Tak sobie przeglądam mojego bloga i przyznaję, że o wielu fanfikach, które napisałem przez te kilka lat jego prowadzenia już po prostu zapomniałem. Całkowicie. Teraz, kiedy je czytam, bo czuję, jakbym czytał coś zupełnie nowego. Niektóre są tak słabe, że powstrzymuję się, przed ich skasowaniem - bo to jednak jakaś część tego, co tam stworzyłem. Poza tym, skoro ciągle są czytane, to może jednak komuś się podobają?
A podczas takiego przeglądania przypomniał mi się ten cykl - akurat go pamiętałem i byłem z niego całkiem zadowolony. Dlatego w ramach powrotu na ten blog postanowiłem do niego skoczyć. Jak mówiłem, nie wiem, czy jeszcze umiem pisać tak jak to kiedyś było. Ale próbuję...
Ucieszyło mnie, że ktoś tu jednak jeszcze zagląda i czyta, to jednak bardzo motywujące, że mimo prawie dwuletniego milczenia, dalej są ludzie, dla których mój blog jest ciekawym miejscem. Może jednak zostanę tu na dłużej?
A zatem wracamy do "Płomienia w niewoli"... Podobno rok temu wystartowała nowa wersja Sailor Moon, ale gdy poczytałem w internecie opinie, to przeważały złe i bardzo złe.
Poprzednie części serii (bo już pewnie niewielu je pamięta):
Część 1: http://hentai-fanfiction.blogspot.com/2012/08/sailor-moon-pomien-w-niewoli.html
Część 2: http://hentai-fanfiction.blogspot.com/2012/09/sailor-moon-pomien-w-niewoli-2.html
Część 3: http://hentai-fanfiction.blogspot.com/2012/10/sailor-moon-pomien-w-niewoli-3.html
Część 4: http://hentai-fanfiction.blogspot.com/2013/07/sailor-moon-pomien-w-niewoli-4.html
Płomień w niewoli 5
Samochód jechał pogrążonymi w półmroku ulicami miasta. Minako siedziała obok swojego pana, rozglądając się przez okno. Nie znała tych okolic. To nie było dobrze jej znane Tokio, nie to, po którym zwykle kręciła się z koleżankami. To była ta gorsza część miasta, do której takie dziewczyny jak ona zwykle nie zaglądały. Osiemnastoletnia blondynka westchnęła cicho, kiedy samochód się zatrzymał na światłach, a siedzący koło niej mężczyzna położył rękę na jej udzie. Przeszedł ją dreszcz. Kiedy dwa dni temu powiedział jej, że ma się zjawić u niego wieczorem, nie odważyła się odmówić. Był jej panem, więc musiała robić, co jej każe. Nie zauważyła nawet, kiedy jej naturalny opór ustąpił miejsca całkowitej dominacji. Kiedyś dałaby w pysk każdemu mężczyźnie, który odważyłby się ją nazwać „suczką”. Skopałaby go, zwyzywała i odwróciła się na pięcie. Jako przywódczyni wojowniczek nie mogłaby zareagować inaczej na taką obrazę. A ten człowiek nie nazywał jej nigdy inaczej. To było poniżające… i podniecające jednocześnie, co musiała ze wstydem i upokorzeniem wobec siebie samej przyznać.

