Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tifa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tifa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 listopada 2012

Wyniki + Artysta miesiąca

Tym razem wyniki były bardzo wyrównane, niemal do końca szły równo, a prowadzący zmieniał się kilka razy. Ale ostatecznie mamy zwycięzcę. Oto liczba głosów:
Nauczyciel - 17
Nauczycielka - 15
Mimo wszystko, różnica jest tak niewielka, że być może postaram się wziąć pod uwagę także liczne głosy tych, którzy jednak nie wygrali. Ale to się zobaczy. Na razie mam rezultat, więc mogę podjąć prace nad kolejnym odcinkiem "School of. st. Ann".

sobota, 7 lipca 2012

Wakacje


Wreszcie się dorwałem do komputera. Jestem na wakacjach, wracam za dwa dni i pewnie wtedy zaczną się nowe opowiadania. Przepraszam wszystkich za brak zapowiedzi, ale po prostu zapomniałem napisać. Mam nadzieję, że jak wrócę, zrobi się trochę zimniej, bo w taką pogodę pisanie nawet przychodzi z trudem.
Wyszło angielskie tłumaczenie doujina "Materia Midori" z Final Fantasy VII świetnej grupy Humna High-Light Film. Okładkę macie wyżej, a doujina możecie przeczytać tutaj.

czwartek, 28 czerwca 2012

Wszechświat Żywych Trupów - Tifa


Kolejna część serii, teraz napisana już po sugestiach z dyskusji znajdującej się tutaj. Pewnie w kolejnych częściach coś i tak jeszcze będę modyfikował, zależy mi, żeby jednak nie było w każdym opowiadaniu tego samego. Info na temat serii znajdziecie tu.

Wszechświat Żywych Trupów
Część 4: Tifa (Final Fantasy VII)

Wieczór się kończył, a zaczynała się noc. Tifa zamykała powoli swój bar, ostatni goście dopijali swoje drinki i wychodzili. Barmanka otarła pot z czoła. Kolejny dzień pracy za nią. Odkąd pokonała, razem ze swoimi przyjaciółmi Sephirota i uratowała świat, myślała, że wszystko się zmieni. Ale nie zmieniło się nic, jej życie nadal było takie samo jak kiedyś. To że miastem nie rządziła już korporacja Shinra, zmieniało niewiele. Dalej w Midgar była bieda dla większości mieszkańców. Cloud prowadził swoją firmę transportową i rzadko się pojawiał w mieście.

Ostatni klient wyszedł już z baru. Tifa odetchnęła. Zdarzało się, że musiała wyganiać siłą pijaków, którzy nie chcieli albo nie potrafili sami wyjść z tego miejsca. Oczywiście, przy jej sile i umiejętnościach walki nikt normalny nie próbował się jej sprzeciwiać. Jak jednak ktoś wypił, to zaraz wydawało mu się, że jest bogiem wojny. Wtedy pięści i nogi Tify szły w ruch. To wystarczyło, żeby rozprawić się z każdym problemowym klientem. A ci, którzy to widzieli, pamiętali o tym i nigdy nie myśleli nawet o tym, żeby robić coś, co mogłoby sprowokować seksowną barmankę.

czwartek, 7 czerwca 2012

(Final Fantasy VII) Kanał


Wrzuciłem sobie na ruszt FF VII, więc możecie się spodziewać jeszcze czegoś więcej z tej gry.

Tytuł: Kanał
Z: Final Fantasy VII
Rating: NC-17

Tifa powoli podniosła się z zimnej, wilgotnej podłogi. Kiedy Don Corneo uruchomił zapadnię, podłoga pod nią zniknęła i przez krótką chwilę gdzieś spadała. Potem ocknęła się. Była sama, Clouda ani Aeris nie było nigdzie widać. Barmanka z „Siódmego Nieba” rozejrzała się po okolicy. Była w jakichś kanałach, znajdujących się pewnie pod burdelem Dona. Wokół śmierdziało. Półmrok rozświetlało blade światło lamp.

Nie mając wyboru, Tifa ruszyła przed siebie. Nie wiedziała, w którym kierunku powinna iść, ale lepsze było to niż stanie. Nie była też słabiutką księżniczką, potrafiła się bronić. Martwiło ją tylko, że nie wie, gdzie może być wyjście. Słyszała tylko czum płynącej wody. Spojrzała na nią. Była ciemna i gęsta, na dodatek paskudnie śmierdziała. Tifa poczuła, jak coś się w jej brzuchu cofa. Oparła się o ścianę, z trudem wstrzymując wymioty. Musiała się stąd wydostać, im szybciej tym lepiej.

Po kilkunastu minutach drogi poczuła, że chyba trochę kręci jej się w głowie. Przywykła już nawet trochę do smrodu kanałów, ale miała lekkie zawroty. Dalej nie było żadnego śladu na wyjście, tylko monotonny, podziemny korytarz i płynąca w jego środku struga nieczystości. Nawet chodnik, którym szła, był śliski i lepki. I wtedy Tifa zauważyła drabinę przyczepioną do ściany. Prowadziła ku klapie w suficie. Był tylko jeden kłopot – drabina znajdowała się po drugiej stronie kanału. Tifa zatrzymała się. Musiała dostać się na drugą stronę. Ale jak? Gdy tu szła, nie widziała żadnego mostka. Może jakiś był dalej? Ale nie widziała przed sobą niczego takiego.

Spojrzała jeszcze raz na wypełniony gęstą cieczą kanał. Musiałaby go przejść wpław albo przepłynąć, nie wiedziała jaki był głęboki. Jak tylko pomyślała o tym, to poczuła, że znowu żołądek podchodzi jej do gardła. Nurt nie był aż tak szybki i sądziła, że dałaby sobie z nim radę. Ale wchodzić do tego czegoś… Dreszcz przebiegł po jej plecach. Ale jej oczy patrzyły na drabinę, która była tak blisko.

Walcząc z obrzydzeniem, Tifa powoli zrobiła krok w kierunku kanału. Jeszcze raz zatrzymała się, oddychając płytko i powoli. Prawie widziała to wszystko, co tam płynie, w tej gęstej, cuchnącej brei. Nie widziała oczywiście dna i to ją jeszcze bardziej martwiło. Siadła na ziemi i zdjęła z nóg wysokie, ciężkie buty oraz skarpety. Trzymając je w jednej ręce, powoli zrobiła krok i wsunęła bosą stopę do kanału. Był głęboki, bo siedząc przy nim nie dotykała dna. Gęsta, lepka maź dotykała jej skóry. Walcząc z obrzydzeniem, Tifa weszła. Jej stopa dotknęła dna, pokrytego śliskim, lepkim śluzem, kiedy zanurzyła się trochę powyżej pasa.

Nurt był mocny, ale idąc powoli, Tifa jednak była w stanie z nim dać sobie radę. Gorzej było z obrzydlistwem, w którym brnęła. Zamknęła oczy, starając się nie oddychać nosem i nie patrzyć na to, w czym jest zanurzona. Musiała uważać, bo nawet nie wyobrażała sobie, co by się stało, gdyby się poślizgnęła. Ten śmierdzący, oślizły szlam otaczał ją ze wszystkich stron. Ale była już prawie w połowie drogi i skoro dotarła tu, to czuła pewność, że dalej też jej się uda. Musiało jej się udać. Wiedziała, że jak już wróci do baru, to dużo czasu spędzi pod prysznicem. Wolałaby, żeby Cloud jej nie zobaczył wcześniej.

Coś owinęło się wokół jej ręki, którą miała wyciągniętą w bok, utrzymując równowagę. Obróciła głowę. Zielona, oślizła macka owijała się wokół jej nadgarstka. Tifa krzyknęła, szarpiąc rękę do siebie. W drugiej trzymała buty. Rzuciła je szybko na drugi brzeg kanału i wolną rękę zacisnęła wokół macki. Dzięki swojej sile zdołała uwolnić ją i ruszyła przed siebie, szybciej niż poprzednio.  Wtedy poczuła, jak coś śliskiego otacza ją w pasie. Sięgnęła ręką w kierunku macki, która dotykała jej brzucha, ale wtedy kolejna macka złapała jej nadgarstek, zaraz potem także drugi. Tifa starała się iść do przodu, ale nie mogła. Czuła jak pod powierzchnią wody kolejne macki okręcają się wokół jej stóp.

Tuż przed nią wynurzyła się kolejna macka. Jej końcówka była szeroka i różowawa. Wysunęła się do wyskości głowy Tify i zbliżyła do jej twarzy. Barmanka z Seventh Heaven wzdrygnęła się, gdy to paskudztwo dotknęło jej policzka, zostawiając na nim mokry, ślizgi ślad. Czuła w nosie jego obrzydliwy zapach. Szaprnęła mocno rękami, ale nie mogła się wyzwolić. Macka zbliżyła się do jej ust. Tifa zacisnęła zęby, a czubek tego ohydztwa dotykał jej warg, zostawiając na nich wilgotne, lepkie ślady.

- Nie!! – krzyknęła Tifa, kiedy poczuła, jak coś wsuwa się pod jej skórzaną spódniczkę,  dotykając materiału majtek i wsuwając się pod nie. W momencie w którym otworzyła usta, macka naprzeciwko nich wsunęła się szybko do środka. Zduszony jęk wydobył się z niej, kiedy ta obrzydliwa rzecz penetrowała jej usta, zostawiając w nich swój smak. Tifa czuła, jakby miała się porzygać. W tym samym czasie dwie kolejne, wąskie macki wsunęły się pod jej bluzkę, zrywając jej stanik i okręcając się wokół piersi Tify. Ich czubki drażniły jej sutki, które szybko stwardniały. Tifa czuła się, jakby ktoś próbował z niej wyciskać mleko.

W tym samym czasie dwie macki między jej nogami rozdarły wreszcie wilgotne majtki i wdarły się do środka, wsuwając się do obu otworów na raz. Tifa, mająca zatkane usta, nie była w stanie nawet głośno protestował, kiedy była gwałcona przez wszystkie macki na raz. Jej usta, jej cipka, jej odbyt, jej piersi – wszystko było ich ofiarą. Słyszała kiedyś miejskie legendy o takich potworach, ale zawsze sądziła, że to tylko bajki, które opowiada się po to, żeby dziewczyny nie chodziły w takie miejsca. Ale teraz na własnym ciele przekonywała się, że to nie bajki.

Obie macki między jej nogami poruszały się coraz szybciej, do przodu i do tyłu. Tak samo robiła macka w jej ustach, a te owinięte wokół jej piersi ślizgały się i wiły wokół jej cycków, zaciskając się coraz mocniej. Tak samo robiła macka w jej ustach, a te owinięte wokół jej piersi ślizgały się i wiły wokół jej cycków, zaciskając się coraz mocniej. Dziewczyna starała się utrzymać równowagę. Drugi brzeg był tak niedaleko. Liczyła, że uda jej się w końcu uwolnić ręce i może sięgnąć tam. Póki macki trzymały jej ręce i nogi nie mogła nic zrobić, a panicznie bała się stracić równowagę i runąć w tę breję, w której by się pewnie utopiła.

- Urghmmmm!!!!! – jęknęła, gdy nagle coś ciepłego i gęstego wypełniło jej usta. Krztusząc się i dławiąc, Tifa musiała to obrzydlistwo połykać. W tym samym momencie czuła, jak coś podobnego wypełnia jej odbyt a zaraz potem – cipkę. Czuła, jak macki wycofują się z niej, gdy miała wolne usta, wypluła ile tylko była w stanie. Czuła że ma to w sobie. Macki zwolniły też zaciśnięty uchwyt na jej piersiach. Ale zanim Tifa zdążyła zastanowić się, co dalej, pojawiły się nowe macki.

Szarpiąc się rozpaczliwie, Tifa starała się wyrwać, rozpryskując na wszystkie strony ściek, w którym po pas stała. Drugi brzeg był tak blisko. Trzymała usta zamknięte, kiedy kolejna macka zbliżyła się do nich. Czuła ten obrzydliwy dotyk na swoich ustach. Ale kiedy jeszcze raz macki wdarły się między jej nogi, nie mogła powstrzymać głośnego jęku. Na tą chwilę czekała macka przed jej twarzą. Zaraz też znowu coś cieńkiego owinęło się wokół jej piersi. Czuła też, że kolejne macki owijają się ciasno wokół jej ud. Nie wiedziała nawet już, ile to trwało. Słabła, nie mogła już nawet utrzymać się na nogach, kolejne wymuszone orgazmy wysyłały jej siły. Gdy zamknęła oczy, myślała że to już koniec.

Obudziła się na zimnej, śliskiej i wilgotnej podłodze. Otworzyła oczy, żeby zobaczyć znajomą twarz.
- Ty jesteś… Aeris?
- Już spokojnie – powiedziała kwiaciarka. Tifa przetarła oczy i podniosła się. Siedziała na brzegu kanału. Jej strój był w kawałkach. Wszystko ją bolało. Aeris klęczała obok niej.
- Co się stało?
- Znalazłam cię tutaj. Nie wiem, co ci się stało, ale byłaś w strasznym stanie. Użyłam magii leczącej, żeby ci pomóc.
- Świetnie… - Tifa przypomniała sobie o wszystkim, co ją spotkało i poczuła, jak jej żołądek przewraca się do góry dnem. Powoli wstała. Była prawie naga i bosa. Buty utonęły w kanale, bluzka, spódniczka były mokre i porwane, jej bielizna także.
- Musimy się stąd wydostać. Gdzie Cloud?
- Nie wiem, od tamtego momentu jak spadliśmy nie widziałam go.
- Trudno.  Chodźmy, on wie gdzie jest mój pub, więc pewnie tam pójdzie.

(Final Fantasy VII) W siódmym niebie


Tytuł: W siódmym niebie
Z: "Final Fantasy VII"
Postaci: Tifa
Rating: NC-17
Uwaga: Self Insertation

W tych pojebanych czasach mało co dawało odrobinę relaksu.Midgar niby nie robiło wrażenia miasta, które masz cholera nagła trafić. Ta,niektórych wkurwiało, że Shinra kontroluje tu faktycznie wszystko. Ale przynajmniej był spokój, bezpieczeństwo i pewność jutra. W takich czasach jak te to i tak dużo. Nie podskakiwałeś korporacji, pracowałeś, płaciłeś podatki, to mogłeś żyć. Spokojny, zdrowy deal, w który większość wchodziła bez problemu. Ale oczywiście,zawsze mu się się znaleźć paru takich, którym to nie będzie pasować. Tu też tacy się znaleźli. Nazwali się „Avalanche” i ogłosili się ruchem oporu. A jebał ich pies. Twierdzili, że występują w obronie ludzi przed korporacją. Gdyby załatwili niższe podatki to pewnie by ich poparto, ale ci debile woleli bawić się w terrorystów. Oczywiście, po pierwszym zamachu Shinra od razu podniosła podatki, tłumacząc to kosztami bezpieczeństwa. I zaraz część bezmózgów poparła Avalanche. A niech by ich…

Miałem to wszystko w dupie. Chciałem po prostu zwyczajnie żyć, znaleźć żonę, mieć dzieci i w spokoju przeżyć resztę życia. Że mało ambitne? I co z tego. Na razie miałem pracę w jednej z elektrowni. Co do żony…Hmm… Pracowałem nad tym.

Był piątkowy wieczór. Dwa dni temu te sukinsyny z Avalanche wysadziły pociąg z transportem. I pewnie chuj ich obchodziło, że przy okazji doprowadzili do zawalenia się dwóch bloków mieszkalnych. Starałem się o tym nie myśleć. Tak jak co piątek, wieczorem wyszedłem na miasto. Cel był niezmiennie ten sam – Siódme Niebo. Seventh Heaven, mówiąc dokładniej. Pub, położony w mało sympatycznej części Sektora Siódmego. Lubiłem to miejsce. Nie serwowali tam rozwodnionego piwa, a to już był jeden, dobry powód. Ale nie najważniejszy.Najważniejszemu na imię było Tifa Lockheart. Barmanka, która miała wszystkie inne pod sobą. Pierwsze cycki miasta, nogi jak wieże, śliczne, duże oczy i długie, kasztanowe włosy. Zachodziłem tam co piątek, zamawiając kilka głębszych i sycąc wzrok. Tak było i dziś. Tifa krzątała się za barem, a ja siedziałem sam przy stoliku i sączyłem piwko. Miała na sobie białą bluzkę, a dwie skórzane szelki uwypuklały te dwa siódme cuda świata, które kryły się pod nią. Czarna,skórzana miniówa nie zostawiała wiele wyobraźni.

Nie, nie przystawiałem się do niej. Widziałem, jak kilku próbowało. Pierwszy raz nawet zerwałem się, by pomóc, gdy jakiś menel złapał ją za tyłek. Chwilę potem leżał rozklaskany na podłodze. Innemu gnojowi, któremu udało się włożyć rękę po jej kieckę, zafundowała podwójne złamanie otwarte.Starzy  bywalcy o tym wiedzieli, nowych się szybko uświadamiało, aby trzymali łapy przy sobie. W końcu patrzeć można ile się chce. Tego wieczora chyba byłem zmęczony. Nie wiem, w każdym razie po raz pierwszy zasnąłem w knajpie, jak ostatni idiota. Musiałem się zsunąć ze stolika i spaść w kąt baru. Kiedy otworzyłem oczy, było ciemno. Powiodłem wzrokiem po okolicy. No tak, nikt mnie nie zauważył i zamknęli pub. Niech to diabli. Czekać do rana? Wstałem. Zobaczyłem, że na zapleczu pali się światło.Podszedłem w tamtą stronę. Usłyszałem głosy. Nie wiem, czemu, ale zatrzymałem się, nasłuchując.
- Ten pociąg był mocny – mówił męski, niski głos – Ale teraz dopiero nas usłyszą. Ten reaktor sprawi, że nie będą już mogli oszukiwać nikogo. Dobrze, że znalazłaś tego wojaka. Chociaż jednak to były żołnierz..
- Cloud nas nie zawiedzie, spokojnie. Znam go od pewnego czasu – ten głos należał do Tify.
- Oby… Dobra, idę. Do zobaczenia za dwa dni.
- Powodzenia. Uważaj na siebie – usłyszałem zamykane drzwi.Nie miałem wątpliwości, że to co słyszałem, dotyczyło działań Avalanche. Ale tutaj? I Tifa? Nie mogłem uwierzyć, że była związana z tymi bandziorami. Co teraz? Donieść do korporacji? Wsadzą ją do więzienia i pewnie nigdy już jej nie zobaczę. Zapomnieć? Ale cholera, mówili o reaktorze. Chcą wysadzić reaktor?Rany, przecież to rozwalić może cały sektor. Biłem się z myślami, kiedy usłyszałem kroki.
Schowałem się. Tifa wyszła do baru, zapaliła światło i nalała sobie szklankę czegoś mocniejszego. Wychyliła ją jednym duszkiem. To dopiero kobieta. I wtedy, pies by to oszczał, oparłem się za bardzo szafkę,która zatrzeszczała.
- Kto tam? – Tifa zwróciła się w moją stronę, przyjmując bojową postawę. Nie było sensu udawać. Wyszedłem z kryjówki.
- Ja tylko… zasnąłem w barze… obudziłem się… i było zamknięte– tłumaczyłem, wiedząc, że za chwilę mogę mieć połamane wszystkie kości.
- Ach tak, poznaję cię – Tifa opuściła pięści. Zapamiętała mnie? Poczułem radość, mimo całej sytuacji.
- Czy mógłbym prosić… o otwarcie drzwi? – spytałem, wciąż niepewnym głosem.
- Pewnie, zaraz – wyszła z za baru, ale w połowie drogi zatrzymała się i odwróciła ku mnie. Jej ciemne oczy patrzyły na mnie uważnie.
- Słyszałeś moją rozmowę, prawda?
Kurwa, nigdy nie potrafiłem kłamać. To widać było na mojej twarzy.
- Tak – odpowiedziałem. Podeszła do mnie.
- Trudno, nie mogę cię w takim razie wypuścić. Za dużo wiesz, rozumiesz, prawda? Chodź, do piwnicy. Później szef zadecyduje, co z tobą zrobić.
Minęła mnie i podeszła do drzwi na zaplecze. Cholera, teraz byłem już pewien, że mnie zabiją. Bałem się, cholernie się bałem. Gdy Tifa mnie mijała, złapałem odruchowo butelkę, która stała na barze i rąbnąłem nią Tifę w głowę. Szkło pękło a barmanka osunęła się nieprzytomna na ziemię. Przez chwilę zastanawiałem się, co dalej. Potem zdjąłem jej szelki, związałem nimi jej ręce za plecami w usta wcisnąłem szmatę i trzymając ją na ramieniu, szybko wyszedłem z baru.
Była noc, lampy już pogasły a po ulicach mało kto się kręcił. Nie mieszkałem aż tak daleko, aby dojście tam z nieprzytomną Tifą na ramieniu nie było niemożliwe. Gdy byliśmy w moim mieszkaniu, rzuciłem ją na łóżko, związałem dla bezpieczeństwa nogi i wyszedłem. Poszedłem nad rzekę. Jej mętne lustro zanieczyszczonej wody lśniło w blasku kilku świecących się ciągle latarń. Wyjąłem komórkę i wybrałem numer policji. Po chwili ktoś odebrał.
- W barze Seventh Heaven za dwa dni spotkają się terroryści z Avalanche – zacząłem powoli – Planują wysadzić któryś z reaktorów. Jest wśród nich były żołnierz.
- Co takiego? Proszę powtórzyć! – głos z drugiej strony słuchawki był wyraźnie zaskoczony. Powtórzyłem dwa razy, po czym rozłączyłem się i cisnąłem komórkę do mętnej mazi, która kiedyś była wodą. Niech tam ją namierzają, jak chcą.
Wróciłem do domu. Tifa była wciąż nieprzytomna. Usiadłem koło niej, masując jej piersi prze materiał bluzki. Szybko podniosłem ją,napawając się widokiem, o którym wielu tylko marzyło. Były wielkie, to prawda,ale niewątpliwie były prawdziwe. Duże sutki aż prosiły się, żeby je ssać.Rozpiąłem jej spódniczkę i zsunąłem ją. Miała zwyczajne, białe majtki. Zdjąłem je.Jej piczka była starannie wygolona, bez ani jednego włoska. Oblizałem się,patrząc na to doskonałe ciało, leżące na łóżku.
Nie mogłem czekać. Wszedłem na łóżko, siadłem na niej i położyłem mojego twardego już członka między jej wielkie piersi. Złapałem za nie i ścisnąłem je pomiędzy moim wackiem. Poruszając się rytmicznie, czułem to ciepło bijące z jej cycków. Już samo patrzenie na nią było podniecające a teraz robienie tego w ten sposób. Każdy, kto odwiedzał bar, pewnie o tym marzył. Tifa jakby cicho mruczała, ale wciąż była nieprzytomna. Doszedłem bardzo szybko,oblewając jej piersi moim nasieniem. Trochę dosięgło też twarzy.
Ale co z nią zrobić? Wtedy otworzyła oczy.
- Co.. ale… gdzie ja jestem? – spytała, patrząc na mnie zdziwiona – Kim jesteś? Co się stało… ja… nic nie pamiętam… Boże… jak ja mam na imię?
Bogowie chyba uśmiechnęli się do mnie. Straciła pamięć?Zaraz ją rozwiązałem, gorączkowo myśląc nad resztą.
- Tifa, kochanie – mówiłem – uderzyłaś się o kant łóżka. Nic ci nie jest?
- Ja… ja nic nie pamiętam… - w jej głosie słyszałem rozpacz.
- Już dobrze, spokojnie. Jestem przy tobie.
- Kim jesteś?
- Twoim… twoim mężem – wypaliłem szybko.
- Mężem?
- Tak. Nazywasz się Tifa i jesteś moją żoną.
- Ale czemu byłam związana…
- Bawiliśmy się w łóżku. Jakoś tak pechowo uderzyłaś głową o kant łóżka. Naprawdę się bałem.
- Czemu nic nie pamiętam?
- Boże… naprawdę niczego sobie nie przypominasz?
- Niczego!
- Dobrze, że ja tu jestem. Spokojnie, opowiem ci wszystko.
I tak zrobiłem. Oczywiście, według mojej wersji, Tifa była moją dziewczyną. Jej rodzina zginęła podczas zamachu Avalanche na pociąg w dzień naszego ślubu. Obiecaliśmy sobie opuścić to miasto, a to była przedostatnia noc w Midgar. Uwierzyła.
- Boże… jak to dobrze, że jesteś tutaj – powiedziała, tuląc się do mnie. Pochyliłem się i pocałowałem ją w wargi. Odpowiedziała, całując mnie zachłannie i tuląc, napierając swoimi piersiami na mnie, jakbym był jedyną liną, która łączy ją z jej przeszłością. Pieściłem jej piersi, masując je rytmicznie. Tifa jęczała namiętnie, podczas gdy ja całowałem jej kark.
- Sprawię, że wszystko sobie przypomnisz, kochanie –mówiłem, dając jej stopniowo coraz większą rozkosz. Moja dłoń sięgnęła pomiędzy jej nogi, rozchylając jej uda i powoli otwierając jej dolne wargi. Jęknęła głośniej. Usadowiliśmy się w pozycji 69. Ona na górze, ja na dole. Ssała mojego członka z oddaniem, podczas gdy ja językiem doprowadzałem ją do coraz większej rozkoszy. Szybko poczułem jej soczki na moim języku. Była wciąż zdenerwowana i zdezorientowana, ale nie chciałem, żeby myślała o czymkolwiek. Seks był najlepszym sposobem na relaks. Czułem, że zaraz dojdę a i ona coraz głośniej jęczała.
Wstaliśmy i szybko wszedłem w nią, układając ją na łóżku, na plecach. Całkowałem jej kark, podczas raz mój twardy członek nadziewał ją raz po raz. Jej paznokcie jeździły po moich plecach a piersi ocierały się o moją klatę. Była moja, z zachwytem myślałem, że od tej pory to ciało nie będzie już należeć do nikogo.
- Kocham cię – wyszeptałem a chwile potem obydwoje doszliśmy. Orgazm wstrząsnął naszymi ciałami, fala rozkoszy zalała nas całkowicie. Przez chwilę leżeliśmy na sobie, dysząc i pieszcząc nasze wciąż rozgrzane ciała.
Wyjechaliśmy z Midgar następnego dnia. Nie chciałem ryzykować,ktoś mógłby ją rozpoznać i byłyby problemy. Osiedliśmy w Wutai, a tylko wiadomości radiowych słyszałem, że w Midgar aresztowano wszystkich członków Avalanche i skazano na śmierć. „Dobrze wam tak, sukinsyny” – dodałem w myślach,patrząc na Tifę, która właśnie przyrządzała posiłek.