowanie dla niego. Mogła go zabić. Ale wtedy mogła też zapomnieć o monecie. Westchnęła, wzięła długopis i podpisała.
- Znakomicie – Jack schował umowę do szuflady i gestem zaprosił Larę na zaplecze. W kontraście do dość niedbale wyglądającego zewnętrza, wewnątrz znajdowało się w pełni profesjonalnie urządzone studio fotograficzne. Poza aparatami były tam krzesła, podesty a nawet obite skórą łóżko. No właśnie. Lara spostrzegła siedzącą na łóżku kobietę. Była to latynoska o śniadej cerze, kręconych, rudych włosach. Miała na sobie minówkę i obcisły top. Spojrzała na Larę.
- Poznajcie się – powiedział Jack – Lara, to jest Gina. Gina, poznaj Larę Croft.
- Kim ona jest? – spytała Lara.
- Moją asystentką. Dobra, Lara, stań tam – wskazał centralny punkt studia. Po chwili flasz strzelił po raz pierwszy.
- No, swobodniej, wyraź siebię… nie, bardziej wyzywająco… o tak! Świetnie! Noga wyżej…. Pochyl się… a teraz pierś do przodu…. Obróć się… wypnij… - aparat strzelał zdjęcie za zdjęciem, a Lara coraz bardziej głupio czuła się, pozując do zdjęć, gdzie robiła coraz bardziej odważne pozy – Szerzej nogi… Tak, złap się tam… nooo… doskonale! Zdejmij górę!
- Przepraszam?
- Mówię, zdejmij górę! Chcę mieć twoje piersi na filmie.
- Chyba zwariowałeś…
- Umowa to umowa, nie?
Lara z wahaniem ściągnęła górną część stroju, spod której wyskoczyły dwie niezwykle apetyczne piersi. Marzeniem wielu mężczyzn na całym świecie było je zobaczyć. Zdejmowała górę powoli, a Jack każdą sekundę fotografował. Flasz błyskał, gdyby było widać tylko ich spód, potem coraz więcej, w końcu duże, ciemne sutki, aż wreszcie jej piersi były całkiem nagie. Kilka kolejnych zdjęć pokazało je w całej okazałości.
- Gina, podejdź do Lary i złap ją za piersi – powiedział Jack i po chwili Latynoska stała za Larą. Jej dłonie objęły duże piersi Lary. Ta cicho westchnęła, kiedy palce Giny dotknęły jej sutków.
- Pocałuj jej kark – instruował Jack, a Gina robiła wszystko, co jej kazano. Lara niechętnie godziła się na to, chociaż gdy ciepły język Giny dotykał jej skóry, było jej nawet przyjemnie.
- Dobra, Gina, Obejmij Larę i wsuń dłoń do jej spodenek.
- Hej, bez przesady… Ohhh… - Lara chciała zaprotestować, ale zanim skończyła zdanie, Gina zrobiła co trzeba. Lara nie mogła powstrzymać jęku rozkoszy, gdy palce dziewczyny dotknęły jej kobiecości.
- Hej, jesteś tam mokra, czuję to – wyszeptała do jej ucha latynoska ślicznotka – Podnieca cię pozowanie… czy może to ja?
- Nic cię… uhmmm… - Lara miała ochotę się odciąć, ale Gina poruszyła palcami, pieszcząc lekko jej cipkę. Jack cały czas zrobił zdjęcia z różnych stron.
- Świetnie! Gina, klęknij też koło Lary, obejmij jej nogę… o super! Lara, połóż ręce na biodrach… Tak, Gina, wyżej…
Lara czuła się coraz swobodniej w tym wszystkim. Tak, była podniecona i nie wiedziała z czego to wynika. Czy z tego, że Gina, gdy tylko miała okazję, dotykała ją gdzieniegdzie? Czy może z tego, że była topless i prężyła się przed aparatem. Lubiła być fotografowana, miała w domu archiwum swoich zdjęć z okładek różnych magazynów. Ale nigdy nikomu nie pozwoliła na coś takiego. Gdy różne magazyny dla panów proponowały jej półnagie lub nagie sesje, zawsze odmawiała. Gina położyła dłoń na jej pośladkach, masując je lekko. Na kolejnym ujęciu całowała udo Lary. Te delikatne pieszczoty nie były bez wpływu na piękną archeolog. Ale Lara starała się hamować.
- Jack, nie sądzisz, że już wystarczy? – powiedziała w końcu.
- Skąd. To dopiero połowa.
- Sukinsyn – mruknęła cicho.
- Gina, zdejmij bluzkę. A teraz przytulcie się do siebie… Mocniej, Lara, co się tak krygujesz?
- Wstydzisz się? – spytała Gina, kiedy jej piersi przyciskały się do cycków Lary.
- Nie jestem lesbą – powiedziała Lara.
- Och, doprawdy? Stuprocentowa heteryczka? Jakie to słodkie… - Gina pocałowała ją prosto w wargi. Flasz błysnął. Lara po chwili odepchnęła ją.
- Kurwa, co ty sobie myślisz? Jack, przesadzasz. Zabierz stąd tę sukę.
- Lara, jeśli Gina stąd wyjdzie, to ja razem z nią. Rozumiemy się?
- Mam już dosyć…
- Skoro tak, to w porządku. Żegnam.
- Jack… mogę ci zapłacić…
- Umowa to umowa, Lara. Jeszcze tylko kilka ujęć i po krzyku.
Wahała się. Potrzebowała tej monety. Ale to… W końcu przełamała wstyd i wróciła przed obiektyw. Gina objęła ją ramionami.
- Nie gniewam się, skarbie – szepnęła jej do ucha. Lara nie odpowiedziała jej. Jack kazał im się obejmować i przytulać. Potem Gina całowała jej piersi. Lara czuła, że się czerwieni. Nigdy nie uprawiała seksu z kobietą, nawet o tym nie myślała. Kiedy język Giny pieścił jej płaski brzuch, trzymała ręce mocno przy sobie.
- Dobra, i koniec! – Jack zrobił ostatnie zdjęcie – I po co było robić histerię?
Lara odetchnęła i ubrała się. Jack wyjął z kieszeni monetę i podał jej.
- Cały czas ją tu miałeś?
- A co?
- Mogłam cię załatwić i ją zabrać.
- Lubię hazard. A interesy z tobą to czysta przyjemność.
- Szkoda, że nie mogę powiedzieć tego samego.
Lara wyszła szybko na korytarz. Gdy schodziła po schodach, zatrzymała się. Rozjerzała się, czy nikt nie patrzy i wsunęła dłoń pod spodnie, do majtek. Wyciągnęła z nich niedużą karteczkę w kształcie wizytówki. Był na niej ręcznie napisany adres, a obok niego „Jutro o 20. Pilne”.
Kartkę musiała jej tam wsunąć Gina, nikt inny. Ale po co? Schodząc po schodach zastanawiała się. Może miała jakieś kłopoty? Bo chyba nie mogła wiedzieć niczego, co by jej było potrzebne. Lara już chciała wyrzucić kartkę, ale zatrzymała się. Lubiła zagadki. A sama kartka była taką zagadką. Schowała ją do kieszeni.
Jej niebieski Rolls Royce zatrzymał się pod zapisanym na kartce adresem. Lara miała na sobie niebieskie spodnie i zieloną, obcisłą bluzkę, na którą narzucona była jeansowa kurtka. Taki strój nie pasował pewnie do samochodu za miliony funtów, ale czuła się w nim swobodnie. No i okolica, też raczej nie dla lady w sukniach wieczorowych. Obdrapane bloki, z charakterystycznymi schodami pożarowymi, śmietniki, czasem poprzewracane. Lara nie miała przy sobie broni, trochę nawet tego teraz pożałowała. Ale poza paroma gwizdami w trakcie drogi nic jej się nie przydarzyło. Szybko znalazła podany adres i wjechała chybocącą się i szurającą windą na odpowiednie piętro. Klatka schodowa nie sprawiała dobrego wrażenia. Gina mieszkała w takiej okolicy? Zapukała do drzwi.
- Witaj – Gina, ubrana w niebieską kieckę i białą, luźną bluzkę, otworzyła jej drzwi i zaprosiła do środka – Cieszę się, że przyszłaś.
- O co chodzi? – spytała Lara, stojąc w przedpokoju.
- Proszę, wejdź, to ważna sprawa.
Lara weszła do pokoju. Nie był duży ani bogato urządzony. Większą część zajmowało łóżko a także szafa z ciuchami. Pod oknem stał nieduży telewizor. Naprzeciwko niego, nieduży stolik z trzema krzesłami wokół. Gina po chwili weszła do pokoju z dwiema filiżankami kawy.
- Dziękuję, nie słodzę – Lara dała znak ręką, gdy Gina podała jej cukierniczkę – No więc o co chodzi.
- Oglądałaś uważnie tę monetę, co ci ją dał Jack?
- Tak.
- Toś głupia. To fałszywka.
- Co?
- Tak, wiem, sama ją odbierałam. Zrobił ją zdolniacha, dobra, ale ty powinnaś była ją rozpoznać. Jack też nie był pewien i miał na wszelki wypadek ze sobą oryginał. Ale ty to łyknęłaś.
Lara wypiła duży łyk kawy, aby jakoś uspokoić nerwy.
- Ale nie cykoruj, mogę ci pomóc odzyskać oryginał.
- Co?
- Wiem, gdzie Jack schował oryginał. Ale to będzie kosztowało…
- Ile?
- Sto kawałków?
- Stoi – Lara nie chciała się targować o monetę, od której może zależeć jej życie – Ale jeśli się dowiem, że to…
Głos zamarł jej w gardle. Czuła, jak jej ręce i nogi robią się ciężkie jakby były z kamienia. Spróbowała się podnieść, ale nie mogła, ledwo poruszała palcami. Co się z nią działo? Gina też to dostrzegła.
- O, już działa? Szybko, myślałam, że będę musiała dłużej ci wciskać ten kit.
- Co ty… - usta poruszały jej się powoli, a powieki stawały ciężkie, same opadały. Zaraz potem Lara opadła na krzesło, z bezwładnie wiszącymi dłońmi i głową opartą o ramię.
Gdy otworzyła oczy, była naga. Dłonie i stopy były przywiązane do rogów łóżka, na którym leżała. Podniosła wzrok.
- Co to ma… - spojrzała na Ginę. Latynoska stała nad nią ubrana w czarny, błyszczący, skórzany strój składający się z wysokich butów, mocno ściśniętego gorsetu, rękawic do łokci i metalowej obroży. Poza tym nie miała na sobie niczego. Lara zadrżała.
- Obudziłaś się? Ten środek był rzeczywiście mocny. Myślałam, że będę musiała dłużej nawijać te głodne kawałki o fałszywej monecie, ale uderzyłaś w kimono ekspresowo.
- Co ty wyprawiasz? Chcesz pieniędzy?
- Jebać pieniądze. Jack obiecał mi połowę kasy ze sprzedaży naszych zdjęć. Chodzi mi o coś innego. Pamiętasz, jak mówiłaś, że nie lubisz z kobietami? Postanowiłam cię nawrócić.
- Nawrócić? Czy ty oszalalaaaaaaa!!!! – Lara krzyknęła, gdy na jej gołe pośladki spadło uderzenie szpicruty. Gina podniosła cieńką, czarną witkę i jeszcze raz zdzieliła nią Larę.
- Wiem, że jesteś twardą kobietą, więc pewnie lubisz seks na ostro, co? – spytała.
- Spierdalaj!
- Smak! Smak! Smak! Smak! – cztery kolejne szybkie uderzenia spadły na tyłek Lary. Piękna archeolog podskakiwała i krzyczała z każdym ciosem.
- Doość! Proooszę! – krzyknęła w końcu.
- Już pękasz? Ha ha ha… - Gina oblizała końcówkę szpicruty, potem przyłożyła ją do podbródka Lary, podnosząc go trochę.
- Skoro już nie chcesz, to poproś, żebym cię nauczyła, jak kobieta pieprzy kobietę.
Lara milczała. W odpowiedzi kolejne dwie czerwone pręgi pojawiły się na jej pośladkach.
- Niiee! Proszę, naucz mnie! Auuua!
- Czego chcesz, żeby cię nauczyć?
- Ja… jak uprawiać seks… z kobietą… - wyrzuciła z siebie w końcu Lara, wijąc się z bólu.
- Ciągle nie jestem przekonana… ale to cię powinno przekonać – podniosła duże, dwustronne dildo i oblizała jego czubek. Pokazała jej Larze. Po plecach Lary przeszły mrówki.
- Nie… nie zmieści się…
- Zmieści, zmieści… Ughnn… - Gina wsunęła w siebie jedną połowę a potem weszła na łóżko.
- Aughhhhmmmm!!!! – jęknęła głośno Lara gdy wpychano w nią drugą końcówkę.
- Widzisz, weszło?
- Ughmmm…
- No to jazda! – Gina zaczęła poruszać rytmicznie w przód i w tył.
- Auuughmmmm!!!! Ughmmmm!!! – głośne jęki i krzyki Lary wypełniły pokój. Gina śmiała się tylko. Złapała Larę za warkocz i pociągnęła jej głowę do tyłu, nie przerywając pieprzenia. Ciasna prawie jak dziewica Lara czuła straszny ból. Podczas swoich podróży rzadko uprawiała seks. Przy takim życiu nigdy nie miała też nikogo na stałe. Olbrzymi dildos rozciągał ją do granic możliwości. Śmiech Giny upokarzał ją. Zamknęła oczy, prosząc w myśli żeby to się już skończyło. Ale Gina wcale nie chciała szybko kończyć. Posuwała ją długimi, posuwistymi pchnięciami, wchodząc najgłębiej jak się da. Głośne jęki Lary podniecały ją jeszcze bardziej. W końcu Gina doszła, osiągając orgazm głośno krzyknęła, szarpiąc brutalnie Larę. Wyciągnęła z siebie i Lary dildosa i podała jego końcówkę Larze do ust.
- Wyliż to! – powiedziała, pokazując jej szpicrutę. Lara nie miała siły stawiać już oporu, wysunęła język i posłusznie zaczęła zlizywać soki z dildosa. Gdy skończyła z jedną stroną, Gina podała jej drugą. Gina wsuwała ją Larze do usta, tak jakby je pieprzyła.
- I cięcie! – Lara usłyszała znajomy głos. Odwróciła oczy w jego kierunku. Stał tam Jack. Otworzyła oczy ze zdziwienia.
- Doskonale, dziewczyny! Taki gorący materiał jak nic!
- Pamiętaj, połowa jest moja – Gina wyjęła dildosa z ust Lary.
- Jack?! – Lara chciała się zerwać z łóżka, ale ciągle była przywiązana.
- Tak, stary Jack – podszedł do niej – Wiedziałem, że nie zgodzisz się na za dużo przed obiektywem aparatu, więc przygotowałem plan B.
- Skurwysyn z ciebie…
- Tak tak, wiem. Ale teraz mam cały film z twoim udziałem. Wiesz, ile mi za niego zapłacą?
- Zabiję cię…
- Nie, dasz mi zgodę na jego sprzedaż.
- Nigdy.
- Gina mówiła, że jesteś ciasna jak dziewica. Mógłbym sprawdzić. Masz ochotę być mamusią małych Jacków?
- Niieee! Nie rób tego! – Lara krzyknęła, kiedy Jack zaczął rozpinać spodnie.
- Podpiszesz?
- Ja… podpiszę.
- Dobra, chociaż szkoda mi trochę. Ale biznes to biznes. Jack podał jej dwa papiery. Jeden to była jej zgoda na sprzedaż filmu. Drugi to czek na 10 000 funtów.
- Na razie nie będę sprzedawać tego filmu – powiedział Jack – Jeśli co miesiąc wypiszesz dla mnie podobny czek, zachowam film dla siebie. Ale jak mi albo Ginie coś się stanie, film trafi w odpowiednie ręce, rozumiesz prawda?
- Gnida… - powiedziała Lara, podpisując czek.
- Dobra, ja idę. Gina, nie rozwiązuj jej jeszcze przez co najmniej godzinę.
Jack wyszedł. Lara leżała na łóżku, wściekła z żalu i upokorzenia. Nagle krzyknęła. Coś piekącego i gorącego spadło na jej dupę.
- Jack powiedział, że mam cię tu jeszcze godzinę potrzymać – powiedziała Gina, trzymając zapaloną świeczkę – Szkoda by było zmarnować ten czas, prawda?
(Tomb Raider) Za kratami
Tytuł: Za kratami
Z: Tomb Raider
Rating: NC 17
Lara przeklinała swój pech. Wszystko szło przecież dobrze. Przyleciała do tego niedużego, afrykańskiego kraju, odnalazła wyjątkowo cenny pierścień w położonej głęboko pod ziemią świątyni. Wydawało się, że już po kłopotach, kiedy na lotnisku nagle ktoś postanowił poddać ją kontroli. Pierścień został znaleziony a ona oskarżona o przemyt i kradzież. Oczywiście, zażądała zaraz widzenia się z prawnikiem, ale w takich dziurach nie było o to łatwo. Do tego czasu miała zostać w więzieniu.
Położone w obskurnym, starym budynku więzienie kobiece wywołało u niej niezbyt dobre skojarzenia. Powoli szła korytarzami, eskortowana przez dwie uzbrojone strażniczki. Po pewnym czasie dotarły do celi, odsunęły kratę i wepchnęły Larę do środka. W niedużej celi było kilka piętrowych łóżek pod ścianami. Więźniarki rozmawiały, ale gdy Lara weszła do celi, wszystkie spojrzały na nową. Za Larą zatrzasnęła się krata.
- Które łóżko jest wolne? – spytała Lara, ale nikt jej nie odpowiedział. Rozejrzała się, patrząc na brudne, wilgotne ściany, obdarte koce na łóżkach czy stroje więźniarek. Wtedy zauważyła coś dziwnego. Większość kobiet miała na ramionach, twarzach albo nogach tatuaże. No tak, więzienny zwyczaj. Nic nie mówiąc, Lara podeszła do łóżek. Wtedy usłyszała cichy płacz. Pochyliła się, żeby zobaczyć młodą dziewczynę w podartych ciuchach, która leżała na łóżku i płakała.
- Co ci się stało?
- To co zaraz ci się stanie – usłyszała zza pleców. Obróciła się. Przed nią stała wysoka, atletycznie zbudowana murzynka o włosach farbowanych na zielono. Patrzyła na Larę z pogardą, ale w jej oczach widać było też zainteresowanie.
- Tylko spróbuj – odpowiedziała Lara, szykując się do walki. Słyszała, że w więzieniach bardzo często jest tak, że słabi stają się sługami silnych. Ale ona nie była słaba. Ktoś, kto liczył, że ją załatwi, bardzo się mylił.
- Argghhhhmm!!! – Lara krzyknęła, gdy niespodziewanie ktoś złapał ją od tyłu. Silne ręce owinęły się wokół jej ramion, czyjeś kolano wbiło się w jej plecy, a zaraz potem uderzenie w głowę sprawiło, że zobaczyła gwiazdy. Napastników musiało być kilku. Lara szarpała się, ale po chwili leżała na ziemi, przygnieciona do niej ciężarem kilku kobiet.
- Mamy ją, pani! – usłyszała głos.
- Bardzo dobrze, dajcie ją tu – kobiety rozciągnęły Larę na łóżku, trzymając ją mocno za ręce i nogi. Były zbyt silne, żeby mogła się wyrwać z ich uchwytów.
- Co wy…
- To taki ceremoniał powitalny – zielonowłosa kobieta pochyliła się nad Larę i zaczęła zdzierać jej ciuchy, rozbierając słynną awanturniczkę do naga. Reszta więźniarek szybko pozbierała i podzieliła się tym, co należało do Lary. Zaraz potem zielonowłosa podniosła z ziemi drewniany kij i z całej siły uderzyła nim Larę w brzuch. Uderzenie spadło jeszcze raz, panna Croft mało nie straciła przytomności. Wszystko ją bolało i czuła się słaba oraz bezsilna. Kobieta stojąca nad nią spokojnie rozebrała się, a potem spod łóżka wyjęła duże, dwustronne dildo. Lara patrzyła na ten wielki kształt ze strachem. Tamta wsunęła jego połowę w siebie. Lara zadrżała, bo wiedziała już, czego chcą. Strach prawie odebrał jej mowę. To nie mogła być prawda. Zaczęła się szarpać jeszcze mocniej, ale bez rezultatu. Jej wielkie z lęku oczy patrzyły na czarny, długi przedmiot, który się do niej zbliżał.
- Nie! Nie! Nie! – krzyczała Lara ze strachu.
- O tak – kobieta siadła na łóżku, między nogami Lary. Po chwili dildos wszedł w Larę, wywołując jej głośny jęk. Cała cela patrzyła na to, niektóre kobiety śmiały się, słysząc głośne krzyki Lary, która była ujeżdżana przez władczynię celi. Nigdy wcześniej nie spotkało jej coś takiego. Była wiązana, bita, ale nigdy nie była gwałcona. Ani przez mężczyzn ani przez kobiety. Nie była lesbijką. Kobieta też jęczała, ale z przyjemności, kiedy wielki dildos wsuwał i wysuwał się z ciasnej, wilgotnej cipki Lary. Przyspieszyła tempo, sprawiając, że Lara krzyczała jeszcze głośniej. Ból i upokorzenie mieszały się w niej. Nie mogła już tego wytrzymać. Kobieta pochyliła się nad nią i zamknęła jej usta mocnym, silnym pocałunkiem, wsuwając swój język do jej ust. Jej ręce zaciskały się na dużych piersiach Lary, gniotąc je i ściskając mocno, szczypiąc jej duże, twarde sutki. Kręciła nimi, patrząc na wykrzywioną z bólu twarz swojej ofiary.
Szarpiąc się, Lara próbowała się uwolnić z mocnego uchwytu kobiet, ale ich ręce trzymały ją mocno, nie pozwalając uciekać. Śmiały się głośno, kiedy ich przywódczyni brała ją. Wiele z nich też spotkało wcześniej to samo. Do ludzi z zachodu zawsze miały niechęć i zazdrość, więc cieszyły się, patrząc na upokorzenie Lary. Po kilku minutach zielonowłosa kobieta wydała z siebie głośny jęk, dochodząc. Spocone ciało Lary leżało na łóżku. Z mokrym „plop” dildo wyjęto z jej rozgrzanej, wilgotnej cipki. Piersi Lary unosiły się i opadały z każdym oddechem.
- Proszę… zostawcie mnie…
- Dobra, jest wasza – powiedziała tamta do pozostałych kobiet.
- Liż mnie, kurwo – powiedziała pierwsza z kobiet, siadając na twarzy Lary, przyciskając swoją pizdę do jej ust. Druga z nich siadła na Larze, pocierając swoją cipkę o cipkę Lary. Obie kobiety zaczęły się całować. Dwie kolejne chwyciły piersi brytyjskiej archeolog, ssąc i gryząc jej nabrzmiałe sutki. Całe ciało Lary było teraz obiektem ich zabawy.
- Boże, nie… - jęczała Lara, zmuszona do lizania cipki. Nie chciała tego robić, ale nie miała wyjścia, bo jak zwalniała, czyjaś pięść uderzała ją w brzuch. Piersi bolały ją od ugryzień. Czyjeś palce penetrowały jej pizdę, bawiąc się nią. Kobiety zmieniały pozycje, biorąc ją od różnych stron, zmuszając Larę do robienia wszystkiego, czego chcą. Cipka za cipką, musiała lizać wszystkie, a ich soki pokrywały jej twarz. Jej twarde sutki były czerwone od śladów ich zębów. Nie liczyła ile orgazmów przeżyła. Gdy porzucono ją na łóżku, oddychała ciężko, jej spocone ciało było osłabione od tego wszystkiego.
- Teraz już wiesz, gdzie twoje miejsce? – spytała kobieta, która miała ją jako pierwsza, łapiąc Larę za włosy – Czas, żeby odpowiednio oznaczyć terytorium. Trzymajcie ją!
Lara nie miała już nawet siły, żeby stawiać opór, kiedy przerzucono ją na brzuch.
- Aiiiieeeeee!!! – zawyła z bólu, kiedy czuła, że coś ostrego wbija się w jej skórę, najpierw na pośladkach a potem na udzie. Ale znowu mocne ręce trzymały ją, przyciskając mocno do łóżka.
- Nie szarp się, biała zdziro bo cię jeszcze skaleczę – rzuciła tamta – A nie chcesz tego, bo może wdać się zakażenie czy jakiś świństwo.
Po kilku minutach przestała. Kobiety puściły Larę. Powoli podniosła się, słaba z bólu i upokorzenia. Spojrzała na swoje udo. Niebieskim atramentem wytatuowano tam napis „zdzira”. Nie wiedziała, co znajduje się na jej dupie, ale spodziewała się czegoś podobnego. Płacząc, padła na łóżko.
- Podobasz mi się, biała kurwo – powiedziała kobieta, siadając koło niej – Będziesz naszą osobistą niewolnicą. Załatwię ci specjalny strój, żeby każdy wiedział, kim jesteś. Od tej pory należysz do naszej celi. Jesteś tu najkrócej, więc musisz być posłuszna wszystkim. Jak któraś z dziewczyn każe ci coś zrobić, ty to zrobisz, kumasz? Pytam, kumasz?
- Ta… tak… - odpowiedziała Lara, płacząc. To był jakiś koszmarny sen. Wiedziała, że musi się jak najszybciej spotkać z prawnikiem i stąd wydostać. Bo inaczej…
- Nie wiem, jak długo tu będziesz, ale mnie to nie obchodzi, bo to ja decyduję, kto stąd wychodzi. Jak liczysz, że ktoś cię stąd wyciągnie, to zapomnij. Od tej pory jesteś naszą zabawką. Jak się nazywasz?
- Lara…
Następnego dnia rano Lara obudziła się na twardym, więziennym łóżku. Koło niej leżały nowe ciuchy. Czarne rajstopy, z otworem między nogami i skórzana obroża na szyję z napisem „Dziwka”. Nic więcej. Patrzyła i nie wierzyła. Miała nosić coś takiego?
- Co się tak lampisz? – usłyszała nad sobą głos jednej z więźniarek – zakładaj!
- Ale…
- Slap! – otwarta dłoń uderzyła ją w policzek.
Lara, bojąc się reakcji innych kobiet, naciągnęła rajstopy na nogi i zapięła na szyi obrożę. Gdy ją zapinała, wiedziała, że w ten sposób sama zgadza się na to, co miało się z nią dziać. Od tej chwili była niewolnicą całej celi.
(Tomb Raider) Ostatnia Krew
Przez prawie dwa tygodnie totalny block, ale teraz wracam do pisania. Postaram się spełnić resztę zamówień i czekam też na nowe.
Tytuł: Ostatnia Krew
Z: "Tomb Raider"
Rating: NC-17
- Larrrraaa! – usłyszała tylko rozpaczliwy krzyk jednej z pracownic i zaraz potem ucięło połączenie. Wyjęła z kabur oba pistolety i wydostała się na zewnątrz tak szybko, jak to było możliwe, pędząc na złamanie karku. Był już późny wieczór. Okolica wydawała się spokojna, nie spodziewała się żadnych problemów. Gdy dotarła do obozu, wokół panowała cisza. Trzymając pistolety gotowe do strzału, weszła do obozu. Namioty stały jak stały, tak jak i samochody. Żadnych śladów walki, krwi, ciał. Może to tylko żart, pomyślała ze złością. Jeśli tak, to…
Ale wtedy to zobaczyła. Najpierw ciała. Leżało ich na ziemi kilka. Trochę dalej dostrzegła wysoką, jasnonowłosą kobietę o bladej cerze ubraną w czarny, skromny strój z długą peleryną. Była piękna, ale w jej urodzie było coś nieludzkiego. W dłoniach trzymała jedną z młodszych pracownic ekspedycji.
- Puść ją! – krzyknęła Lara, mierząc z obu pistoletów – Ręce do góry!
Kobieta odwróciła się i Lara z przerażeniem dostrzegła krew na jej ustach. Porzuciła dziewczynę, która miała dwie małe ranki w szyi. Lara zrozumiała, z kim ma do czynienia.
Wampirzyca uniosła się do góry, a Lara natychmiast wycelowała w jej stronę pistolety, zasypując ją gradem kul. Zaraz potem w miejscu, gdzie znajdowała się kobieta, pojawiła się tylko kłębiąca się chmura nietoperzy. Gacki ruszyły ku Larze. Ta uskoczyła, chowając się za samochodem. Szybko wymieniła zużyte magazynki na świeże. Widziała nietoperze zataczające koło nad obozem. Wydawały się oddalać. Podniosła się i wyszła z ukrycia.
Wampirzyca spadła na nią z dachu samochodu. Rogiem oka Lara zauważyła jeszcze znikające nietoperze. To była więc tylko iluzja. Uderzenie sprawiło, że przewróciła się na ziemię. Z szybkością, jakiej nigdy nie widziała, wampirzyca znalazła się na niej i wgryzła się w szyję Lary. Dwa kły wpiły się w białe ciało, pijąc krew. W innych okolicznościach Lara pewnie dałaby radę zrzucić przeciwniczkę, z siebie, ale teraz siła uciekała z niej tak gwałtownie, że była słaba jak dziecko. Jej nogi początkowo wściekle kopały, ale teraz opadły bez sił, tak jak palce. Pistolety leżały daleko od niej, ale i tak nie miała sił po nie sięgnąć. Wampirzyca syciła się jej ciepłą krwią.
Po kilku minutach wampirzyca zakończyła posiłek, podnosząc nieprzytomną pannę Croft w ramionach. Czarne buty na długich szpilkach stukały o kamienie na podwórzu zamku, gdy niosła swoją ofiarę ku lochom. Lara słabo oddychała, była na pograniczu życia i śmierci. Wampirzyca szła zrujnowanym korytarzem, coraz głębiej. Na jej znak ściany przesuwały się same. W końcu obie znalazły się w położonej głęboko pod ziemią krypcie. Wampirzyca podeszła do dużego, ozdobionego wieloma płaskorzeźbami sarkofagu, wyłożonego jedwabiem. Położyła w nim Larę. Odpięła pasy z magazynkami i cisnęła je w kąt. Jeden z jej krwistoczerwonych paznokci wydłużył się, na kształt wąskiego sztyletu. Przy jego pomocy rozcięła materiał szortów Lary, zdjęła je, a następnie to samo zrobiła z białym majtkami panny Croft. Patrzyła na starannie ogolone łono swojej ofiary. Następnie tak samo rozcięła górną część stroju Lary, podziwiając duże, unoszące się i opadające piersi z sutkami barwy karmelu. Weszła do sarkofagu, pochylając głowę na cipką Lary. Wysunęła z pomiędzy bladych warg długi język, który szybko rozchylił dolne usta panny Croft. Lara cicho jęczała, kiedy wampirzyca lizała jej pizdę, smakując soczków. Sutki Lary były już twarde i sztywne, bezsilna z powodu utraty krwi nie mogła nic zrobić. Ciepły, długi język wampirzycy poruszał się w jej wnętrzu, dając jej coraz większą rozkosz. Brytyjka drżała, kiedy czuła, że zbliżała się coraz bardziej do orgazmu. Była tak osłabiona, że wampirzyca szybko sprawiła, że doszła, spijając starannie wszystkie soczki Lary.
Wampirzyca podniosła się, patrząc na drżące ciało Lary. Odpięła górą część swojego stroju, obnażając własne piersi. Pochyliła się, jej dłonie zamknęły się na piersiach Lary, masując je mocno i rytmicznie. Jej czerwone, ostre paznokcie lekko nakłuwały sterczące sutki Lary. Następnie położyła się. Ich mokre z podniecenia cipki dotykały się. Wampirzyca zaczęła ocierać własną cipkę o cipkę Lary, tak jak swoje piersi o piersi Brytyjki. Palce Lary zacisnęły się na materiale, podczas gdy wampirzyca całowała jej usta namiętnie i długo, ledwie dając jej złapać oddech. Ich mokre łona poruszały się coraz szybciej. Z sarkofagu dobiegały coraz dłuższe i głośniejsze jęki rozkoszy.
Orgazm wstrząsnął ich ciałami. Lara opadła na dno, ale wampirzyca uniosła ją lekko. Pochyliła głowę nad jej piersią i zatopiła swoje wampirze kły w ciemnym sutku, spijając z niego krew. Lara cicho jęczała, jej kończyny spoczywały bezwładnie, pozwalając wampirzycy pożywiać się na jej ciele. W końcu skończyła, podnosząc Larę z sarkofagu. Jej obcasy stukały o podłogę krypty, gdy niosła Larę, po czym położyła ją na kamiennym stole. Archeolog była niemal nieprzytomna, gdy wampirzyca zdjęła jej buty i resztki stroju. Na jej nadgarstkach znalazły się złote bransoletki pokryte ostrymi gwoździami. Niebieskie stringi opięły się ciasno na jej łonie, na wysokie obcasy w tym samym kolorze znalazły się na jej stopach. To było wszystko. Jej nowa służąca była gotowa do pełnienia swoich obowiązków.
(Tomb Raider) Bliżej natury
Krótkie opowiadanie z Larą w roli głównej.
Tytuł: Bliżej natury
Z: "Tomb Raider"
Rating: NC-17
Z radością dostrzegła niewielkie jeziorko pomiędzy zaroślami. Szybko zbliżyła się do niego. Zachowała jednak ostrożność. W takich stronach często można było spotkać drapieżniki. Rozejrzała się uważnie. Przyjrzała się wodzie, wypatrując uważnie, czy nigdzie nie widać niczego podejrzanego. Nic takiego jednak nie widziała. Wokół panował spokój, a niedaleko brzegu rosło duże skupisko kwiatów o wielokolorowych płatkach. Ich słodki zapach wypełniał okolicę. Odetchnęła ze spokojom, zrzuciła z siebie ciuchy i wyprężyła swoje nagie ciało na słońcu, po czym powoli weszła do wody. Była chłodna i cudownie czysta. Lara położyła się na płyciźnie, ciesząc się przyjemnym dotykiem wody. Jej zmęczone ciało wracało do życia. Wzięła łyk. Woda była kryształowo czysta. Dawno takiej nie smakowała. Leżąc na płyciźnie czuła ciepło. Bujna roślinność i słodki zapach licznych kwiatów sprawiały, że Larę ogarniała senność. Wyszła na plażę i położyła się. Jej piękne piersi powoli opadały i ponosiły się. Zamknęła oczy.
Gdy przysypiała, ku jej ciału powoli zaczęło zbliżać się kilka zielonych pnączy, które wysunęły się z rosnących niedaleko bujnych zarośli. Owinęły się powoli wokół jej nagich nóg i rąk. Nie zaciskały jednak uchwytu, aż nadeszło ich więcej. Gdy czubek jednej z nich dotknął jej sutka, Lara podskoczyła. W tej samej chwili pnącza zacisnęły się.
- Coooo? – Lara jęknęła, starając się oswobodzić z uchwytu. Jedna z lian owinęła się wokół jej szyi. Lara czuła, że zaciska się coraz mocniej, dusząc ją. Gdy na chwilę zaprzestała walki, uścisk wokół jej szyi osłabł.
- Dobra – powiedziała sama do siebie – Wystarczy, że nie będę się ruszała, a może samo mnie puści. Co to jest?
Wtedy z kłębowiska kwiatów wyłoniło się następne pnącze. Było dużo grubsze od tamtych a jego zakończenie sprawiło, że Larę przeszedł dreszcz. Pnącza rozciągnęły jej nogi szerzej, a szeroki przedmiot zmierzał ku niej. Widziała, że na jego czubku coś błyszczy. Jakby płyn…. Lara, domyślając się najgorszego, zaczęła się nerwowo szarpać, ale w odpowiedzi pnącze zacisnęło się znowu na jej szyi, prawie że ją dusząc. Zrozumiała. Przestała się szarpać. Nie widziała nawet, jak kolejna grubsza macka zbliżyła się do jej głowy. Dotknęła jej warg, zostawiając na nich ślad białego, mlecznego nektaru. Lara zacisnęła usta.
W tej samej chwili pnącze na dole wtargnęło w nią. Najpierw poruszało się powoli. Piękna archeolog bała się poruszyć, kiedy macka penetrowała ją. Gdy dotarła do celu, zaczęło się intensywnie poruszać w przód w tył. Lara czuła, jak jakiś gęsty, ciepły płyn powoli wypełnia jej waginę.
Jęknęła przeciągle i w tej samej chwili druga macka wtargnęła do jej ust. Lara nie mogła jej przeszkodzić, gdy wsunęła do środka i zaczęła od razu produkować ten sam nektar. Panna Croft połykała go, żeby tylko się nie udławić na śmierć. Macka między jej nogami poruszała się szybciej, a gdy wyszła, ciepły płyn wypływała spomiędzy jej nóg na piasek, formując kałużę. Jej usta zostały uwolnione chwilę później. Lara starała się wypluć resztę płynu. Ale czuła jego ciężar w sobie. Ile go połknęła? Dziwnie się czuła. Jakby odurzona dużą ilością alkoholu i podniecona jednocześnie. Jej sutki były twarde.
Poczuła szarpnięcie. Macki przesuwały ją po piasku, ciągnąc w kierunku ściany zieleni. Kolejne protesty Lary zostały szybo stłumione przez pnącze wokół jej szyi. Lara rozpaczliwie szukała sposobu na wydostanie się z tej pułapki, ale nie mogła niczego wymyślić. W końcu znalazła się wśród roślin. Pnącza ułożyły ją na dużym liściu. Lara rozglądała się wokół, zastanawiając się, co tu się dzieje. Wtedy z przerażeniem dostrzegła drugi liść, powoli opuszczający się na nią. Krzyczała, gdy przykrył ją. Dwa liście połączyły się a lepki płyn skleił ich krawędzie. Zaraz potem pnącza uniosły je do góry, wieszając w powietrzu niczym kokon. Były w nim tylko trzy otwory. Pierwszy naprzeciw ust Lary, dwa kolejne na jej piersiach. Do nich przysunęło się kilka macek. Pierwsza wpłynęła między wargi Lary, mocując się przy jej ustach i pompując do jej ust gęsty, biały płyn. Dwie kolejne przysunęły się do jej dużych piersi. Uczepiły się jej sutek i zaczęły je ssać. Lara nie mogła się już nawet bronić, pojona gęstym płynem musiała go połykać. Jednocześnie jej piersi zaczęły ją swędzieć. Czuła ciśnienie napierające od wewnątrz. Po kilku minutach jej sutki wystrzeliły strużkami mleka. Macki ssały je, następne przesyłając do głównej części rośliny. Uwięziona w zielonym kokonie Lara mogła tylko cicho płakać, wiedząc, że znalazła się w pułapce bez wyjścia. Karmiona i zmuszona do produkcji mleka, którym karmiła się roślina, stała się jej żywicielem.
(Tomb Raider) Dotyk czarnego faraona
Lara Croft - wiadomo. Myślę, że to opowiadanie jest dla niej takie bardziej typowe.
Tytuł: Dotyk Czarnego Faraona
Z: Tomb Raider
Postaci: Lara Croft
Kategoria: NC-17
Lara
Croft powoli i ostrożnie przemierzała korytarze piramidy. Ta przez
wieki zakopana pod piaskiem budowla stała nienaruszana przez nikogo od
tysięcy lat. Niepokoiło to Larę. Wolała miejsca, które plądrowali
wcześniej złodzieje. Zwykle tych najcenniejszych rzeczy i tak nie
znajdowali,ale często rozbroili część pułapek. Przez to, że ta piramida
spędziła większość czasu zakopana, nikt się do niej wcześniej nie
dobrał.
Lara
przekonała się o tym szybko. Dwa razy musiała już uciekać przed
toczącymi się głazami, raz tylko dzięki instynktowi uniknęła przemiany w
poduszkę do igieł. Innym razem dosłownie w ostatniej chwili uskoczyła
przed pojemnikiem w kwasem. Po tym wszystkim była pewna, że faktycznie
jest pierwszą osobą, która tu weszła od czasów zamknięcia tej piramidyi
pochowania w jej faraona. To oznaczało, że nagroda na pewno będzie warta
podjętego ryzyka.
Seksowna
archeolog dotarła w końcu do głównej komory.Wiekowe ściany pokryte były
gęsto hieroglifami. Cztery potężne kolumny podtrzymywały strop. Wokół
ścian stały figury przedstawiające żołnierzy i służących faraonowi.
Wciąż trzymali spróchniałą i zardzewiałą broń, która pewnie rozsypałaby
się po pierwszym dotknięciu. Lara rozglądała się uważnie.Skoro to
centralna sala, to gdzieś tu powinny być ukryte kosztowności, jakie
złożono do grobowca razem z ich właścicielem. Tylko gdzie. Powoli,
metodycznie oglądała ściany, szukając jakiegoś sekretnego wejścia.
Niestety, niczego takie tutaj nie było.
Gdy
skończyła ze ścianami, zwróciła się ku sarkofagowi,który znajdował się
po środku. Nie było wyjścia, musiała go otworzyć. Podeszła bliżej.
Wykonany był z czarnego kamienia, który wciąż lśnił półmatowym blaskiem w
świetle jej latarki. Powoli czytała hieroglify. Udało jej się znaleźć
imię pochowanego. Było to Nephren Ka, zwany Czarnym Faraonem. Przeszedł
ją dreszcz. Pamiętała historię o faraonie, który chciał wprowadzić w
Egipcie kult pradawnych, bluźnierczych istot w miejsce egipskich bogów. W
ostatniej chwili został obalony i zabity, a jego imię wymazano z
większości źródeł. Uznawano go tylko za legendę.
Ale teraz… Lara zmarszczyła brwi. Skoro był nienawidzony, to pewnie
niczego kosztownego mu nie zostawiono. Mimo tego pchnęła mocniej pokrywę
grobowca.
Kamienna
płyta spadła na ziemię z hukiem, ale nie roztrzaskała się. Lara
poświeciła latarką do środka. W sarkofagu znajdowała się starannie
zabandażowana postać. Zaskoczył ją rozmiar, dawni Egipcjanie nie byli
wysocy, a po śmierci ciało się kurczy. Ten tutaj był zaś jej wzrostu.
Ale jej uwagę zwróciło coś innego. Na pokrytych bandażami nadgarstkach
mumii znajdowały się obręcze wykonane z wciąż błyszczącego, zielonkawego
metalu. Uśmiechnęła się. Czyli jednak coś tutaj było. Szybko obejrzała
resztę sarkofagu, ale poza mumią, był on pusty. Ściągnęła z dłoni jedną z
obręczy i schowała do kieszeni.Z drugą musiała się bardziej mocować i
już chciała sięgnąć po nóż, kiedy jednak udało jej się ściągnąć. Zeszła s
postumentu, na którym stał grobowiec i przyjrzała się dokładniej
znalezisku. Obręcze były niemal gładkie, każda miała tylko wyryty symbol
przypominający pentagram z okiem w środku. Nie były ciężkie.
Szelest
wyrwał ją z myśli. Obróciła się. Dobiegał z centrum sali.Czyżby jakiś
szczur? Wykluczone, nie w takim miejscu. Może poruszyło się coś,co
wcześniej sama poruszyła. Wrodzona ostrożność kazała jej sprawdzić.
Podeszła do sarkofagu, trzymając w dłoni odbezpieczony pistolet.
Podeszła jeszcze bliżej, by zajrzeć do środka…
Zabandażowana
ręka wystrzeliła do góry, chwytając Larę za gardło. Potrząsnęła nią
gwałtownie, sprawiając, że pistolet wypadł jej z ręki i poturlał się po
podłodze. Chwilę później dołączyła do niego Lara, rzucona z siłą na
ziemię. Uderzyła w ścianę. Kamienna kolumna, która stała obok,
niewytrzymała, przewracając się i rozpadając na kawałki. Jej szczątki
zatarasowały wyjście. Lara spojrzała szybko w kierunku sarkofagu, Mumia
uniosła się. W tej chwili siedziała, ale już wstawała. Pistolet leżał
gdzieś pod zwaliskiem. Ale miała jeszcze własną siłę i zręczność. Mumia
zdążyła wyjść z sarkofagu, kiedy Lara skoczyła w jej stronę. Dobrze
wymierzone kopnięcie trafiło prosto w klatkę piersiową. Archeolog była
pewna, że przebije ją na wylot, ale nic z tego nie wyszło. Jej but
pchnął tylko mumię do tyłu, a sama Lara straciła na chwilę równowagę.
Zabandażowana dłoń chwyciła ją za ramię, posyłając na ziemię.
Chciała
się podnieść, ale poczuła na plecach ciężar. Stopa mumii trzymała ją
tam. Kopała i szarpała się, ale nie mogła się uwolnić. Ten stwór miał
siłę bardzo mocnego człowieka. Mumia uniosła dłoń i zerwała z głowy
bandaże. Lara spojrzała z przerażenie. Głowa była czarna. Nie czarna jak
u murzynów, ale czarna dosłownie. Łysa, pozbawiona zarostu, z dwójką
czerwonych,patrzących na nią oczu.
- Więc to ty mnie wyzwoliłaś, kobieto? – usłyszała w głowie głos – Jesteś moją kapłanką? Więc czemu mnie zaatakowałaś?
- Zamknij się! – krzyknęła – nie jestem żadną kapłanką, ty spróchniały trupie.
- Chodź tutaj – podniósł ją i spojrzał na nią uważnie.Następnie bez zapowiedzi przycisnął usta do jej warg.
-
Mhmgmmmm! – jęczała Lara, kopiąc i bijąc go pięściami,kiedy ją całował.
Jego długi, śliski język wcisnął się do jej ust, eksplorując je. Spijał
pocałunki z jej warg, całując broniącą rozpaczliwie się kobietę.Chciała
go ugryźć, ale wiedziała, że mogłaby zadławić się na śmierć jego
językiem. Tłukła pięściami w głowę, ale on wydawał się nie zwracać na to
uwagi.W końcu przerwał pocałunek. Lara oddychała ciężko, łapiąc
powietrze jak ryba wyrzucona z wody.
- Nie wiem, ile czasu minęło – mówił faraon – ale nadszedł czas powrotu. Ty, kobieto, mi w tym pomożesz.
- Zapomnij, ścierwo – Lara splunęła mu w twarz.
-
Kiedyś kobiety były bardziej posłuszne. Niejedną rozciągnąłem na
ołtarzu, a ona patrzyła na mnie z uwielbieniem, gdy rozcinałem ją na pół
w ofierze Cthulu. Ciebie zabić nie mogę, nie teraz.
To
mówiąc, oparł Larę o krawędź sarkofagu. Zerwał jej szorty, a paskiem
związał ręce w nadgarstkach. Następnie ściągnął jej majtki,zsuwając je
do kolan. Lara nie widziała, co się dzieje, ale po raz pierwszy chyba od
dawna naprawdę się bała.
- Staniesz się matką moich żołnierzy – mówił faraon.
-
Arrrrgghhhhhh! – zawyła z bólu Lara, kiedy masywny, zimny członek
rozwarł jej kobiecość, szturmem biorąc ją. Faraon trzymał ją mocno
podczas gdy jego penis raz po raz penetrował jej pochwę, wkraczając
coraz głębiej. Lara wiła się z bólu. Uprawiała seks nie jeden raz, ale
nigdy niemiała w sobie czegoś tak wielkiego. Wielki, czarny członek
niemal rozrywał ją od środka.
- Niiiieeeeeeeee!
Aghhaaammmaaaa! Proooooszęęęęęę!Neenienienienienie! – krzyczała. Czarny
Faraon brał ją w ponurym milczeniu, traktował bardziej jak przedmiot
niż jak człowieka. Pchnięcie za pchnięciem, poruszał się w niej, wciąż
zimny jak trup. Jego ręce zaciskały się na jej bokach,zostawiając
czerwone ślady. Lara krzyczała jeszcze przez jakiś czas, po czym
ucichła, w milczeniu akceptując to, co ją spotyka. Starała się myśleć,
odnaleźć sposób, aby wydostać się z stąd. Ale póki on był… no tak, te
obręcze, one go pewnie uwięziły. Gdyby zdołała je mu założyć ponownie…
Faraon wyprostował się, dochodząc w zaskakującym milczeniu.Lara szarpała się, oszalała już niemal z przerażenia.
-
Nieeeee! Nie we mnieeee! O Bożeeee! – krzyczała, gdy czarny, gęsty płyn
wypełniał jej łono. Z głośnym „plop” wyszedł z niej, czarny śluz
wymieszany z jej sokami wciąż kapał z jej pochwy. Ciężko oddychając,
Lara niemal wisiała na krawędzi sarkofagu. I wtedy…
-
Jeeeezuuuu! Cooo się dziejeeee?!!! – krzyknęła w panice,gdy poczuła, że
coś się w niej rusza. Jej brzuch urósł w błyskawicznym tempie.Lara
padła na ziemię, siedząc i patrząc z rosnącym przerażeniem. Jej brzuch
wyglądał, jakby w środku była piłka do koszykówki.
- Zaczyna się – powiedział Czarny Faraon – Wkrótce zaczniesz rodzić moich nowych żołnierzy.
Lara
usiłowała się podnieść, ale nie mogła. Jej piersi nabrzmiały. Oddychała
ciężko, kiedy nagle ciszę komnaty rozdarł jej własny krzyk.
-
Aaaiiiiaaaaaaaaa! – kałuża czarnej, smolistej mazi wylała pomiędzy jej
nogi. Chwilę bulgotała, po czym zaczęły z niej kształtować się sylwetki
podobne ludzkim. Wyglądały jak trochę mniejsze wersje ich ojca. W
milczeniu stawały przed nim na baczność. Było ich sześć.
Lara
wciąż była w szoku, kiedy Czarny Faraon podniósł ją i ponownie
przewiesił przez krawędź sarkofagu. Wtargnął w nią ponownie, a tym razem
jego ręce zacisnęły się na jej pełnych piersiach. Sutki strzykały raz
po raz mlekiem, gdy po raz drugi penetrował ją z brutalną siłą. Lara
starała się już tylko nie oszaleć. Jej piersi bolały ją niemal tak samo
jak torturowana potężnym członkiem wagina. Patrzyła na kałuże własnego
mleka, które tworzyły się na dnie sarkofagu.
Jeszcze
osiem razy tego dnia dawała życie nowym żołnierzom Czarnego Faraona. W
międzyczasie ci już stworzeni odgruzowywali wyjście. Lara patrzyła na to
obojętnym wzorkiem. Leżała pod ścianą, porzucona jak zepsuta zabawka.
Jej piersi, z których wciąż kapało mleko, sięgały niemal brzucha, zaś
pochwa była tak rozszerzona, że zmieściłby się tam kij do bejsbola.
Szklistym,pozbawionym rozsądku wzrokiem patrzyła, jak Czarny Faraon i
jego żołnierze wychodzą z krypty. Nie miała już sił, by iść za nimi, a o
powstrzymaniu ich nie mogła myśleć. Wiedziała, że gdy wyjdą na
powierzchnię, tysiące kobiet czeka podobny jej los. Czarny Faraon miał
objąć władzę nad światem, a ona mu w tym pomogła. W nagrodę darował jej
życie. Mogła teraz w bezsilnym żalu obserwować to, do czego sama
doprowadziła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







