Pokazywanie postów oznaczonych etykietą harry potter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą harry potter. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 marca 2015

(Harry Potter) Ciało Pedagogiczne 6



Nie umiem i nie lubię pisać cykli... Dlaczego więc od czasu do czasu się w nie pakuje? No naprawdę nie wiem. Nie umiem tworzyć OC - więc czemu to robię? Zabijcie mnie, a nie powiem... Ale obiecałem, więc idziemy dalej. Oto przedostatni, mam nadzieję, odcinek "Ciała Pedagogicznego". W związku z nim mam pytanie - jakie zakończenie byście chcieli zobaczyć? Sam nie jestem zdecydowany, dlatego proszę o uwagi i propozycje - może na coś sam wpadnę, może coś mi się spodoba? Może będzie happy end, może trójkącik, może ślub, a może bad end? No sam już nie wiem...

Poprzednie części:

Część 1: http://hentai-fanfiction.blogspot.com/2012/06/harry-potter-ciao-pedagogiczne-1.html
Część 2: http://hentai-fanfiction.blogspot.com/2012/06/harry-potter-ciao-pedagogiczne-2.html
Część 3: http://hentai-fanfiction.blogspot.com/2012/06/harry-potter-ciao-pedagogiczne-3.html
Część 4: http://hentai-fanfiction.blogspot.com/2012/08/harry-potter-ciao-pedagogiczne-4.html
Część 5: http://hentai-fanfiction.blogspot.com/2013/07/harry-potter-ciao-pedagogiczne-5.html

Mark rozsunął nogi siedzącej wygodnie na krześle Fleur. Jej nagie, starannie wygolone łono błyszczało zapraszającą wilgocią. Czuł się jak wybranek, jak ktoś szczególny, komu było dozwolone to zobaczyć. Otworzył usta i dotknął czubkiem języka jej kobiecości, powoli smakując jej i zbierając krople jej soków. Westchnięcie, w którym słychać było przyjemność, nie pozostawiło w nim wątpliwości, że idzie we właściwą stronę. Chociaż rzucony na Fleur czar pozostawiał ją w jego mocy, to uważał, że miarą umiejętności łóżkowych mężczyzny jest zadowoleni kobiety. Dlatego powoli rozchylił jej wargi i wsunął język do środka, robiąc minetę. Odszukał jej najbardziej wrażliwy punkt, z zaskoczeniem stwierdzając, że jest on większy niż u Kelly czy Hermiony. Nie tylko większy, ale i bardziej czuły, o czym przekonał się błyskawicznie, kiedy pod wpływem jego dotyku z ust Fleur popłynęła symfonia pełnych rozkoszy jęków.


poniedziałek, 29 lipca 2013

(Harry Potter) Ciało pedagogiczne 5





Poprzednia część tej serii pojawiła się niemal równo jedenaście miesięcy temu, czyli prawie rok... a ludzie wciąż dopominali się o kolejne. Przyznaję, to fascynujące. Ale obiecałem kontynuować tę serię i słowa dotrzymuję, co widzicie poniżej. Zostawiam was z tym rozdziałem na dłużej, bo jutro wyjeżdżam na wakacje i wrócę pewnie za dwa tygodnie, może później trochę nawet. 
Sądzę, że powoli zbliżam się do końca tej opowieści, myślałem nawet, że skończę ją w  tym rozdziale, ale jednak nie, co najmniej jeden jeszcze powstanie, a może więcej? Mam nadzieję, że nie będziecie na nie musieli czekać znowu prawie roku ;)
Myślałem jeszcze nad wprowadzeniem jakiejś nowej postaci, ale chyba już jest za późno, a i tak się ich trochę zrobiło, w każdym razie dość, żeby było zamieszanie. Kto wie, jak to się wszystko skończy... 

Część 1: http://hentai-fanfiction.blogspot.com/2012/06/harry-potter-ciao-pedagogiczne-1.html
Część 2: http://hentai-fanfiction.blogspot.com/2012/06/harry-potter-ciao-pedagogiczne-2.html
Część 3: http://hentai-fanfiction.blogspot.com/2012/06/harry-potter-ciao-pedagogiczne-3.html
Część 4: http://hentai-fanfiction.blogspot.com/2012/08/harry-potter-ciao-pedagogiczne-4.html

Tytuł: Ciało pedagogiczne
Z: Harry Potter

Słysząc pukanie, Hermiona nerwowo zerwała się z łóżka i szybko zaczęła ubierać. Fleur, na tle pośpiechu Hermiony, wydawała się nie przejmować tym aż tak bardzo, więc jej ruchy wydawały się bardziej powolne, cechowała ją wrodzona elegancja, nawet w takiej sytuacji. Hermiona ta szybko jak tylko mogła ubrała się i otworzyła drzwi, kątem oka sprawdzając, czy Fleur jest poza zasięgiem wzroku osoby, która mogła stać po drugiej stronie drzwi. Ku jej zaskoczeniu, kiedy otworzyła drzwi, ujrzała Marka. Trochę jej ulżyło, ale i tak dalej była zdziwiona, bo pamiętała, co Mark miał przecież zrobić.

- Mark… co się… ? – spytała, zaskoczona.
- Pan dyrektor kazał mi przyjść – odpowiedział Mark, wzrokiem prześlizgując się po Hermionie. Chociaż była ubrana, to widać było delikatne ślady tego, co przed chwilą robiła – niedopięty guzik, zepsuta fryzura, ślady pocałunków… uśmiechnął się w myślach – Poprosił mnie, żebym przyprowadził do niego panią Fleur, a pani żeby zajęła się przez ten czas jej uczniami. Są na meczu Quiditcha.
- O, wreszcie – Fleur pojawiła się obok Hermiony. W odróżnieniu od niej wyglądała nienagannie, jakby nic nie zaszło – W takim razie chodźmy – powiedziała do Marka i wyszła z pokoju. Mark ruszył obok, lekko przed nią, prowadząc ją korytarzem szkoły. Wydawała się nie zwracać na niego uwagi. Kiedy próbował zacząć rozmowę, zbywała go słowem lub dwoma.

niedziela, 26 sierpnia 2012

(Harry Potter) Ciało pedagogiczne 4



Kończą się wakacje, więc wracamy do pisania. Dziś przed wami kolejna odsłona najpopularniejszej chyba serii, jaką na tym blogu opublikowałem. Nieostatnia zresztą, jak przekonacie się pod koniec tekstu.

 Tytuł: Ciało pedagogiczne
Z: Harry Potter
Rating: NC-17

Trudno powiedzieć, które z nich było bardziej zaskoczone. Hermiona, z czerwoną twarzą, nerwowo usiłowała poprawić ciuchy, a Mark patrzył i nie wiedział, co ma zrobić. Fleur stała naprzeciwko nich, ale nie wydawała się ani zaskoczona ani zaszokowana. To go uspokoiło, bo gdyby chciała narobić hałasu, pewnie już by to zrobiła. Na dodatek poczuł, jak jej wzrok powoli zsuwa się niżej, do jego krocza. Poczuł, jak pod samym jej spojrzeniem robi się twardy. Nic na to nie mógł poradzić. Hermiona była piękną kobietą, ale w urodzie Fleur było coś nieludzko wręcz doskonałego. Żaden mężczyzna nie mógłby się oprzeć, wystarczyłby jeden gest, a zrobiłby wszystko. I Fleur miała tego pełną świadomość.

- Ja… wiesz… - Hermiona nie wiedziała, co ma powiedzieć, bo sytuacja była ewidentna i kompromitująca. Zagadkowy uśmiech wykwitł na pełnych ustach Fleur, która podeszła do nich. Stała przy Hermionie, patrząc jej prosto w twarz, a jej palce przesuwały się blisko męskości Marka, dotykając jej tylko czubkami paznokci, niby przez przypadek. Ale to tylko tak wyglądało, chłopak nie miał wątpliwości, że to nie jest przypadek. Oszałamiająco piękna Francuzka przesunęła rękę po kasztanowych, gęstych włosach Hermiony.
- Nie odmawiasz sobie niczego, jak widzę – powiedziała, a francuski akcent w jej głosie sprawiał, że to co mówiła brzmiało lekko egzotycznie – a co powiesz na to?

czwartek, 7 czerwca 2012

(Harry Potter) Ciało pedagogiczne 3


Trzecia część mojego najpopularniejszego chyba obecnie fanfika.

Tytuł: Ciało pedagogiczne
Z: Harry Potter
Rating: NC-17

Gdy zeszli na dół, Mark był ciągle zły, że nie dała mu dokończyć. Wiedział, że ona też jest cały czas mokra i nagrzana. Ale polecenie dyrektora było święte. Zabrała go ze sobą, jako swojego asystenta.
- Zachowuj się przyzwoicie – powiedziała stanowczym tonem. Marka ciągle zastanawiało, jak łatwo przychodził jej powrót do pozycji tej, która rozkazuje. Przed paroma minutami klęczała przed nim na kolanach. Teraz mówiła w ten sposób, że Mark czuł, że musi się podporządkować poleceniom. Denerwowało go to trochę, bo wolałby, żeby Hermiona na stałe już zrozumiała, że jej miejsce jest na kolanach, przed nim. Rozumiał, że będzie musiał nad tym dłużej pracować. Ale kiedy szedł za nią i patrzył na jej tyłeczek, to wiedział, że warto nad tym pracować.

- Witam państwa – powiedziała Hermiona, schodząc po schodach na dziedziniec szkoły, gdzie czekała już grupa przybyszy. Zatrzymała się w pół drogi. Przed zebranymi stała wysoka, smukła kobieta o długich, związanych w koński ogon włosach. Jej piękne, głębokie oczy były jakoś dziwnie znajome.
- Fleur? – spytała zaskoczona Hermiona.
- Witaj, Hermiono – Fleur Delacour podeszła bliżej – Cieszę się, że cię widzę.
- Ja też… - Hermiona zawsze czuła się trochę nieswojo w jej towarzystwie. Francuska czarownica była wielką pięknością, a Hermiona pamiętała, jak w czasach, kiedy jeszcze była uczennicą, jej uroda sprawiła w Hogwarcie trochę problemów. Nie uważała się za brzydką, ale przy tej kobiecie czuła się jakoś tak zwyczajnie. Wiedziała, że nieludzkie piękno Fleur przyciąga uwagę wszystkich. Postanowiła jednak, że nie będzie się tym przejmować.

(Harry Potter) Ciało pedagogiczne 2



Wiele osób prosiło o kontynuację tej opowieści, więc proszę bardzo :)

Tytuł: Ciało pedagogiczne 2
Z: Harry Potter
Rating: NC-17

Ubrana w czerwoną, skąpą bieliznę, Hermiona poruszała rytmicznie głową do przodu i do tyłu, robiąc laskę Markowi, który siedział na krześle w jej gabinecie. To na jego sugestię zrezygnowała podczas ich spotkań z noszenia szaty na rzecz bardziej wyzywających strojów. Na jej stopach znajdowały się błyszczące czerwienią wysokie obcasy. Pas od pończoch i majtki w tym samym kolorze oraz stanik opinający jej obfity biust były wszystkim, co miała na sobie. Mark siedział na jej krześle, w jej prywatnym gabinecie. Jego ręka była zanurzona w jej gęstych włosach.

Uwielbiała to robić. Chociaż pogardzała sama sobą, uważała to za niewybaczalną słabość, nie mogła się temu oprzeć. Wielka, stercząca pała chłopaka jej córki sprawiała, że kolana jej miękły a w ustach zbierała się ślina. Tak, pragnęła tego jak niczego bardziej. Chłopak o tym doskonale wiedział i wykorzystywał to. Załatwiła mu stanowisko pomocnika w bibliotece szkoły, żeby bez przeszkód mógł zostać w Hogwarcie na wakacje już po tym, jak skończył tam naukę. Jej gabinet był tuż koło biblioteki, więc bez problemu mogli się spotykać.

(Harry Potter) Ciało pedagogiczne 1


Oto pierwsza część trochę dłuższej (jak mi się uda skończyć) historyjki z Harryego Pottera. Mam nadzieję, że wam się spodoba.

Tytuł: Ciało pedagogiczne
Z: Harry Potter

Profesor Hermiona Granger szła korytarzem Hogwartu, wysokie obcasy stukały o zimną, kamienną podłogę. Dzisiaj był wyjątkowy dzień, bo jej córka kończyła właśnie naukę w szkole magii. Była szczególnie dumna z tego, że młoda Kelly, bo takie miała imię, kończyła naukę z najlepszymi ocenami, tak jak jej matka. Uśmiechała się do swoich myśli, wiedząc, że ma z czego być dumna. Ona sama wzięła z Ronem ślub zaraz po skończeniu nauki i dopiero po kilku latach podjęła pracę w szkole, kiedy jej dziecko miało już kilka lat, a i tak była najmłodszą nauczycielką w szkole. Teraz młoda Kelly była najlepszą uczennicą w całym Gryfindorze. Hermiona, mimo swoich trzydziestu sześciu lat na karku, czuła się młoda i silna, wiedziała też, że uczniowie z ostatnich klas często patrzą na nią takim wzrokiem, że ją to trochę krępowało. Kelly była do niej podobna, miała rude, kręcone włosy. Tylko jedna rzecz denerwowała panią profesor eliksirów. Chłopak jej córki.

- Obiecałam ci, że poczekamy z tym! – Kelly lekko opierała się, kiedy Mark z figlarnym uśmiechem wepchnął ją do opuszczonej sypialni. Rok szkolny się kończył i nie było tu nikogo. Dormitorium Gryfindoru było puste. Wysoki, ciemnowłosy chłopak zamknął szybko drzwi. Kelly właściwie tylko udawała, że się wzbrania. Chodzili ze sobą od roku i chociaż jej matce przeszkadzało to, że chłopak jej córki należy do Slytherinu, to nic nie mogła z tym zrobić. Mark pchnął Kelly na jedno z łóżek i zaraz położył się na niej. Szybko zaczął ją całować, jednocześnie wsuwając dłoń pod jej bluzkę, rozpinając jej guziki. Kelly wiedziała, że jej matka byłaby wściekła. Co z tego, że obydwoje byli już pełnoletni? Ona była najlepszą uczennicą w roku i córką nauczycielki. Nie wypadało jej tego robić. Ale to ją jeszcze bardziej podniecało.

(Harry Potter) Zagłada

Fanfik na zamówienie, z Harryego Pottera.

Tytuł: Zagłada
Z: Harry Potter
Rating: NC-17
Profesor Hermiona Granger siedziała w swoim gabinecie, patrząc z niedowierzaniem na raport, który przed chwilą dostała. Już trzy uczennice zaginęły. Wszystko w ciągu jednego miesiąca. Nie mogła w to uwierzyć. Jak to się mogło stać? Przecież panował spokój, nie było żadnych znaków o działaniu jakiegokolwiek zła czy czarnej magii. Zaczęła się zastanawiać, czy to nie była robota jakichś mugoli. A może uczniowie coś sobie uknuli? Musiała to sprawdzić, to przecież były jej uczennice. Postanowiła wezwać na dywanik kilka dziewczyn z klas tych dziewczyn. Okazało się, że wszystkie zaginione były z Gryfindoru. To ją martwiło jeszcze bardziej, to był przecież jej dom. Ale nikt nie chciał niczego powiedzieć. Dopiero pod koniec, ostatnia z uczennic wezwanych do gabinetu, odważyła się coś zdradzić.

- Bo my… pani profesor… znalazłyśmy w bibliotece taką książkę. Tam był podany przepis  na… wie pani… - dziewczyna zaczerwieniła się.
- Na co?
- No… na… taki eliksir, po którym żaden facet się nam… nie oprze… - dziewczyna wreszcie wydukała to z siebie. Hermiona westchnęła. No tak, w końcu były już w ostatniej klasie, więc nic dziwnego, co je interesowało. Ale dalej nie wiedziała, jaki to ma związek z zaginięciami.
- I?
- No i… w tym przepisie na eliksir było napisane, że trzeba zebrać takie zioła i taki rytuał odprawić, co go w lesie tylko można…
- W lesie? Chodzi ci o zakazany las?
- Tak…

(Harry Potter) Zakazany Las


Jeszcze jedna krótka historyjka z "Harryego Pottera"

Tytuł: Zakazany las
Z: "Harry Potter"
Rating: NC-17

Zakazany Las nigdy nie wydawał się jej ciekawym miejscem. Hermiona wolała się trzymać od niego z daleka ze względu na Aragoga i jego rodzinkę. Nawet jeśli wielki pająk już nie żył, to jednak nie wiadomo, ile jego dzieci przeżyło. Więc tej nocy, kiedy szła przez las, nie mogła powstrzymać lęku. Ale nie miała wyboru, musiała się tutaj wybrać. Tej nocy zakwitał tutaj wyjątkowo rzadki kwiat, który był jej niezbędny do badań. Kwitł tylko jedną noc, więc trzeba było go znaleźć i zebrać szybko.

Stopy młodej czarownicy zapadały się w gęstym, miękkim poszyciu leśnym. Księżyc i gwiazdy jasno świeciły nad jej głową, przebijając się czasem przez gałęzie drzew. Każdy ruch, odgłos, które rozlegały się w lesie, sprawiały, że Hermiona łapała za różdżkę i patrzyła ostrożnie, spodziewając się że zostanie zaatakowana. Ale nic się nie działo, zwierzęta pojawiały się i znikały, nie zwracając na nią uwagi. Hermiona powoli stawała się trochę spokojniejsza, ale ciągle bała się, że gdzieś mogą pojawić się pająki.

(Harry Potter) Podwójna przyjemność 2


Zamówiony fik z Hermioną i Ginny.

Tytuł: Podwójna przyjemność 2
Z: Harry Potter
Rating: NC-17, yuri

Hermiona przewracała się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. Lato było upalne i chociaż już się kończyło, to ciągle było bardzo ciepło. Jej ciuchy leżały rozrzucone na podłodze koło łóżka, gdzieś obok walały się książki, jeszcze koło nich jej różdżka. Za oknem słychać było świerszcze, które w gorącą noc nie dawały sobie spokoju. Westchnęła ciężko. Przez lata spania we wspólnej sypialni w Hogwarcie przyzwyczaiła się do tego, że ktoś jest z nią w pokoju. Teraz mogła spać sama i to było dziwne. Odkąd została przyjęta do Hogwartu na praktyki nauczycielskie, miała swój pokój. Brakowało jej nawet tego bycia z innymi. Uczniowie patrzyli na nią już bardziej jak na uczennicę. Znajomi byli daleko i widziała ich rzadko.

Kiedy usłyszała za drzwiami kroki, nie zwróciła nawet na to uwagi, bo w korytarzu często ktoś chodził. Może to uczennice przemykające się do męskiego dormitorium? Myślała nawet, żeby wstać i je pogonić, ale przewróciła się tylko na drugi bok. Młode są, więc niech się bawią, jeśli chcą. Poza tym, ona jest tu na praktykach, nauczycielką zostanie dopiero za rok albo za dwa, więc nie musi się tym przejmować. Nie zauważyła, kiedy klamka w drzwiach od jej pokoju przekręciła się, tak cicho, że nawet tego nie słyszała. Drzwi uchyliły się i do pokoju weszła postać w czarnym płaszczu, za nią następna. Teraz Hermiona odwróciła się, bo usłyszała skrzypienie drzwi. Ale zanim zdążyła coś powiedzieć, usłyszała we własnej głowie głos.
„Ani słowa. Bądź cicho.”

(Harry Potter) Podwójna przyjemność 1


Kilka osób prosiło, żeby po tych fikach z Hermioną było coś z Ginny. No to jest coś z Ginny.

Tytuł: Podwójna przyjemność
Z: Harry Potter
Rating: NC-17
Uwagi: MC, yuri

Wagonik metra sunął szybko po torach znajdujących się pod Londynem. Był wczesny wieczór i wielu ludzi wracało właśnie z pracy albo jechało na drugą zmianę. Pełno tu też było studentów. Wśród nich była niska, piegowata dziewczyna o długich, wściekle rudych włosach, która stała z ręką chwytającą poręcz. Ginny Wesley ciągle przyzwyczajała się na nowo do mugolskich środków transportu. Kilka lat nauki w Hogwarcie przyzwyczaiło ją do magii i teraz wrócenie do wszystkiego co zwyczajne, było trudniejsze niż myślała. Życie studenki mugolskich uczelni nie było tak fajne jak nauka w Hogwarcie. Ale studia już musiała skończyć zwyczajne. Była już na trzecim roku i nudziła się. Wiedziała, że przecież mogłaby użyć magii i bez kłopotów przenieść się z miejsca na miejsce. No ale przepisy były przepisami, a jej, urzędniczce ministerstwa, tym bardziej nie wypadało ich łamać. Na dodatek, była dopiero stażystką. Gdyby zrobił to doświadczony i ceniony pracownik, pewnie nic by mu nie zrobili, ale ona straciła by tą pracę od razu.

Więc z niechęcią stała w wagonie, czekając aż dojedzie na Baker Branch. Dopiero minęli Waterloo, więc było już dużo czasu. Na tej stacji zresztą wsiadło dużo ludzi i w wagonie zrobił się tłok. Jej myśli przerwał nagle głos, który usłyszała w swojej głowie. Pojawił się z nikąd, ale był głośny i wyraźny.
„Rozepnij rozporek mężczyźnie przed tobą.”

(Harry Potter) Ko-edukacja


Jeszcze raz Harry Potter... Ale taki miałem pomysł.

Tytuł: Ko-edukacja
Z: Harry Potter
Rating: NC-17
Uwagi: Gwałt

Zatłoczony Hogwart Express kołysał się na torach. Ludzi było tak wielu, że przedziały były pozajmowane i wielu pasażerów musiało stać na korytarzu. Wśród nich był Hermiona Granger, która po raz pierwszy jechała do szkoły nie jako uczennica ale jako nauczycielka. Miała od tego roku uczyć eliksirów. To było zupełnie nowe przeżycie, do którego nie była jeszcze przygotowana. Nawet jeśli pokończyła wszystkie kursy i zajęcia z idealnymi ocenami, to dotąd sama była uczennicą. Teraz miała uczyć innych. A jej najstarsi uczniowie mieli być tylko trochę od niej młodsi. To ją trochę denerwowało. Nie wiedziała, czy będzie w stanie zdobyć wśród nich autorytet. Nie chciała, żeby jej się bali tak jak Snapa.

Pociąg podskoczył. Stojąc w tłoku Hermiona nie mogła nawet się poruszać. Nagle poczuła coś niepokojącego. Czyjaś dłoń przesunęła się po jej pośladkach. Zadrżała, ale najpierw pomyślała, że to na pewno przypadek. Ale nie, dłoń objęła jej kształtną pupę, masując ją powoli. Zaraz potem pojawiła się druga na jej drugim pośladku. Hermiona poczuła na policzkach rumieniec. Wściekła chciała się odwrócić uderzyć z całej siły w twarz tego zboczeńca. Ale wtedy właśnie ktoś przysunął się do niej z przodu. Czyjeś ręce wsunęły się pod jej szatę i zamknęły na jej piersiach.

(Harry Potter) Re-edukacja 2


- Panie profesorze, tędy – prowadzący mnie po Hogwarcie prefekt był zdenerwowany, głos mu się trochę łamał. No wiadomo, nie zawsze pewnie miał okazję oprowadzać po swojej szkole gości z zagranicy. Przyjechałem tutaj wczoraj, ale byłem na miejscu wieczorem, więc dopiero dziś wysłano chłopaka, który miał mnie oprowadzić. To była moja pierwsza wizyta na wyspach. Od kiedy nasza szkoła magii i Hogwart zaczęły ze sobą współpracować, co roku wysyłano jednego pracownika każdej ze szkół do drugiej. Miał spędzić tam kilka dni, poznać lepiej nauczycieli, uczniów i zwyczaje. Oczywiście, wymieniano też uczniów, ale co oni tam mogli wiedzieć.

Tym razem naszego przedstawiciela, czyli mnie, gościł dom Slytherinu. Miałem fuksa. Rok temu mojego znajomka przyjmował Gryfindor. Facet opowiadał, co to za żałosne złamasy, na każdym kroku pierdolący o honorze, prawdzie, uczciwości i takich tam farmazonach. Normalnie nie mógł tego wytrzymać i jak wrócił, to mówił, że jedyni konkretni ludzie są w Slytherinie. Miałem więc szczęście, że właśnie tutaj trafiłem. Ten prefekt tylko zachowywał się jakoś tak nerwowo. Czy to tylko była trema?
- Proszę – otworzył mi drzwi do jednej z sal i zaprosił do środka. Wszedłem tam. Była to prawie pusta komnata, w której stało tylko krzesło, stół a w kącie duże, eleganckie łóżko. Na stoliku stały kieliszki i butelka wina.
- Proszę usiąść – powiedział prefekt i otworzył butelkę, nalewając mi wina. Nie wiedziałem, o co chodziło, ale byłem gościem, więc postanowiłem, że nie będę sprawiał gospodarzom kłopotów. Wyczuwałem magię, ta komnata była chyba jedną z tych, które utrzymuje się dzięki czarom, których nikt nieproszony nie widzi. Co oni wymyślili?
Po chwili drzwi się otworzyły i do pomieszczenia weszło kilka osób. Poznałem pierwszego, był jednym z nauczycieli, chyba tym od czarnej magii. Witał mnie wczoraj. Niski, rudy, miał na sobie zwyczajną togę szkolną z symbolem węża na ramieniu. Obok niego było jeszcze dwóch innych w podobnych ubraniach. Między nimi stała kobieta o rudych, kręconych włosach, w okularach. Miała na sobie taką samą togę jak oni, tylko z symbolem Gryfa na ramieniu. Czy ona była z Gryfindoru? Ale po co tu przyszła? Po ją przyprowadzali?

- Jeszcze raz serdecznie witam naszego drogiego gościa – podszedł ten od czarnej magii i podał mi rękę. Wstałem i przywitałem się. Jak on się nazywał? Nie mogłem sobie przypomnieć. Na szczęście nie musiałem, bo on sam przedstawił mi dwójkę swoich kumpli – Glitcha, mistrza ziół i Ayarharta, jednego z sekretarzy szkoły. Kobieta, która stała obok nich nie odzywała się. Tamci kazali prefektowi spadać. Zostaliśmy sami.
- Żeby pokazać, jak bardzo cieszymy się z tej wizyty – mówił ten od czarnej magii – Przygotowaliśmy dla pana specjalną niespodziankę. To ona – ręką wskazał kobietę.
- Dzień dobry – ukłoniła się nisko – Nazywam się Hermiona Granger, jestem nauczycielką eliksirów i… i…
- No, dalej – szturchnął ją Glitch.
- I… szlamiastą dziwką Slytherinu. Będę szczęśliwa, jeśli będę mogła spełnić każde pana życzenie.

Kiedy to powiedziała, zsunęła swoją togę. Otworzyłem szeroko oczy. Miała na sobie ciasny, błękitny strój, który składał się z bardzo krótkiej spódniczki i topu z dużym dekoltem, pod którym widać było bardzo dobrze duże, pełne piersi. Krótki, żółto czerwony krawcik kończył się tam, gdzie dekolt. Oprócz tego miała biały kołnierzyk i krótką pelerynę. Na piersi miała znak Gryfindoru, po środku którego widać było sterczący pod materiałem sutek. Czy jednak może mój kumpel nie miał racji w tematcie Gryfindoru? Ta łasia nie pasowała do jego opisów. Sam mówił, że panienki z Gryfindoru były takie grzeczne, że po ósmej chodziły spać, i uczennice i nauczycielki. Ta na taką nie wyglądała.

- Wyjaśnię – powiedział Ayarheart – Panna Granger od niedawna zmieniła zdanie i bardzo chętnie służy swoim ciałem wszystkim członkom Slytherinu. Rozumiem, jest pan zdziwiony. Granger, wyjaśnisz naszemu gościowi sama?
- Ja… ja zawsze byłam napaloną dziwką, ale w Gryfindorze… tam… nie było nigdy… prawdziwych mężczyzn. Dlatego w Slytherinie… ale nie mogłam być przyjęta, bo jestem tylko… brudną szlamą… więc zostałam dziw… dziwką Slythierinu.
- Panna Granger co tydzień przychodzi do tego pokoju i cały dzień i noc jest do dyspozycji wszystkich dorosłych członków naszego domu. Jednak dzisiaj jest wyjatkowa okazja, bo mamy szanownego gościa jak pan. Dlatego dzisiaj ona będzie służyć tylko panu.

Uśmiechnąłem się. Tak, już lubiłem Slytherin. Widać było, że ta kobieta została do tego w jakiś sposób zmuszona. Ale nie obchodziło mnie w jaki sposób, to już ich sprawy. Mnie obchodziło to, że była tutaj i była naprawdę konkretną laską. No i była dla mnie.
- Dziękuję, doceniam ten podarunek.
- Więc zostawiamy pana z nią samych – powiedział ich szef, którego imienia dalej nie pamiętałem. Wyszli. Siadłem na fotelu i nalałem sobie wina. Było dobre, musiało być bardzo stare.
- Lubisz nazywać siebie dziwką, co? – spytałem tą tam stojąca przede mną. Jak ona się nazywała? Już zapomniałem.
- Ja… tak.
- A jak się naprawdę nazywasz?
- Hermiona. Hermiona Granger.
- Wymiona? – roześmiałem się, pijąc wino – No to, Wymiono, zdejmij mi buty.

Widziałem, jak się skrzywiła, gdy przekręciłem złośliwie jej imię. Te cycki ściśnięte pod ciasną bluzką kołysały się. Ale nie za szybko. Hermiona uklękła, rozwiązała mi sznurowadła i zsunęła buty z moich stóp. Nauczycielka? Ale jaja, pomyślałem. U nas kobieta pewnie zabiłaby takich, którzy próbowaliby ją do tego zmusić.
- Rozporek – wskazałem, ale kiedy sięgnęła do niego ręką, pokręciłem głową – Ząbkami. Tak jak dziwki.
- Oczy… oczywiście. Przepraszam – zbliżyła usta do moich spodni i wzięła między zęby zamek, zsuwając go na dół. Dopiero gdy skończyła, pozwoliłem jej użyć palców, żeby wysunęła spod majtek mojego naprężonego wacka. Był już twardy od patrzenia na te cycki, które prawie wyskakiwały spod bluzki. Widziałem wczoraj, co noszą ci z Gryfindoru. Jej strój był parodią ich ubioru. Podobał mi się dużo bardziej od oryginału. Otworzyła usta, ale pokiwałem ręką.
- Poproś.
- Czy mogę… proszę, mogę wziąć do ust pańskiego pe… penisa?
- Poproś jak dziwka, która o tym marzy.
- Ja… błagam, muszę obciągnąć panu druta… proszę mi pozwolić… proszę…
- Dobrze, możesz to zrobić.

Chociaż ci ze Slytherinu mówili, że ją trenowali, to chyba się nie postarali, bo ciągle się czerwieniła, kiedy kazałem jej się odpowiednio odzywać. A może nie przejmowali się tym? A co mnie to, sam ją nauczę. Zawsze to więcej zabawy. Kładąc rękę na jej głowie, powoli głaskałem jej długie, rude włosy, podczas gdy ona otworzyła szeroko usta i objęła nimi mojego sztywnego członka. Miała duże i czerwone wargi. Były miękkie i ciepłe. Powoli wsuwała go coraz głębiej. Widać było, że ma doświadczenie, na pewno nie robiła tego pierwszy raz, chociaż pewnie nigdy tego nie lubiła. Ale nie widziałem w jej oczach obrzydzenia, gdy lizała moje jaja, jedno i drugie równie starannie.

- Bardzo dobrze, znasz się na rzeczy – pochwaliłem ją. Nie mówiąc nic skończyła i znowu wzięła go do ust, tym razem całego. Czułem, jak dotyka końcówki jej gardła, gdy poruszała rytmicznie głowę. Tak, to warte było przyjechania do tej deszczowej Anglii. Robiła laskę jak zawodowy lachociąg. Można było uwierzyć w te cotygodniowe spotkania, ciekawe, od jak dawna one trwały?
Zanurzyłem ręce w jej włosach, sztywniejąc, gdy poczułem, że wreszcie dochodzę. Wystrzeliłem wszystko do środka.
- Połknij – powiedziałem, ale ona chyba się tego domyślała. Widziałem, jak jej ciągle czerwone policzki wydymają się, a z pomiędzy warg w kącikach ust ciekną dwie cienkie, białe strużki. Połknęła wszystko, chociaż teraz już nie ukrywała niechęci.  Powoli wyjęła go z ust, starannie wylizując do czysta i wytarła dłonią wargi. Wypiłem łyk wina i przesiadłem się na łóżko

- Rozbierz się – powiedziałem – ale powoli.
Cofnęła się. Kręcąc biodrami, rozwiązała krawat i rzuciła go swobodnie na ziemię, a następnie powoli zsunęła bluzkę, pod którą nie miała stanika, przez głowę. Miała ładne piersi ze sporymi brodawkami. Przesuwając dłonie po nich, odwiązała pasek i pozwoliła spódniczce samej opaść na dół. Mając na sobie buty, majtki i pelerynkę, wygięła się w łuk, rozsuwając nogi. Odwiązała sznurki od peleryny, która spadała na ziemię. Kopnęła buty pod ścianę. Delikatnie i powoli zsuwała majtki, aż w końcu stała przede mną zupełnie naga. Widziałem w jej oczach czekanie na komplementy.
- Nie tak źle – powiedziałem krytycznym tonem. Takich nie można za bardzo chwalić, bo się robią rozpuszczone – Ale mogłaś się bardziej postarać. A teraz chodź tutaj.

Posadziłem ją na kolanach, wchodząc w jej szparkę. Była już mokra. Czyżby jednak podniecało ją to, co robiła podobno z przymusu? Ciało nie mogło kłamać, a robienie laski musiało ją pewnie nieźle podjarać. Przywarła do mnie natychmiast, nie miała w sobie żadnej niechęci. Jej duże, jędrne piersi ocierały się o moją klatkę, a usta wpiły w mój kark, całując namiętnie. Nie miałem wątpliwości, że robi to, co lubi robić. Szybko wszedłem w nią do końca, a wilgotne, ciepłe ściany jej piczki zacisnęły się na moim członku, wciągając go do środka, w nią. Głaskałem jej rude włosy i zdjąłem jej okulary. Rzucając głową, jej włosy falowały na wszystkie strony. Nie miała w sobie niczego z zastraszonej kobiety, którą tutaj przyprowadzono. Jęczała głośno i rytmicznie, poruszając się szybko na moim łonie.

Oczywiście, nie oszczędzałem jej, pieprząc ją mocnymi, głębokimi pchnięciami. Pewnie jeszcze nigdy wcześniej nikt jej tak nie brał. Jej palce wpijały się w mnie, przyciskała się do mnie najmocniej jak umiała. Była już cała spocona. Jej wewnętrzne mięśnie zaciskały się na moim członku tak mocno, jak nigdy wcześniej tego nie czułem. Może po raz pierwszy brał ją ktoś taki? Pewnie ci ze Slytherinu byli mniej żwawi. Robiłem to już z wieloma kobietami i potrafiłem wyczuć różnicę, kiedy kobieta robi coś z przymusu a kiedy dla przyjemności. Ona na pewno tego chciała.

Trzymałem ją dłońmi, moje palce zostawiały czerwone ślady na jej skórze. Nie mogła zapomnieć, kto tu rządzi. Starałem się jednak powstrzymywać jak najdłużej się dało. Nie obchodziła mnie jej przyjemność, ale niech zobaczy, jak to robią mężczyźni z kontynentu a nie ci wyspiarscy flegmiarze, którzy pewnie byli mistrzami falstartów. Słyszałem jej głośne jęki, wiedziałem, że jest już blisko szczytowania. Kiedy orgazm wypełnił ciało, ona przycisnęła się do mnie ciasno. Krzyczała głośno, wyprostowana jak naciągnięta na maksymum struna skrzypiec. Nie było w tym głosie żalu ani pretensji, tylko rozkosz. Wystrzeliłem w niej, wypełniając ją do końca moim ciepłym nasieniem, które mieszało się z jej soczkami. Jej zaciśnięta piczka wyciskała ze mnie ostatnie soki. Gdy skończyliśmy, opadła na mnie, zmęczona.

- Dobrze… - szeptała – tak dobrze…
- Nie posuwał cię tak żaden z nich?
- Nie, oni… są…
- Nie bój się, nie powiem im niczego. Żaden facet nie mówi o tym, o czym rozmawia w sypialni.
- Oni są… brutalni… biją i gwałcą… to im sprawia rozkosz.
Nie dziwiło mnie to. Ci ze Slytherinu wyglądali na takich, których tylko batem siec albo oni kogoś. Ponure typy. Lubiłem ich za to, ale szkoda było takiej dziewczyny dla nich. Marnowała się tu z nimi a pewnie w końcu zrobią jej jakąś większą krzywdę. Zastanowiłem się.
W tym czasie Hermiona zsunęła się między moje nogi i otworzyła usta, biorąc mojego członka jeszcze raz miedzy swoje gorące, czerwone wargi. Nie kazałem jej tego robić. Słyszałem jak ssie i siorpie. Rozprostowałem się na pościeli. Nie mogłem jej tak sobie stąd zabrać, była tutaj nauczycielką. No i pewnie te typy ze Slitherinu tez by nie chciały jej oddać. Była zbyt dobrze wyedukowana. Położyłem rękę na jej głowie.
- Nie przestawaj – powiedziałem – a ja pomyślę…

Następnego dnia spotkałem się z dyrektorką szkoły. Na pierwszy rzut wyglądała jak zasuszona staruszka, ale wzrok miała tak samo ostry jak nos. Nie wyglądała na taką, która by łatwo łyknęła każdy kit.
- Pani dyrektor, jak pamiętam, mogę wskazać osobę, którą nasza szkoła zaprosi jako przedstawiciela Hogwartu?
- Oczywiście, ale decyzja należy do mnie.
- Rozumiem. Proszę więc przemyśleć kandydaturę profesor Granger.
Zmarszczyła czoło. Była zaskoczona, to pewne.
- Właściwie nie mam przeciwwskazań, ale wie pan, muszę poznać jej zdanie.
- Może ją wezwać?
- Oczywiście, zaraz wyślę skrzata.
Po kilkunastu minutach do gabinetu dyrektorki weszła Hermiona. Miała na sobie zwykły strój, dużo bardziej zasłaniający niż tamten. Nie wyglądała na zadowoloną z życia.
- Pani profesor Granger, została pani wskazana jako kandydatka do rewizyty w szkole naszego szanownego gościa. Chciałabym wiedzieć, co pani o tym myśli?
- Ja? Ale… Oczywiście, zgadzam się!
Bardzo słaba z niej była aktorka, kiedy starała się ukryć radość. Wyszedłem z gabinetu, zadowolony z tego, że plan się powiódł. Wieczorem spotkałem się z tymi ze Slytherinu.
- Słyszałem, że zabierasz naszą szlamiastą sucz do siebie na tydzień? – powiedział Glitch.
- Macie mi to mi za złe, panowie? – powiedziałem, a potem wyjąłem różdżkę i machnąłem nią. Na stole pojawił się worek pieniędzy.
- To… rekompensata za ten tydzień bez niej. Wystarczy?
- Oczywiście, oczywiście – Ayarheart zajrzał do środka i liczył już gotówkę.
- Proszę się nią nacieszyć ile pan chce. To może być dobry znak dla naszej współpracy – powiedział ten ich szef, którego imienia nie pamiętałem nigdy - Ty też się pewnie cieszysz, Hermiono?
- Mhpmm…

Granger klęczała pod stołem, między jego nogami. Podobno co wieczór musiała każdemu zrobić laskę. Spermę wypluwała do pucharu, który potem musiała wypić. Nazywali to „robieniem eliksirów”. Mieli fantazję. Ale wiedziałem, że już niedługo z tym koniec. Plan był prosty. Podczas podróży miał zdarzyć się „wypadek”, w którym ona miała zginąć. Oczywiście, nie naprawdę. Ale nikt z tej deszczowej wysepki nie miał o tym wiedzieć. A po powrocie… już coś się wymyśli…

(Harry Potter) Re-edukacja 1


Coś nowego, czyli fanfik z "Harryego Pottera" z dorosłą Hermioną jako nauczycielką.


Tytuł: Re-edukacja
Z: Harry Potter
Rating: NC-17


- I to by było dzisiaj na tyle. Na jutro przeczytajcie wszystko od strony 25 do 60, może być z tego sprawdzian – Hermiona machnęła różdżką i ze środka klasy znikła czara, w której uczniowie przygotowywali eliksiry. Klasa szybko opróżniła się. Uczyła w Hogwarcie od roku. Trochę niechętnie przejęła stanowisko, które kiedyś należało do Snapa, ale było to jedyne  wolne. Hermiona nie chciała pracować w ministerstwie. To było nudne, a poza tym tam pracowali jej dawno znajomi. No i Ron, którego nie chciała widzieć na oczy. Okazał się żałosnym dupkiem, kimś z kim nie miała już ochoty ani razu się spotkać. Dlatego właśnie została nauczycielką eliksirów w Hogwarcie. Uczniowie bali się jej, wiedziała o tym, bo wymagała od nich dużo i zadawała ciężkie rzeczy. Czasami myślała, czy nie staje się w tym podobna do Snapea.

Zamknęła klasę i ruszyła kamiennym korytarzem przed siebie. Jej kwatera znajdowała się tam, gdzie kiedyś mieszkał Snape. Starała się być miła, ale im dłużej uczyła, tym bardziej czuła, że Snape miał rację, gdy mówił o swoich uczniach jak najgorzej. Większość nich była idiotami albo prawie idiotami, na jedną klasę przypadał zwykle jeden albo dwóch inteligentnych uczniów. Resztę najchętniej by oblała przy pierwszej okazji. Następną lekcję miała mieć z klasą złożoną w większości ze Ślizgonów. Gdy weszła do swojego pokoju, zastanawiała się, czy może powinna im zadać zrobienie jakieś bardzo niebezpiecznej trucizny, którą wszyscy by się pozabijali. Ale pewnie nikt by nie uwierzył w to, że to był wypadek. Siadła i pijąc herbatę zastanawiała się, co zrobić. Wreszcie zdecydowała się na niezapowiedzianą kartkówkę.

 - Niieeeee!!! – głośny jęk wypełnił klasę, kiedy kazała wyjąć kartki i przygotować pióra a także pochować różdżki. Odwróciła się plecami do klasy i uśmiechnęła sama do siebie. Niech się męczą, gdyby się uczyli systematycznie, to by nie mieli na co narzekać. Podyktowała pytania i usiadła na krześle, patrząc na grupę. Widziała, jak wielu nie wie, co napisać. Debile. O wszystkim mówiła na poprzednich lekcjach, jakby słuchali, to by wiedzieli. Ich problem. Po kilkunastu minutach zebrała kartki. Prawie połowa była pusta.
- Slytherin traci 10 punktów – powiedziała, po ogłoszeniu ocen. Kolejny jęk wypełnił klasę – Za tydzień kolejna kartkówka, przygotujcie się lepiej – dodała. Uczniowie wyszli z klasy, wiedziała, że wielu patrzy na nią z niechęcią. Wiedziała, że po cichu nazywają ją „szlamą” i „głupią cegłą”, ale się tym nie przejmowała. Spokojnie wróciła do swojego gabinetu, żeby zająć się wreszcie czymś pożytecznym. Od miesiąca pracowała nad eliksirem, który pozwalał łączyć ze sobą różne rzeczy w jedno, zachowując cechy obu. To było trudne i niebezpieczne, ale wiedziała, że jeśli jej się uda, to może awansuje wyżej w szkole i nie będzie musiała uczyć tych idiotów. Albo przynajmniej może dostanie jakiś wyjazd zagraniczny.

Zbliżał się już wieczór. W jej niedużym pokoju, wypełnionym książkami i flaszkami z eliksirami, nie było tego widać, bo nie było tam okien. Tylko dwie magiczne lampki oświetlały pomieszczenie. Powoli kończyła już pracę na ten dzień, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Dziwne, o tej porze nikt jej nie odwiedzał. Zresztą rzadko ją w ogóle ktoś odwiedzał.  Podniosła się z krzesła i podeszła do drzwi, otwierając je.

Za nimi nie było nikogo. Zdziwiło ją to i wyjrzała na zewnątrz. Pusto, w ciemnym korytarzy niewiele było widać. Hermiona zmarszczyła brwi. Może to jakiś żart uczniów.
- Lumos! – różdżką wywołała kulę światła. Ale gdy uniosła różkę, coś nagle owinęło się wokół niej i wyrwało jej ją z ręki. Hermiona zrobiła krok do przodu, żeby sięgnąć po różdżkę i wtedy nagle ktoś złapał ją od tyłu, wciskając do ust kawał materiału.
- Mghmmmmm!! – jęczała zduszonym głosem, kiedy nagle wokół niej pojawiło się kilka postaci. Wszystkie miały na sobie długie czarne szaty i białe maski. Wyglądali jak… śmierciożercy. Ale przecież wszyscy śmierciożercy już dawno zostali zabici albo byli uwięzieni. Hermiona szarpała się, ale ich było więcej. Uczepili się jej, trzymając za ręce i nogi i wcisnęłi ją z powrotem do jej pokoju, cały czas trzymając zakneblowaną. Szybko zamknęłi drzwi. Ktoś obowiązał jej ręce kawałkiem sznurka. Czyjaś dłoń uderzyła ją w twarz kilka razy, aż w końcu Hermiona przestała walczyć.
- Hmmmmmpp?!! – próbowała spytać co się dzieje i kim są, ale knebel uniemożliwiał jej to. W tym czasie ktoś zrzucił z jej stołu wszystko na podłogę a zaraz potem zaniesiono tam Hermionę. Ręce miała związane za plecami. Nie mówiąc nic, zaczęli zdzierać z niej ubranie. Hermiona znowu zaczęła się szarpać i jęczeć, ale wtedy ktoś dotknął różdżką jej ciała i powiedział „Cruxio!”.
- Guhhhhmmmmmm!!! – przeraźliwie jęknęła z bólu. Wyprężyła się, a w tym czasie zdzierano z niej już tylko bieliznę, reszta jej ciuchów leżała w kawałkach na podłodze pod stołem. Między jej nogami stał już pierwszy ze Śmierciożerców i rozpiął spodnie. Hermiona zrozumiała, co chce zrobić. Ale wtedy poczuła końcówkę różdżki na swoim czole.
- Nie sprzeciwiaj nam się, szlamo, bo umrzesz! – jeden z nich powiedział dziwnym, niskim głosem. Hermiona bała się, nie wiedziała kim są, ale wiedziała już czego chcą.
- Hummmmm!! – knebel zablokował jej jęk, kiedy pierwszy ze Śmierciożerców wszedł w nią. Trzymali ją mocno za nogi, kiedy tamten gwałcił ją, wchodząc w nią szybko i brutalnie. Czyjeś palce zacisnęły się na jej piersiach, tłamsząc i gniotąc je boleśnie.

- Żadna szlamiasta suka nie będzie obrażać Slitherinu – ktoś nacisnął na jej sutki, szczypiąc je palcami – Ukażemy cię w imię naszego mistrza Salazara!
- Otwórz ryj, zdziro! – ktoś wyjął z jej ust materiał. Naprzeciwko jej wargi wisiał wyprężony członek jednego ze Śmierciożerców. Chciała go odgryźć, ale czuła na czole czubek różdżki. Jeszcze jedno Cruxio mogło ją nawet zabić. Dlatego posłusznie otworzyła usta, przyjmując go do środka. Objęła go wargami, ssając i liżąc. W tym czasie pierwszy z nich doszedł w jej środku, wystrzeliwując swoje nasienie w nią.

- To i tak za dobre dla tej mieszanicy – powiedział i wyszedł z niej. Zaraz na jego miejsce wszedł następny. Hermiona nie mogła nic powiedzieć, wielki członek zajmował jej usta. Dwaj kolejni masturbowali się nad jej twarzą. Hermiona zamknęła oczy. Chwilę potem wystrzelili, znacząc jej twarz białymi plamami. Niedługo potem doszedł ten, który gwałcił jej usta. Hermiona krztusiła się i dławiała, ale musiała wszystko połknąć. Nienawidziła tego smaku, to było obrzydliwe i upokarzające. Sperma zmieszana ze śliną wyciekała kącikami jej ust. Gdy tamten wyjął swojego członka z jej ust, kolejny ustawił się tam, złapał Hermionę za włosy i zmusił nauczycielkę eliksirów do robienia mu laski. Hermiona z obrzydzeniem robiła to. W tym czasie już trzech kolejnych napastników doszło w niej. Ich sperma wylewała się z jej pizdy, mieszając się z jej sokami. Ciężko oddychała. Kolejne strumienie nasienia lądowały na jej twarzy i piersiach. Ręce prześlizgiwały się po jej ciele.
- Ta parszywa zdzira ma wreszcie na co zasłużyła – powiedział kolejny, spuszczając się w jej wnętrzu – Ale to jeszcze nie wszystko, o nie! – Po tych słowach wyjął spod swojej szaty buteleczkę różowej cieczy. Hermionie siłą otworzono usta i wlano ją do środka.
- Gulmmpp! Guuullppp! – nie mogła tego wypluć. Oleista, słodka ciecz wpływała do jej gardła.
- Podajcie teraz to, co dla niej przygotowaliśmy! – powiedział inny z napastników. Ktoś wyjął trzy wykonane z zielonkawego metalu kolczyki w kształcie węży.
- Aiiiiiiiaaaaaaaeaaa! – Hermiona zawyła z bólu, kiedy cieńkie ostrze przebijało jej sutek. Zaraz potem ją znów zakneblowali, żeby nie krzyczała, kiedy drugi kolczyk znalazł się na jej drugim sutku. Piekło ją to z bólu. Ale to nie był koniec. Był jeszcze trzeci, mniejszy kolczyk. Hermiona zastanawiała się, co z nim chcą zrobić, kiedy ktoś znowu rozsunął jej nogi. Potworny ból przeszył jej ciało, kiedy kolczyk znalazł się na jej łechtaczce.

- Teraz jesteś oficjalnie zaobrączkowaną suką Slitherinu, szlamo! – otwarta dłoń uderzyła ją w twarz a wszyscy do okoła zaczęli się śmiać głośno. Hermiona czuła, jak po jej twarzy płyną łzy bólu i upokorzenia. Nienawidziła ich, życzyła im wszystkim śmierci. Ale nie mogła nic zrobić. Poza tym, czuła się dziwnie. Jakby w jej brzuchu tańczyły motyle. Rumieniec pokrył jej policzki.
- Bitcherus! – ktoś wypowiedział zaklęcie i skierował w jej stronę różdżkę. Hermiona czuła jak wzrasta w niej podniecenie. Jej sutki, ciągle bolące, stwardniały. Oddychała ciężko. Poczuła, jak w jej ustach zbiera się ślina. To było nienormalne. Przed chwilą ją zgwałcili, a teraz była tak podniecona, że prawie chciała ich prosić, żeby ją wzięli jeszcze raz. I wtedy rozwiązali jej ręce. Nad jej twarzą zawisł następny członek. Hermiona prawie automatycznie otworzyła usta. Jej wargi owinęły się wokół niego, a język pieścił czule twardą męskość. Jej dłonie zaraz chwyciły dwa następne członki, masując je rytmicznie.
- To działa! Rzeczywiście, obudziła się w niej prawdziwa dziwka! – ktoś powiedział a zaraz potem ktoś inny wszedł w nią. Hermiona nie protestowała ani się nie opiera, przyciągała ich do siebie, oddając im swoje ciało. Rozchylała przed nimi nogi, otwierała szeroko usta. Nie panowała już nad sobą. Nie wiedziała ile czasu minęło zanim wreszcie skończyli, zostawiając ją na ziemi, nagą i spoconą.
- Jeszcze… jeszcze… - dyszała ciężko. Żądza nie zmniejszyła się, cały czas wypełniała ją.
- Słuchaj, ruro – powiedział jeden z zamaskowanych – Od tej chwili będziesz dawać najwyższe oceny Slitherinowi. Jeśli nie – podniósł różdżkę, a kolczyki na jej sutkach i łechtaczce zacisnęły się.
- Aiiiiaaaiiiaaaa!!!! – krzyknęła z bólu Hermiona.
- Coś takiego może ci się zdarzyć podczas lekcji. Jeśli będziesz dobrze robić to co my ci każemy, to odwiedzimy cię niedługo znowu.
Wyszli, zostawiając ją samą. Hermiona powoli wstała i ciągle oddychając głęboko, zaczęła sprzątać pokój. Zastanawiała się, gdzie położyła klasówki. Musiała je poprawić na następny dzień, żeby Slitherin dostał wyższe oceny. Bo wiedziała, że nie wytrzyma teraz kilku dni bez kolejnej takiej nocy. Już zaczynała do tego tęsknić.