czwartek, 7 czerwca 2012

(Harry Potter) Ciało pedagogiczne 1


Oto pierwsza część trochę dłuższej (jak mi się uda skończyć) historyjki z Harryego Pottera. Mam nadzieję, że wam się spodoba.

Tytuł: Ciało pedagogiczne
Z: Harry Potter

Profesor Hermiona Granger szła korytarzem Hogwartu, wysokie obcasy stukały o zimną, kamienną podłogę. Dzisiaj był wyjątkowy dzień, bo jej córka kończyła właśnie naukę w szkole magii. Była szczególnie dumna z tego, że młoda Kelly, bo takie miała imię, kończyła naukę z najlepszymi ocenami, tak jak jej matka. Uśmiechała się do swoich myśli, wiedząc, że ma z czego być dumna. Ona sama wzięła z Ronem ślub zaraz po skończeniu nauki i dopiero po kilku latach podjęła pracę w szkole, kiedy jej dziecko miało już kilka lat, a i tak była najmłodszą nauczycielką w szkole. Teraz młoda Kelly była najlepszą uczennicą w całym Gryfindorze. Hermiona, mimo swoich trzydziestu sześciu lat na karku, czuła się młoda i silna, wiedziała też, że uczniowie z ostatnich klas często patrzą na nią takim wzrokiem, że ją to trochę krępowało. Kelly była do niej podobna, miała rude, kręcone włosy. Tylko jedna rzecz denerwowała panią profesor eliksirów. Chłopak jej córki.

- Obiecałam ci, że poczekamy z tym! – Kelly lekko opierała się, kiedy Mark z figlarnym uśmiechem wepchnął ją do opuszczonej sypialni. Rok szkolny się kończył i nie było tu nikogo. Dormitorium Gryfindoru było puste. Wysoki, ciemnowłosy chłopak zamknął szybko drzwi. Kelly właściwie tylko udawała, że się wzbrania. Chodzili ze sobą od roku i chociaż jej matce przeszkadzało to, że chłopak jej córki należy do Slytherinu, to nic nie mogła z tym zrobić. Mark pchnął Kelly na jedno z łóżek i zaraz położył się na niej. Szybko zaczął ją całować, jednocześnie wsuwając dłoń pod jej bluzkę, rozpinając jej guziki. Kelly wiedziała, że jej matka byłaby wściekła. Co z tego, że obydwoje byli już pełnoletni? Ona była najlepszą uczennicą w roku i córką nauczycielki. Nie wypadało jej tego robić. Ale to ją jeszcze bardziej podniecało.



Pozwoliła Markowi rozebrać ją, sama zrzuciła z siebie bluzkę, stanik, rozwiązała krawat. Opadła na łóżko, gdy ręce Marka pieściły jej okragłe piersi. Bawił się jej twardymi sutkami, podczas gdy drugą ręką ściągał jej majtki. Chwilę potem pocałował ją jeszcze raz, wciskając swój język do jej ust, nie przerywając zabawy jej piersiami. Majtki Kelly same zsunęły się do kolan a potem niżej. Gdy przerwał pocałunek, zanurzył twarz w jej piersiach, liżąc i całując je.
- Ohhh…. Taaaak! – jęknęła, kiedy jego usta ssały jej twarde sutki. Czuła przez jego spodnie, że jest już też podniecony. Ocierał się o nią. Jego zęby lekko zaciskały się na jej sutkach. Przyciskała go do siebie mocniej, jęcząc przy tym. Czuła, że między nogami robi się wilgotna.
- Podoba ci się to, prawda? – spytał, podnosząc głowę i patrząc na nią – Jesteś gotowa?
- Oh tak, proszę!
- Mark zsunął spodnie, uniósł trochę jej nogi i wszedł w nią. Kelly jęknęła głośno, czując przez chwilę ostry ból. Ale nie trwało to długo. Wkrótce ruda dziewczyna jęczała głośno i przeciągle z każdym kolejnym pchnięciem, kiedy Mark nadziewał ją na swojego wacka. Jego ręce nie mogły oderwać się od jej dużych piersi, pieszcząc je i masując, co jeszcze bardziej rozpalało zmysły najlepszej uczennicy Hogwartu. Zaraz potem przyciągnął ją do siebie, całując jej kark a potem twarz i usta. Mark brał ją mocno, jakby była jego własnością, co podniecało ją jeszcze bardziej. Czuła, jak wypełnia ją rozkosz.
- Razem… - jęczała – Dojdźmy razem…
- Oczywiście, kochanie – Mark wstrzymywał się jak tylko mógł, chociaż było mu ciężko. Gdy w końcu doszli, palce Kelly zacisnęły się na kocu, który pokrywał łóżko. Nasienie Marka wypełniło ją. Krzyczała głośno, tak jak tylko mogła. Jej ciało przeszywał dreszcze elektryczny.
- Musimy się pospieszyć, bo inaczej spóźnimy się na wręczenie dyplomów.
- Jasne, kochanie – Kelly zbierała porozrzucane wokół ciuchy i powoli ubierała się – Ale najpierw muszę wziąć prysznic. Mama by mnie zabiła, jakby chociaż coś zaczęła podejrzewać.
- Jesteś dorosła, możesz robić co chcesz.
- Córka pani profesor Granger? No wiesz? Zabiłaby mnie i pewnie ciebie też.

- Jesteś tego pewna? – obydwoje podskoczyli, bo nagle usłyszeli znajomy głos. W drzwiach stała Hermiona, patrząca na nich wzrokiem, który rzeczywiście zabiłby, gdyby mógł. Kelly, wciąż jeszcze niekompletnie ubrana, szybko złapała swoje ciuchy zasłoniła się. Mark siedział dalej na łóżku, nagi. Hermiona zauważyła to, oczywiście. Jej wzrok przez chwilę zatrzymał się na chłopaku. Rzeczywiście, nie dziwiło ją, że jej córka na niego poleciała. Wyglądał nieźle i miał co trzeba tam gdzie powinien. Właściwie to chyba nigdy nie widziała nawet, żeby jakiś facet miał takiego… Szybko odwróciła wzrok.
- Ja… mamo… - Kelly próbowała coś powiedzieć.
- Rozumiem, że jesteście pełnoletni – mówiła Hermiona zimnym głosem – i mam nadzieję, że chociaż się zabezpieczyliście.
- Tak, brałam eliksir antyciążowy.
- Przynajmniej tyle rozsądku – westchnęła Hermiona – Ubierać mi się i przygotować na rozdanie dyplomów w pięć minut. A z tobą, młody człowieku – spojrzała na Marka – porozmawiam jeszcze. I z tobą też, Kelly.

Oczywiście, z planów nic nie wyszło, bo zaraz po rozdaniu dyplomów dwójka gdzieś zniknęła. Hermiona dostała SMSa z lotniska, gdzie Kelly zawiadamiała, że leci do Europy, do ojca. Westchnęła. Miała nadzieję, że chociaż bez tego faceta. Wiedziała, z jakiego domu jest Mark i to ją denerwowało. Chociaż chłopak wyglądał tak, że rzeczywiście mógłby zawrócić w głowie młodej dziewczynie. Wspomniała widok jego nagiego ciała. Niezły był, musiała to sama przyznać. I wtedy telefon powiadomił ją o drugim SMS. Przyszedł z nieznanego numeru. Zawierał tylko grafikę. Pewnie jakaś reklama, pomyślała i otworzyła go. Zaraz potem otworzyła szeroko usta. Zdjęcie przedstawiało naprężonego, dużego, męskiego członka. Pod nim był napis: „Jeśli go chcesz, przyjdź dziś wieczorem do klasy eliksirów”. Hermiona potrzebowała chwili, żeby domyślić się, kto to wysłał. Zacisnęła zęby w złości.

- A jednak przyszłaś – powiedział Mark, kiedy Hermiona weszła do klasy eliksirów. Siedział na jej biurku. W Hogwarcie było cicho i pusto, rok szkolny się skończył, uczniowie i część nauczycieli opuściła już budynek szkoły, ciemne, ponure korytarze przemierzali już tylko nieliczni pracownicy szkoły. Hermiona spojrzała na siedzącego nad biurku i patrzącego na nią z łotrzykowskim uśmiechem chłopaka.
- To już przekracza wszystkie granice, młody człowieku – powiedziała spokojnie.
- Czemu? Mogłem pojechać z Kelly i rżnąc teraz gdzieś tam na kontynencie, ale widziałem, jak patrzysz na mojego wacka, kiedy weszłaś do pokoju. Zrobił na tobie wrażenie, co?
- To nie ma nic…
- Och, doprawdy? Przecież widziałem, jak otworzyłaś szeroko usta, kiedy na niego patrzyłaś. Aż tak chciałaś go wziąć do buzi?
- Przestań…
- Och spokojnie, tu jest cicho, nie ma nikogo i nikt nie wejdzie. Specjalnie wybrałem to miejsce. Zobacz, on czeka na ciebie – i zanim Hermiona zdążyła coś powiedzieć, Mark rozpiął spodnie. Nauczycielka ze zdziwieniem zauważyła, że był już sztywny. Rzeczywiście, wielki. Poczuła, jak ślina zbiera się w jej ustach.
- No chodź, possij sobie cukiereczka – uśmiechnął się zapraszająco Mark – widzę w twoich oczach, że go chcesz.

Hermiona podeszła. Czuła się jak zahipnotyzowana. Wpatrzona w jego dużego, sztywnego członka, nie wiedziała, co zrobić i co powiedzieć. Przecież ten chłopak był jeszcze niedawno jej uczniem. No rzeczywiście, był, ale już teraz nie. Wiedziała, że ma na to ochotę. Ale przecież ten facet jeszcze rano robił to z jej córką… Czuła w głowie straszliwy mętlik. Zanim jednak pozbierała swoje myśli, zauważyła, że klęczy na kamiennej podłodze swojej klasy, przed swoim własnym biurkiem. Otworzyła usta i dotknęła czubkiem języka jego naprężonego członka. Pocałowała go. Powoli rozsuwając wargi, obejmowała go nimi. Nie przypominała sobie, czy kiedyś widziała większego. Chyba nie. Brała go coraz głębiej do ust, dłonią masując jego jądra.

Mark uśmiechnął się, widząc Hermionę na kolanach przed nim. Wiele razy sytuacja była zupełnie inna – to ona siedziała za tym biurkiem i odpytywała go, a potem wychodziło na to, że nic nie wie. Miał jednak na nią oko. Chociaż dużo starsza, pani Granger wciąż była bardzo atrakcyjną kobietą, jego zdaniem nawet ładniejszą od dziewczyn z jego klasy. Nie sądził jednak, że pojawi się kiedyś szansa na coś takiego.

- Mmmm… slurp…. Mmmm… - Hermiona ssała go coraz łapczywiej, jej czerwone, ciepłe wargi przesuwały się do przodu i do tyłu na błyszczącym od jej śliny członku. Lizała go i ssała, a Mark odchylił głowę do tyłu, wzdychając cicho z rozkoszy.
- Taaak… ssij go… - jęknął. Kiedy rano złapała go z Kelly, był pewien, że to jego pechowy dzień. Ale wystarczyło, że zauważył, jak na niego patrzyła. Znał ten wzrok, bo widział go wiele razy u dziewczyn. To było pożądanie. Doszedł do wniosku, że tej szansy zmarnować po prostu nie może. Zatopił dłoń w jej gęstych, kasztanowych włosach, nadając jej ruchom rytm, który dawał mu najwięcej przyjemności. Sam widok nauczycielki na kolanach, z jego członkiem w ustach był tak niesamowicie erotyczny, że Mark czuł, iż długo nie wytrzyma. Hermiona znała się na tym, musiała to już robić wcześniej.

 - Dochodzę… połknij… to… - zdołał powiedzieć, gdy wystrzelił w jej ustach. Trzymając ją za włosy zaciśniętą dłonią zmusił Hermionę, żeby nie cofała głowy. Słyszał, jak połyka jego nasienie, zresztą nie miała innego wyjścia. Po chwili puścił ją. Hermiona szybko cofnęła się i wstała z kolan. Oddychali obydwoje ciężko. Widziała krople swojego nasienia wypływające z kącików jej ust. Ten widok, w połączeniu z wyrazem jej twarzy, na którym przyjemność mieszała się z pogardą, był cudowny. Mark poczuł, że ma ochotę na więcej.

Zeskoczył z biurka i zanim Hermiona zdążyła coś powiedzieć, pchnął ją na nie i podwinął jej szatę do góry. Wyczuł lekki opór, więc nie puszał, zsuwając na dół ciemne, koronkowe majtki. Dotknął jej łona.
- No, no, cała tu jesteś mokra… podjarało cię robienie loda, co?
- Prze… przestań.
- Ale przecież widzę, że tego chcesz. Masz! – powiedział, wchodząc w nią. Jego członek, ciągle jeszcze wilgotny od jej śliny, wszedł gładko w ciasną cipkę Hermiony. Nauczycielka jęknęła głośno, tak głośno, że przez chwilę była przestraszona tym, że kogoś tu ściągnie. Ale o tej porze przecież w tej części szkoły nie było nikogo. Zaraz potem złapała się na tym, że bardziej boi się zwrócić uwagę niż tego, co się działo.

Mark nie przejmował się tym. Brał ją głębokimi, mocnymi pchnięciami. Patrzył na jej rozsunięte szeroko nogi, okryte czarnym materiałem rajstop. Były długie i smukłe, bardzo zgrabne.
- Szkoda, że tak rzadko pokazujesz nogi – powiedział – powinni dla takich jak ty wymyślić jakieś krótsze szaty.
- Ja… ohhh… nie…. – Hermiona nie była w stanie niczego powiedzieć, na początku chciała się bronić, krzyczeć, ale szybko jej to wyszło z głowy. Była brana na własnym biurku przez chłopaka swojej córki. Było w tym coś perwersyjnie podniecającego. Wiedziała ile ma lat. Skoro podobała mu się, to coś w jej wnętrzu mówiło, że nie robi nic złego. Wręcz przeciwnie, podobało jej się to. Rozsunęła nogi, dając mu lepszy dostęp do siebie. Pomyślała, że jeszcze rano ten sam członek był w jej córce, a teraz jest w niej. Gdy o tym myślała, przeszedł przez jej ciało cudowny dreszcz grzechu.

- Mocniej, Mark… mocniej… - jęknęła. Markowi nie trzeba było rozkazywać. Przyspieszył. Jego ręce wślizgnęły się pod jej szatę, zamykając na piersiach chronionych cienką siatką satynowego stanika. Gniótł je i masował. Były tak duże, znacznie większe niż u Kelly.
- Jesteś dużo lepsza od swojej córki – powiedział. Czuła jego ciepły oddech nad swoim uchem. On sam przyspieszył. Tak, dojrzała, dorosła kobieta była tym, czego zawsze pragnął. Brał ją najmocniej jak mógł. Gdzieś tam w głębi nawet bał się trochę, czy się przed nią nie zbłaźni. Ale nie, jej pełne rozkoszy jęki mówiły mu, że sprawia jej taką samą przyjemność, jak ona sprawia mu.
- Razem… - westchnęła – Och taaaak… raaaazem… - Mark wiedział, o co jej chodzi i powstrzymywał się tak jak tylko mógł, chociaż było to coraz trudniejsze. Ale wiedział, że doprowadzenie do orgazmu Hermiony będzie trudniejsze niż zrobienie to z jej córką.

Gdy obydwoje wydali z siebie donośny jęk rozkoszy, Markowi przeszła przez głowę myśl, że może być z siebie dumny. Hermiona leżała oparta o biurko. Gdy z niej wyszedł, nasienie zmieszane z jej sokami zaczęło kapać spomiędzy jej szeroko rozstawionych nóg. Mark cofnął się o krok, patrząc i sycąc oczy widokiem swojego marzenia i swojego triumfu. I wtedy coś mu przyszło do głowy….

Hermiona nie miała sił, żeby się podnieść. Motyle wciąż tańczyły w jej brzuchu. Tak silnego szczytowania nie przeżyła jeszcze nigdy w życiu. Nie mogła uwierzyć, że tyle przyjemności dał jej prawie dwukrotnie od niej młodszy facet, na dodatek chłopak jej córki. To było tak niezwykłe i intensywne, że już pragnęła przeżyć to jeszcze raz, chociaż wiedziała, że nie będzie miała dość odwagi, żeby go o to poprosić. Kiedy o tym myślała, nagle coś ze świstem przeszyło powietrze i spadło na jej pośladki, znacząc je czerwoną, piekącą pręgą.

- Kto był dziś niegrzeczny? – spytał Mark, stojąc nad nią a w ręku trzymając znacznik, którego często używała w pracy. Hermiona chciała się podnieść, ale Mark bez trudu jedną ręką przytrzymał ją w tej samej pozycji co poprzednio, z twarzą przyciśniętą do blatu biurka i wyprężonym w powietrzu tyłkiem.
- No, kto był niegrzeczny? – spytał i uderzył raz jeszcze. Jęk Hermiony wypełnił pustą klasę.
- Ja… ja byłam… - zamiast gniewu i wściekłości czuła coś innego. Jakby poniżenie, ale nie bolesne, ale w pewien sposób przyjemne – Ja byłam dzisiaj bardzo niegrzeczna… - powiedziała wreszcie.
- A co się robi z niegrzecznymi dziewczynkami? – spytał Mark i nie usłyszawszy odpowiedzi, zadał dwa kolejne uderzenia. Czerwone kreski zakreśliły krzyż na okrągłych, jędrnych półdupkach Hermiony. Uderzał tak, by poczuła, ale tak, żeby nie zrobić jej krzywdy. Nie o to przecież chodziło.
- Trzeba… je… ukarać… - Hermionie z trudem przychodziło mówienie tego.
- Bardzo dobrze.  W takim razie licz!
- SWAP!
- Raz!
- SWAP!
- Dwa!
- SWAP!
- Trzy!
- SWAP!
- Cztery!
- SWAP!
- Pięć!

Po piątym razie Mark przestał. Na twarzy Hermiony widać było krople potu i łzy, ale nie były to tylko łzy bólu. Jej tyłek był czerwony. Mark pomógł jej wstać z biurka.
- Jeśli jeszcze raz będziesz chciała go zobaczyć – poklepał ręką swoją męskość, ukrytą już w spodniach – to musisz mnie o to ładnie poprosić. Pokażę ci jak. Klęknij.
Hermiona była w takim stanie, że na jedno jego słowo klęknęła posłusznie przed nim na obydwu kolanach.
- A teraz powtarzaj: „Proszę cię, żebyś zaspokoił mnie swoim wielkim fiutem…
- Pro… proszę cię, żebyś… zaspokoił mnie swoim wielkim… fiutem…
- Żebyś zerżnął mnie tak, jak żaden inny mężczyzna w moim życiu…
- Że…byś zerżnął mnie… tak… tak… jak żaden inny mężczyzna… w moim życiu…
- I żebyś mnie potem ukarał za moje lubieżne myśli.
- I… żebyś… żebyś mnie… potem ukarał… za moje… lubieżne… myśli – powtórzyła i te słowa Hermiona, trzęsącym się głosem.
- Doskonale. Więc do zobaczenia – powiedział Mark i wyszedł z sali, zostawiając Hermionę na podłodze. Wstała z niej powoli, myśląc o tym, co się właśnie wydarzyło. Chociaż tyłek cały czas ją piekł, nie czuła się tak dobrze jeszcze nigdy w życiu. Mark z kolei, idąc korytarzem, zastanawiał się, czy dałoby radę kiedyś zaciągnąć na raz do łóżka matkę i córkę. Wydawało się to trudne, ale jeszcze wczoraj mógłby tylko marzyć o tym, że zaliczy profesor Granger i jeszcze złoi jej tyłek. Więc można było marzyć o ambitniejszych rzeczach... Ale to wymagało przygotowania.

1 komentarz:

  1. Czytalem wszystkie czesci ciała pedagogicznego, fajne są, ale gdybym miał wybrać jedną część która mi się najbardziej podobała to wybrałbym pierwszą, moja ocena tego 12 / 10

    OdpowiedzUsuń