Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twórczość własna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twórczość własna. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 13 września 2015
Szmaragdowa Mścicielka: Trzy to już... kłopoty?
Trzecia z opowieści o mojej własnej superbohaterce - Szmaragdowej Mścicielce i innych mieszkankach Roadpolis. Postanowiłem pójść za radą i powoli rozbudowywać to moje małe uniwersum o kolejne postaci.
Jenna Arguson/Szmaragdowa Mścicielka i wszystkie inne bohaterki i bohaterowie tych historii są postaciami wymyślonymi przeze mnie. Jeśli chcecie je wykorzystać w swoich opowiadaniach/grafikach/fantazjach to nie mam z tym problemu, choć jeśli zostaną opublikowane, prosiłbym o link.
Szmaragdowa Mścicielka: Trzy to już... kłopoty?
Hally Derry stała w oświetlonej tylko bladym światłem latarni uliczce, oparta o bok swojego auta i czekała, rozglądając się niecierpliwie. Niska, krótkowłosa murzynka miała na sobie obszerny płaszcz i duże okulary, w nadziei, że dzięki nim nikt jej nie rozpozna. Nie byłoby dla jej reputacji wskazane, gdyby pojawiła się informacja, że widziano ją w Złotym Rogu. Była tu już raz, zdecydowanie nie z własnej woli. Sytuacja sprawiał, że pojawiła się tu po raz drugi - tym razem może też niezbyt chętnie, ale druga strona naciskała na to miejsce. Cóż, tyle dobrego, że tu faktycznie mało kto mógł ją rozpoznać. Złoty Róg, dawne serce przemysłowe Roadpolis, teraz był osiedlem podejrzanym spelun, obscenicznych klubów i pustych baraków.
piątek, 4 września 2015
Szmaragdowa Mścicielka: Prawda Ekranu
Wiem, wiem. Nie naddaję się do prowadzenia bloga. Autentycznie, potrafię przez kilka miesięcy nie wymyślić nawet zdania, nie napisać ani akapitu opowiadania, a potem nagle coś mnie trafia i w jeden wieczór tworzę całe opowiadanie - tak jak to poniżej, które napisałem wczoraj wieczorem. Obejrzałem wreszcie "Avengers: Czas Ultrona" i początkowo planowałem coś o Czarnej Wdowie, ale wtedy przypomniałem sobie, że mam przecież własną superbohaterkę, którą kiedyś stworzyłem w opowiadaniu "Szmaragdowa Mścicielka". Dlatego postanowiłem wrócić do niej.
Fajnie byłoby pewnie wykreować całe własne uniwersum, z miastem, własnymi superbohaterkami itd. Choć znając moją pracowitość, szans na to za bardzo nie ma. Ale... Dobra, bez gadania. Tak jeszcze dla ścisłości: Jenna Arguson/Szmaragdowa Mścicielka jest postacią wymyśloną przeze mnie. Jeśli chcecie ją wykorzystać w swoich opowiadaniach/grafikach/fantazjach to nie mam z tym problemu, choć jeśli zostaną opublikowane, prosiłbym o link.
I na sam koniec - powoli wrzucam moje fiki na stronę http://www.pokatne.pl/ Ale znajdzie się tam pewnie tylko ich część, więc jakby co, wszystkie pozostaną tutaj.
Szmaragdowa Mścicielka: Prawda Ekranu
Jenna oglądała materiał z mieszaniną niedowierzania i obrzydzenia. Na ekranie telewizora młoda kobieta o długich, czarnych włosach, klęczała przed mężczyzną i robiła mu loda. Kamera co chwila robiła zbliżenia z różnych ujęć, tak więc widać była też czarną, skórzaną obrożę, którą tamta miała na szyi. Na niej znajdował się srebrny napis „Niewolnica“. Materiał mógłby zapewne uchodzić za zwyczajne porno, gdyby nie kilka istotnych kwestii. Po pierwsze, to był finał całego filmu, podczas którego bohaterka była bita, poniżana i zmuszana do seksu. Po drugie, to nie była jakaś tam anonimowa aktorka filmów erotycznych, ale Kate Harrison, znana milionerka i działaczka na rzecz praw kobiet.
- I tym kończymy dzisiejszą odsłonę „Zniewolonych“! Pamiętajcie, aby zaopatrzyć się w kolejną część, już niebawem! - rozległ się głos i kamera dała jeszcze jedno zbliżenia na twarz Kate, z której spływało nasienie, a następnie ekran pociemniał, pozostawiając tylko logo „Zniewolonych“, w którym dwa „o“ połączone były symbolizującym kajdanki łańcuszkiem.
piątek, 12 lipca 2013
(Twórczość własna) Zajęcia pozalekcyjne
Wiem, nie pisałem niczego od wielu miesięcy, ale nie miałem przez ten czas zupełnie pomysłów, motywacji, ani ochoty. Dopiero teraz mnie przypadkowo naszła. Nie wiem, czy na dłużej, nie jestem pewien, czy jeszcze potrafię tak pisać. To opowiadanie przyszło mi do głowy nagle, napisałem je tak na próbę, żeby przekonać się, czy jestem jeszcze w stanie pisać. Przynajmniej tyle wiem, że tak. Nie wiem natomiast, czy ktoś tu jeszcze zagląda, ale jeśli tak, to mam nadzieję, że ten tekst nie będzie rozczarowaniem i nie okaże się dużo gorszy od moich starszych rzeczy...
Zajęcia pozalekcyjne
Ikumi odgarnęła do tyłu długie, ciemne włosy i weszła do klasy. Była ciągle jeszcze zdenerwowana, to przecież był pierwszy raz, kiedy miała rozpocząć naukę. W czasie studiów miała praktyki, ale to było co innego. Wtedy uczniowie traktowali ją bardziej jako kogoś podobnego sobie, jej relacje z nimi były luźniejsze, prawie kumplowskie. Teraz jednak o czymś takim nie mogło być mowy. Wzięła głęboki oddech i otworzyła drzwi.
Klasa, już na pierwszy rzut oka, wydawała się równo podzielona między płcie. Na dodatek, co ją ucieszyło, była dość spokojna. Kiedy weszła do środka, rozmowy ucichły. Spodziewała się krzyków, rzucania kartkami, małpich filgi, a tu nic takiego nie nastąpiło. Kiedy szła w kierunku biurka, jej echo jej obcasów rozlegało się w klasie. Podeszła do biurka i spojrzała na uczniów.
- Witam, nazywam się Ikumi Azumo i będę waszą nauczycielką matematyki w tym roku. Mam nadzieję, że będzie się nam dobrze pracować.
czwartek, 7 czerwca 2012
(Twórczość Własna) Ostatni Dzwonek
Coś własnego tym razem.
Tytuł: Ostatni dzwonek
Z: Twórczość własna
Rating: NC-17
Mikuno przemykała się korytarzem szkolnym, w nadziei, że nikt jej nie zauważy. Co prawda trwały lekcje, ale w szkole było przecież pełno ludzi i zawsze było ryzyko. Oficjalnie Mikuno powinna przyjść dopiero za godzinę, bo dopiero wtedy zaczynała pracę. Co miałaby robić wcześniej? Nigdy nie była dobra w wyjaśnieniach, więc wolała tego unikać.
Szybko zeszła po schodach na dół, a jej szpilki wybijały na nich rytm. Skręciła w wąski korytarzyk, prowadzący do sali gimnastycznej. Słyszała dobiegające stamtąd okrzyki, odgłosy piłek uderzający o ścianę. Trwały w końcu lekcje. Przeszła przez cały korytarzyk i podeszła do kraty na końcu. Otworzyła ją, a potem zaraz otworzyła następne drzwi, szybko je za sobą zamykając. Była w składziku, pełnym materaców, piłek, tyczek i innych rzeczy, których używało się podczas lekcji WF.
Na stosie materaców siedział Oki. Wysoki, muskularny mężczyzna był jednym z nauczycieli WF w szkole. Był młodszy od większości pracowników szkoły, tak samo jak Mikuno podjął tu pracę dopiero rok temu. Wtedy się poznali. I zakochali w sobie jak szaleni. Niestety, był jeden problem. Oki miał żonę i dziecko. Tłumaczył się, że przypadkiem trafiło im się to dziecko i przez nie musiał wziąć ślub z tamtą. Na dodatek, jego żona dobrze zarabiała. Dlatego Mikuno nie liczyła na to, że namówi go na rozwód.
Podeszła do niego i bez słowa pocałowała go. Czuła na swojej twarzy jego lekki zarost, przyjemnie drapiący jej delikatną, jasną cerę. Oplotła go ramionami, lekko stając na palcach. Był od niej jednak wyższy, nawet kiedy miała na sobie te obcasy. To było jedyne miejsce, gdzie mogli być razem względnie bezpiecznie. Nikt tu nie zaglądał, więc nie było szans, że ktoś ich przyłapie.
Oki przerwał pocałunek i delikatnie posadził ją na materacach, klękając na ziemi. Podniosła nieco nogi, pomagając mu w zdjęciu jej satynowych majtek. Rozsunęła nogi szeroko, kiedy poczuła na nich jego język. Całował powoli wewnętrzną stronę jej ud, idąc stopniowo coraz wyżej. Opadła na materace, kiedy jego ciepły, szorstki język dotknął jej łona, pobudzając ją. Powstrzymywała się, żeby nie wydawać z siebie żadnych odgłosów, ktoś mógłby przecież przypadkiem usłyszeć. Oki ssał i całował jej szybko wilgotniejącą kobiecość. Jego język wsunął się między jej wargi, pieszcząc ją. Zagryzła wargi, kiedy ciche westchnienie rozkoszy wydobyło się z pomiędzy jej pełnych, czerwonych ust.
Czuła, jak jej ciało pręży się. Sutki powoli stawały się sztywne. Kopnęła nogą tak, że jeden z jej butów spadł na ziemię. Oki nie przerywał, wywołując u niej coraz większe fale przyjemności. Wiedział, że ona to lubi i nie miał problemu, żeby jej to dać. Kochał ją i był gotów na wszystko, żeby tylko sprawić jej przyjemność. Jego żona zwykle robiła wszystko, żeby wymigiwać się od łóżkowych zabaw. Mikuno była inna. Namiętna, chętna i wiecznie niezaspokojona. Dlatego obydwoje uwielbiali to robić. Seks w miejscu pracy dodawał ich związkowi dodatkowej pikanterii. Wiedzieli, że gdyby ich złapano, obydwoje zostaliby zwolnieni. Ale to, zamiast powstrzymać, podniecało ich jeszcze bardziej.
Nie przestając pieścić jej językiem, Oki sięgnął wyżej. Czuła jego rękę na swoim płaskim brzuchu. Rozpięła żakiet i bluzkę, pozwalając mu sięgnąć w kierunku piersi. Jego dłonie masowały jej duży biust przez ciemnofioletowy materiał stanika. Niedługo potem stanik tez znalazł się na ziemi, a palce Okiego pieściły jej nabrzmiałe sutki, zaciskając się na nich i obracając je. Mikuno nie mogła już dłużej wytrzymać. Doszła ze zduszonym jękiem, starając się, żeby był on najcichszy, jak się tylko da.
Oki nie dał jej odpocząć. Obrócił ją, mając teraz przed sobą jej okrągłe, kształtne pośladki. Przesunął po nich dłońmi. Jego palce wsunęły się niżej, do jej mokrej cipki, stymulując ją i zmuszając do cichych, rytmicznych jęków. Jego język zostawiał wilgotne ślady na jędrnej skórze jej wyprężonych pośladków. Mikuno było dobrze, ale chciała już więcej. To była taka słodka tortura. On wiedział, że powinien to zrobić, ale celowo przedłużał pieszczotę, wiedząc, że jego kochanka nie może się doczekać dalszego ciągu. Sam zresztą już też nie mógł.
- Proszę… weź mnie – jęknęła Mikuno. Oki nie zamierzał dłużej czekać. Jego naprężony członek męczył się już czekaniem.
- Ohhhh… - jęknęła, kiedy wsunął się w jej mokre od soków łono. Jego ręce znalazły się na jej biodrach, nadając jej ciału znajomy rytm. Mikuno poddała się temu. Jej długie, brązowe włosy unosiły się i opadały wraz z ruchami jej ciała. Czuła, jak jego ręce przesuwają się po jej spoconym ciele coraz wyżej, żeby w końcu zamknąć się na jej dużych piersiach.
- Ciekawe, co myślą twoi uczniowie, kiedy na nie patrzą? – szepnął jej do ucha. Twarz Mikuno oblał rumieniec. To prawda, miała duże piękne piersi, których wiele kobiet jej zazdrościło, ale nigdy nie myślała o tym, że jej uczniowie mogą zwracać na to uwagę. A przecież uczyła trzecie klasy, gdzie chodzili pełnoletni już ludzie. Speszyła ją sama myśl o tym.
Nie miała jednak sił się nad tym zastanawiać, bo mocne, regularne pchnięcia Okiego nie pozwalały jej skupić się na niczym innym. Była upojona jego siłą i tempem. Poddawała mu się całkowicie i robiła to z wielką przyjemnością. Ten mężczyzna wiedział, jak ją zadowolić. Żaden z jej kochanków, których miała już wcześniej kilku, nie dawał jej tyle przyjemności. Ich ciała były teraz jak jeden, sprawnie działający mechanizm, poruszający się rytmicznie, coraz szybciej i szybciej. Mikuno czuła, że już niewiele zostało, zanim wspólnie osiągną szczyt. Przypomniała sobie jeszcze raz, gdzie jest.
Obróciła się i przywarła do niego mocno, ich usta połączył namiętny pocałunek, kiedy wkrótce potem potężny orgazm wstrząsnął ich nagimi, spoconymi ciałami. Mikuno nie mogła powstrzymać jęku rozkoszy, kiedy czuła w sobie jego nasienie. Doszedł mocno, wypełniając ją całkowicie. Czuła, jakby była w niebie, jakby opuściła własne ciało i uniosła się gdzieś wyżej. Tylko w jego ramionach udawało jej się osiągnąć taką ekstazę. Jej włosy lepiły się do spoconej skóry, kiedy powoli opadła bez sił na materace. Oki pieścił i całował ją jeszcze przez chwilę. Wiedziała jednak, że nie mają wiele czasu. Niedługo lekcja się skończy i będą musieli wrócić do swoich zajęć. Mikuno szybko zebrała swoje rzeczy i pobiegła do znajdujące się tuż obok szatni nauczycielskiej, żeby tam doprowadzić się do porządku. W końcu niedługo miała lekcje..
(Twórczość Własna) Szmaragdowa Mścicielka
Dawno nic nowego nie wrzucałem, więc teraz dam coś dłuższego i własnego na wyrównanie.
Tytuł: Szmaragdowa Mścicielka
Z: Twórczość własna
Rating: NC-17
Jenna Arguson wróciła z pracy zmęczona, ale kiedy tylko zamknęła za sobą drzwi od mieszkania, szybko rzuciła w kąt torebkę i kopnęła obcasy pod szafę. Codzienna rutyna pracy męczyła ją. Zawsze marzyła o tym, żeby być dziennikarką, ale teraz, kiedy nią już została, odkryła, że to wcale nie jest taki ekscytujący zawód, jak jej się kiedyś zdawało. Na dodatek, im dłużej pracowała, tym bardziej odkrywała, że to, o czym marzyła, było iluzją. Chciała, żeby dzięki swojej pracy pomagać ludziom, pokazywać zło i pomagać w jego pokonaniu. Niestety, nic z tego. Nawet gdy udawało jej się znaleźć skorumpowanego polityka albo nieuczciwego urzędnika, niewiele z tego wynikało, bo zawsze jakoś udawało im się z tego wyjść.
Wszystko zmieniło się, od kiedy znalazła ten zielony, błyszczący kamień. Udało jej się to podczas jednego śledztwa dziennikarskiego. Początkowo wydawało jej się, że to po prostu jakiś szmaragd, ale kiedy go trzymała w ręce, poczuła coś dziwnego. Czuła się dużo silniejsza. Złapała leżącą obok metalową rurkę i bez trudu złamała ją. Uderzyła pięścią w stół, a ten pękł. Zrozumiała, że to dzięki temu kamieniowi. Wtedy zaczęła się zastanawiać, czy nie mogłaby tego wykorzystać…
Miesiąc później po raz pierwszy w mieście usłyszano o Szmaragdowej Mścicielce. Ubrana w zielone spodnie i czarny top zamaskowana kobieta o ciemnych włosach pojawiała się znikąd i likwidowała przestępców. Jej ofiarą padali zarówno zwykli, uliczni bandyci jak i ci z pierwszych stron gazet, o których wiadomo było, że kradną, ale nie było na to dowodów. Gazety dużo o niej pisały. Niektóre ją chwaliły, inne twierdziły, że jej obecność to dowód na to, jaka słaba jest policja. Jenna czytała te artykuły, sama nawet od czasu do czasu je pisała. Czuła się wreszcie spełniona. Jako dziennikarka wyszukiwała przestępców, a jako Szmaragdowa Mścicielka likwidowała ich. Co wieczór zakładała swój strój i ruszała na miasto. Wiedziała, gdzie uderzać, chociaż czasem po prostu podróżowała po dachach, obserwując ulice i broniąc zwykłych ludzi przed bandziorami.
Kamień, który teraz nosiła przymocowany do pasa, dał jej nie tylko wielką siłę, ale także dużą zręczność i wytrzymałość. Mogła swobodnie skakać z dachu na dach, nawet na kilka metrów. Uderzenie pałki czy kija było jak dotknięcie piórkiem. Upadek nawet z kilku metrów nic jej nie mógł zrobić. Czuła się wszechmocna. Uwielbiała to. Cieszyła się nawet, że nie wyszła za mąż, bo dzięki temu miała wolną rękę i pełną swobodę w działaniu. A przestępcy w mieście bali się jej.
Jak co wieczór, Jenna wyskoczyła na balkon a z niego szybko na dach. Miała na sobie swój strój. Wysokie buty na obcasie, zielone, obcisłe spodnie i czarną górę z dużym dekoltem. Wydawało jej się to na początku głupie, ale szybko odkryła, że to doskonale dekoncentruje mężczyzn, a głównie z nimi walczyła. Na twarzy miała czarną maskę – była w końcu dziennikarką, więc lepiej, żeby nikt jej nie rozpoznał. Tym razem miała jasny cel – fabrykę kokainy na drugim końcu miasta. Pracowała nad tym długo. Wiedziała, że skorumpowani policjanci osłaniają to miejsce i legalnie nie dało się go zamknąć. Ale jako Szmaragdowa Mścicielka, nie musiała się martwić o to, co jest legalne. Dla niej ważna była tylko skuteczność.
Poruszała się szybko i cicho jak kot, błyskawicznie docierając na miejsce. Z dachu wysokiego budynku obserwowała, jak przy niewielkim magazynie mężczyźni pakują skrzynie do ciężarówek. Uśmiechnęła się. Wiedziała, że to było tu. Szybko znalazła się na dole i ukrywając za ścianami, zbliżyła do celu. Wdrapała się na dach magazynu. Wiedziała, że nie może dać odjechać tym ciężarówkom. Musiała zaatakować.
Wylądowała między zaskoczonymi przestępcami i zanim zdążyli zrozumieć, co się dzieje, połowa z nich leżała już na ziemi. Jej uderzenia były dość mocne, żeby połamać kości i pozbawić przytomności nawet dorosłego, silnego mężczyznę. Złapała jednego z leżących, zakręciła nim w powietrzu i rzuciła w kierunku kilku kolejnych, którzy biegi w jej stronę. Tamci upadli i to jej wystarczyło. Zaraz potem była przy nich. Zobaczyła, że jeden ma w ręce pistolet. Złapała go za nadgarstek i przekręciła. Usłyszała pęknięcie kości i wrzask bólu. Wbiła obcas w pachwinę kolejnego. Czuła się wspaniale. Nie chciała tego przyznawać, ale walka sprawiała jej przyjemność. Przerzuciła nad swoją głową kolejnego przestępcę, ciskając nim o ścianę magazynu. Po chwili wszyscy już leżeli na ziemi, połamani i nieprzytomni. Nie czuła dla nich litości.
Kopnięciem wyważyła drzwi do magazynu i wpadła do środka. Zaskoczeni jej obecnością bandyci stali przez chwilę nieruchomo, patrząc na nią. Nie dała im czasu na ocknięcie się. Zaatakowała wściekle, powalając kilku najbliższych na ziemię. Rozdawała ciosy na lewo i prawo, wzrokiem szukając kolejnych celów. Szybko położyła wszystkich. Teraz postanowiła zająć się tym, po co tu naprawdę przyszła. Podeszła do stołów, na których znajdował się sprzęt do produkcji narkotyków i zaczęła go powoli, metodycznie rozwalać. Nie zauważyła nawet, kiedy chemikalia, które wypływały i wysypywały się z naczyń i fiolek, zaczęły unosić się w powietrzu. Po kilku minutach Jenna poczuła się dziwnie… jakby lekko i słabo. Przed oczami zaczęło jej się kręcić, widziała kolory… Wszystko dookoła wirowało, jakby była na karuzeli. Zrozumiała, co się z nią dzieje.
Resztkami się, Jenna wybiegła z magazynu. Potykając się o ciała przestępców, skręciła w boczną alejkę. Ledwie coś widziała. Oparła się o kubeł na śmieci, ale ten przewrócił się na ziemię. Jenna upadła obok niego. I wtedy usłyszała kroki. Powoli spojrzała w tamtą stronę. Widziała tyko dwie niewyraźne sylwetki.
- Hej, widzisz to co ja, Lisa?
- Chyba jakaś suczka za ostro dziś tankowała.
Lisa i Ronnie wracały właśnie z dyskoteki, kiedy zauważyli zataczającą się kobietę. Zaciekawieni ruszyli za nią i patrzyli, jak Jenny upada na ziemię. Byli kochankami od dłuższego czasu. Ojciec Lisy był biznesmenem, do niedawna bardzo znanym i wpływowym biznesmenem. Jednak po tym, jak Szmaragdowa Mścicielka udowodniła, że fałszuje dochody i prowadzi nielegalne interesy, mężczyzna trafił do więzienia. Lisa szybko poznała kobietę, która leżała na ziemi.
- O kurwa, to przecież Szmaragdowa Zdzira…
- To ta, co posadziła twojego starego za kratkami?
- Ta sama…
- Chyba jest mocno napruta, sądzisz że to na pewno ona?
- Nie, zobacz, nie czuć jej wódą.
- Cholera, szkoda by było zmarnować okazję.
- Zabieramy ją? Mam wolną chatę.
- Jasne.
Gdy Jenna się obudziła, z przerażeniem stwierdziła, że jest tylko w majtkach i butach, na dodatek leży na stole z rękami i nogami przywiązanymi do jego nóg. W ustach miała plastikowy pierścień, który trzymał je otwarte. Próbowała się rozejrzeć, ale ciężko jej było poruszać nawet głową, która bardzo ją bolała. Czuła, że ciągle ma na twarzy swoją maskę.
- Ghmmmmhmmm!!! – próbowała coś powiedzieć, ale knebel uniemożliwiał to.
- O, nasza zabaweczka obudziła się – usłyszała głos. Do pokoju weszła wysoka dziewczyna o błyszczących platynowych włosach. Na sobie miała na sobie błyszczący, czarny komplecik z wysokimi szpilkami. Zaraz obok wszedł wysoki, umięśniony mężczyzna o sylwetce boksera.
- Pewnie już nawet nie pamiętasz, suko, ale przez ciebie mój papa jest w więzieniu – Lisa podeszła do związanej – Nie myślałam, że trafi mi się taka piękna okazja do zemsty.
- Aighmmm!!!! – Jenna jęknęła, bo palce dziewczyny zacisnęły się na jej sutkach, szczypiąc i gniotąc je mocno.
- To prawdziwa sprawiedliwość losu, że mogę cię tu mieć – powiedziała Lisa, naciskając palcami mocniej, widząc, jak ból wykrzywia twarz Jenny. W tym samym czasie mężczyzna sięgnął między jej nogi i zdarł jej majtki. Jenna przeraziła się, domyślała się, czego mogą chcieć ci dwoje.
- Poczekaj Ronnie, zabawa to zabawa – dziewczyna podeszła do szafki i wyjęła z niej butelkę alkoholu. Odkorkowała ją i przyłożyła do otwartych kneblem ust Jenny.
- Blughehhemmhhohhmmm!!! – Szmaragdowa Mścicielka krztusiła się, kiedy do jej ust wlewano ciemne, gęste wino. Jednak pozycja, w jakiej leżała, zmuszała ją do picia wszystkiego.
- Tata zawsze mówił, że nie należy mieszać alkoholi… Ciekawe, czy miał rację – Lisa sięgnęła po butelkę Whisky i zaczęła wlewać ją do ust Jenny. Ostry, mocny alkohol dławił ją. Czuła, jak uderza jej do głowy. Po chwili dziewczyna przestała.
- Mghhmmmmm… - Jenna jęknęła, kiedy palce Ronniego dotknęły jej kobiecości. Wszystko kręciło się wokół, w głowie jej szumiało.
- Czyżby jej się to podobało? – spytała Lisa, widząc jak jej chłopak rozchyla wargi sromowe Szmaragdowej Mścicielki.
- Podobało? Ona jest już cała mokra.
- To na co czekasz?
Ronnie nie tracił czasu. Rozwiązali Jennę, która była w takim stanie, że nie mogła utrzymać się na nogach. Położył ją na podłodze i zdjął spodnie, prezentując swoją olbrzymią, sztywną męskość. Spojrzał na leżącą przed nim kobietę. Była piękna, jej kształty bardziej pasowały do modelki niż do bohaterki. Czuł, że nie może już dłużej wytrzymać.
- Ohhhhhh…. – jęknęła głęboko Jenna, gdy wszedł w nią.
- Taaak… - Ronnie westchnął – Nie uwierzyłabyś, jaka ona jest ciasna.
Wchodził w nią powolnymi, mocnymi, głębokimi pchnięciami. Jej piczka zaciskała się na jego dużym członku. Wciskał się w nią, pchając tak głęboko, jak to możliwe.
- Ahhhhhh… ahhhh… - Jenna łapała powietrze jak ryba wyrzucona na brzeg. Przed oczami kolory i światła tańczyły, sprawiając, że nawet nie wiedziała dobrze, co się z nią dzieje.
Lisa patrzyła na to z przyjemnością, nie przeszkadzało jej, że jej chłopak robi to z tą kobietą. Widziała, że dla Szmaragdowej Mścicielki to upokorzenia i hańba. Oczy bohaterki niemal obróciły się, a jej głośne jęki wypełniały pokój. Duże piersi Jenny unosiły się i opadały z każdym mocniejszym pchnięciem.
- Dobra, mam już dość czekania – dziewczyna zdjęła majtki, ukazując starannie wygolone łono. Usiadła na twarzy ciężko oddychającej Jenny.
- Liż mnie, szmato – powiedziała głośno.
Oszołomiona alkoholem i seksem Jenna patrzyła nieprzytomnym wzrokiem na cipkę nad jej twarzą. Nie wiedziała, co się dzieje i o co chodzi. Powoli otworzyła usta i zaczęła spijać soczki nieznajomej dziewczyny, liżąc językiem jej wilgotną kobiecość. Czując, że Szmaragdowa Mścicielka robi to coraz lepiej, dziewczyna rozsunęła szerzej nogi.
- Mmmmm… - jęczała, liżąc cipkę. Ronnie nie przestawał jej posuwać, sprawiając, że całe jej ciało płonęło od emocji. Było jej dobrze, niezależnie od okoliczności. Nie rozumiała, co się działo, była jakby poza tym. W głowie jej szumiało. Ale czuła, że jest jej dobrze i chce tego więcej. Ronnie przyspieszył, teraz penetrował ją szybkimi, ostrymi pchnięciami, które nie dawały Szmaragdowej Mścicielce nawet odrobiny czasu na wytchnienie. Nie potrafiła się już nawet skoncentrować na lizaniu tej dziewczyny.
- Ohhhh… o taaaak… - Ronnie doszedł. Wepchnięty w nią do końca, wystrzelił, wypełniając Jennę swoim nasieniem. W tej samej chwili pijana seksem i alkoholem bohaterka także osiągnęła szczyt.
- Ahhhh…. Ahhhh!!!! – jęczała głośno, a jej cipka zaciskała się na członku Ronniego, wyciskając z niego nasienie. Zaraz potem drugi, niemal równie mocny orgazm wypełnił jej ciało ponownie, unosząc ją na sam szczyt rozkoszy. Kilka chwil później dołączyła do nich Lisa, której sprawny język Jenny dał tyle przyjemności. Ronnie wstał z podłogi jako pierwszy.
- Co teraz? – spytał, patrząc na leżącą i łapiącą powietrze, zdezorientowaną bohaterkę. Po chwili wpadł na pomysł. Złapał ją za włosy, zmusił do klęknięcia przed nim i ciągle otwarte dzięki kneblowi usta wepchnął swojego członka.
- Mghmmm… - Jenna od razu i bez protestu zaczęła go ssać, sprawiając, że znowu stał się sztywny i twardy.
- Patrz, robi mi loda jak nic – powiedział do Lisy, która wstała z ziemi i podeszła do Jenny. Klęknęła za nią i położyła ręce na jej piersiach. Nacisnęła mocno, zamykając swoje palce na jej twardych, ciemnych sutkach. Jej długie paznokcie wbijały się w miękkie ciało Jenny. Jedna z jej rąk zsunęła się niżej, między nogi Szmaragdowej Mścicielki. Chwilę szukała i znalazła w końcu to miejsce. Kiedy je nacisnęła, ciało Jenny zaczęło podskakiwać, czując jak bardzo szybko rodzi się w niej nowa fala rozkoszy.
- Co za zdzira – dziewczyna przyspieszyła ruch ręką, jednocześnie lekko gryząc i całując ucho Jenny. Ronnie, widząc to wszystko, czuł się jeszcze bardziej podniecony. Jenna ssała go intensywnie, jakby sama chciała, żeby jak najszybciej doszedł. Wszystko kręciło się w jej głowie, widziała tylko zamazane kontury. Palce i usta nieznajomej dziewczyny rozpalały ją znowu i Jenna wiedziała, że już niedługo znowu dojdzie. Pragnęła tego.
- Uhhmmm…. – Ronnie złapał ją mocno dłońmi za głowę, kiedy doszedł. Jego nasienie wypełniało jej usta. Jenna połykała je łapczywie, ale ledwie była w stanie to zrobić, bo było tego bardzo dużo. I wtedy doszła znowu. Odchyliła się, a nasienie Ronniego wystrzeliło w jej twarz, spływając po jej policzkach i wargach.
- Dobra, chyba wystarczy – powiedziała Lisa, wstając – Wypieprzyliśmy ją, a teraz czas wypieprzyć ją na dobre.
- O co ci chodzi?
- Przytrzymaj ją i przyprowadź tu – powiedziała, otwierając balkon. Chłodne, nocne powietrze wpadło do pokoju.
- Czy ty chcesz…
- Pewnie. Tata wyjdzie z pierdla dopiero za kilka lat. Nie ma mowy, żebym tej szmacie do darowała. Dawaj ją tu.
Ronnie podniósł półprzytomną Jennę i podprowadził ją do balkonu. Lisa pomogła mu ubrać chwiejącą się bohaterkę w jej strój.
- Pomyślą, że spadła z dachu czy coś – powiedziała, chwytając ją za włosy i wypychając, przerzuciła przez barierkę balkonu. Szmaragdowa Mścicielka poszybowała z wysokości kilkunastu pięter na spotkanie ziemi.
- Uhhhhmmm… - Jenna czuła, że wszystko ją boli. Rozejrzała się. Leżała na stercie worków pełnych śmieci w jakimś zaułku. Czuła się strasznie. Nie tylko bolała ją potwornie głowa, ale w ustach miała jakiś paskudny niesmak, a między nogami czuł coś dziwnego. Mogła wyczuć, że pod strojem nie ma bielizny, to dziwne, bo była pewna, że ją miała. Powoli podniosła się, czując smród śmieci, na których leżała. Do jej nogi przykleił się kawałek starej pizzy, jakaś maź kapała z jej ramienia, a lewa ręką też była w czymś umazana. Przeklinając, wstała. Wiedziała, że musi wrócić do domu. Cokolwiek się stało, i tak żyła. Wiedziała, że już niedługo powróci, a miasto znowu usłyszy o Szmaragdowej Mścicielce. Ale najpierw potrzebowała długiej kąpieli…
(Twórczość Własna) Grunt to rodzinka
Kolejne krótkie, samodzielne opowiadanie.
Tytuł: Grunt to rodzinka
Z: Twórczość własna
Akemi odetchnęła z ulgą, kiedy postawiła na stole talerze z obiadem. Spędziła kilka godzin na jego przygotowaniu. Dzień był letni, upalny i dziewczyna miała już dość. Czuła jak pot ścieka jej po plecach i czole. Siadła na krześle i patrzyła, jak obaj mężczyźni, mały i duży, z apetytem pochłaniają przygotowany przez nią posiłek. Mimo zmęczenia, uśmiechnęła się.
Dawno nie gotowała dla nikogo. Nawet dla siebie gotowała rzadko, bo na studiach nie miała na to czasu. Jadała głównie w stołówce albo w knajpkach i fastfoodach. Teraz miała wakacje i postanowiła spędzić je, jeżdżąc po kraju i odwiedzając krewnych, których często nie widziała od lat. Państwo Ito byli właśnie takimi krewnymi. Ciotka Megumi bardzo lubiła Akemi, kiedy jeszcze była małą dziewczynką. Niestety, kiedy dziewczyna zapukała do jej mieszkania, otworzył drzwi jej mąż, Takashi. Ze smutną miną oznajmił Akemi, że Megumi zmarła w wypadku miesiąc temu, zostawiając go z ich dziesięcioletnim synkiem.
Akemi w pierwszej chwili chciała jechać dalej, ale Takashi poprosił, żeby została na trochę. Szybko zrozumiała, czemu. W domu bardzo brakowało kobiecej ręki. Mężczyzna ciągle był w depresji po śmieci żony, czas zabijał pracą, ale trudno mu było zastąpić Megumi, zarówno jeśli chodzi o dom jak i o dziecko. Akemi, która czuła się trochę winna, że nie było jej na pogrzebie ciotki, zgodziła się. Po dwóch dniach dom błyszczał. Mały zaakceptował ją, mówił do niej „siostrzyczko”. Niedługo miała jechać dalej, ale postanowiła na pożegnanie przygotować dla wujka i kuzyna prawdziwie domowy obiad.
Patrzyła, z jakim apetytem zjadali. Takashi był czterdziestokilkuletnim mężczyzną, wysokim i postawnym, chociaż już z widocznym „mięśniem piwnym”. Nosił krótką, czarną brodę. Synek wydawał się jego kopią, tylko w miniaturze i jeszcze, jak na razie bez brody. Sama Akemi nie miała apetytu, po całym dniu spędzonym w kuchni była zmęczona. Gdy zjedli, zaniosła naczynia do kuchni i wróciła, żeby obejrzeć wiadomości i pogodę na następne dni. Siadła na kanapie naprzeciwko telewizora i poprosiła siedzącego obok wujka, żeby przełączył na chwilę na kanał informacyjny. Nalała sobie jeszcze zimnego piwa. Młody wpadł na chwilę, krzycząc, że wychodzi się pobawić na dwór.
Miała na sobie szorty i lekką, różową bluzkę z ramiączkami. Oparła się o miękką poduszkę sofy. Za oknem świeciło słońce, a powietrze wydawało się stać. Na wybrzeżu był zwykle wiatr, nawet lekki, ale tu, w głębi lądu, w upalne dni powietrze stało. Łyknęła jeszcze piwa, patrząc w ekran. Czuła, jak kleją jej się oczy. Przymykała je i otwierała, raz po raz. Było duszno, z ekranu słychać było monotonny głos prezentera.
W końcu zamknęła oczy na dobre. Jej oparta o zagłówek sofy głowa, otoczona długimi, jasnobrązowymi włosami, powoli zsunęła się, opadając lekko na ramię Takashiego. Ten, zaskoczony odwrócił się. Koło niego, z głową opartą o jego ramię, leżała młoda, śliczna dziewczyna. Jej długie nogi z bosymi stopami leżały luźno rozsunięte, a jej pierś unosiła się miarowo. Usta Akemi były półotwarte, jej wargi jakby lekko poruszały się, zapraszająco. Takashi pokręcił głową. Była przecież jego siostrzenicą, przyszywaną co prawda, bo jej matka nie była córką jego ojca tylko kobiety, z którą wziął drugi ślub, ale jednak…
Poczuł w spodniach męczącą twardość, kiedy patrzył na śpiącą Akemi. Od czasu wypadku i śmierci Megumi nie był z kobietą. Nie myślał nawet o tym. Teraz ta abstynencja dawała o sobie znać. Młoda, śliczna dziewczyna nie pozostawiała go obojętnym. Patrzył na jej wargi, lekko rozchylone, o jasnoczerwonej barwie. Powoli zbliżył do niej twarz. Poczuł jej oddech. Chwilę się jeszcze wahał, ale zaraz potem pocałował ją. Jego usta przycisnęły się do jej, a jego język wsunął się do środka. Czuł lekko malinowy, słodki smak jej warg. Prawą ręką powoli unosił spód jej bluzki.
Akemi była zaskoczona, kiedy przyśnił jej się jej własny wujek. Ale w snach zdarzały się jej różne, dziwne rzeczy, więc gdy pocałował ją, uśmiechnęła się filuternie i poddała jego pieszczocie, odpowiadając na pocałunek tak dobrze, jak tylko potrafiła. Jego broda łaskotała i lekko drapała jej twarz, ale było w tym coś ciekawego. Mimo tego czuła się dziwnie, kiedy jego palce kreśliły kręgi na jej piersiach przez materiał bluzki. Dotykał i naciskał jej twardniejących sutków. Uśmiechnęła się we śnie, lubiła, kiedy mężczyźni to robili. Miała duże, okrągłe piersi i wiedziała, że facetom się podobają.
Takashi przerwał pocałunek i powoli położył śpiącą dziewczynę na łóżku, opierając jej głowę na poduszce. Uniósł jej bluzkę, odsłaniając duże, pełne piersi, ze sterczącymi już, ciemnymi sutkami. Pochylił się i zaczął je lizać i pieścić językiem. Akemi jęczała cicho, ale nie otwierała oczu. Takashi nie zastanawiał się nad tym, czy śpi czy nie, czuł jak rosło w nim podniecenie. Ta dziewczyna miała większe piersi niż jego żona. Ssał je i lizał, a jej ciepłe, gładkie ciało przyciągało go. Jedną rękę zsunął niżej, masując jej płaski brzuszek. Było w niej coś zniewalającego, co sprawiło, że nie mógł przestać.
Kiedy Akemi poczuła, że ręka jej wujka zsuwa się z jej brzucha niżej, powoli wsuwając się pod materiał jej szotów, pomyślała, że jednak ten sen przestaje jej się podobać. Fantazjowała we śnie o różnych, dziwnych rzeczach, ale to wydawało jej się zbyt nieprzyzwoite. Jednak kiedy Takashi rozpiął zamek spodni, umieścił swojego wielkiego, nabrzmiałego członka między jej piersiami i zacisnął je wokół niego, poruszając nimi przy tym do przodu i do tyłu, dziewczyna zrozumiała, że czas najwyższy się obudzić. Ten sen szedł zdecydowanie za daleko.
Kiedy otworzyła klejące się oczy, ze zdumieniem poczuła i dostrzegła główkę członka jej wujka między swoimi piersiami, dokładnie naprzeciwko własnej twarzy. Czyli to nie był sen? Naprawdę robiła to z Takashim? Była ciągle śpiąca i powolna, ale z jej ust wydobyło się westchnienie. Czy to sen, czy jednak prawda?
- Nie, nie chcę… - wyszeptała.
- Przykro mi… Akemi… ja już… nie mogę… - Takashi widział jej pół otwarte oczy, ale rzeczywiście, nie mógł przestać, bo był zbyt blisko. Jego członek poruszał się w dolinie między jej dużymi piersiami szybciej i szybciej. W końcu zacisnął je mocno na nim i nagle, bez ostrzeżenia doszedł. Strumień ciepłego nasienia wylądował na twarzy Akemi, spryskując jej wargi, policzki, nos, oczy i włosy. Dziewczyna oddychała ciężko.
Takashi nie tracił czasu. Podsunął swojego ciągle sztywnego członka do jej ust.
- Zobacz, jaki jest przez ciebie twardy – powiedział – leżałaś na mnie, trzymałaś go w ręce, prowokowałaś mnie – mówił – jestem mężczyzną i mam swoje potrzeby.
- Przeze mnie… - Akemi nie wiedziała, co powiedzieć. Naprawdę przez nią. Przecież to był… tylko sen. Ale jeśli to ona we śnie go…
Opadła przed nim na kolana, z bluzką zadartą nad jej piersiami. Pocałowała czubek jego członka, ciągle jeszcze ze śladami nasienia. Zlizywała je powoli. Czuła, jak jego ręka gładzi jej włosy. Otworzyła szerzej usta, biorąc go powoli coraz głębiej. Nie mogła uwierzyć, że jest taki wielki. Objęła go, przesuwając swoimi wargami wzdłuż całej długości, od czubka, aż do jąder. Słyszała jego westchnienia.
Nie rozumiała tego zupełnie. Wiedziała już, że to nie jest sen, że to się dzieje naprawdę, że robi loda własnemu wujkowi. Ale podniecenie rosło także i w niej, od dawna nie uprawiała przecież seksu, nawet masturbować się nie miała zbyt często kiedy, jak była w gościach u obcych ludzi, chociaż zabrała ze sobą w podróż wibrator. Nienormalność tej sytuacji pobudzała ją jeszcze bardziej. Poruszała ustami coraz szybciej.
- Tato, mogę iść z chłopakami na boisko? – usłyszeli nagle z korytarza głos małego. Klamka w pokoju poruszyła się. Takashi złapał koc i szybko zarzucił go sobie na kolana, zakrywając Akemi, która pochyliła się. Jego penis wisiał nad nią, krople wilgoci kapały na jej policzki. Poczuła, jak jego bosa stopa wsuwa się między jej nogi i dużym palcem dotyka jej szortów.
- Tak synku, jasne – powiedział, kiedy młody wszedł do pokoju. Akemi czuła, że zaraz spali buraka, kiedy jego palec masturbował ją. Wiedziała, że chłopak je w pokoju.
- Tylko wróć za godzinę – powiedział jeszcze Takashi i po chwili usłyszała zamykanie drzwi.
- Mmmm!!! Mmmm!!!! Mmmm!!! – nie miała czasu nic powiedzieć, bo Takashi chwycił jej głowę i prawie zmusił, żeby znowu wzięła jego penisa do ust. Poruszała się teraz wzdłuż niego dużo szybciej.
- Ohhh… taaak… taaakkk – mruczał mężczyzna, kiedy brązowowłosa głowa śmigała między jego nogami. Akemi cały czas bała się, że jego synek zaraz wejdzie spytać o coś jeszcze. Szybko robiła loda, chcąc to jak najszybciej skończyć.
- Mhhmmm!!!!! – jęknęła, kiedy ciepłe nasienie nagle wypełniło jej usta, wydymując policzki. Czuła, jak strumyki płyną kącikami jej ust. Takashi zmuszał ją, żeby wszystko połykała. Gdy skończył, otworzyła szeroko usta, oddychając i łapiąc powietrze jak ryba wyrzucona na brzeg.
Mężczyzna podniósł ją u umieścił na swoich kolanach, jego ręka zagłębiła się w jej majtkach.
- Prawdziwa powódź, jak czuję – powiedział, wyjmując wilgotne od jej soków palce i przysuwając je do jej ust, wsuwając je do środka – Masz, posmaku – gruby palec wszedł między jej wargi. Druga ręka masowała jej pierś. Akemi sama dobrze wiedziała, jaka jest podniecona. Ale robić to z nim… Zanim jednak zdążyła się zastanowić, jej szorty leżały na ziemi, na dywanie, a obok nich spoczywały jej mokre już majtki.
- Ughmmm!!!! – jęknęła, kiedy jego twardy członek wszedł w jej ciasną cipkę. Uprawiała w życiu seks, ale nigdy z tak dorosłym mężczyzną. Takashi był od niej starszy ponad dwa razy, mógłby nawet być jej ojcem. Jego twarde, męskie ręce przyciskały ją do niego, jego owłosiony tors ocierał się o jej wrażliwe piersi. Oplotła go nogami, jej bose stopy wisiały w powietrzu, kiedy unosiła się i opadała razem z każdym głębokim, mocnym pchnięciem, które wypełniało ją całkowicie. Nigdy jeszcze żaden mężczyzna nie brał jej tak zdecydowanie i ostro. To było prawie jak gwałt. Prawie, bo Akemi czuła podświadomie, że jest jej dobrze, mimo całej niestosowności tej sytuacji.
- Lubisz to, Akemi, prawda? Czuję, chcesz mnie w sobie – dyszał, biorąc ją mocno i zdecydowanie. Jej ciasna, wąska cipka zaciskała się na jego członku, prawie wsysając go do środka. Takashi czuł się, jakby uprawiał seks z dziewicą. Jej twarde sutki ocierały się o jego piersi, a jej palce wbijały w jego plecy. Przebijała jego twardą skórę, ale nie zwracał na to uwagi. Pocałował ją jeszcze raz, długi, mokry pocałunek połączył ich usta, a języki bawiły się ze sobą.
Akemi powtarzała sobie cały czas, że to co robi jest okropne, że powinna natychmiast przestać. W każdej chwili może przecież wrócić młody, a poza tym, nie powinna uprawiać seksu z własnym wujkiem. Powtarzała sobie, że to jej wina, że to ona go sprowokowała. Ale było jej za dobrze, aby z jej ust mogło dobiegać coś innego poza okrzykami rozkoszy. Miała tylko nadzieję, że sąsiedzi jej nie usłyszą.
- Dochodzę, Akemi… – jęknął Takashi. Dopiero teraz dziewczyna uświadomiła sobie, że przecież nie używają żadnego zabezpieczenia. Krzyknęła, ale było za późno, jego nasienie wystrzeliło w niej. Czuła jak ciepła, lepka ciecz wypełnia ją. Była przerażona. Dopiero teraz zrozumiała całą nienormalność sytuacji, w jakiej była. Takashi leżał na łóżku, a jej głowa spoczywała na jego wielkim torsie. Czuła, jak po jej policzkach spływają łzy. Nie wiedziała już sama, czy płacze z rozkoszy czy ze smutku i strachu. Zaraz później ręce Takashiego znowu znalazły się na jej piersiach, naciskając je, jakby były pełne mleka…
- Zawiozłem chłopaka na kolonie – powiedział Takashi, zamykając drzwi i wchodząc do domu, kilka dni później. Wszedł do salonu. Na sofie leżała Akemi, śpiąc, mając na sobie tylko skąpą, zielonkawa bieliznę. Mężczyzna na palcach podszedł do niej i powoli zsunął jej majtki, obnażając jej kobiecość z niewielką polanką brązowych włosów nad nią. Rozsunął jej nogi i zaczął lizać łono dziewczyny. Akemi jęknęła, nie otwierając oczu. Wiedziała, że to nie jest sen. Postanowiła zostać tutaj co najmniej do końca wakacji. A potem… może nawet dłużej? Pewna była tylko tego, że póki tu będzie, wibrator jej do niczego potrzebny nie będzie.
(Twórczość Własna) Taniec
A dziś następny własny tekst, ale czuję, że niedługo znowu wrócę do fanfików.
Tytuł: Taniec
Rating: NC-17
Audilia oparła się o mur, patrząc na wiszący na niebie księżyc. Jasnowłosa dziewczyna stała oparta o ścianę gospody, z której słychać było coraz głośniejsze okrzyki, przemieszane z pijackimi przyśpiewkami. Kompania najemników, do której należała wojowniczka, bawiła się w najlepsze. Ona jednak wypiła trochę wina i miała dość, wyszła więc na zewnątrz, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Chłodne, nocne powietrze było dużo przyjemniejsze niż duszne wnętrze gospody.
Była z nimi od pół roku, nie jedno widziała. Zabiła wielu ludzi, zawsze to robiła, kiedy jej płacono, tak jak innym. Nie przejmowała się tym, bo wyznawała zasadę, żeby lepiej zabić, niż być zabitą. Nie wiedziała, czy potrafiłaby powiedzieć o sobie, że jest dobra. A może zła? Pewnie dla swoich ofiar – tak. Ale to byli wojownicy, tacy jak ona, każdy z nich wiedział, że podczas walki może zginąć. Szła sama ulicą miasta, zastanawiając się nad tym wszystkim. Wieczór sprawiał, że coraz mniej ludzi było dookoła. Nagle usłyszała czyjś zduszony krzyk dobiegający z zaułka. Odwróciła się odruchowo. W małej, wąskiej uliczce dwóch mężczyzn szarpało się z dziewczyną, próbowali ją związać i zakneblować. Dziewczyna broniła się, ale nie miała dużych szans z silniejszymi od siebie. Jeden zdążył już wepchnąć jej knebel do ust.
I wtedy padł na ziemię, bo coś ciężkiego uderzyło go w głowę. Jego towarzysz odwrócił się i zobaczył stojącą niedaleko Audilię z mieczem w ręce. Szybko wyjął z za pasa długi, zakrzywiony sztylet. Dziewczynę, którą usiłował związać, pchnął na ziemię. Zaatakował wojowniczkę szybko, zadając cios na wysokości szyi. Ale jego sztylet przeciął tylko powietrze. Zaraz potem słychać było chrzęst łamanej kości, kiedy Audilia zamknęła uchwyt wokół jego ręki, łamiąc ją jednym ruchem. Sztylet spadł z metalicznym brzdękiem na ziemię. Mężczyzna wrzasnął z bólu, ale silne uderzenie w głowę odebrało mu przytomność. Wojowniczka podeszła do ich ofiary i pomogła jej się uwolnić.
- Proszę… pomóż im! – krzyknęła dziewczyna, kiedy tylko wojowniczka wyjęła knebel z jej ust – porwali moje przyjaciółki!
- Spokojnie, powiedz mi co się stało.
- Byłyśmy we trzy… moje dwie przyjaciółki, Lorina i Alena zostały przez tych zbirów porwane. Zabrali je do swojego obozu. Mają go za miastem, niedaleko! Mnie też chcieli, ale udało mi się uciec… gdyby nie ty…
Audilia spojrzała na pokonanych. Mieli ciemną skórę, jakby w kolorze drewna hebanowego. Pewnie pochodzili gdzieś ze wschodu. Ich sztylety też nie przypominały tutejszej broni. Zastanowiła się. Słyszała o przypadkach, że takie podróżujące plemiona porywają ludzi, żeby ich sprzedawać jako niewolników w dalekich stronach. To właściwie nie była jej sprawa, a dziewczyna nie wyglądała na taką, która by była w stanie zapłacić. Ale pomyślała o tym, nad czym się zastanawiała wcześniej. Pomóc takim ludziom to na pewno coś dobrego. Na resztę kompani nie mogła liczyć, wszyscy byli już pijani w sztok.
- Gdzie jest ten obóz?
- Jak wyjdziesz główną bramą, to na północ, pewnie będzie widać dym z ognisk.
- Dobra, wracaj do domu. Ja się tym zajmę.
Zanim dziewczyna zdążyła podziękować, Audilii już nie było. Biegła, bo spieszyła się, żeby zdążyć przed zamknięciem bramy miejskiej. Po drodze zastanawiała się, czy to co robi ma sens, bo nie wiedziała przecież ilu jest tych ludzi, jak są uzbrojeni i gdzie trzymają porwane dziewczyny. Postanowiła się rozejrzeć i sprawdzić, a jeżeli będzie w stanie pomóc, to tak, postara się je uratować. Na szczęście brama była jeszcze otwarta, i wojowniczka szybko wybiegła poza miasto. Biegnąc cały czas drogą, widziała daleko kilka dymów, pewnie z ognisk. Na drodze był las, co ją ucieszyło, bo dzięki temu mogła niezauważenie dla nikogo podkraść się do obozowiska.
Gdy znalazła się już w krzakach tuż przy obozowisku, wyjrzała. Na dużej polanie stało kilka wozów. Po środku paliły się ogniska, przy których siedzieli i bawili się ludzie. Już z daleka poznała, że przypominają tamtych z miasta. Czyli była na dobrym tropie. Walczyć ze wszystkimi nie było sensu. Postanowiła to rozegrać inaczej. Podkradła się do pierwszego z wozów. Nie było przy nim nikogo. Ale i w środku było pusto. Lekko pchnęła drewniane drzwi i weszła do środka. Wtedy zobaczyła dużą skrzynię, z której dobiegła jakiś dźwięk. Nie tracąc czasu, przecięła mieczem łańcuch i podniosła wieko. W środku leżała związana i zakneblowana młoda dziewczyna, która nie wyglądała jak jedna z nomadów. Dając jej znak, żeby była cicho, Audilia pochyliła się nad nią, rozwiązując jej więzy. Nagle dziewczyna zaczęła się szarpać.
- Mówiłam, żebyś była spokojna, bo… - wojowniczka instynktownie wyczuła jednak problem i odwróciła się. Za nią stało dwóch mężczyzn z nożami. Zaklęła cicho. Z cichego załatwienia sprawy wyszły nici.
Pierwszy z nich wyleciał na zewnątrz bez ręki, wrzeszcząc przeraźliwie. Drugi usiłował się bronić, ale wypadł z wozu z wielką dziurą w brzuchu. Oczywiście, hałas sprawił, że wszyscy wokół ruszyli w tamtą stronę. Gdy Audilia wyszła z wozu, wokół wejścia stał tłum mężczyzn i kobiet. Część była uzbrojona. Wojowniczka podniosła zakrwawiony miecz i zrobiła krok do przodu. Tamci cofnęli się. Nagle spomiędzy nich wyszła stara, zgarbiona kobieta. Trzymała w dłoni jakiś przedmiot. Wojowniczka spojrzała na to, była to kulka na sznurku, która poruszała się powoli… bardzo powoli…
- Patrz… patrz… - słyszała w uszach szept kobiety, który nagle zaczęli powtarzać wszyscy. Próbowała, ale nie mogła oderwać oczu od dziwnej, wirującej na sznurku kulki. Jej cały świat skurczył się do tego niewielkiego przedmiotu. A potem zamknęła oczy…
Ognisko płonęło jasno. Na tle jego migoczących płomieni tańczyła Audilia. Nie miała już na sobie skórzanej zbroi i wysokich butów z cholewami, które zwykle nosiła. Jej nagie ciało zakrywała lekka, zwiewna tkanina, przez którą doskonale widać było jej młode, piękne ciało. Na jej szyi wisiało kilka par kolorowych korali. Na nadgarstkach miała metalowe obrączki z dzwonkami, które wydawały dźwięk za każdym ruchem. Podobne znajdowały się na jej kostkach. Jej uszy przekłute były dużymi, okrągłymi kolczykami. Skąpa opaska biodrowa zakrywała jej łono.
Nagie stopy wojowniczki poruszały się delikatnie po nagiej ziemi w rytm wybijany przez bęben, w który uderzał jeden z nomadów. Jej uda i piersi falowały wraz szybkimi, pełnymi gracji i wdzięku ruchami. Wiedziała, że na nią patrzą. Czuła ich oczy prześlizgujące się po jej ciele. Ale nic nie mogła zrobić. Była świadoma tego, jak zabierają jej broń, strój, jak tamtą dziewczynę znowu wpychają do skrzyni, a ją samą przebierają. A potem kazali jej tańczyć. Auduilia nigdy nie potrafiła tego robić. Była zdziwiona, jak jej ciało samo zaczęło słuchać rytmu bębna, kołysząc się i wyginając lubieżnie, nie ukrywając żadnego z jej wdzięków przed oczami zgromadzonych. Palce Audilii przesuwały się po jej nagiej skórze. Materiał opaski ciasno wpijał się między jej nagie pośladki.
Było w tym coś perwersyjnego, niemoralnego, ale słowa tej starej kobiety były dla niej rozkazem. Ktoś przyniósł jej miecz i wbił go w ziemię przed Audilią. Wojowniczka wyczytała z oczu kobiety rozkaz. Patrzyła z niedowierzaniem na rękojeść. Nie chciała tego robić, ale nie miała wyboru. Podeszła do swojego własnego miecza, oblizała wargi i płynnym ruchem zrzuciła opaskę biodrową. Rozsunęła nogi…
Nie mogła powstrzymać jęku, kiedy zimna stal rękojeści rozchyliła jej wargi sromowe i wślizgnęła się do jej wilgotnego łona. Rytm bębna powoli przyspieszał, zmuszając wojowniczkę do szybkiego poruszania się do góry i w dół. Jej piersi podskakiwały z każdym ruchem. Nagie, spocone ciało robiło wszystko, żeby nadążyć. Otwierała szeroko usta, jęcząc coraz głośniej, kiedy robiła to. Chciała uciec, wyrwać ten miecz i zabić ich wszystkich, ale nie mogła. Musiała być absolutnie posłuszna. Dzwoneczki na metalowych obręczach dzwoniły cały czas. Rękojeść była już cała mokra od jej soków.
Gdy doszła, czuła, jakby wszystkie siły opuściły jej ciało. Siedziała na zimnej ziemi i patrzyła na sterczącą przed nią rękojeść miecza, która, pokryta jej sokami, błyszczała w świetle ogniska. Jednak na kolejne słowo swojej nowej pani, Audilia wstała. Do bębna dołączyły teraz skrzypce. Podeszła do stojącego najbliżej mężczyzny i bez słowa wpiła się w jego wargi, całując go mocno. Nomad odpowiedział na ten pocałunek, przyciągając ją do siebie. Jego ręce wędrowały po jej nagim ciele. Zaraz potem dołączyły do nich kolejne. Ktoś stał za nią i masował jej jędrne pośladki. Poczuła pocałunki na swoich plecach i karku, a potem czyjeś palce wsuwające się w jej ciągle wilgotne łono. Śniadoskórzy mężczyźni nie czekali długo. Czuła ich podniecenie, wiedziała, że sama była za nie odpowiedzialna.
Weszli w nią prawie na raz, z obydwu stron. Dziewczyna jęknęła, gdy dwa twarde członki spenetrowały jej ciało, ale nie okazała żadnego oporu. Poddawała się temu, co z nią robili, oddając się rozkoszy. Ich ręce do woli bawiły się nią, głaszcząc, pieszcząc i szczypiąc. Ich szorstkie języki zostawiały wilgotne, lepkie ślady na jej mlecznobiałej skórze. Czuła, jak palce ściskają jej twarde sutki, wykręcając je boleśnie. Muzyka grała szybko, tak jak jej dwaj kochankowie brali ją. Bolało ją zwłaszcza z tyłu, ale miała jak tego okazać. Kątem oka widziała ciągle swój wbity w ziemię miecz. Wiedziała jednak, że nawet gdyby mogła go dosięgnąć, nic by nim nie zrobiła. Była w mocy kogoś innego.
I szybsza i bardziej dzika była muzyka, tym szybciej w nią wchodzili. Dzwonki na obręczach dzwoniły jak szalone. W końcu wydała z siebie przeciągły jęk rozkoszy, gdy poczuła w sobie ciepło i rozkosz. Słyszała ich chrapliwe chrząknięcia i oddechy, gdy wypełniali ją. Muzyka ucichła. Przez chwilę słychać było tylko, jak Audilia przeżywa najmocniejszy orgazm w życiu. Zaraz potem muzyka zabrzmiała na nowo, a kolejni mężczyźni wzięli ją w objęcia. Płomienie wirowały w jej oczach, a dźwięk dzwonków wypełniał uszy. Nawet gdy klęczała na ziemi, otoczona mężczyznami, robiąc jednemu laskę a dwóch kolejnych obrabiając rękami, słyszała ten dźwięk. Nasienie wystrzeliwało na jej twarz, spływało z niej. Prawie zapomniała już kim jest, straciła dawną dumę. Nie było chyba milimetra jej ciała, którego by nie dotknęła tej nocy czyjaś ręka. Siedziała na kimś, robiąc loda innemu, a czyjeś ręce gniotły jej piersi. Wiele razy zmieniała pozycję, ale zawsze była otoczona przez chętnych mężczyzn. Domyślała się, że ich żony, siostry, kochanki są pewnie wokół, ale żadnej to nie przeszkadzało.
Gdy obudziła się późno następnego dnia, leżała na ziemi. Wokół nie było już wozów, tylko ślady zostały po ogniskach. Powoli podniosła się, czując w sobie wszystko, przez co przeszła nocą. Widziała swój miecz wbity w ziemię. Była naga, miała na sobie tylko te korale i obręcze z dzwonkami. Wiedziała, że zawiodła, że nie potrafiła uratować tamtych dziewczyn. Pamiętała, do czego ją zmuszono. Tak, pomyślała gorzko, tylko do tego się naddaję, do zabijania i ruchania. Do niczego dobrego. Wyjęła miecz z ziemi i spojrzała na jego ostrze. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie powinna go wbić sobie w serce. Ale zmieniła zdanie. Przysięgła sobie, że odnajdzie tamte dziewczyny i uratuje je. Bez względu na cenę.
(Twórczność Własna) Pewnego razu na dzikim zachodzie
Tym razem coś autorskiego. Znalazłem w Internecie taki obrazek i pomyślałem, że coś do niego napiszę, bo wygląda inspirująco.
Tytuł: Pewnego razu na dziki zachodzie
Rating: Nc-17
Kurz opadał na rynek Mariebree, po którym dopiero co przejechała grupa jeźdźców. Wszyscy mieli meksykańskie rysy twarzy, ubrani byli w klasyczne poncha. Niektórzy mieli przy pasach rewolwery, inni strzelby przerzucone przez ramię. Małe miasteczko położone koło granicy meksykańskiej było zwykle senną i spokojną mieściną, w której rzadko coś się działo. Zawdzięczało to jednej osobie, której sława trzymała desperados z dala od granic miasteczka. Dlatego też różni gringo zwykle omijali Mariebree z daleka. Przyjezdni meksykanie zatrzymali się przed salonem i przywiązali swoje konie a następnie weszli do środka.
- Whisky! – przepite, zdarte głosy z wyraźnym meksykańskim akcentem rozległy się w środku, gdy przybyli rozsiedli się przy stołach. Miejscowi, którzy jeszcze byli w środku, szybko uciekli, zostawiając Meksykan w środku. Ci zaczęli się bawić, krzycząc i przeklinając, żądając coraz więcej alkoholu, oczywiście nic w zamian nie płacąc. Szklanki i butelki rozbijały się o ściany i podłogę. Robili tak w każdym mieście, do jakiego przybyli, a gdy ktoś żądał zapłaty, dostawał kilka kul w pierś. Rzadko jednak ktoś był aż tak naiwny, żeby stanąć naprzeciwko grupy uzbrojonych desperados.
- Koniec zabawy! – rozległy się głośne słowa, kiedy podwójne drzwi salonu otworzyły się na oścież. Stała w nich wysoka kobieta o platynowych włosach, z czarną maską na twarzy. Miała na sobie zużyty płaszcz, krótkie, jeansowe portki i obszerną, czerwoną bluzkę, pod którą widać było duże, pełne piersi piersi.
- Dobra Amigos, Rawhide Jane jest tutaj – powiedziała, a w dłoni trzymała Peacemakera – zapłacicie teraz grzecznie i wara z miasta, z mojego miasta! – dodała głośno.
- Rawhide Jane? – wszyscy przybyli odwrócili się w jej stronę. Była znana jako bardzo skuteczna łowczyni bandytów. Któryś z meksykanów sięgnął po strzelbę. Rozległ się strzał i gringo złapał się za dłoń, która krwawiła. Kolejny strzał wytrącił pistolet jego kumplowi. Pozostali meksykanie podnieśli ręce do góry. Wiedzieli już, że tak szybko jak ona żaden z nich nie strzela.
- No ptaszki, płacić za wyżłopaną whisky i sio! – powiedziała, machając pistoletem. Milcząc, jeden z nich wstał i podszedł do bar, gdzie rzucił garść dolarów. Jane odsunęła się od drzwi, pozwalając im po kolei wychodzić. Gdy byli na zewnątrz, trzymała ich na muszce, aż wsiedli na konie i odjechali, zostawiając za sobą chmurę kurzu.
- Dziękuję pani – powiedział barman, wychodząc z salonu i stając koło Jane – Zrujnowaliby mnie i pewnie zabili.
- Ścierwa myślą, że są silne, jak są w kupie. Ale to tchórze – powiedziała Jane, odchodząc i kierując się do swojego domu. Lubiła to miasto i broniła go. Tak samo lubili ją mieszkańcy, którzy dzięki Jane mogli żyć w spokoju. Bandyci, Indianie, meksy omijali to miasto, nie chcąc mieć kłopotów. Mariebree nie było bogate, w okolicy nie było kopalń ani niczego takiego, a zła sława Rawhide Jane sprawiała, że nie było po co tu przyjeżdżać. Blondynka od dwóch lat słynęła na dzikim zachodzie. Chociaż była doskonałym strzelcem, to nie lubiła zabijać, robiła to tylko jak musiała. Miała opanowany doskonale system wytrącania ludziom broni z ręki. Niewielu chciało z nią się pojedynkować, bo wstyd było rewolwerowcowi zostać pokonanym przez kobietę. Tak więc Jane zamieszkała w Mariebree w spokoju, a jak się pojawiali w okolicy tacy wykolejeńcy jak ci gringo, szybko i skutecznie sobie z nimi radziła. Na ulice wracali ludzie, którzy pochowali się po przyjeździe tamtych bandziorów. Jane szła, uśmiechając się do mieszkańców miasta, którzy machali do niej z wdzięcznością. Skierowała się w stronę swojego, położonego trochę na uboczu domu.
Nagle coś przecięło ze świstem powietrze. Jane jęknęła, kiedy sznur owinął się wokół niej, spadając na jej ramiona i przyciskając je mocno do boków. Boleśnie wpił się w jej skórę. Szarpnięcie pociągnęło ją do tyłu, przewracając się. Szarpała się, gdy ktoś krzyknął i nagle szarpnął mocniej, ciągnąc Jane po piasku. Kowbojka nie mogła się uwolnić, ciągnięta za koniem. Kamyki i pył raniły boleśnie jej ciało. Gdy zatrzymała się, podniosła głowę i otworzyła oczy. Leżała na ziemi, nadal skrępowana. Wokół niej na koniach siedzieli meksykanie, ci sami, których niedawno wyrzuciła z salonu. Sprawdziła ręce, ale lasso trzymało ją wciąż mocno.
- To ta chica, szefie! – krzyknął ten, który ją złapał.
- Suka!
- Dziwka!
- Kurwa!
- Szmata!
- Kurwiszon!
Obraźliwe słowa słychać było ze wszystkich stron, ale Jane nie przejmowała się tym. Słowo nie boli.
- Co chłopcy, tacy jesteście odważni wobec jednej, związanej kobiety? – spytała – Złamasy z was i tyle.
- Puta! – uderzenie w twarz na odlew rozpaliło bólem policzek Jane. Stał nad nią brodaty meksykanin – Zabiłbym cię teraz, dziwko, ale mam lepszy pomysł. Ktoś cię musi nauczyć miejsca!
Jane została pchnięta na ziemię. Piasek przysłonił jej oczy, które zamknęła. Ktoś kopnął ją z całej siły w dupę.
- Niiieeeee! – krzyknęła – Wy gnoje! Zabiję was!
Śmiech towarzyszył jej groźbom. Jeden z nich podniósł ją, trzymając za włosy, a pozostali zaczęli wymierzać uderzenia. Ich pięści trafiały w jej brzuch, piersi, twarz. Kopnięcia turlały ją po ziemi. Mocne, kowbojskie buty trafiały wszędzie, nawet w jej najbardziej wrażliwe miejsca. Po pewnym czasie dwójka bandytów podniosła ją i trzymała za ręce, zmuszając do stania prosto. Kolejni podchodzili i uderzali ją dalej. Cała siła, jaką miała w sobie Jane, uciekała z niej razem z kolejnymi ciosami. W końcu puścili ją znowu, a Jane upadła na ziemię, prawie nieprzytomna, powoli dysząc. Niski meksykanin odczepił od jej pasa kajdanki i skuł jej ręce za jej plecami.
- Słuchaj, dziwko – powiedział ich szef, podchodząc do niej – upokorzyłaś nas wtedy, więc odpłacimy ci tym samym. Nie wiedziałem, że są jeszcze kurwy, którym wydaje się, że mogą zastępować mężczyzn. Takie jak ty naddają się tylko do jednego – do jebania. Czy to rozumiesz?
- Tak… - Jane nie miała w sobie siły, żeby się z nim spierać. Wiedziała, że mogą znowu ją pobić. A nie wiedziała, czy teraz by jej nie zabili.
- Myślałem, żeby cię rozebrać, ale bardziej ci posłuży, jak będziesz ruchana w swoim stroju. Oczywiście, z drobnymi zmianami – po tych słowach wyjął nóż i uklęknął przy niej. W jej szortach wyciął dwie duże dziury, a potem wyciął podobne otwory w jej staniku. Cipka, odbyt i piersi Jane były dla wszystkich w pełni widoczne.
- Teraz ci pokażemy, jak w Meksyku uczymy nasze dziwki posłuszeństwa. Pedro, rozłóż jakąś szmatę na ziemi. Szmatę dla szmaty, hehehehe! – roześmiał się ponuro z własnego żartu, a inni też się roześmiali.
Wąsaty, młody Latynos rozłożył na ziemi duży koc. Położył się na nimi zdjął spodnie. Jego pała sterczała do góry. Jane spojrzała ze strachem. Nie widziała jeszcze takiego dużego członka. Bandyci zmusili Jane, żeby go dosiadła.
- Ughmmmm… - jęknęła, kiedy wielki, meksykański chuj wypełniał ją. Następny bandyta stanął naprzeciwko niej i zmusił blondynkę, żeby wzięła jego długiego członka do ust. Jane krzywiła się, kiedy poczuła na ustach obrzydliwy smak i zapach niemytego od dawna męskiego przyrodzenia, ale nie miała wyboru. Wkrótce miała usta pełne ciepłego, meksykańskiego mięsa.
- I na koniec – niski, chudy bandyta splunął na dłonie, by następnie zwilżyć swojego wacka. Klepnął Jane w pośladki, a następnie rozchylił je lekko i wsunął się do środka. Jane jęknęła, ale miała zatkane usta, więc nie mogła protestował, kiedy boleśnie wsuwał się w nią.
- Dobrze, chłopcy, wypieprzcie tej dziwce z głowy głupie pomysły – powiedział szef i na rozkaz wszyscy trzej zaczęli ją pieprzyć na raz. Robili to brutalnie i mocno, pieprząc jej wszystkie trzy otwory bez jakiejkolwiek przerwy. Jane nie miała siły ani możliwości na złapanie oddechu. Cały czas miała w sobie trzy wielkie członki, które penetrowały ją.
- Pamiętajcie chłopcy, żeby dać jej wszystko! – powiedział po kilku minutach ich szef. Powiedział to w dobrej chwili. Pierwszy doszedł chłopak pod nią, wystrzeliwując swoją gorącą spermę prosto w cipkę Jane. Zaraz potem nasienie wypełniło jej odbyt. Jej jęki sprawiły, że doszedł też mężczyzna w jej ustach, prawie dławiąc ją strumieniem nasienia, które nagle wypełniło jej usta.
Gdy tamci trzej skończyli i wyszli z niej, zaraz podeszli trzej kolejni chętni do zabawienia się z Jane. Byli już podnieceni tym, co zobaczyli. Dodatkowo jej wszystkie otwory były wilgotne i gotowe. Dosiedli ją w tym samym układzie co poprzedni i wszystko zaczęło się od nowa. Ci byli dużo szybsi, a Jane była też dużo mocniej podniecona i rogrzana. Nie chciała tego, ale nie mogła walczyć z własnym ciałem, które odpowiadało na to, co się z nim działo. Dlatego też kiedy druga trójka doszła jej wnętrzu, Jane także osiągnęła orgazm. Ich soki wypełniały jej ciało, kapiąc z jej otworów, ona natomiast w tym samym czasie jęczała z rozkoszy. Zebrani wokół bandyci zauważyli to.
- Hej, ta puta miała orgazm, słyszycie? Ją musi to kręcić!
- Dziwki zawsze dochodzą gdy się je traktuje tak jak trzeba traktować dziwki!
- Co za ździra!
Dla Jane te słowa były jeszcze bardziej bolesne niż uderzenia, które wcześniej ją spotkały. Nie mogła przestać czuć rozkoszy, nieważne, w jaki sposób ją osiągała. Ich ręce ściskały ją, trzymały ją za włosy a członki wsuwały się i wysuwały z jej dobrze już naoliwionych szparek. Grupy zmieniały się, a każda kolejna doprowadzała ją do jeszcze mocniejszych orgazmów. Nie wiedząc już nawet dobrze co się dzieje dokoła niej. Rawhide Jane dochodziła raz za razem, jęcząc spazmatycznie podczas kolejnych szczytów. Zauważyła, że niektórzy z nich brali ją już po raz drugi. Ci, którzy wcześniej pieprzyli ją w dupę, teraz brali się za jej usta, ci którzy wypełniali spermą jej cipkę, teraz zapinali ją od tyłu, a ci, którym musiała robić laskę, teraz byli pod nią. Nie liczyła już nawet ile tego było, na pewno za dużo, żeby mogła to wytrzymać.
Kiedy kolejna grupa z nią skończyła, następna nie podeszła. Złapali ją za ręce i wlokąc nieprzytomną, zabrali na środek miasta, gdzie przywiązali do drewnianego pala. Zwykle używano go do uwiązywania koni. Ciężko oddychająca Jane opierała się od niego, nie mogąc już stać na własnych nogach. Ktoś przyniósł butelkę Whisky i otworzył ją, wlewając płyn do szeroko otwartych ust jasnowłosej kobiety. Przyniesiono jej colty. Po wysypaniu z magazynków amunicji, jeden wetknięto w jej dupę, drugi pomiędzy jej nogi. Śmiejąc się głośno, bandyci odjechali, zostawiając za sobą tumany kurzu. Na rynku Mariebree, Rawhide Jane stała, skrępowana i oparta o pal, nieprzytomna od seksu i alkoholu.
(Twórczość Własna) Piłka w celu
Znowu coś własnego, teraz taka lżejsza historyjka. Mam nadzieje, że się spodoba.
Przerobiłem dział z linkami, wyrzuciłem martwe linki, dodałem nowe.
Tytuł: Piłka w celu
Z: Twórczość własna
Rating: yuri, nc-17
- Szybciej, Ayu, szybciej!
- Już nie mogę…
- Szybciej! Postaraj się!!
- Ja… już…
- Teraz, teraz!
- Goooool!!!
Nad boiskiem liceum Teiran przeszedł wrzask radości, kiedy kopnięta piłka wylądowała w bramce drużyny przeciwnej. Bramkarka patrzyła zaskoczona, nie zdążyła nawet skoczyć, kiedy kopnięta przez napastniczkę piłka wbiła się w siatkę. Ayu, uczennica ostatniej klasy, padła na kolana z wycieńczenia. Oddychała ciężko, ledwie mogła złapać oddech. Podbiegły do niej dziewczyny z drużyny. Przez cały mecz było 0:1, nie wydawało się, że coś może zmienić mecz, bo do końca pierwszej połowy było tylko 6 minut. Ale teraz Teiran wyrównało do 1:1 z konkurencyjną szkołą. Remis nic nie znaczył, ale zawsze można było wyrównać w drugiej.
Ayu wstała, odsuwając z twarzy ciemnobrązowe włosy, które w czasie meczu miała związane za plecami. Była wysoką osiemnastolatką, a jej skóra była trochę opalona. To był jej ostatni mecz w reprezentacji szkoły, którą właśnie kończyła. Bardzo chciała go wygrać, ale wydawało się to wcześniej niemożliwe. Jednak teraz się to zmieniało. Przebiegła pół boiska, okiwała obronę i wbiła jedną z najlepszych bramek w swoim życiu. Uśmiechnięta wróciła na pozycję. Spojrzała w słońce, zadowolona i pewna, że teraz już będzie tylko lepiej.
Niestety, im lepiej się o czymś myśli, tym gorzej się to kończy. Kiedy drużyna schodziła na przerwę, było już 3:1 dla przeciwniczek. Uczennice Teiran nie były już ani trochę tak zadowolone jak kilka minut temu. Większość nawet nie ukrywała, że wolałaby, żeby ten mecz skończył się teraz. Ayu patrzyła na Nisakę, wysoką, silną dziewczynę, o krótkich, jasnych włosach. Była bramkarką w ich drużynie od niedawna i nie wydawała się taka tragiczna. W tym meczu grała jakby we śnie, reagowała powoli. Zawsze trzymała się z daleka od innych. Reszta dziewczyn traktowała ją też różnie, bo powtarzała klasę. Chociaż była w wieku Ayu, to była o rok niżej. Gdy cała drużyna siadła na ławkach, Ayu odczekała, aż tamta pójdzie do toalety i ruszyła za nią. Dopadła Nisakę, zanim ta weszła do kabiny.
- Poczekaj!
- Co jest? – blondynka odwróciła się.
- Chcę pogadać.
- Daruj sobie.
- Powiedziałam, chcę pogadać – Ayu znalazła się przy Nisace i przyparła ją do kafelków ściany toalety. Patrzyła prosto w niebieskie oczy bramkarki.
- Co ci się stało? Czemu tak grasz? Wszyscy dają z siebie wszystko, a ty wpuszczasz takie frajerskie piłki, że szkoda mówić.
- Odwal się… - Nisaka chciała odejść, ale Ayu jej nie puszczała. Obie były silne i widać było, że w razie walki żadna nie mogła być pewna, że wygra.
- Słuchaj, jak masz problem, to mów. Ale chcę wygrać, kurwa, ten mecz. Rozumiesz to? Wygrać – oddech Ayu owiewał twarz Nisaki. Jej piersi unosiły się z każdym słowem – A ty pieprzysz każdą obronę.
- Powiedziałam, odwal się! – Nisaka, w której oczach widać było coś jak łzy, pchnęła ją nagle otwartą dłonią. Zaskoczona Ayu poleciała do tyłu, zatrzymując się na drzwiach od jednej z kabin. Na szczęście były zamykane do zewnątrz. Napastniczka nie wytrzymała i skoczyła na blondynkę. Szarpiąc się, obie wyleciały na korytarz.
- Co tu się dzieje? Uspokójcie się natychmiast, obie! – usłyszały twardy, ostry głos. Podniosły głowy. Nad nimi stała ich trenerka, Kosaki. To ona zorganizowała ich drużynę, chociaż w szkole wszyscy się śmiali, że dziewczyny nie powinny grać w piłkę nożną. Ale ona była przekonana do swojego pomysłu. Po dwóch latach drużyna zakwalifikowała się do rozgrywek międzyszkolnych na poziomie okręgowym. Ayu zawsze była w niej czołową napastniczką. Nisaka dołączyła dopiero w tym roku, ale miała potencjał. Problem w tym, że powtarzała klasę i z nauką jej nie szło. Gdyby nie to, że dobrze broniła, być może wywalono by ją ze szkoły. Ale dyrektor uznał, że skoro drużynie dobrze idzie, to warto ją trzymać.
Obie dziewczyny wstały z podłogi, nie patrząc już nawet na siebie ani na trenerkę. Ta podszedł do nich bliżej.
- Wiem, jak wam idzie, ale to nie powód, żeby się bić. Nie możecie wyładowywać swoich frustracji na sobie. Rozumiecie? Jesteście w drużynie i musicie grać razem, a nie walczyć.
- Tak, sensei.
- Tak, sensei.
- Bardzo dobrze, ale widzę, że nie bardzo rozumiecie. Chodźcie.
Obie zaskoczona dziewczyny ruszyły za nią. Zaprowadziła je do składziku na piłki. Gdy weszły do środka, zamknęła drzwi i siadła na stosie materaców. Ayu i Nisaki patrzyły na nią zaskoczone. Nie wiedziały, o co chodzi.
- Rozbierajcie się – powiedziała takim tonem, że Ayu automatycznie zdjęła bluzkę, zanim dobrze zrozumiała, o co chodzi. Była ich trenerką, ufała jej przez cały czas, ale… Wtedy zobaczyła, że Nisaka spokojnie zdjęła bluzkę, odpięła stanik i rozwiązywała właśnie sznurówki. Ze złością zauważyła, że blondyna ma większe piersi od niej. Przynajmniej ona była wyższa i miała zgrabniejsze nogi. Ale tyłeczek… Ayu złapała się na tym, że patrzy na okrągłe, jędrne pośladki bramkarki. Tamta rzuciła na stos granatowe szorty, białe majtki i kolanówki. Ayu zaraz potem zrobiła to samo. Napastniczka zasłoniła rękami piersi i łono, bramkarka miała ręce obok. Żadna nie wiedziała, o co trenerce chodzi.
- Pocałujcie się – powiedziała Kosaki.
- Co?!!! – prawie krzyknęły obie.
- Jestem waszą trenerką, więc słuchajcie co mówię. Powiedziałam, pocałujcie się. Jak nie chcecie, to ubierać się i sio.
Zanim Ayu coś zdążyła powiedzieć, nagle poczuła, że Nisaki objęła w pasie i przyciągnęła do siebie. Jej ciepłe, ciemne wargi przycisnęły się do jej ust, a zaraz potem jej język wsunął się do ust brunetki. Blondynka była silna, jej uścisk był władczy i zdecydowany, Ayu nawet przez chwilę próbowała się z niego uwolnić, ale szybko zrezygnowała, bo pocałunek drugorocznej zaczął jej się nagle podobać. Sama zaczęła na niego odpowiadać. Czuła ciepłe, spocone ciało bramkarki przyciskające się do niej, ich piersi ocierające się o siebie. Teraz już nie była zazdrosna o duże piersi tamtej.
Po chwili musiały przerwać pocałunek, żeby zaczerpnąć powietrza. Ayu nagle uświadomiła sobie, że właśnie przeżyła swój pierwszy pocałunek. I to z dziewczyną. Spaliła cegłę na całej twarzy. Ale zobaczyła nagle, że oczy Nisaki płoną. Dziewczyna zaczęła całować jej kark. Ayu odchyliła głowę do tyłu. Nisaka całowała każdy milimetr gładkiej skóry na jej karku, stopniowo coraz niżej i niżej. Ayu nie mogła już powstrzymać jęku przyjemności. Gdy opadła na materace, szukała wzrokiem trenerki, ale nie mogła jej zobaczyć. Wydawało jej się, że słyszała odgłos zamykanych drzwi. Tymczasem Nisaka pieściła jej piersi, liżąc jej nabrzmiałe sutki swoim szorstkim, ciepłym językiem. Ayu nic już nie rozumiała. Nigdy nie myślała o sobie w ten sposób, jako o lesbijce, podobali jej się faceci, dziewczyny… Zwracała uwagę, czy są ładne, ale od razu… Przypomniała sobie tylko, jak dziwnie się czuła, kiedy w czasie zakupów weszła przypadkiem do zajętej kabiny w przymierzalni. Trafiła tam na starszą od siebie trochę dziewczynę tylko w bieliźnie. Zaraz ją przeprosiła i wyszła, ale czuła się dziwnie, jakby nie chciała wychodzić.
Dłoń Nisaki rozsunęła nogi Ayu, delikatnie dotykając jej łona. Masowała je i powoli rozsuwała jej wargo, wsuwając między nie palec. Nie przestawała pieścić jej piersi, kiedy do tamtego palca dołączył drugi.
- Ayu – powiedziała, podnosząc głowę – Ja… ja zawsze, od kiedy cię zobaczyłam… chciałam… ale ty…
Ayu wiedziała, o co chodzi. Nisaka, jako drugoroczna, była dla wszystkich kimś gorszym. Ona też ją traktowała protekcjonalnie i jak nie musiała, to z nią nie rozmawiała. No i dzisiaj też przecież na nią nakrzyczała, nawet nie starając się spytać zwyczajnie, czemu tamtej nie idzie. Ale Nisaka nie przejmowała się tym. Jej pocałunki pokrywały płaski brzuszek napastniczki. Palce coraz mocniej i szybciej poruszały się w łonie tamtej, pobudzając Ayu jeszcze mocniej.
W końcu Nisaka nie wytrzymała. Weszła na materace i położyła się na Ayu, swoją głowę wsuwając między nogi tamtej. Zaczęła językiem pieścić jej wilgotne łono. Ayu widziała nad swoją twarzą starannie wygoloną, ale mokrą z podniecenia cipkę tamtej. Nigdy tego nie robiła, nawet o tym nie myślała, ale teraz, kiedy czuła, że Nisaka jej daje rozkosz, postanowiła się odwzajemnić. Wkrótce obie lizały swoje czułe miejsca, sprawiając sobie coraz więcej przyjemności. Ayu nie miała w tym żadnego doświadczenia, czuła, że robi to nieudolnie, gorzej niż Nisaka, która doskonale wiedziała, jak rozbudzić jej ciało i doprowadzić je do coraz to większej rozkoszy. Robiła co mogła, ale wkrótce fale przyjemności zalały ją całkowicie. Wyprężyła się, jęcząc przeciągle, kiedy pierwszy, tak silny orgazm, wypełnił ją. Po chwili opadła bez sił, leżąc jak marionetka z podciętymi sznurkami.
Nisaka wstała i pocałowała ją prosto w usta. Mokry pocałunek połączył je, Ayu czuła na jej wargach ślady swoich własnych soków. Przytulone do siebie, oplecione rękoma, całowały się namiętnie. W końcu przerwały pocałunek. Nisaka zeszła z materaców.
- Dobra – powiedziała, podając Ayu rękę – chodź, mamy jeszcze drugą połowę, możemy wygrać ten mecz, nie?
- Tylko nie broń jak ostatni patałach – powiedziała Ayu, zakładając kolanówki.
- Jak nie wpuszczę żadnej bramki, to wpadniesz do mnie dziś wieczorem?
- Pewnie. I będę twoja tyle razy, ile goli dzisiaj jeszcze strzelę – Ayu sama nie wiedziała, skąd nagle wzięła się u niej taka śmiałość. Nigdy wcześniej nie spodziewałaby się, że tak lekko będzie jej mówić takie rzeczy.
Gdy wyszły z magazynku, z zaskoczeniem zauważyły trenerkę czekającą za drzwiami.
- I co, lepiej? – spytała.
- Tak, sensei – uśmiechnęła się Ayu – idziemy wygrać ten cholerny mecz.
- Wreszcie mam jakąś porządną motywację – dodała Nisaka, klepiąc Ayu w tyłek. Obie roześmiały się i ruszyły przed siebie korytarzem.
(Twórczość Własna) Samotna wojowniczka
Dawno nie pisałem niczego autorskiego... Mam nadzieję, że nikomu nie przeszkadza taka przerwa między kolejnymi fanfikami.
Samotna wojowniczka: Ruiny
Rekia szła polną drogą. Minęły już dwa tygodnie od opuszczenia rodzinnej wioski. Zawsze chciała podróżować, zwiedzać świat i pomagać ludziom, tak jak jej rodzice. Oni kiedyś też byli awanturnikami. Ale chociaż Rekia po kryjomu zawsze ćwiczyła mieczem ojca, to słyszała od rodziców, że jej przeznaczeniem jest życie w wiosce. Miała tego dość. Długo się szykowała i pewnego wieczora zabrała zbroję matki i miecz ojca, trochę jedzenia i wyruszyła w podróż. Marzyła o wielkich przygodach, walce z potworami i pomaganiu innym.
Miała dwadzieścia lat, długie, rude włosy, który połyskiwały w słońcu. Czerwone, metalowe elementy pancerza odbijały słońce. Rekia była zmęczona. Od dwóch tygodni niewiele zjadła a nie udało jej się nic osiągnąć. Wędrowała przez drogi i lasy. Jedynie z czym walczyła to zwierzęta, na które polowała, żeby coś zjeść. Miała już dość i myślała, czy nie powinna wrócić do domu. I wtedy dotarła do tej wioski.
Wioska Niube położona była przy opuszczonych już szlakach i Rekia trafiła do niej tylko przypadkiem. Gdy weszła, zdziwiło ją, że wokół jest cicho i pusto. Domy były pozamykane, nikt nie wychodził. Ale czuła, że tu są ludzie, że patrzą na nią przez okna. Czy się jej bali? Gdy weszła na środek wioski, zauważyła gospodę. Weszła więc do środka. Drzwi były otwarte, ale w środku było też cicho. Podeszła do baru.
- Czy ktoś tu jest? – spytała – Chciałabym kupić coś do jedzenia.
Z za drzwi wyszła stara kobieta, na której twarzy widać było strach.
- Proszę… - mówiła – Już nic nie mamy…
- Jak to?
- Zabraliście nam wszystko…
- My? Ale ja jestem sama.
- Panienka nie jest z tych zbójców, co tu byli?
- Nie! Jestem tylko samotną wędrowniczką. Nic nikomu nie chcę złego zrobić.
- O jak dobrze – kobieta uśmiechnęła się i podeszła – Przepraszam, ale żyjemy w strachu. Kilka dni temu w ruinach zamku, niedaleko wioski zamieszkała banda zbójców. Zabrali nam wszystkie pieniądze i jedzenie, a oprócz tego…
- Co?
- Dziewczęta z wioski…
- Łotry – Rekia zacisnęła pięść – Pomogę wam!
- Ale panienko…
- Spokojnie, jestem wojowniczką. Paru zbójców to dla mnie żaden kłopot! Gdzie jest ten zamek?
Widziała już w oddali baszty zrujnowanego zamku. Z tego, co mówili wieśniacy, zbójców było tylko kilku. Powinna dać sobie z nimi radę, jeżeli uda jej się ich zaskoczyć i po kolei eliminować. Postanowiła poczekać do wieczora, podkraść się do ruin po cichu i zająć się jednym po drugim. Wiedziała, że nie ma szans ze wszystkimi na raz, ale nie miała zamiaru tak walczyć. Odczekała w ukryciu, a kiedy słońce ukryło się za chmurami, wślizgnęła się w mury zrujnowanego zamku. Zobaczyła pierwszego ze zbójców, śpiącego pod bramą, z halabardą u boku. Uśmiechnęła się, podeszła do niego i bez słowa przycisnęła dłoń do jego ust, żeby w tej samej chwili przejechać mieczem po gardle. Krew splamiła jej dłoń, ale zbój padł martwy. Wytarła rękę o ciuchy trupa i zostawiła go pod murem, żeby wyglądał jakby nadal spał.
Ruszyła dalej, zastanawiając się, gdzie ukryto porwane dziewczyny. Widziała światło palące się w jednej z wież. Postanowiła więc to sprawdzić. Cicho jak kot dotarła do wieży, przy wejściu do której stał uzbrojony w dzidę zbój. Rekia podeszła do niego od tyłu i nagle z całej siły wbiła miecz w jego plecy, tak że ostrze wyszło tam, gdzie powinno być serce. Zbój zabulgotał, i osunął się na jej ostrze, martwy. Odepchnęła ciało i ruszyła po schodach na górę. Słyszała dobiegające stamtąd jęki kobiet. Zadowolona z łatwych sukcesów i pewna siebie, wpadła do środka, z mieczem ciągle ze śladami krwi na ostrzu. Zatrzymała się. W sali, na podłodze siedziało kilka dziewcząt. Większość była naga, ale część miała na sobie dość frywolne stroje, niewiele ukrywające. Na środku, na tronie siedziała młoda kobieta o ciemnych włosach, ubrana w obcisły, fioletowy komplet, przypominający strój sado-maso. W reku trzymała bat. Jej wysokie buty lizały cztery klęczące dziewczyny. Rekia dostrzegła, że przy ścianie komnaty było łóżko, na którym siedział zbój. Między jego nogami klęczała inna dziewczyna.
Na widok Rekii ciemnowłosa uśmiechnęła się. Kopnięciem odsunęła od siebie dziewczyny i wstała, patrząc na przybyłą.
- O, widzę, że nowa ofiara sama przyszła… No, na co czekasz, rozbieraj się… Jak tu podejdziesz i z własnej woli wyliżesz mi buty, to może będę dla ciebie dobrą panią... może...
- Tyyy…. – Rekia nie czekała, rzuciła się w jej stronę w mieczem, tnąc z furią powietrze. Kobieta jednak bez trudnu uniknęła jej ciosu, który spadł na drewniany tron. Miecz wbił się głęboko w drewno. Zanim Rekia zdążyła go wyciągnąć, usłyszała świst. Bicz owinął się wokół jej ręki, pociągając ją do tyłu i na ziemię. Widziała jeszcze oddalającą się rękojeść wbitego w tron miecza.
- Brać ją! – krzyknęła kobieta i nagle wszystkie dziewczyny dookoła rzuciły się na Rekię. Ich ręce zacisnęły się na jej kończynach, rozrywały jej ciuchy. Wojowniczka szarpała się, ale nie mogła z nimi walczyć, było ich za wiele. Czyjeś palce wślizgnęły się między jej nogi, inne dłonie zamknęły się na jej piersiach. Czuła przesuwające się po niej języki. Ktoś, nie widziała już nawet dobrze kto, pocałował ją, sprawiając, że nie mogła krzyczeć.
Po chwili została ustawiona na kolanach. Jej strój był cały w strzępach. Silne ręce dziewczyn trzymały ją w tej pozycji. Ciemnowłosa kobieta podeszła do niej.
- Gotowa na dołączenie do mojego haremu? – spytała.
- Ty zboczona suko… co im zrobiłaś?
- To, co zaraz zrobię z tobą…
- Nigdy… - Rekia szarpnęła się mocno, ale niewolnice kobiety nie pozwalały jej na najmniejszy ruch.
- Czas się przekonać… Achim, chodź tu!
Po tych słowach podszedł do nich zbój. Jedna z dziewcząt wzięła w ręce jego członka i zaczęła go masować, aż stał się sztywny. Wisiał na wysokości twarzy Rekii. Dziewczyna patrzyła na naprężoną, sztywną męskość wycelowaną w nią.
- Bierz go do buzi.
- Nie ma mowhmmmm!!! – Rekia chciała odpowiedzieć, ale w tej samej chwili mężczyzna złapał wojowniczkę za głowę i zanurzył swojego penisa w jej ustach. Dziewczyna szarpała się i krztusiła. W tym samym czasie trzymające ją dziewczyny lizały jej kark, masowały piersi, a ich palce delikatnie muskały jej łono. Było tego za dużo, nawet dla niej. Słyszała śmiech tamtej kobiety, kiedy jej głowa poruszała się rytmicznie do przodu i do tyłu. Jej czerwone usta owinięte były wokół członka, jądra zbója ocierały się o jej twarz. Czyjeś palce boleśnie szczypały jej nabrzmiałe sutki, podczas gdy dłonie masowały jej brzuszek, uda, pośladki. Ciepły język lizał jej kark. Któraś z kobiet całowała jej ucho, inna pokrywała pocałunkami jej plecy.
- Ghmmm!! Mhhmmm!!! – wielki członek kneblował ją. Nie mogła jednak powstrzymać tego, że było jej coraz lepiej. Intensywne pieszczoty kobiet rozpalały jej ciało, podniecając schwytaną wojowniczkę. Rekia przeklinała własną słabość, czuła gromadzącą się między nogami wilgoć, ciepło rozbudzone w jej ciele, dziwną przyjemność, rozchodzącą się od stóp do głowy. Dłonie rytmicznie masowały i ugniatały jej duże, pełne piersi, a palce zaciskały się mocno na jej twardych jak diamenty sutkach. Palce coraz głębiej zanurzały się w jej mokrej kobiecości, a kiedy dotknęły też jej guziczka rozkoszy, Rekia poczuła, że nie ma już sił walczyć.
Wydała z siebie pełen rozkoszy okrzyk dokładnie w tej chwili, w której mężczyzna przed nią jęknął i wystrzelił nasienie, prosto w jej twarz. Strumień gęstego, ciepłego płynu okrył jej policzki, wargi, nos, powieki, oczy, spływał po brodzie. Rekia jęczała z rozkoszy. Czuła, jak palce wędrują po jej twarzy, jak czyjeś usta zlizują nasienie z jej warg, żeby zaraz potem połączyć się z nimi w długim, namiętnym pocałunku. Nikt jej już nie trzymał, jej ręce same owinęły się wokół jednej z kobiet, z którą połączyła się w uścisku. Było jej tak dobrze, że zupełnie zapomniała, co się stało, po co tu przyszła i jak się tu znalazła. Język kobiety odkrywał jej usta, a ona odwdzięczała się tym samym. Kolano tamtej poruszało się między nogami Rekii, sprawiając, że wojowniczka znowu czuła nadchodząca rozkosz.
Nie doczekała jej jednak, bo w tej samej chwili ktoś złapał ją za jej rude włosy i szarpnął do tyłu. Rekia opadła na ziemię, oddychając głęboko, a nad nią stała kobieta o ciemnych włosach. Głośny świst znowu wypełnił pomieszczenie, gdy trzymana przez tamtą szpicruta spadła na tyłek Rekii, zostawiając na nim czerwony ślad. Dziewczyny odsunęły się od niej. Wojowniczka klęczała na zimnej, kamiennej podłodze, zaciskając zęby, kiedy kolejne razy znaczyły czerwonymi śladami jej okrągłe, jędrne pośladki. Spadał na nią cały deszcz ciosów. Co gorsza, Rekia czuła, że mimowolnie ją to podnieca, że znowu zaczyna robić się wilgotna. Nie liczyła nawet, ile ich spadło, zanim skończyły się. Kobieta podeszła do niej bliżej i podsunęła jej pod twarz swój wysoki obcas.
- Liż! Pokaż, że jesteś moją niewolnicą. Teraz i zawsze!
Rekia posłusznie wysunęła język, który dotknął lśniącej, czarnej skóry. Pocałowała czubek buta, stopniowo posuwając się coraz wyżej, czując na skórze buta ślady śliny pozostałych niewolnic. Gdy podniosła wzrok, zobaczyła, jak kobieta sięga po wiszącą u jej pasa błyszczącą, złotą obrożę i otwiera ją, żeby założyć ją swojej niewolnicy. Przypomniała sobie, że widziała takie u tamtych dziewczyn. Wszystkie emanowały jakąś energią, pewnie magiczną.
- Czas na ciebie – powiedziała kobieta, pochylając się nad Rekią – Dołącz do nich i zostań kolejną z moich niewolnic.
Wiedząc, że drugiej szansy nie będzie miała, Rekia wytężyła wszystkie siły i zerwała się do góry, wyrywając od pasa kobiety sztylet, który tam wisiał. Wyciągnęła go z pochwy w powietrzu i z okrzykiem rzuciła się na tamtą. Obie padły na ziemię, ale kobieta nie poruszała się już. Ostrze sztyletu trzymanego w obu rękach Rekii wbiło się w jej serce. Wokół martwego ciała powiększała się kałuża krwi.
- Uważaj! – Rekia usłyszała dziewczęcy krzyk i zaraz zeskoczyła z ciała martwej kobiety, na które spadło uderzenie zbója. Jego ręka zacisnęła się na jej ramieniu. Był to mocny uchwyt, którego osłabiona wojowniczka nie była w stanie zerwać. Zbój przyciągnął ją do siebie. Jego dłoń zacisnęła się na jej nadgarstku i sztylet opadł na ziemię.
- Suko! – wychrypiał, patrząc na nią z nienawiścią – Zapłacisz za to, co zrobiłaś mojej pani! Wyrypię cię, a potem zabiję!
Rekia krzyknęła, kiedy wszedł w nią, jego wielki penis bez trudu rozchylił jej wargi sromowe i wcisnął się do środka.
- Ahhhh!!!! – jej głośny jęk wypełnił salę. Czuła, jak coś pęka w środku. Mężczyzna nie zwalniał, podniecony odebraniem jej dziewictwa. Aż nagle zachrypł. Jego uchwyt puścił, a z ust wystrzelił strumień krwi. Padł na ziemię, do tyłu, a Rekia w ostatniej chwili uratowała się przed upadkiem. Za martwym zbójem stała jedna z dziewczyn, trzymając sztylet. Wojowniczka dostrzegła, że tamta nie ma szyi obroży. Pozostałe też nie.
- Dzięki – powiedziała, podnosząc się – Przyszłam was uratować, wysłali mnie ludzie z wioski…
Siedzące do tej pory niepewnie na ziemi dziewczyny zaczęły krzyczeć z radości. Rekia popatrzyła na martwe ciała. Widziała też strużkę krwi po wewnętrznej stronie swoich ud. Drogo zapłaciła za swoją pierwszą przygodę, za swoją chęć pomagania innych. Gdy odprowadzała dziewczyny do wioski, zastanawiała się, czy dalej chce tak żyć. Wiedziała już, jakie niebezpieczeństwa mogą czekać na samotną wojowniczkę. Pomyślała jednak też, ilu ludzi, którzy mogą potrzebować jej pomocy, jest na świecie. Zrozumiała, że nie może zawrócić ze swojej drogi…
(Twórczność Własna) Kosmiczna Rozkosz 6
Szósta, ostatnia część serii. Mam nadzieję, że komuś się podobała.
Tytuł: "Kosmiczna Rozkosz, część 6"
Z: Twórczność Własna
Rating: NC-17
Uwagi: sex toys, gwałt
-
Aaaaaaaaaaaaaa! – Yui krzyczała, zjeżdżając po pochylni.Wymachiwała
rękami, próbując się czegoś złapać, ale idealnie gładkie powierzchnie
dookoła niej uniemożliwiały jej znalezienie czegokolwiek. Nie mogła
zatrzymać ślizgu. Po chwili jednak zauważyła, że zwalnia, chyba
pochylnia zeszła nieco bardziej pod kąt.
-
Auuć! – krzyknęła, gdy wylądowała na czymś miękkim.Yarrbino o brązowych
włosach leżała na jakimś łóżku. Zanim się podniosła,usłyszała metaliczny
brzęk i poczuła, jak wokół jej rąk i nóg zamykają się metalowe obręcze.
Szarpała się, kiedy jej ciało było podnoszone.
-
Keeeiko!!! Amandaaaaa! Pomocyyyyyy! – krzyczała, kiedy maszyneria
umieściła ją w nogami i rękami do dołu. Jej brzuch wsparty był na czymś
miękkim. Wokół rozbłysły światła. Widziała przed sobą wielki monitor, na
którym przesuwały się setki danych. Kamery rejestrowały jej widok ze
wszystkich stroni wyświetlały na mniejszych ekranach obok niej. Uniosła
głowę, żeby zobaczyć nad całą maszynerią wielki napis „Gwałtomat”.
Wokół
szamocącej się w metalowych uchwytach Yui coś zaczęło szumieć.
Dostrzegła metalową mackę, która trzymała ostry przedmiot. Zbliżyła się
do niej, zsuwając się pomiędzy nogi szarpiącej się Yarrbino. Yui
skamieniała. Ostrze powoli, precyzyjnie cięło, wycinając jej pancerzu
dwa otwory. Jeden dokładnie wokół jej szparki, drugi trochę wyżej.
-
O Boże… zostawcie mnie! – krzyknęła, ale jej głos odbijał się od ścian.
Mechanizm dalej pracował. Widziała na ekranach własną, nagą kobiecość,
którą analizowano. Po chwili dwie kolejne macki zbliżyły się do niej.
Zakończenia obu warczały, przypominając kształtem wibratory. Yui
desperacko szarpała się, ale metalowe uchwyty nie zamierzały puścić.
Nagle coś nakryło jej uszy.
- Aaaaahhhhhh! –
krzyknęła, kiedy jej cipka oraz dupa zostały spenetrowane jednocześnie
przez brzęczące, plastikowe przedmioty. W tym samym czasie zaczęła
słyszeć ze słuchawek słowa: „Jesteś słaba!”, Ulegnij!”,„Dziwka!”,
„Musisz dochodzić!”, „Poddaj się!”.
- Nieeee!
Nieee! Nieeeeeee! – krzyczała, ale był to jedyny sposób, w jaki mogła
stawiać opór, gdyż obie jej szpary były intensywnie penetrowane. Maszyny
zmieniały tempo i głębokość. Yui Starała się zacisnąć mięśnie, ale nic
to nie dawało. Po chwili przed jej oczy przysunięto ekran.Obracały się
na nim wielkie, różnokolorowe koła.
- Oh nie….
Hipnoza! – krzyknęła i instynktownie zamknęła oczy. Wibratory cały czas
pracowały, a Yui czuła, że wbrew swojej woli zbliża się do orgazmu.
Zacisnęła zęby, nie chcąc dać swoim oprawcom przynajmniej przyjemności
ze słyszenia jej jęku. Ale cokolwiek by nie robiła, maszyna nie
zwalniała. Była coraz bliżej. Wreszcie…
-
Mghgmmmmmohmmmmm! – zduszony krzyk dobiegł z jej gardła,kiedy orgazm
przeszył jej ciało. Yui ciężko oddychała, wiła się w metalowych
uchwytach, kiedy fale rozkoszy obmywały jej ciało, od stóp do
głów.Wyprostowała się sztywno, by zaraz potem zwiotczeć. Maszyna jednak
nie przestawała, wywołując kilka kolejnych orgazmów. Mimowolnie
otworzyła oczy, a kolory przed nią obracały się szybciej. Ze słuchawek
cały czas płynęły poniżające określenia.
-
Przestań! – krzyczała – Przesaooooooh!!! – kolejny orgazm zachwiał jej
wolną wolą i trzeźwym myśleniem. Maszyna pracowała, mechanicznie, bez
emocji i uczuć. Dildo w jej cipce był cały wilgotny od jej soków. Na
ekranach wokół widać było jej własne ciało. Yui szybko zamknęła
oczy,zwłaszcza, że kolory znowu obracały się szybciej. Niestety, uszu
zamknąć nie mogła. „Jesteś dziwką!”, „Musisz ulec!”, „Będziesz dochodzić
aż ulegniesz!” –mechaniczny, nieludzki głos powtarzał raz za razem.
Nie
wiedziała, ile czasu minęło. Nie liczyła też przeżytych orgazmów.
Wisiała w uchwytach, z jej otwartych ust kapała ślina, tworząc na ziemi
kałużę. Podobna kałuża uformowała się pomiędzy jej nogami. Oczy Yui były
szeroko otwarte i przekrwione od ciągłego wpatrywania się w obracające
się kolory. Nie miała pojęcia, co się dzieje, gdzie jest i czemu musi
przeżywać to,co przeżywa. Nie miała już siły na krzyki i protesty.
Maszyna pracowała cały czas, co jakiś czas fundując wyczerpanej,
brązowowłosej Yarrbino kolejny orgazm.
Po pewnym
czasie jednak przestała. Drzwi otworzyły się i do sali weszła Dazierre w
towarzystwie Amandy i Keiko. Yui jednak nie zwracała na nie uwagi. Na
polecenie swojej pani, obie podniosły ją za ramiona i wyniosły. Yui
ciężko oddychała, powtarzając tylko co jakiś czas „Jestem dziwką… muszę
ulec…muszę się poddać…”.
Piątka
Yarrbino stała przed Dazierre. Rebeca miała na szyi smycz, zaś nad nią
stała jej nowa właścicielka. Kei była ubrana w różowy strój i z pustym
wzorkiem patrzyła przed siebie. Keiko i Amanda nosiły kuse fartuszki
pokojówek. Yui klęczała na czworakach, powtarzając cicho „Jestem
dziwką…”. Na jej plecach siedziała Dazierre.
- Tak tak, wiem – Dazierre klepnęła ją w pośladki z głośnym,mokrym „slap!” – Która z was dowodziła?
- Ja, pani – odezwała się Rebeca.
-
Dobrze – Dazierre sięgnęła po nadajnik i podała jej go –Teraz
skontaktujesz się ze swoim statkiem i powiesz mi, że mnie złapałyście.
Poprosisz ich, aby wylądowali. Następnie przebierzecie się i pójdziecie
na wasz statek – wskazała na leżące na ziemi pancerze dziewcząt,
wszystkie naprawione.Gdy już będziecie w środku, użyjecie tego –
wskazała na pięć kul wypełnionych kłębiącym się w środku różowym gazem.
Gdy to zrobicie, dajcie znak, a całą załogę przetransportujemy tutaj i
odpowiednio przygotujemy.
- Tak, pani – Rebeca ujęła nadajnik i patrząc z posłuszeństwem w oczy Dazierre wystukała kod łączności z Vestą…
(Twórczność Własna) Kosmiczna Rozkosz 5
Tytuł: "Kosmiczna Rozkosz, część 5"
Z: Twórczność Własna
Rating: NC-17
Keiko
z przeciągłym krzykiem zleciała na dół. Zjeżdżając po metalowej
zjeżdżalni usiłowała się czegoś chwycić, zablokować pęd nogami, ale nie
mogła. Przestrzeń po której zjeżdżała przypominała tor dla bobslejów.
Gdy w końcu wylądowała, szybko wstała, przyjmując pozycję bojową. Pałka
leżała na drugim końcu korytarza, ale oczy Keiko przykuło coś innego. Na
ścianie, ledwie metr od niej, wisiało kilka
karabinów plazmowych, ukrytych w szklanej gablocie. Nie tracąc czasu
uderzyła pięścią,rozbijając szkło i chwytając karabin w dłonie.
Uśmiechnęła się szeroko.
- Dobra, ktokolwiek mi teraz wjedzie w drogę, zostanie przerobiony na atomy. Obiecuję…
Po
tych słowach ruszyła przed siebie. Szła szybkim, pewnym krokiem, bo
uzbrojona w karabin czuła się bezpieczniejsza. Wiedziała już, że należy
uważać na gaz. Pałkę doczepiła do pasa, obiecując sobie, że przy jej
pomocy urządzi Dazierre to samo, przez co wcześniej sama przeszła.
Niestety, korytarz ciągnął się, wił i kluczył, a śladu życia nie
zauważyła. Kilka razy próbowała nawiązać kontakt z Vestą i z pozostałymi
Yarrbino, ale nikt jej nie odpowiadał. Była zdana na siebie.
Światło
zgasło nagle. Wokół Keiko zrobiło się ciemno. Nie widziała nawet
własnych rąk. Awaria? Nie, taka naiwna nie była. Zwolniła,starannie
nasłuchując wszystkich dźwięków.
Otoczył ją
śmiech. Dobiegał ze wszystkich stron, był głośny,natarczywy, brzmiało
to, jakby ktoś z niej kpił. Keiko uniosła karabin, ale w ostatniej
chwili powstrzymała się. Wiedziała, że pocisk może rykoszetować od
ściany, a strzelać na oślep w takim korytarzu nie mogła. Śmiech stawał
się coraz głośniejszy. Starała się go ignorować, ale wypełniał on
wszystko wokół niej, nie słyszała już niczego innego. Niebieskowłosa
Yarrbino powstrzymywała się, żeby nie zakryć uszu dłońmi. Szła przed
siebie.
- Kurwa, chcesz mnie pokonać śmiechem? –
krzyknęła nagle – Jesteś śmieszna, jeśli tak myślisz, suko. Wyłaź, a
zobaczymy, co potrafisz.
- Skoro tak chcesz –
rozległ się głos kilka centymetrów za nią. Keiko odwróciła się i
wypaliła z karabinu przed siebie. W tej chwili ktoś ją chwycił. Czyjaś
dłoń wsunęła się szybko między jej nogi, poruszając się błyskawicznie,
podczas gdy druga objęła ją w pasie.
- Ty…. –
Keiko rzuciła, ale wtedy usłyszała coś bardziej przerażającego. Śmiech
umilkł, ale słyszała bardzo wyraźnie złowrogi syk. Ręka,w której
trzymała karabin, opadła, a zaraz potem jej broń upadła na ziemię.
Kobieta masowała jej piczkę a Keiko czuła, jak nie ma sił, nawet żeby
się bronić.
- Kurrrwaa…. – jęknęła przeciągle – Walcz uczciwie, zdziro…
-
Co za niegrzeczna z ciebie dziewczynka – usłyszała szept –Chciałam być
dla ciebie miła, a ty tak brzydko się odzywasz. Skoro tak, trzeba cie
ukarać.
Uderzenie w głowę odebrało Keiko przytomność.
Gdy
odzyskała zmysły, leżała na miękkiej, skórzanej kanapie.Była związana i
co gorsza, naga. Usta zapychał jej knebel. Podniosła głowę. Tuż obok
stała… Dazierre. Ale większym zaskoczeniem była stojąca tuż koło niej
Amanda, zupełnie naga.
- Gmhmmm! Amhmmmma… – próbowała coś powiedzieć Keiko, ale knebel uniemożliwiał jej to.
-
Obudziła się już nasza niegrzeczna dziewczynka. Gdybyś słyszała, jak
brzydko się do mnie odzywała – zwróciła się Dazierre do Amandy –Miałam
ochotę pobawić się z jej strunami głosowymi.
- Nie, proszę – Amanda padła Dazierre do stóp – Pani, ona jest tylko nieokrzesana, ale proszę, na pewno da się ją wychować.
Wychować?
Keiko nie wierzyła temu, co słyszy. Starała się złapać kontakt wzrokowy
z Amandą, ale nie mogła. Ale co się stało? Czemu Amanda zachowywała się
tak, jakby była poddaną Dazierre? Zdradziła? Przez chwilę w myślach
klęła Amandę w najgorszych znanych jej słowach. Chwilę potem
pomyślała.Może to był plan? Amanda była rozsądna, może grała po prostu
posłuszną? Mogła tylko zgadywać i mieć nadzieję, że tak właśnie było.
-
Skoro tak uważasz… - Dazierre spojrzała na wijącą się na łóżku Keiko –
Wychowaj ją więc. A ja będę patrzyła. Aha, tutaj masz zestaw hmm…pomocy
naukowych – po tych słowach otworzyła szafę, w której znajdowały się
bicze, szpicruty, wibratory i inne zabawki tego typu. Amanda zdrętwiała.
Miała używać… tego na swojej koleżance? Ale skoro już powiedziała
jedno, to nie mogła się wycofać. Podeszła i wzięła w ręce szpicrutę.
Machnęła nią w powietrzu ze świstem. Keiko widziała to, a na jej czole
pojawiły się krople potu.
- Mghhhmmmmmm! Hghmmm! – zduszone krzyki dobiegały z jej zakneblowanych ust, gdy Amanda zbliżała się do niej.
- Zawsze zachowywałaś się bardzo brzydko – powiedziała i po chwili szpicruta opadła na pośladki Keiko.
- Ugghmmmmmm!
- Lubiłaś przeklinać bez powodu
- Ouhmmmmm!
- Byłaś arogancka i nieuprzejma.
- Auuuuhmmmppmmm!
- Nie słuchałaś innych.
- Ohmmmmmm!
Po
każdym zdaniu szpicruta uderzała w tyłek Keiko, zostawiając czerwoną
linię. Ta rzucała się, szarpała, ale liny trzymały mocno. Czerwone smugi
krzyżowały się na jej jędrnych pośladkach. Keiko gryzła knebel,po
policzkach spływały jej łzy a w myślach przeklinała Amandę najgorszymi
znanymi sobie słowami. Nawet jeśli to miało być tylko udawanie, ją
bolało jak nic. Sama sytuacja była dla niej skrajnie upokarzająca.
- Obraziłaś moją panią.
- Uhmmmmmp!
- Zrobiłaś krzywdę jej służącym.
- Auuuumphmmm!
Na
czole Amandy również widać było krople potu. Sześć razów,które
wymierzyła Keiko, było dla niej czymś ciężkim. Odłożyła na chwilę
szpicrutę i odetchnęła ciężko. Z zaskoczeniem zauważyła, że między
nogami zrobiło jej się mokro. Czyżby ją to podniecało? Podeszła do Keiko
i wyjęła z jej ust knebel.
- Nauczyłaś się czegoś? Będziesz posłuszna naszej pani?
-
Guhm… khy…. – Keiko wzięła głęboki oddech – Spierdalaj! –krzyknęła po
chwili, wściekła z bólu i upokorzenia – Obie pierdolcie się na ryj!
Amando, obudź się! Co ta kurwa ci zrobiła? Słuchaj, jammmmmmmm!
–przerwała, bo Amanda wepchnęła jej do ust kolejny knebel, tym razem z
przedmiotem w kształcie penisa skierowanym do wewnątrz.
- Przepraszam, pani – skłoniła się w kierunku Dazierre –myślałam, że ona to zrozumie.
- Myliłaś się – Dazierre skrzywiła nieco usta – Dam ci jeszcze jedną szansę. Ale trzeciej szansy ci nie dam.
-
Dziękuję, pani – Amanda podeszła do szafki i wyjęła z niej wielkie,
dwustronne dildo. Wsunęła obie końcówki do ust, oblizując je.
Czarny,gruby plastik z wypustkami lśnił. Podeszła do Keiko i pokazała
jej przedmiot.
- Piękny, prawda? – spytała,
oblizując językiem czubek dildosa i patrząc głęboko w załzawione oczy
Keiko – Za chwilę będzie w tobie.
- Nnnnnnghmmmm! – Keiko pokręciła głową rozpaczliwie.
-
Oh tak… Może to cię nauczy? – Amanda weszła na łóżko i usadowiła się na
nim – Mam nadzieję, że w ten sposób wbiję ci do głowy rozsądek i
posłuszeństwo.
- Ohhhhmmm… - jęknęła, gdy powoli
wsuwała masywnego dildosa do swojej ciasnej pizdy. Wchodził powoli, ale
w końcu był dosyć głęboko. Patrząc na sterczący przedmiot, umieściła
jego czubek u wrót kobiecości Keiko.
- No, gotowa czy nie, jedziemy! – krzyknęła i wdarła się do wnętrza koleżanki.
-
Auuuhmmmmmmmm! – zduszony, rozpaczliwy jęk Keiko wypełnił
pomieszczenie. Niebieskowłosa Yarrbino wyprostowała się, gdy wielki,
gruby dildos wypełnił wnętrze jej waginy. Był tak wielki, że była pewna,
iż się nie zmieści. Teraz niemal rozrywał ją od środka. Amanda wpychała
go do środka coraz mocniej i głębiej. Keiko jęczała, starała się choć
trochę sprawić, żeby było jej lżej, ale nie mogła. Amanda nie dawała jej
szans.
- I co, jak się czujesz? – spytała –
Zrozumiałaś, że niewolno obrażać pani? Widzę, że już jesteś mokra. No,
przyznasz wreszcie, gdzie twoje miejsce?
Pochyliła
się i wyjęła z ust Keiko knebel. Ślina ściekała ze sztucznego penisa, a
Keiko łapczywie chwytała powietrze, jęcząc jednocześnie. Amanda pchnęła
mocniej. Po chwili Keiko poczuła, jak czubek penisa, który przed chwilą
był w jej ustach, dotyka otworu między jej pośladkami.
- Niiieeee…. Proszę… nie… - jęczała.
- Proś panią o przebaczenie – powiedziała Amanda zimnym głosem.
Keiko przeniosła wzrok na Dazierre. Ta uśmiechała się ironicznie. Keiko zacisnęła zęby. Obiecywała sobie, że wytrzyma.
-
Jeb się na ryj! – rzuciła i zaraz potem zawyła głośno, gdy Amanda
wepchnęła dildo do tej dupy. Gwałcona na dwa otwory na raz, Keiko
rzucała się i krzyczała. Pot lśnił na jej ciele, z ust kapała ślina, z
oczu płynęły łzy a spomiędzy jej nóg kapały soki. Trwało to kilka minut,
aż w końcu…
- Proszę…. Już dosyć… - jęknęła w końcu – Nieee….Przepraszam…
- Czy ja coś słyszałam? – spytała Amanda.
- Już… już… ja… nie będę – mówiła powoli Keiko, po czym spojrzała na Dazierre – Prze… przepraszam…pani.
Z
mokrym „plop” Amanda wyjmowała kolejno oba dildosy z Keiko. Ta, ciężko
dysząc, patrzyła na Dazierre. Amanda zdjęła ją z łóżka i przysunęła do
swojej pani. Wciąż związana, Keiko klęczała na ziemi.
- Słucham – powiedziała Dazierre.
-
Przepraszam za wszystko – powiedziała już normalnym głosem Keiko –
Zrobię wszystko, żeby cię zadowolić pani, będę twoją pokorną sługą. Mam
nadzieję, że w ten sposób uzyskam twoje przebaczenie…
- Może… - uśmiechnęła się Dazierre…
Subskrybuj:
Posty (Atom)









