- Panie profesorze, tędy – prowadzący mnie po Hogwarcie prefekt był
zdenerwowany, głos mu się trochę łamał. No wiadomo, nie zawsze pewnie
miał okazję oprowadzać po swojej szkole gości z zagranicy. Przyjechałem
tutaj wczoraj, ale byłem na miejscu wieczorem, więc dopiero dziś wysłano
chłopaka, który miał mnie oprowadzić. To była moja pierwsza wizyta na
wyspach. Od kiedy nasza szkoła magii i Hogwart zaczęły ze sobą
współpracować, co roku wysyłano jednego pracownika każdej ze szkół do
drugiej. Miał spędzić tam kilka dni, poznać lepiej nauczycieli, uczniów i
zwyczaje. Oczywiście, wymieniano też uczniów, ale co oni tam mogli
wiedzieć.
Tym razem naszego przedstawiciela, czyli mnie, gościł
dom Slytherinu. Miałem fuksa. Rok temu mojego znajomka przyjmował
Gryfindor. Facet opowiadał, co to za żałosne złamasy, na każdym kroku
pierdolący o honorze, prawdzie, uczciwości i takich tam farmazonach.
Normalnie nie mógł tego wytrzymać i jak wrócił, to mówił, że jedyni
konkretni ludzie są w Slytherinie. Miałem więc szczęście, że właśnie
tutaj trafiłem. Ten prefekt tylko zachowywał się jakoś tak nerwowo. Czy
to tylko była trema?
- Proszę – otworzył mi drzwi do jednej z sal i
zaprosił do środka. Wszedłem tam. Była to prawie pusta komnata, w której
stało tylko krzesło, stół a w kącie duże, eleganckie łóżko. Na stoliku
stały kieliszki i butelka wina.
- Proszę usiąść – powiedział prefekt i
otworzył butelkę, nalewając mi wina. Nie wiedziałem, o co chodziło, ale
byłem gościem, więc postanowiłem, że nie będę sprawiał gospodarzom
kłopotów. Wyczuwałem magię, ta komnata była chyba jedną z tych, które
utrzymuje się dzięki czarom, których nikt nieproszony nie widzi. Co oni
wymyślili?
Po chwili drzwi się otworzyły i do pomieszczenia weszło
kilka osób. Poznałem pierwszego, był jednym z nauczycieli, chyba tym od
czarnej magii. Witał mnie wczoraj. Niski, rudy, miał na sobie zwyczajną
togę szkolną z symbolem węża na ramieniu. Obok niego było jeszcze dwóch
innych w podobnych ubraniach. Między nimi stała kobieta o rudych,
kręconych włosach, w okularach. Miała na sobie taką samą togę jak oni,
tylko z symbolem Gryfa na ramieniu. Czy ona była z Gryfindoru? Ale po co
tu przyszła? Po ją przyprowadzali?
- Jeszcze raz serdecznie
witam naszego drogiego gościa – podszedł ten od czarnej magii i podał mi
rękę. Wstałem i przywitałem się. Jak on się nazywał? Nie mogłem sobie
przypomnieć. Na szczęście nie musiałem, bo on sam przedstawił mi dwójkę
swoich kumpli – Glitcha, mistrza ziół i Ayarharta, jednego z sekretarzy
szkoły. Kobieta, która stała obok nich nie odzywała się. Tamci kazali
prefektowi spadać. Zostaliśmy sami.
- Żeby pokazać, jak bardzo
cieszymy się z tej wizyty – mówił ten od czarnej magii – Przygotowaliśmy
dla pana specjalną niespodziankę. To ona – ręką wskazał kobietę.
- Dzień dobry – ukłoniła się nisko – Nazywam się Hermiona Granger, jestem nauczycielką eliksirów i… i…
- No, dalej – szturchnął ją Glitch.
- I… szlamiastą dziwką Slytherinu. Będę szczęśliwa, jeśli będę mogła spełnić każde pana życzenie.
Kiedy
to powiedziała, zsunęła swoją togę. Otworzyłem szeroko oczy. Miała na
sobie ciasny, błękitny strój, który składał się z bardzo krótkiej
spódniczki i topu z dużym dekoltem, pod którym widać było bardzo dobrze
duże, pełne piersi. Krótki, żółto czerwony krawcik kończył się tam,
gdzie dekolt. Oprócz tego miała biały kołnierzyk i krótką pelerynę. Na
piersi miała znak Gryfindoru, po środku którego widać było sterczący pod
materiałem sutek. Czy jednak może mój kumpel nie miał racji w tematcie
Gryfindoru? Ta łasia nie pasowała do jego opisów. Sam mówił, że panienki
z Gryfindoru były takie grzeczne, że po ósmej chodziły spać, i
uczennice i nauczycielki. Ta na taką nie wyglądała.
- Wyjaśnię –
powiedział Ayarheart – Panna Granger od niedawna zmieniła zdanie i
bardzo chętnie służy swoim ciałem wszystkim członkom Slytherinu.
Rozumiem, jest pan zdziwiony. Granger, wyjaśnisz naszemu gościowi sama?
-
Ja… ja zawsze byłam napaloną dziwką, ale w Gryfindorze… tam… nie było
nigdy… prawdziwych mężczyzn. Dlatego w Slytherinie… ale nie mogłam być
przyjęta, bo jestem tylko… brudną szlamą… więc zostałam dziw… dziwką
Slythierinu.
- Panna Granger co tydzień przychodzi do tego pokoju i
cały dzień i noc jest do dyspozycji wszystkich dorosłych członków
naszego domu. Jednak dzisiaj jest wyjatkowa okazja, bo mamy szanownego
gościa jak pan. Dlatego dzisiaj ona będzie służyć tylko panu.
Uśmiechnąłem
się. Tak, już lubiłem Slytherin. Widać było, że ta kobieta została do
tego w jakiś sposób zmuszona. Ale nie obchodziło mnie w jaki sposób, to
już ich sprawy. Mnie obchodziło to, że była tutaj i była naprawdę
konkretną laską. No i była dla mnie.
- Dziękuję, doceniam ten podarunek.
-
Więc zostawiamy pana z nią samych – powiedział ich szef, którego
imienia dalej nie pamiętałem. Wyszli. Siadłem na fotelu i nalałem sobie
wina. Było dobre, musiało być bardzo stare.
- Lubisz nazywać siebie dziwką, co? – spytałem tą tam stojąca przede mną. Jak ona się nazywała? Już zapomniałem.
- Ja… tak.
- A jak się naprawdę nazywasz?
- Hermiona. Hermiona Granger.
- Wymiona? – roześmiałem się, pijąc wino – No to, Wymiono, zdejmij mi buty.
Widziałem,
jak się skrzywiła, gdy przekręciłem złośliwie jej imię. Te cycki
ściśnięte pod ciasną bluzką kołysały się. Ale nie za szybko. Hermiona
uklękła, rozwiązała mi sznurowadła i zsunęła buty z moich stóp.
Nauczycielka? Ale jaja, pomyślałem. U nas kobieta pewnie zabiłaby
takich, którzy próbowaliby ją do tego zmusić.
- Rozporek – wskazałem, ale kiedy sięgnęła do niego ręką, pokręciłem głową – Ząbkami. Tak jak dziwki.
-
Oczy… oczywiście. Przepraszam – zbliżyła usta do moich spodni i wzięła
między zęby zamek, zsuwając go na dół. Dopiero gdy skończyła, pozwoliłem
jej użyć palców, żeby wysunęła spod majtek mojego naprężonego wacka.
Był już twardy od patrzenia na te cycki, które prawie wyskakiwały spod
bluzki. Widziałem wczoraj, co noszą ci z Gryfindoru. Jej strój był
parodią ich ubioru. Podobał mi się dużo bardziej od oryginału. Otworzyła
usta, ale pokiwałem ręką.
- Poproś.
- Czy mogę… proszę, mogę wziąć do ust pańskiego pe… penisa?
- Poproś jak dziwka, która o tym marzy.
- Ja… błagam, muszę obciągnąć panu druta… proszę mi pozwolić… proszę…
- Dobrze, możesz to zrobić.
Chociaż
ci ze Slytherinu mówili, że ją trenowali, to chyba się nie postarali,
bo ciągle się czerwieniła, kiedy kazałem jej się odpowiednio odzywać. A
może nie przejmowali się tym? A co mnie to, sam ją nauczę. Zawsze to
więcej zabawy. Kładąc rękę na jej głowie, powoli głaskałem jej długie,
rude włosy, podczas gdy ona otworzyła szeroko usta i objęła nimi mojego
sztywnego członka. Miała duże i czerwone wargi. Były miękkie i ciepłe.
Powoli wsuwała go coraz głębiej. Widać było, że ma doświadczenie, na
pewno nie robiła tego pierwszy raz, chociaż pewnie nigdy tego nie
lubiła. Ale nie widziałem w jej oczach obrzydzenia, gdy lizała moje
jaja, jedno i drugie równie starannie.
- Bardzo dobrze, znasz się
na rzeczy – pochwaliłem ją. Nie mówiąc nic skończyła i znowu wzięła go
do ust, tym razem całego. Czułem, jak dotyka końcówki jej gardła, gdy
poruszała rytmicznie głowę. Tak, to warte było przyjechania do tej
deszczowej Anglii. Robiła laskę jak zawodowy lachociąg. Można było
uwierzyć w te cotygodniowe spotkania, ciekawe, od jak dawna one trwały?
Zanurzyłem ręce w jej włosach, sztywniejąc, gdy poczułem, że wreszcie dochodzę. Wystrzeliłem wszystko do środka.
-
Połknij – powiedziałem, ale ona chyba się tego domyślała. Widziałem,
jak jej ciągle czerwone policzki wydymają się, a z pomiędzy warg w
kącikach ust ciekną dwie cienkie, białe strużki. Połknęła wszystko,
chociaż teraz już nie ukrywała niechęci. Powoli wyjęła go z ust,
starannie wylizując do czysta i wytarła dłonią wargi. Wypiłem łyk wina i
przesiadłem się na łóżko
- Rozbierz się – powiedziałem – ale powoli.
Cofnęła
się. Kręcąc biodrami, rozwiązała krawat i rzuciła go swobodnie na
ziemię, a następnie powoli zsunęła bluzkę, pod którą nie miała stanika,
przez głowę. Miała ładne piersi ze sporymi brodawkami. Przesuwając
dłonie po nich, odwiązała pasek i pozwoliła spódniczce samej opaść na
dół. Mając na sobie buty, majtki i pelerynkę, wygięła się w łuk,
rozsuwając nogi. Odwiązała sznurki od peleryny, która spadała na ziemię.
Kopnęła buty pod ścianę. Delikatnie i powoli zsuwała majtki, aż w końcu
stała przede mną zupełnie naga. Widziałem w jej oczach czekanie na
komplementy.
- Nie tak źle – powiedziałem krytycznym tonem. Takich
nie można za bardzo chwalić, bo się robią rozpuszczone – Ale mogłaś się
bardziej postarać. A teraz chodź tutaj.
Posadziłem ją na
kolanach, wchodząc w jej szparkę. Była już mokra. Czyżby jednak
podniecało ją to, co robiła podobno z przymusu? Ciało nie mogło kłamać, a
robienie laski musiało ją pewnie nieźle podjarać. Przywarła do mnie
natychmiast, nie miała w sobie żadnej niechęci. Jej duże, jędrne piersi
ocierały się o moją klatkę, a usta wpiły w mój kark, całując namiętnie.
Nie miałem wątpliwości, że robi to, co lubi robić. Szybko wszedłem w nią
do końca, a wilgotne, ciepłe ściany jej piczki zacisnęły się na moim
członku, wciągając go do środka, w nią. Głaskałem jej rude włosy i
zdjąłem jej okulary. Rzucając głową, jej włosy falowały na wszystkie
strony. Nie miała w sobie niczego z zastraszonej kobiety, którą tutaj
przyprowadzono. Jęczała głośno i rytmicznie, poruszając się szybko na
moim łonie.
Oczywiście, nie oszczędzałem jej, pieprząc ją
mocnymi, głębokimi pchnięciami. Pewnie jeszcze nigdy wcześniej nikt jej
tak nie brał. Jej palce wpijały się w mnie, przyciskała się do mnie
najmocniej jak umiała. Była już cała spocona. Jej wewnętrzne mięśnie
zaciskały się na moim członku tak mocno, jak nigdy wcześniej tego nie
czułem. Może po raz pierwszy brał ją ktoś taki? Pewnie ci ze Slytherinu
byli mniej żwawi. Robiłem to już z wieloma kobietami i potrafiłem wyczuć
różnicę, kiedy kobieta robi coś z przymusu a kiedy dla przyjemności.
Ona na pewno tego chciała.
Trzymałem ją dłońmi, moje palce
zostawiały czerwone ślady na jej skórze. Nie mogła zapomnieć, kto tu
rządzi. Starałem się jednak powstrzymywać jak najdłużej się dało. Nie
obchodziła mnie jej przyjemność, ale niech zobaczy, jak to robią
mężczyźni z kontynentu a nie ci wyspiarscy flegmiarze, którzy pewnie
byli mistrzami falstartów. Słyszałem jej głośne jęki, wiedziałem, że
jest już blisko szczytowania. Kiedy orgazm wypełnił ciało, ona
przycisnęła się do mnie ciasno. Krzyczała głośno, wyprostowana jak
naciągnięta na maksymum struna skrzypiec. Nie było w tym głosie żalu ani
pretensji, tylko rozkosz. Wystrzeliłem w niej, wypełniając ją do końca
moim ciepłym nasieniem, które mieszało się z jej soczkami. Jej
zaciśnięta piczka wyciskała ze mnie ostatnie soki. Gdy skończyliśmy,
opadła na mnie, zmęczona.
- Dobrze… - szeptała – tak dobrze…
- Nie posuwał cię tak żaden z nich?
- Nie, oni… są…
- Nie bój się, nie powiem im niczego. Żaden facet nie mówi o tym, o czym rozmawia w sypialni.
- Oni są… brutalni… biją i gwałcą… to im sprawia rozkosz.
Nie
dziwiło mnie to. Ci ze Slytherinu wyglądali na takich, których tylko
batem siec albo oni kogoś. Ponure typy. Lubiłem ich za to, ale szkoda
było takiej dziewczyny dla nich. Marnowała się tu z nimi a pewnie w
końcu zrobią jej jakąś większą krzywdę. Zastanowiłem się.
W tym
czasie Hermiona zsunęła się między moje nogi i otworzyła usta, biorąc
mojego członka jeszcze raz miedzy swoje gorące, czerwone wargi. Nie
kazałem jej tego robić. Słyszałem jak ssie i siorpie. Rozprostowałem się
na pościeli. Nie mogłem jej tak sobie stąd zabrać, była tutaj
nauczycielką. No i pewnie te typy ze Slitherinu tez by nie chciały jej
oddać. Była zbyt dobrze wyedukowana. Położyłem rękę na jej głowie.
- Nie przestawaj – powiedziałem – a ja pomyślę…
Następnego
dnia spotkałem się z dyrektorką szkoły. Na pierwszy rzut wyglądała jak
zasuszona staruszka, ale wzrok miała tak samo ostry jak nos. Nie
wyglądała na taką, która by łatwo łyknęła każdy kit.
- Pani dyrektor, jak pamiętam, mogę wskazać osobę, którą nasza szkoła zaprosi jako przedstawiciela Hogwartu?
- Oczywiście, ale decyzja należy do mnie.
- Rozumiem. Proszę więc przemyśleć kandydaturę profesor Granger.
Zmarszczyła czoło. Była zaskoczona, to pewne.
- Właściwie nie mam przeciwwskazań, ale wie pan, muszę poznać jej zdanie.
- Może ją wezwać?
- Oczywiście, zaraz wyślę skrzata.
Po
kilkunastu minutach do gabinetu dyrektorki weszła Hermiona. Miała na
sobie zwykły strój, dużo bardziej zasłaniający niż tamten. Nie wyglądała
na zadowoloną z życia.
- Pani profesor Granger, została pani
wskazana jako kandydatka do rewizyty w szkole naszego szanownego gościa.
Chciałabym wiedzieć, co pani o tym myśli?
- Ja? Ale… Oczywiście, zgadzam się!
Bardzo
słaba z niej była aktorka, kiedy starała się ukryć radość. Wyszedłem z
gabinetu, zadowolony z tego, że plan się powiódł. Wieczorem spotkałem
się z tymi ze Slytherinu.
- Słyszałem, że zabierasz naszą szlamiastą sucz do siebie na tydzień? – powiedział Glitch.
- Macie mi to mi za złe, panowie? – powiedziałem, a potem wyjąłem różdżkę i machnąłem nią. Na stole pojawił się worek pieniędzy.
- To… rekompensata za ten tydzień bez niej. Wystarczy?
- Oczywiście, oczywiście – Ayarheart zajrzał do środka i liczył już gotówkę.
-
Proszę się nią nacieszyć ile pan chce. To może być dobry znak dla
naszej współpracy – powiedział ten ich szef, którego imienia nie
pamiętałem nigdy - Ty też się pewnie cieszysz, Hermiono?
- Mhpmm…
Granger
klęczała pod stołem, między jego nogami. Podobno co wieczór musiała
każdemu zrobić laskę. Spermę wypluwała do pucharu, który potem musiała
wypić. Nazywali to „robieniem eliksirów”. Mieli fantazję. Ale
wiedziałem, że już niedługo z tym koniec. Plan był prosty. Podczas
podróży miał zdarzyć się „wypadek”, w którym ona miała zginąć.
Oczywiście, nie naprawdę. Ale nikt z tej deszczowej wysepki nie miał o
tym wiedzieć. A po powrocie… już coś się wymyśli…