czwartek, 28 czerwca 2012

Wszechświat Żywych Trupów - Tifa


Kolejna część serii, teraz napisana już po sugestiach z dyskusji znajdującej się tutaj. Pewnie w kolejnych częściach coś i tak jeszcze będę modyfikował, zależy mi, żeby jednak nie było w każdym opowiadaniu tego samego. Info na temat serii znajdziecie tu.

Wszechświat Żywych Trupów
Część 4: Tifa (Final Fantasy VII)

Wieczór się kończył, a zaczynała się noc. Tifa zamykała powoli swój bar, ostatni goście dopijali swoje drinki i wychodzili. Barmanka otarła pot z czoła. Kolejny dzień pracy za nią. Odkąd pokonała, razem ze swoimi przyjaciółmi Sephirota i uratowała świat, myślała, że wszystko się zmieni. Ale nie zmieniło się nic, jej życie nadal było takie samo jak kiedyś. To że miastem nie rządziła już korporacja Shinra, zmieniało niewiele. Dalej w Midgar była bieda dla większości mieszkańców. Cloud prowadził swoją firmę transportową i rzadko się pojawiał w mieście.

Ostatni klient wyszedł już z baru. Tifa odetchnęła. Zdarzało się, że musiała wyganiać siłą pijaków, którzy nie chcieli albo nie potrafili sami wyjść z tego miejsca. Oczywiście, przy jej sile i umiejętnościach walki nikt normalny nie próbował się jej sprzeciwiać. Jak jednak ktoś wypił, to zaraz wydawało mu się, że jest bogiem wojny. Wtedy pięści i nogi Tify szły w ruch. To wystarczyło, żeby rozprawić się z każdym problemowym klientem. A ci, którzy to widzieli, pamiętali o tym i nigdy nie myśleli nawet o tym, żeby robić coś, co mogłoby sprowokować seksowną barmankę.

sobota, 23 czerwca 2012

Wszechświat Żywych Trupów - przemyślenia

 Zastanawiam się właśnie nad kolejną częścią serii i mam problem - czy można wstawić sceny seksu z zombie? Bo właściwie w typowych horrorach tego nie ma, ale w fanfikach i w doujinach hentai to się zdarza. Kupiłem dzisiaj mangę "Resident Evil Marhawa Desire" i tam jest też to zasugerowane. Pomyślałem, że lepiej spytać o to was, żeby mieć pewność. Wydaje mi się, że dzięki temu można napisać coś więcej.

Właśnie się dowiedziałem, że w lipcu na wyjść kolejne anime z serii "Ikusa Otome Valkyrie", pod tytułem "Ikusa Otome Valkyrie G". Jak lubicie hentaje typu fantasy, to polecam, bo to super seria.

wtorek, 19 czerwca 2012

Wszechświat Żywych Trupów: Sakura i Hinata


Przepraszam, że tak późno, wiem że obiecywałem wcześniej, ale nie było mnie przez kilka ostatnich dni i nie miałem dostępu do neta. Za to dzisiaj opowiadaniem z aż dwiema bohaterkami.
Autorem arta jest MSM44 z bloga http://hentai-artist.blogspot.com/ Jeśli chcecie, możecie u niego zamawiać dowolne arty hentai.

Wszechświat Żywych Trupów
Część 3: Sakura & Hinata (Naruto)

Hinata nie mogła uwierzyć, że to co się wokół niej dzieje to rzeczywistość, cały czas miała nadzieję, ze zaraz się obudzi. Że jej strój nie będzie podarty i poplamiony krwią, że będzie bezpieczna w swoim łóżku, a nie ścigana przez stado potworów, które jeszcze niedawno były jej przyjaciółmi. Ale ból, który cały czas czuła przypominał jej, że to wszystko jednak dzieje się naprawdę.

Konoha zamieniła się w piekło. Hinata nie wiedziała, co sprawiło, że nagle połowa mieszkańców przemieniła się w obrzydliwe, przypominające żywe trupy stworzenia o sinej skórze. Poruszały się powoli i niezgrabnie, całymi stadami, rzucając się na wszystko, co żywe. Umiejętności wojowników ninja były na nic. Zombie było za dużo i nie łatwo było ich zabić. Hinata na własne oczy widziała, jak Kakashiego, który bronił grupy najmłodszych mieszkańców, rozszarpała na kawałki horda bestii. Ona sama nie myślała nawet o walce, chciała tylko uciec.

piątek, 15 czerwca 2012

Nowy design Hinaty

Tak będzie wyglądała Hinata w najnowszym filmie "Naruto - Road to Ninja 3". Nie wiadomo, czy to stała zmiana wyglądu, ale jeśli tak, to szykuje nam sie niezła laska z tej skromniutkiej i grzecznej panienki. Może rzeczywiście Hinata dorosła?


Kolejna część "Wszechświata Żywych Trupów" już niedługo, bo w weekend wyjeżdżam, więc pewnie dodam w niedzielę wieczorem, ale najprawdopodobniej w poniedziałek.

wtorek, 12 czerwca 2012

Wszechświat Żywych Trupów - Nami


Część druga serii, tym razem w roli głównej Nami z "One Piece". Informacje o projekcie znajdziecie tutaj.

 Wszechświat żywych trupów
Część 2: Nami

Cały port stał w płomieniach. Drewniane budynki zapalały się jeden po drugim. Nami, w podartych i osmolonych ciuchach biegła między nimi. W uszach miała szum ognia, ale nie on ją tak naprawdę przerażał. Między tymi płonącymi domami słychać było bowiem krzyki pożeranych żywcem ludzi. Nie słychać było ich oprawców. Chociaż piraci byli twardymi ludźmi, to ich opór wobec cały czas powiększającego się stada zombie był rozpaczliwy i bezcelowy. Nami wiedziała to. Jej jedynym marzeniem było dotrzeć na statek i uciec z tego piekła. Ale najpierw musiała tam dotrzeć. Miała tylko nadzieję, że Luffy i reszta będą na nią czekać. Bo jeśli nie…

Pamiętała wyraźnie, jak to wszystko się zaczęło. Właśnie udało jej się świsnąć jednemu piratowi bardzo cenną mapę. Pracowała nad tym cały wieczór, kręcąc się wokół niego, aż w końcu złapał ją i posadził sobie na kolana. Czuła przez szorty jego męskość, kiedy kręciła tyłeczkiem, sprawiając, że tamten zapomniał o całym świecie. Uśmiechając się do niego, sięgnęła do jego sakwy i bez trudu wyciągnęła to, czego szukała. Pirat ciągle gapił się na jej piersi, widoczne dość dobrze dzięki sporemu wycięciu. Zaczęła właśnie kombinować, jak stamtąd zwiać, kiedy nagle drzwi do karczmy otworzyły się i do środka wpadła horda zombie.

niedziela, 10 czerwca 2012

Wszechświat Żywych Trupów - Kallen


Jak zapowiadałem, oto pierwsza część opowiadań z cyklu "Wszechświat żywych trupów". Jako pierwsza na ruszt poszła Kallen z "Code Geass". Więcej informacji o projekcie znajdziecie  tutaj.
Dalej dopracowuję bloga, założyłem też ankietę, żeby zobaczyć, z czego chcecie więcej fików. Ale zaznaczam, że traktuję ją jako podpowiedź, nie jako coś obowiązkowego.
Pierwszy raz piszę fanfika z gatunku gore, więc pewnie następne będą lepsze. 

Wszechświat żywych trupów
Część 1: Kallen

Biegnąc tak szybko, jak się tylko da, Kallen zatrzaskiwała za sobą kolejne drzwi. Nie sądziła, że zatrzyma go ścigającego ją stada zombie na długo, ale robiła co mogła. Wiedziała, że za wszelką cenę musi przedrzeć się do swojego Gurrena, który stał na zewnątrz. W nim będzie bezpieczna i wydostanie się  z tego piekła, jakim nagle stała się baza zakonu czarnych rycerzy.

To było jak jakiś zły sen. Nagle ludzie, z którymi razem walczyła, jeden po drugim stawali się potworami. Ich jedynym celem było zabijać innych i przemieniać ich w podobne do nich bestie. Brała akurat prysznic. Oparta o ścianę, pozwalała spływać po swoim ciele strumieniowi ciepłej wody. Przesuwała palcami po swoich dużych piersiach, myśląc o Zero. Zataczała kręgi wokół swoich sutków. Zrelaksowana, zapominała o całym świecie, o wojnie i o wszystkim innym. Ciągle miała nadzieję, że Zero w końcu zwróci na nią uwagę, że zauważy w niej nie tylko żołnierza, ale i kobietę. Robiła co w jej mocy, ale do tej pory nie to nie dawało. Zamiast niej, obok niego ciągle była ta zielonowłosa wiedźma. Wsunęła rękę między nogi, wzdychając…

piątek, 8 czerwca 2012

Wszechświat żywych trupów - rekrutacja zakończona + tagi


Zamknąłem na razie listę rekrutacji bohaterek do projektu "Wszechświat Żywych Trupów". Zainteresowanie było bardzo duże i w dwa dni zgłoszono dziesięć postaci. Na razie nie chcę ich więcej. Chciałbym napisać opowiadania z tymi zgłoszonymi, to mi pewnie zajmie trochę czasu. Pierwsze powinno pojawić się już jutro, jak dobrze pójdzie.
Listę zgłoszonych postaci możecie zobaczyć tutaj. 

Skończyłem dzisiaj tagowanie bloga. Poza tytułami i imionami bohaterek, dostępne są tagi:
- m/f - sceny seksu z udziałem mężczyzny i kobiety
- yuri - sceny seksu z udziałem dwóch kobiet
- bdsm - sznurki, kajdanki, wiązanie itd.
- hypno - hipnoza, kontrola umysłu
- tentacle - macki
- gore - krew, przemoc
Brakowało mi tego na onecie, a teraz każdy łatwiej będzie mógł znaleźć to co lubi i omijać to, czego nie lubi. 
Otagowałem wszystkie fanfiki, jeżeli zauważycie, że gdzieś brakuje jakiegoś taga, to komentujcie, a ja postaram się go wstawić tak szybko jak się da.

Powoli też pracuję nad finałowym wyglądem bloga. Jeśli chcecie się wymienić linkami do waszych blogów, to dajcie znać.

czwartek, 7 czerwca 2012

Wszechświat żywych trupów - info



Żywe trupy opanowały świat. Gdziekolwiek by się nie schować, ze wszystkich stron wyłażą gnijące zwłoki, wyciągające swoje śmierdzące łapy w kierunku ostatnich, przeżytych ludzi. Czy bohaterkom uda się przeżyć, czy zostaną kolacyjką dla zombie?
Uruchamiam mój drugi projekt po „Międzywymiarowym domu uciech”. Tym razem nosi on tytuł „Wszechświat żywych trupów”. To wy zadecydujecie, kto się tam znajdzie i jaki los go czeka. Możecie zgłaszać  kandydatki z mang, anime, gier, komiksów, kreskówek. W każdym zgłoszeniu proszę też o dopisanie, czy chcecie, żeby bohaterka przeżyła czy nie.
REKRUTACJA ZAMKNIĘTA!!!!!

Lista zgłoszonych kandydatek:
1)  Kallen (Code Geass) - trup - Opowiadanie
2) Rinoa (Final Fantasy VIII) - żywa
3) Sakura (Naruto) - trup - Opowiadanie
4) Hinata (Naruto) - trup - Opowiadanie
5) Tifa (Final Fantasy VII) - żywa - Opowiadanie
6) Nami (One Piece) - żywa - Opowiadanie
7) Misaka Mei (Another) - żywa
8) Tsunade (Naruto) - trup
9) Rukia (Bleach) - trup
10) Integra (Hellsing) - trup

(Fairy Tail) Lustro


Dalszy ciąg eksperymentów, czyli tym razem coś z Fairy Tail.

Tytuł: Lustro
Z: Fairy Tail
Rating: NC-17

To miała być prosta robota. Tak przynajmniej sądziła, bo zwykle właśnie w takich sytuacjach rzeczy proste przestają być prostymi. Gdyby sama wściekłość mogła ją uwolnić, pewnie Erza już nie siedziałaby na krześle, do którego przywiązana była magiczną liną. Niestety, to nie wystarczało.

A wydawało się, że nie będzie to nic trudnego. Do wieży, która była celem, dotarła w ciągu dwóch dni. Oczywiście, wejście było zamknięte, a wieża otoczona murem, jednak nie było to wyzwanie dla kogoś takiego jak ona. Magiczne blokady założone na murze nie mogły powstrzymać kogoś o takiej mocy. Gdy wkroczyła do wieży, spodziewała się wszystkich możliwych pułapek, dlatego poruszała się ostrożnie. Była prawie zawiedziona, kiedy weszła na szczyt, a nic po drodze jej nie zaatakowało. Czyżby właściciel zrozumiał z kim ma do czynienia i postanowił nie stawiać oporu?

(Bleach) Z deszczu (pod rynnę)


Dzisiaj coś z zupełnie innej niż dotąd beczki, czyli opowiadanie z "Bleacha".

Tytuł: Z deszczu (pod rynnę)
Z: Bleach
Rating: NC-17

Orihime wyszła ze szkoły. Zmarszczyła brwi, kiedy po kilku krokach z nieba zaczęły spadać krople. Nie miała przy sobie parasolki. Rozejrzała się szybko, ale było pusto. Miała nadzieję, że może pojawi się Ichigo. Byłoby tak romantycznie wrócić z nim do domu pod parasolem. Ale nic z tego. Westchnęła i ruszyła przed siebie. Kiedy szła chodnikiem, nagle koło niej zatrzymało się auto.

- Zmokniesz, Inoue – usłyszała głos. Zatrzymała się i spojrzała. Za kierownicą samochodu siedział Takagi, nowy nauczyciel angielskiego, który kilka miesięcy temu rozpoczął pracę w szkole. Młody, świeżo po studiach, wzbudzał zainteresowanie większości uczennic. Przystojny, z jasnymi, długimi włosami, wyróżniał się dobrym gustem w doborze ubrań. Na tle innych nauczycieli był jakby z innego świata. Na dodatek był półkrwi Amerykaninem, a jego włosy miały nietypowy dla Japończyków, jaśniejszy odcień. Orihime poczuła, że lekko się rumieni.

(Highschool of the Dead) Madness of the dead 2


Alternatywna wersja "Madness of the Dead", tym razem z Busujimą w roli głównej.

Tytuł: Madness of the Dead 2
Z: Highschool of the Dead
Rating: NC-17

- Otwórz gębę, szmato – mężczyzna warknął, a Saeko zobaczyła odbicie swoich oczu w ostrzu jego nożna. Posłusznie otworzyła usta, a on wcisnął między nie plastikową kulkę. Zapiął skórzane paski wokół jej twarzy.
- To cię uciszy. Potem się zajmę twoją gębą – powiedział, kładąc dłoń na jej długich, ciemnych włosach, przysuwając do nich twarz i wdychając ich zapach.

Dla Busujimy było to coś nowego i przerażającego. To zawsze ona była tą, która dominowała nad innymi. Kiedy rozproszyli się po ucieczce z autobusu, była pewna, że dotrze na miejsce spotkania o czasie. Jednak wpadła na grupę mężczyzn. Starała się ich ominąć, ale jak tylko zauważyli samotną dziewczynę, rzucili się na nią. Nie miała wyjścia. Musiała walczyć. Udało jej się zabić trójkę, ale niestety czwarty zaszedł ją od tyłu i uderzeniem stalowego pręta powalił na ziemię. Potem zaciągnął do jednego z opuszczonych domów. Tak właśnie tutaj się znalazła.

(Harry Potter) Ciało pedagogiczne 3


Trzecia część mojego najpopularniejszego chyba obecnie fanfika.

Tytuł: Ciało pedagogiczne
Z: Harry Potter
Rating: NC-17

Gdy zeszli na dół, Mark był ciągle zły, że nie dała mu dokończyć. Wiedział, że ona też jest cały czas mokra i nagrzana. Ale polecenie dyrektora było święte. Zabrała go ze sobą, jako swojego asystenta.
- Zachowuj się przyzwoicie – powiedziała stanowczym tonem. Marka ciągle zastanawiało, jak łatwo przychodził jej powrót do pozycji tej, która rozkazuje. Przed paroma minutami klęczała przed nim na kolanach. Teraz mówiła w ten sposób, że Mark czuł, że musi się podporządkować poleceniom. Denerwowało go to trochę, bo wolałby, żeby Hermiona na stałe już zrozumiała, że jej miejsce jest na kolanach, przed nim. Rozumiał, że będzie musiał nad tym dłużej pracować. Ale kiedy szedł za nią i patrzył na jej tyłeczek, to wiedział, że warto nad tym pracować.

- Witam państwa – powiedziała Hermiona, schodząc po schodach na dziedziniec szkoły, gdzie czekała już grupa przybyszy. Zatrzymała się w pół drogi. Przed zebranymi stała wysoka, smukła kobieta o długich, związanych w koński ogon włosach. Jej piękne, głębokie oczy były jakoś dziwnie znajome.
- Fleur? – spytała zaskoczona Hermiona.
- Witaj, Hermiono – Fleur Delacour podeszła bliżej – Cieszę się, że cię widzę.
- Ja też… - Hermiona zawsze czuła się trochę nieswojo w jej towarzystwie. Francuska czarownica była wielką pięknością, a Hermiona pamiętała, jak w czasach, kiedy jeszcze była uczennicą, jej uroda sprawiła w Hogwarcie trochę problemów. Nie uważała się za brzydką, ale przy tej kobiecie czuła się jakoś tak zwyczajnie. Wiedziała, że nieludzkie piękno Fleur przyciąga uwagę wszystkich. Postanowiła jednak, że nie będzie się tym przejmować.

(Harry Potter) Ciało pedagogiczne 2



Wiele osób prosiło o kontynuację tej opowieści, więc proszę bardzo :)

Tytuł: Ciało pedagogiczne 2
Z: Harry Potter
Rating: NC-17

Ubrana w czerwoną, skąpą bieliznę, Hermiona poruszała rytmicznie głową do przodu i do tyłu, robiąc laskę Markowi, który siedział na krześle w jej gabinecie. To na jego sugestię zrezygnowała podczas ich spotkań z noszenia szaty na rzecz bardziej wyzywających strojów. Na jej stopach znajdowały się błyszczące czerwienią wysokie obcasy. Pas od pończoch i majtki w tym samym kolorze oraz stanik opinający jej obfity biust były wszystkim, co miała na sobie. Mark siedział na jej krześle, w jej prywatnym gabinecie. Jego ręka była zanurzona w jej gęstych włosach.

Uwielbiała to robić. Chociaż pogardzała sama sobą, uważała to za niewybaczalną słabość, nie mogła się temu oprzeć. Wielka, stercząca pała chłopaka jej córki sprawiała, że kolana jej miękły a w ustach zbierała się ślina. Tak, pragnęła tego jak niczego bardziej. Chłopak o tym doskonale wiedział i wykorzystywał to. Załatwiła mu stanowisko pomocnika w bibliotece szkoły, żeby bez przeszkód mógł zostać w Hogwarcie na wakacje już po tym, jak skończył tam naukę. Jej gabinet był tuż koło biblioteki, więc bez problemu mogli się spotykać.

(Harry Potter) Ciało pedagogiczne 1


Oto pierwsza część trochę dłuższej (jak mi się uda skończyć) historyjki z Harryego Pottera. Mam nadzieję, że wam się spodoba.

Tytuł: Ciało pedagogiczne
Z: Harry Potter

Profesor Hermiona Granger szła korytarzem Hogwartu, wysokie obcasy stukały o zimną, kamienną podłogę. Dzisiaj był wyjątkowy dzień, bo jej córka kończyła właśnie naukę w szkole magii. Była szczególnie dumna z tego, że młoda Kelly, bo takie miała imię, kończyła naukę z najlepszymi ocenami, tak jak jej matka. Uśmiechała się do swoich myśli, wiedząc, że ma z czego być dumna. Ona sama wzięła z Ronem ślub zaraz po skończeniu nauki i dopiero po kilku latach podjęła pracę w szkole, kiedy jej dziecko miało już kilka lat, a i tak była najmłodszą nauczycielką w szkole. Teraz młoda Kelly była najlepszą uczennicą w całym Gryfindorze. Hermiona, mimo swoich trzydziestu sześciu lat na karku, czuła się młoda i silna, wiedziała też, że uczniowie z ostatnich klas często patrzą na nią takim wzrokiem, że ją to trochę krępowało. Kelly była do niej podobna, miała rude, kręcone włosy. Tylko jedna rzecz denerwowała panią profesor eliksirów. Chłopak jej córki.

- Obiecałam ci, że poczekamy z tym! – Kelly lekko opierała się, kiedy Mark z figlarnym uśmiechem wepchnął ją do opuszczonej sypialni. Rok szkolny się kończył i nie było tu nikogo. Dormitorium Gryfindoru było puste. Wysoki, ciemnowłosy chłopak zamknął szybko drzwi. Kelly właściwie tylko udawała, że się wzbrania. Chodzili ze sobą od roku i chociaż jej matce przeszkadzało to, że chłopak jej córki należy do Slytherinu, to nic nie mogła z tym zrobić. Mark pchnął Kelly na jedno z łóżek i zaraz położył się na niej. Szybko zaczął ją całować, jednocześnie wsuwając dłoń pod jej bluzkę, rozpinając jej guziki. Kelly wiedziała, że jej matka byłaby wściekła. Co z tego, że obydwoje byli już pełnoletni? Ona była najlepszą uczennicą w roku i córką nauczycielki. Nie wypadało jej tego robić. Ale to ją jeszcze bardziej podniecało.

(Harry Potter) Zagłada

Fanfik na zamówienie, z Harryego Pottera.

Tytuł: Zagłada
Z: Harry Potter
Rating: NC-17
Profesor Hermiona Granger siedziała w swoim gabinecie, patrząc z niedowierzaniem na raport, który przed chwilą dostała. Już trzy uczennice zaginęły. Wszystko w ciągu jednego miesiąca. Nie mogła w to uwierzyć. Jak to się mogło stać? Przecież panował spokój, nie było żadnych znaków o działaniu jakiegokolwiek zła czy czarnej magii. Zaczęła się zastanawiać, czy to nie była robota jakichś mugoli. A może uczniowie coś sobie uknuli? Musiała to sprawdzić, to przecież były jej uczennice. Postanowiła wezwać na dywanik kilka dziewczyn z klas tych dziewczyn. Okazało się, że wszystkie zaginione były z Gryfindoru. To ją martwiło jeszcze bardziej, to był przecież jej dom. Ale nikt nie chciał niczego powiedzieć. Dopiero pod koniec, ostatnia z uczennic wezwanych do gabinetu, odważyła się coś zdradzić.

- Bo my… pani profesor… znalazłyśmy w bibliotece taką książkę. Tam był podany przepis  na… wie pani… - dziewczyna zaczerwieniła się.
- Na co?
- No… na… taki eliksir, po którym żaden facet się nam… nie oprze… - dziewczyna wreszcie wydukała to z siebie. Hermiona westchnęła. No tak, w końcu były już w ostatniej klasie, więc nic dziwnego, co je interesowało. Ale dalej nie wiedziała, jaki to ma związek z zaginięciami.
- I?
- No i… w tym przepisie na eliksir było napisane, że trzeba zebrać takie zioła i taki rytuał odprawić, co go w lesie tylko można…
- W lesie? Chodzi ci o zakazany las?
- Tak…

(Xena) Dawne grzechy


Dla Kilroya. Nietypowe opowiadanie i chyba nie do końca go czułem, ale gdy zamawia ktoś, kto regularnie komentuje, to zwykle spełniam zamówienia. Mam nadzieję, że będzie się podobać, napisane zgodnie ze wskazaniami w końcu :)

Tytuł: Dawne grzechy
Z: Xena
Rating: NC-17

- Jeżeli wydaje ci się, że to jest śmieszne, to ostrzegam… - Xena stała po kolana w wodzie. Jej mokre, czarne włosy lepiły się kosmykami do jej policzków, a krople ściekały po jej nagim ciele. Jej pięści były zaciśnięte w bezsilnym gniewie. Naprzeciwko niej, na plaży jeziora stał młody mężczyzna z krótkim, rzymskim mieczem, którego ostrze znajdowało się na szyi Gabrieli. Jasnowłosa bardka drżała, jej ręce były związane za plecami. Xena była wściekła, że dziewczyna, którą przecież sama trenowała, tak łatwo dała się podejść.

Wędrowały cały dzień i upalna spiekota dawała im się we znaki. Kiedy więc mijały leśne jeziorko, nie mogły nie skorzystać z okazji. Xena pierwsza wskoczyła do wody i poprosiła Gabrielę, żeby ta miała oko na jej rzeczy. Niedaleko była przecież droga. Tymczasem Gabriela usiadła pod drzewem i nie zwracała na nic uwagi. Kiedy tamten mężczyzna zaszedł ją od tyłu, nie zdążyła w żaden sposób zareagować. Ubrany w skórzaną bluzkę i tunikę, jasnowłosy chłopak związał jej ręce i przycisnął do szyi miecz, po czym wyszli na plażę.
- Ty, wyłaź z wody – powiedział do Xeny – powoli i bez numerów.

(Ms. Americana) Niechciana Rozkosz


Krótkie opowiadanie o Ms. Americanie, bohaterce stworzonej do takich komiksów i opowiadań przez Mr. X. Więcej znajdziecie na jego stronie: http://www.superheroinecentral.com/mrx/xpage/xblm.htm

Tytuł: Niechciana Rozkosz
Z: Ms. Americana
Rating: NC-17
Inne: Gwałt, narkotyki

Strzały, które słychać było nocą, nie były zdziwieniem dla nikogo, kto mieszkał w Sugar Town, najgorszej dzielnicy Delta City, pełnej burdeli, podejrzanych barów i innych tego typu miejsc. Tutaj nie zaglądała policja, a bandyci sami załatwiali swoje sprawy. Walczyli głównie ze sobą. Czasem tylko pojawiał się problem spoza dzielnicy. Tak było właśnie teraz. Carl i Tom uciekali najszybciej jak tylko mogli. Rozbity samochód, w którym wieźli narkotyki, stał wciśnięty w zgiętą latarnię. Carl trzymał pistolet, ale wiedział, że to niewiele da. Ich wróg był blisko.

- Aaaa! – krzyknął Tom, kiedy kopnięcie przewróciło go na ziemię i rzuciło nim o ścianę. Carl zatrzymał się, mierząc w napastnika z pistoletu. Przed nim stała wysoka, ciemnowłosa kobieta o ciele modeli, ukrytym jedynie za bikini we wzory amerykańskiej flagi. Carl nie mógł powstrzymać śliny, ale gdy podniósł wzrok na twarz i oczy schowane za maską, cofnął się i wycelował.
- Nie zbliżaj się… bo będę strzelał – powiedział.
- I co jeszcze? – spytała. Szybko jak błyskawica znalazła się przy nim. Pistolet zanim wystrzelił, był już w jej ręce, wyrwała Carlowi broń i rzuciła na ziemię. Jego samego podniosła do góry.
- Wezwałam już policję, zajmą się narkotykami, które przewoziliście. A teraz ja zajmę się wami.
- Proszę…

(Kim Possible) Podróż


Kilka osób prosiło o coś więcej z "Kim Possible", to i jest jeszcze jeden fanfik z tej serii.

Tytuł: Podróż
Z: "Kim Possible"("Kim Kolwiek")
Rating: NC-17

Kim pędziła jak szalona przez zatłoczony peron. Nie miała zamiaru spóźnić się na ten pociąg. Po raz kolejny udało jej się zatrzymać następny wariacki plan Drakkena, ale chciała musiała wrócić do domu wystarczająco szybko, weekend się kończył, a następnego dnia przecież musiała się pojawić w pracy. Przez korki spóźniła się na dworzec, szybko kupiła bilet i niemal przefrunęła przez schody, żeby tylko się nie spóźnić. Wpadła jak burza do pociągu, wskakując do niego w ostatniej chwili. Zaraz potem zamknęły się za nią drzwi i pociąg ruszył. Ruda agentka oparła się o ścianę i odetchnęła głęboko z ulgą. Jednak jej się udało. Wyciągnęła komórkę i napisała szybko sms do Rona, że za dwie godziny będzie z powrotem.

Miała szczęście, bo zaraz obok znalazła zupełnie pusty przedział. Wrzuciła torbę na górę i położyła się wygodnie na miękkim siedzeniu. Była zmęczona. Cały dzień zajęło jej ganianie za Drakkenem, walka i wreszcie sukces. Robiła to tak często, że chociaż to lubiła, to powoli miała tego już trochę dosyć. Czasem nawet zastanawiała się, czy można by z tym wszystkim skończyć. Ale jedynym wyjściem byłoby zabicie tych, z którymi walczyła. Nie sądziła, żeby była do tego zdolna. Drakken, Shego, Junior, Senior, Motor Ed, Duff, Dementor, Jackie, Monkey Fist… było ich dużo, walczyła z nimi często. Mogła im przywalić, skopać, ale zabić… wyobraziła sobie siebie stojącą nad Shego z pistoletem wycelowanym między jej oczy. Czy by mogła nacisnąć spust?

(Kim Possible) Ostra Jazda 3


Wiele osób prosiło o kontynuację tej serii, więc proszę. Pewnie czwarty odcinek będzie ostatnim.
*Opowiadanie polecane na stronie głównej serwisu dla dorosłych Onet.pl*

 Drzwi metra otworzyły się ze świstem, wyrzucając z wnętrza wagonu masę ludzi i przyjmując do środka drugie tyle. Jedni wracali z pracy, drudzy do niej dopiero podążali. Ale dla Kim Possible praca się dopiero zaczynała. Stojąca w wagonie dziewczyna była wepchnięta między innych pasażerów. Miała na sobie zieloną, obcisłą bluzkę ze sporym wycięciem i krótką, plisowaną spódniczkę. Pod nią nie miała majtek.

Wagon ruszył, szarpiąc mocno i Kim złapała za uchwyt. Czuła się nieprzyjemnie. Ale nie miała wyboru. Tego dnia dostała maila z dokładną informacją na temat tego co ma ubrać i w jakim wagonie, o jakiej godzinie ma sie zjawić. Nadawcą był ten sam człowiek, który ukradł jej dokumenty i zmuszał do kolejnych upokorzeń. Kim wiedziała, że musiała robić wszystko, co jej nakazał. Miał zdjęcia z nią w pozach bardzo nieprzyzwoitych. To skłaniało ją do posłuszeństwa. Ale cały czas szukała sposobu, żeby się z tego wyplątać. Wiedziała jednak, że to nie będzie proste.

(Kim Possible) Ostra Jazda 2


Siadła do komputera i włączyła go. W skrzynce mailowej znalazła jeden nowy list. Otworzyła go… i otworzyła szeroko usta, czytając wiadomość: „Cześć suczko, jak podobała ci się nasza jazda? Ciągle jesteś mokra? Mam tu coś dla ciebie”. Obok było zdjęcie… jej zdjęcie, zrobione komórką od tyłu, wtedy w metrze. Czytała dalej: „To dla ciebie, na pamiątkę. Mam tego więcej, niestety wszystko od tyłu. Dlatego chciałbym mieć twoje fotosy z przodu. Zrób sobie kilka w samych majtasach i przyślij mi. Inaczej wrzucę do sieci te, które mam… razem z twoim adresem.”.

Kim mało nie uderzyła pięścią w blat biurka. Miał ją w ręce. Nie mogła na razie nic zrobić… tylko pozwolić mu na to co chciał, a potem może dopiero go dopaść. Nie miała wyboru.  Wstała, zrzuciła bluzkę. Drżącymi rękami odpięła stanik, zdjęła szorty i wyjęła z szafki aparat. Ustawiła go na samowyzwalacz i położyła się na łóżku, starając się wyglądać seksownie. Siadła, prężyła się, nie miała w tym większego doświadczenia, ale starała się. Po zrobieniu kilku zdjęć, zgrała jej na dysk i wysłała. Z niepewnością czekała na odpowiedź. Przyszła po pół godziny. Kim otworzyła maila.

(Kim Possible) Ostra Jazda 1



Krótka historyjka z "Kim Possible" ("Kim Kolwiek"), którą może będę kontynuował, jeżeli uznacie, że warto.

Tytuł: Ostra Jazda
Z: "Kim Possible"
Rating: NC-17

Kim zadowolona wracała z pierwszego dnia pracy. Poszło jej lepiej niż sądziła i była pewna, że dalej będzie tylko lepiej. W końcu znała ten sklep od dawna a teraz mogła tam pracować. Z uśmiechem weszła do wagonu metra. Niestety, jej uśmiech opuścił twarz, kiedy na kolejnym przystanku do wagonu zaczął pakować się tłum ludzi. No tak, godziny szczytu, pomyślała, odsuwając się coraz bardziej w kąt wagonu pod naporem kolejnych pasażerów, którzy wchodzili i wchodzili. Zastanawiała się, ilu ich może być. Stała już przyciśnięta do ściany w rogu i pomyślała, że nawet gdyby teraz pociąg zahamował ostro, i tak nie mogłaby się przewrócić, bo nie miała gdzie.

W wagonie było nie tylko tłoczono, ale i duszno. Tłum ludzi, gorący, letni dzień i zamknięte okna sprawiały, że Kim chciała otrzeć pot z czoła, ale nie mogła nawet podnieść ręki. I wtedy to poczuła. Czyjaś dłoń dotknęła jej pośladka. Najpierw myślała, że to przypadek, bo przecież w takim tłumie to nic dziwnego, ale dotyk nie trwał chwilę, tylko dłużej. Ręka przesuwała się powoli po jej jędrnych pośladkach, pod jej krótką spódniczką.  Czuła, jak się rumieni. Przez ten tłum nie mogła się nawet odwrócić. Ręka zsunęła się na jej udo, masując je delikatnie. Kim poczuła ciarki na plecach. Nie spodziewała się, że coś takiego może spotkać właśnie ją. W normalnych warunkach urwała by rękę draniowi, który by się na to odważył. Ale teraz nie mogła nawet go odepchnąć. A wstyd sprawiał, że nie mogła z siebie wydobyć głosu.

(Kim Possible) Prezent


Wiele osób prosiło o coś z Kim Possible (Kim Kolwiek w Polsce). Więc napisałem. Mam nadzieję, że się spodoba.

Tytuł: Prezent
Z: Kim Possible
Rating: Nc-17

Kim starannie i cicho przemykała korytarzem. Jeszcze przed chwilą musiała pół godziny iść przez podmiejskie kanały. Nienawidziła tych miejsc. Były brudne i śmierdzące, wszędzie było jakieś robactwo i inne obrzydlistwa. No i jeszcze szczury. Była już dorosłą dziewczyną, miesiąc temu skończyła osiemnaście lat, ale ciągle nie znosiła kanałów. Dobrze, że to już był koniec. Otworzyła dużą, metalową klapę i pchnęła ją mocno przed siebie. Wskoczyła do środka i zamknęła ją natychmiast, zostawiając za sobą kanały i wszystko, co w nich było. Gdyby nie musiała, pewnie nigdy by tamtędy nie poszła. Ale musiała. Długo szukała w Internecie, ale to była jedyna droga, żeby dostać się do zamkniętego od kilkudziesięciu lat schronu atomowego. Wszystko wskazywało na to, że właśnie tam Drakken ulokował swoją bazę, w której coś knuł. Musiała go więc powstrzymać.

Gdy znalazła się po drugiej stronie włazu, szybko zrzuciła z siebie obcisły, lateksowy strój, który nosiła w kanałach i który zdążył już mocno zaśmierdnąć od ich zapachów. Z plecaka wyjęła szare spodnie i czarną bluzkę. Na ręce założyła rękawiczki. Sprawdziła jeszcze sprzęt przy pasie. Wszystko działało jak trzeba. Uśmiechnęła się do siebie i ruszyła szybko przez korytarz. Widziała na ścianach ostrzeżenia przed promieniowaniem i dawne plakaty sprzed wielu lat. Kiedy budowano ten schron, ludzie bali się wojny atomowej. Potem, kiedy okazało się, że jednak nie ma się czego bać, wejścia zalano betonem a o schronie zapomniano. Jednak znalazł się ktoś, kto o nim sobie przypomniał. Kiedy Kim znalazła ślad prowadzący w to miejsce i okazało się, że prawdopodobnie zaszył się tu Drakken, nie czekała długo. Nie wiedziała, co knuł tym razem, ale na pewno nic dobrego.

(Harry Potter) Zakazany Las


Jeszcze jedna krótka historyjka z "Harryego Pottera"

Tytuł: Zakazany las
Z: "Harry Potter"
Rating: NC-17

Zakazany Las nigdy nie wydawał się jej ciekawym miejscem. Hermiona wolała się trzymać od niego z daleka ze względu na Aragoga i jego rodzinkę. Nawet jeśli wielki pająk już nie żył, to jednak nie wiadomo, ile jego dzieci przeżyło. Więc tej nocy, kiedy szła przez las, nie mogła powstrzymać lęku. Ale nie miała wyboru, musiała się tutaj wybrać. Tej nocy zakwitał tutaj wyjątkowo rzadki kwiat, który był jej niezbędny do badań. Kwitł tylko jedną noc, więc trzeba było go znaleźć i zebrać szybko.

Stopy młodej czarownicy zapadały się w gęstym, miękkim poszyciu leśnym. Księżyc i gwiazdy jasno świeciły nad jej głową, przebijając się czasem przez gałęzie drzew. Każdy ruch, odgłos, które rozlegały się w lesie, sprawiały, że Hermiona łapała za różdżkę i patrzyła ostrożnie, spodziewając się że zostanie zaatakowana. Ale nic się nie działo, zwierzęta pojawiały się i znikały, nie zwracając na nią uwagi. Hermiona powoli stawała się trochę spokojniejsza, ale ciągle bała się, że gdzieś mogą pojawić się pająki.

(Harry Potter) Podwójna przyjemność 2


Zamówiony fik z Hermioną i Ginny.

Tytuł: Podwójna przyjemność 2
Z: Harry Potter
Rating: NC-17, yuri

Hermiona przewracała się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. Lato było upalne i chociaż już się kończyło, to ciągle było bardzo ciepło. Jej ciuchy leżały rozrzucone na podłodze koło łóżka, gdzieś obok walały się książki, jeszcze koło nich jej różdżka. Za oknem słychać było świerszcze, które w gorącą noc nie dawały sobie spokoju. Westchnęła ciężko. Przez lata spania we wspólnej sypialni w Hogwarcie przyzwyczaiła się do tego, że ktoś jest z nią w pokoju. Teraz mogła spać sama i to było dziwne. Odkąd została przyjęta do Hogwartu na praktyki nauczycielskie, miała swój pokój. Brakowało jej nawet tego bycia z innymi. Uczniowie patrzyli na nią już bardziej jak na uczennicę. Znajomi byli daleko i widziała ich rzadko.

Kiedy usłyszała za drzwiami kroki, nie zwróciła nawet na to uwagi, bo w korytarzu często ktoś chodził. Może to uczennice przemykające się do męskiego dormitorium? Myślała nawet, żeby wstać i je pogonić, ale przewróciła się tylko na drugi bok. Młode są, więc niech się bawią, jeśli chcą. Poza tym, ona jest tu na praktykach, nauczycielką zostanie dopiero za rok albo za dwa, więc nie musi się tym przejmować. Nie zauważyła, kiedy klamka w drzwiach od jej pokoju przekręciła się, tak cicho, że nawet tego nie słyszała. Drzwi uchyliły się i do pokoju weszła postać w czarnym płaszczu, za nią następna. Teraz Hermiona odwróciła się, bo usłyszała skrzypienie drzwi. Ale zanim zdążyła coś powiedzieć, usłyszała we własnej głowie głos.
„Ani słowa. Bądź cicho.”

(Harry Potter) Podwójna przyjemność 1


Kilka osób prosiło, żeby po tych fikach z Hermioną było coś z Ginny. No to jest coś z Ginny.

Tytuł: Podwójna przyjemność
Z: Harry Potter
Rating: NC-17
Uwagi: MC, yuri

Wagonik metra sunął szybko po torach znajdujących się pod Londynem. Był wczesny wieczór i wielu ludzi wracało właśnie z pracy albo jechało na drugą zmianę. Pełno tu też było studentów. Wśród nich była niska, piegowata dziewczyna o długich, wściekle rudych włosach, która stała z ręką chwytającą poręcz. Ginny Wesley ciągle przyzwyczajała się na nowo do mugolskich środków transportu. Kilka lat nauki w Hogwarcie przyzwyczaiło ją do magii i teraz wrócenie do wszystkiego co zwyczajne, było trudniejsze niż myślała. Życie studenki mugolskich uczelni nie było tak fajne jak nauka w Hogwarcie. Ale studia już musiała skończyć zwyczajne. Była już na trzecim roku i nudziła się. Wiedziała, że przecież mogłaby użyć magii i bez kłopotów przenieść się z miejsca na miejsce. No ale przepisy były przepisami, a jej, urzędniczce ministerstwa, tym bardziej nie wypadało ich łamać. Na dodatek, była dopiero stażystką. Gdyby zrobił to doświadczony i ceniony pracownik, pewnie nic by mu nie zrobili, ale ona straciła by tą pracę od razu.

Więc z niechęcią stała w wagonie, czekając aż dojedzie na Baker Branch. Dopiero minęli Waterloo, więc było już dużo czasu. Na tej stacji zresztą wsiadło dużo ludzi i w wagonie zrobił się tłok. Jej myśli przerwał nagle głos, który usłyszała w swojej głowie. Pojawił się z nikąd, ale był głośny i wyraźny.
„Rozepnij rozporek mężczyźnie przed tobą.”

(Harry Potter) Ko-edukacja


Jeszcze raz Harry Potter... Ale taki miałem pomysł.

Tytuł: Ko-edukacja
Z: Harry Potter
Rating: NC-17
Uwagi: Gwałt

Zatłoczony Hogwart Express kołysał się na torach. Ludzi było tak wielu, że przedziały były pozajmowane i wielu pasażerów musiało stać na korytarzu. Wśród nich był Hermiona Granger, która po raz pierwszy jechała do szkoły nie jako uczennica ale jako nauczycielka. Miała od tego roku uczyć eliksirów. To było zupełnie nowe przeżycie, do którego nie była jeszcze przygotowana. Nawet jeśli pokończyła wszystkie kursy i zajęcia z idealnymi ocenami, to dotąd sama była uczennicą. Teraz miała uczyć innych. A jej najstarsi uczniowie mieli być tylko trochę od niej młodsi. To ją trochę denerwowało. Nie wiedziała, czy będzie w stanie zdobyć wśród nich autorytet. Nie chciała, żeby jej się bali tak jak Snapa.

Pociąg podskoczył. Stojąc w tłoku Hermiona nie mogła nawet się poruszać. Nagle poczuła coś niepokojącego. Czyjaś dłoń przesunęła się po jej pośladkach. Zadrżała, ale najpierw pomyślała, że to na pewno przypadek. Ale nie, dłoń objęła jej kształtną pupę, masując ją powoli. Zaraz potem pojawiła się druga na jej drugim pośladku. Hermiona poczuła na policzkach rumieniec. Wściekła chciała się odwrócić uderzyć z całej siły w twarz tego zboczeńca. Ale wtedy właśnie ktoś przysunął się do niej z przodu. Czyjeś ręce wsunęły się pod jej szatę i zamknęły na jej piersiach.

(Harry Potter) Re-edukacja 2


- Panie profesorze, tędy – prowadzący mnie po Hogwarcie prefekt był zdenerwowany, głos mu się trochę łamał. No wiadomo, nie zawsze pewnie miał okazję oprowadzać po swojej szkole gości z zagranicy. Przyjechałem tutaj wczoraj, ale byłem na miejscu wieczorem, więc dopiero dziś wysłano chłopaka, który miał mnie oprowadzić. To była moja pierwsza wizyta na wyspach. Od kiedy nasza szkoła magii i Hogwart zaczęły ze sobą współpracować, co roku wysyłano jednego pracownika każdej ze szkół do drugiej. Miał spędzić tam kilka dni, poznać lepiej nauczycieli, uczniów i zwyczaje. Oczywiście, wymieniano też uczniów, ale co oni tam mogli wiedzieć.

Tym razem naszego przedstawiciela, czyli mnie, gościł dom Slytherinu. Miałem fuksa. Rok temu mojego znajomka przyjmował Gryfindor. Facet opowiadał, co to za żałosne złamasy, na każdym kroku pierdolący o honorze, prawdzie, uczciwości i takich tam farmazonach. Normalnie nie mógł tego wytrzymać i jak wrócił, to mówił, że jedyni konkretni ludzie są w Slytherinie. Miałem więc szczęście, że właśnie tutaj trafiłem. Ten prefekt tylko zachowywał się jakoś tak nerwowo. Czy to tylko była trema?
- Proszę – otworzył mi drzwi do jednej z sal i zaprosił do środka. Wszedłem tam. Była to prawie pusta komnata, w której stało tylko krzesło, stół a w kącie duże, eleganckie łóżko. Na stoliku stały kieliszki i butelka wina.
- Proszę usiąść – powiedział prefekt i otworzył butelkę, nalewając mi wina. Nie wiedziałem, o co chodziło, ale byłem gościem, więc postanowiłem, że nie będę sprawiał gospodarzom kłopotów. Wyczuwałem magię, ta komnata była chyba jedną z tych, które utrzymuje się dzięki czarom, których nikt nieproszony nie widzi. Co oni wymyślili?
Po chwili drzwi się otworzyły i do pomieszczenia weszło kilka osób. Poznałem pierwszego, był jednym z nauczycieli, chyba tym od czarnej magii. Witał mnie wczoraj. Niski, rudy, miał na sobie zwyczajną togę szkolną z symbolem węża na ramieniu. Obok niego było jeszcze dwóch innych w podobnych ubraniach. Między nimi stała kobieta o rudych, kręconych włosach, w okularach. Miała na sobie taką samą togę jak oni, tylko z symbolem Gryfa na ramieniu. Czy ona była z Gryfindoru? Ale po co tu przyszła? Po ją przyprowadzali?

- Jeszcze raz serdecznie witam naszego drogiego gościa – podszedł ten od czarnej magii i podał mi rękę. Wstałem i przywitałem się. Jak on się nazywał? Nie mogłem sobie przypomnieć. Na szczęście nie musiałem, bo on sam przedstawił mi dwójkę swoich kumpli – Glitcha, mistrza ziół i Ayarharta, jednego z sekretarzy szkoły. Kobieta, która stała obok nich nie odzywała się. Tamci kazali prefektowi spadać. Zostaliśmy sami.
- Żeby pokazać, jak bardzo cieszymy się z tej wizyty – mówił ten od czarnej magii – Przygotowaliśmy dla pana specjalną niespodziankę. To ona – ręką wskazał kobietę.
- Dzień dobry – ukłoniła się nisko – Nazywam się Hermiona Granger, jestem nauczycielką eliksirów i… i…
- No, dalej – szturchnął ją Glitch.
- I… szlamiastą dziwką Slytherinu. Będę szczęśliwa, jeśli będę mogła spełnić każde pana życzenie.

Kiedy to powiedziała, zsunęła swoją togę. Otworzyłem szeroko oczy. Miała na sobie ciasny, błękitny strój, który składał się z bardzo krótkiej spódniczki i topu z dużym dekoltem, pod którym widać było bardzo dobrze duże, pełne piersi. Krótki, żółto czerwony krawcik kończył się tam, gdzie dekolt. Oprócz tego miała biały kołnierzyk i krótką pelerynę. Na piersi miała znak Gryfindoru, po środku którego widać było sterczący pod materiałem sutek. Czy jednak może mój kumpel nie miał racji w tematcie Gryfindoru? Ta łasia nie pasowała do jego opisów. Sam mówił, że panienki z Gryfindoru były takie grzeczne, że po ósmej chodziły spać, i uczennice i nauczycielki. Ta na taką nie wyglądała.

- Wyjaśnię – powiedział Ayarheart – Panna Granger od niedawna zmieniła zdanie i bardzo chętnie służy swoim ciałem wszystkim członkom Slytherinu. Rozumiem, jest pan zdziwiony. Granger, wyjaśnisz naszemu gościowi sama?
- Ja… ja zawsze byłam napaloną dziwką, ale w Gryfindorze… tam… nie było nigdy… prawdziwych mężczyzn. Dlatego w Slytherinie… ale nie mogłam być przyjęta, bo jestem tylko… brudną szlamą… więc zostałam dziw… dziwką Slythierinu.
- Panna Granger co tydzień przychodzi do tego pokoju i cały dzień i noc jest do dyspozycji wszystkich dorosłych członków naszego domu. Jednak dzisiaj jest wyjatkowa okazja, bo mamy szanownego gościa jak pan. Dlatego dzisiaj ona będzie służyć tylko panu.

Uśmiechnąłem się. Tak, już lubiłem Slytherin. Widać było, że ta kobieta została do tego w jakiś sposób zmuszona. Ale nie obchodziło mnie w jaki sposób, to już ich sprawy. Mnie obchodziło to, że była tutaj i była naprawdę konkretną laską. No i była dla mnie.
- Dziękuję, doceniam ten podarunek.
- Więc zostawiamy pana z nią samych – powiedział ich szef, którego imienia dalej nie pamiętałem. Wyszli. Siadłem na fotelu i nalałem sobie wina. Było dobre, musiało być bardzo stare.
- Lubisz nazywać siebie dziwką, co? – spytałem tą tam stojąca przede mną. Jak ona się nazywała? Już zapomniałem.
- Ja… tak.
- A jak się naprawdę nazywasz?
- Hermiona. Hermiona Granger.
- Wymiona? – roześmiałem się, pijąc wino – No to, Wymiono, zdejmij mi buty.

Widziałem, jak się skrzywiła, gdy przekręciłem złośliwie jej imię. Te cycki ściśnięte pod ciasną bluzką kołysały się. Ale nie za szybko. Hermiona uklękła, rozwiązała mi sznurowadła i zsunęła buty z moich stóp. Nauczycielka? Ale jaja, pomyślałem. U nas kobieta pewnie zabiłaby takich, którzy próbowaliby ją do tego zmusić.
- Rozporek – wskazałem, ale kiedy sięgnęła do niego ręką, pokręciłem głową – Ząbkami. Tak jak dziwki.
- Oczy… oczywiście. Przepraszam – zbliżyła usta do moich spodni i wzięła między zęby zamek, zsuwając go na dół. Dopiero gdy skończyła, pozwoliłem jej użyć palców, żeby wysunęła spod majtek mojego naprężonego wacka. Był już twardy od patrzenia na te cycki, które prawie wyskakiwały spod bluzki. Widziałem wczoraj, co noszą ci z Gryfindoru. Jej strój był parodią ich ubioru. Podobał mi się dużo bardziej od oryginału. Otworzyła usta, ale pokiwałem ręką.
- Poproś.
- Czy mogę… proszę, mogę wziąć do ust pańskiego pe… penisa?
- Poproś jak dziwka, która o tym marzy.
- Ja… błagam, muszę obciągnąć panu druta… proszę mi pozwolić… proszę…
- Dobrze, możesz to zrobić.

Chociaż ci ze Slytherinu mówili, że ją trenowali, to chyba się nie postarali, bo ciągle się czerwieniła, kiedy kazałem jej się odpowiednio odzywać. A może nie przejmowali się tym? A co mnie to, sam ją nauczę. Zawsze to więcej zabawy. Kładąc rękę na jej głowie, powoli głaskałem jej długie, rude włosy, podczas gdy ona otworzyła szeroko usta i objęła nimi mojego sztywnego członka. Miała duże i czerwone wargi. Były miękkie i ciepłe. Powoli wsuwała go coraz głębiej. Widać było, że ma doświadczenie, na pewno nie robiła tego pierwszy raz, chociaż pewnie nigdy tego nie lubiła. Ale nie widziałem w jej oczach obrzydzenia, gdy lizała moje jaja, jedno i drugie równie starannie.

- Bardzo dobrze, znasz się na rzeczy – pochwaliłem ją. Nie mówiąc nic skończyła i znowu wzięła go do ust, tym razem całego. Czułem, jak dotyka końcówki jej gardła, gdy poruszała rytmicznie głowę. Tak, to warte było przyjechania do tej deszczowej Anglii. Robiła laskę jak zawodowy lachociąg. Można było uwierzyć w te cotygodniowe spotkania, ciekawe, od jak dawna one trwały?
Zanurzyłem ręce w jej włosach, sztywniejąc, gdy poczułem, że wreszcie dochodzę. Wystrzeliłem wszystko do środka.
- Połknij – powiedziałem, ale ona chyba się tego domyślała. Widziałem, jak jej ciągle czerwone policzki wydymają się, a z pomiędzy warg w kącikach ust ciekną dwie cienkie, białe strużki. Połknęła wszystko, chociaż teraz już nie ukrywała niechęci.  Powoli wyjęła go z ust, starannie wylizując do czysta i wytarła dłonią wargi. Wypiłem łyk wina i przesiadłem się na łóżko

- Rozbierz się – powiedziałem – ale powoli.
Cofnęła się. Kręcąc biodrami, rozwiązała krawat i rzuciła go swobodnie na ziemię, a następnie powoli zsunęła bluzkę, pod którą nie miała stanika, przez głowę. Miała ładne piersi ze sporymi brodawkami. Przesuwając dłonie po nich, odwiązała pasek i pozwoliła spódniczce samej opaść na dół. Mając na sobie buty, majtki i pelerynkę, wygięła się w łuk, rozsuwając nogi. Odwiązała sznurki od peleryny, która spadała na ziemię. Kopnęła buty pod ścianę. Delikatnie i powoli zsuwała majtki, aż w końcu stała przede mną zupełnie naga. Widziałem w jej oczach czekanie na komplementy.
- Nie tak źle – powiedziałem krytycznym tonem. Takich nie można za bardzo chwalić, bo się robią rozpuszczone – Ale mogłaś się bardziej postarać. A teraz chodź tutaj.

Posadziłem ją na kolanach, wchodząc w jej szparkę. Była już mokra. Czyżby jednak podniecało ją to, co robiła podobno z przymusu? Ciało nie mogło kłamać, a robienie laski musiało ją pewnie nieźle podjarać. Przywarła do mnie natychmiast, nie miała w sobie żadnej niechęci. Jej duże, jędrne piersi ocierały się o moją klatkę, a usta wpiły w mój kark, całując namiętnie. Nie miałem wątpliwości, że robi to, co lubi robić. Szybko wszedłem w nią do końca, a wilgotne, ciepłe ściany jej piczki zacisnęły się na moim członku, wciągając go do środka, w nią. Głaskałem jej rude włosy i zdjąłem jej okulary. Rzucając głową, jej włosy falowały na wszystkie strony. Nie miała w sobie niczego z zastraszonej kobiety, którą tutaj przyprowadzono. Jęczała głośno i rytmicznie, poruszając się szybko na moim łonie.

Oczywiście, nie oszczędzałem jej, pieprząc ją mocnymi, głębokimi pchnięciami. Pewnie jeszcze nigdy wcześniej nikt jej tak nie brał. Jej palce wpijały się w mnie, przyciskała się do mnie najmocniej jak umiała. Była już cała spocona. Jej wewnętrzne mięśnie zaciskały się na moim członku tak mocno, jak nigdy wcześniej tego nie czułem. Może po raz pierwszy brał ją ktoś taki? Pewnie ci ze Slytherinu byli mniej żwawi. Robiłem to już z wieloma kobietami i potrafiłem wyczuć różnicę, kiedy kobieta robi coś z przymusu a kiedy dla przyjemności. Ona na pewno tego chciała.

Trzymałem ją dłońmi, moje palce zostawiały czerwone ślady na jej skórze. Nie mogła zapomnieć, kto tu rządzi. Starałem się jednak powstrzymywać jak najdłużej się dało. Nie obchodziła mnie jej przyjemność, ale niech zobaczy, jak to robią mężczyźni z kontynentu a nie ci wyspiarscy flegmiarze, którzy pewnie byli mistrzami falstartów. Słyszałem jej głośne jęki, wiedziałem, że jest już blisko szczytowania. Kiedy orgazm wypełnił ciało, ona przycisnęła się do mnie ciasno. Krzyczała głośno, wyprostowana jak naciągnięta na maksymum struna skrzypiec. Nie było w tym głosie żalu ani pretensji, tylko rozkosz. Wystrzeliłem w niej, wypełniając ją do końca moim ciepłym nasieniem, które mieszało się z jej soczkami. Jej zaciśnięta piczka wyciskała ze mnie ostatnie soki. Gdy skończyliśmy, opadła na mnie, zmęczona.

- Dobrze… - szeptała – tak dobrze…
- Nie posuwał cię tak żaden z nich?
- Nie, oni… są…
- Nie bój się, nie powiem im niczego. Żaden facet nie mówi o tym, o czym rozmawia w sypialni.
- Oni są… brutalni… biją i gwałcą… to im sprawia rozkosz.
Nie dziwiło mnie to. Ci ze Slytherinu wyglądali na takich, których tylko batem siec albo oni kogoś. Ponure typy. Lubiłem ich za to, ale szkoda było takiej dziewczyny dla nich. Marnowała się tu z nimi a pewnie w końcu zrobią jej jakąś większą krzywdę. Zastanowiłem się.
W tym czasie Hermiona zsunęła się między moje nogi i otworzyła usta, biorąc mojego członka jeszcze raz miedzy swoje gorące, czerwone wargi. Nie kazałem jej tego robić. Słyszałem jak ssie i siorpie. Rozprostowałem się na pościeli. Nie mogłem jej tak sobie stąd zabrać, była tutaj nauczycielką. No i pewnie te typy ze Slitherinu tez by nie chciały jej oddać. Była zbyt dobrze wyedukowana. Położyłem rękę na jej głowie.
- Nie przestawaj – powiedziałem – a ja pomyślę…

Następnego dnia spotkałem się z dyrektorką szkoły. Na pierwszy rzut wyglądała jak zasuszona staruszka, ale wzrok miała tak samo ostry jak nos. Nie wyglądała na taką, która by łatwo łyknęła każdy kit.
- Pani dyrektor, jak pamiętam, mogę wskazać osobę, którą nasza szkoła zaprosi jako przedstawiciela Hogwartu?
- Oczywiście, ale decyzja należy do mnie.
- Rozumiem. Proszę więc przemyśleć kandydaturę profesor Granger.
Zmarszczyła czoło. Była zaskoczona, to pewne.
- Właściwie nie mam przeciwwskazań, ale wie pan, muszę poznać jej zdanie.
- Może ją wezwać?
- Oczywiście, zaraz wyślę skrzata.
Po kilkunastu minutach do gabinetu dyrektorki weszła Hermiona. Miała na sobie zwykły strój, dużo bardziej zasłaniający niż tamten. Nie wyglądała na zadowoloną z życia.
- Pani profesor Granger, została pani wskazana jako kandydatka do rewizyty w szkole naszego szanownego gościa. Chciałabym wiedzieć, co pani o tym myśli?
- Ja? Ale… Oczywiście, zgadzam się!
Bardzo słaba z niej była aktorka, kiedy starała się ukryć radość. Wyszedłem z gabinetu, zadowolony z tego, że plan się powiódł. Wieczorem spotkałem się z tymi ze Slytherinu.
- Słyszałem, że zabierasz naszą szlamiastą sucz do siebie na tydzień? – powiedział Glitch.
- Macie mi to mi za złe, panowie? – powiedziałem, a potem wyjąłem różdżkę i machnąłem nią. Na stole pojawił się worek pieniędzy.
- To… rekompensata za ten tydzień bez niej. Wystarczy?
- Oczywiście, oczywiście – Ayarheart zajrzał do środka i liczył już gotówkę.
- Proszę się nią nacieszyć ile pan chce. To może być dobry znak dla naszej współpracy – powiedział ten ich szef, którego imienia nie pamiętałem nigdy - Ty też się pewnie cieszysz, Hermiono?
- Mhpmm…

Granger klęczała pod stołem, między jego nogami. Podobno co wieczór musiała każdemu zrobić laskę. Spermę wypluwała do pucharu, który potem musiała wypić. Nazywali to „robieniem eliksirów”. Mieli fantazję. Ale wiedziałem, że już niedługo z tym koniec. Plan był prosty. Podczas podróży miał zdarzyć się „wypadek”, w którym ona miała zginąć. Oczywiście, nie naprawdę. Ale nikt z tej deszczowej wysepki nie miał o tym wiedzieć. A po powrocie… już coś się wymyśli…

(Harry Potter) Re-edukacja 1


Coś nowego, czyli fanfik z "Harryego Pottera" z dorosłą Hermioną jako nauczycielką.


Tytuł: Re-edukacja
Z: Harry Potter
Rating: NC-17


- I to by było dzisiaj na tyle. Na jutro przeczytajcie wszystko od strony 25 do 60, może być z tego sprawdzian – Hermiona machnęła różdżką i ze środka klasy znikła czara, w której uczniowie przygotowywali eliksiry. Klasa szybko opróżniła się. Uczyła w Hogwarcie od roku. Trochę niechętnie przejęła stanowisko, które kiedyś należało do Snapa, ale było to jedyne  wolne. Hermiona nie chciała pracować w ministerstwie. To było nudne, a poza tym tam pracowali jej dawno znajomi. No i Ron, którego nie chciała widzieć na oczy. Okazał się żałosnym dupkiem, kimś z kim nie miała już ochoty ani razu się spotkać. Dlatego właśnie została nauczycielką eliksirów w Hogwarcie. Uczniowie bali się jej, wiedziała o tym, bo wymagała od nich dużo i zadawała ciężkie rzeczy. Czasami myślała, czy nie staje się w tym podobna do Snapea.

Zamknęła klasę i ruszyła kamiennym korytarzem przed siebie. Jej kwatera znajdowała się tam, gdzie kiedyś mieszkał Snape. Starała się być miła, ale im dłużej uczyła, tym bardziej czuła, że Snape miał rację, gdy mówił o swoich uczniach jak najgorzej. Większość nich była idiotami albo prawie idiotami, na jedną klasę przypadał zwykle jeden albo dwóch inteligentnych uczniów. Resztę najchętniej by oblała przy pierwszej okazji. Następną lekcję miała mieć z klasą złożoną w większości ze Ślizgonów. Gdy weszła do swojego pokoju, zastanawiała się, czy może powinna im zadać zrobienie jakieś bardzo niebezpiecznej trucizny, którą wszyscy by się pozabijali. Ale pewnie nikt by nie uwierzył w to, że to był wypadek. Siadła i pijąc herbatę zastanawiała się, co zrobić. Wreszcie zdecydowała się na niezapowiedzianą kartkówkę.

 - Niieeeee!!! – głośny jęk wypełnił klasę, kiedy kazała wyjąć kartki i przygotować pióra a także pochować różdżki. Odwróciła się plecami do klasy i uśmiechnęła sama do siebie. Niech się męczą, gdyby się uczyli systematycznie, to by nie mieli na co narzekać. Podyktowała pytania i usiadła na krześle, patrząc na grupę. Widziała, jak wielu nie wie, co napisać. Debile. O wszystkim mówiła na poprzednich lekcjach, jakby słuchali, to by wiedzieli. Ich problem. Po kilkunastu minutach zebrała kartki. Prawie połowa była pusta.
- Slytherin traci 10 punktów – powiedziała, po ogłoszeniu ocen. Kolejny jęk wypełnił klasę – Za tydzień kolejna kartkówka, przygotujcie się lepiej – dodała. Uczniowie wyszli z klasy, wiedziała, że wielu patrzy na nią z niechęcią. Wiedziała, że po cichu nazywają ją „szlamą” i „głupią cegłą”, ale się tym nie przejmowała. Spokojnie wróciła do swojego gabinetu, żeby zająć się wreszcie czymś pożytecznym. Od miesiąca pracowała nad eliksirem, który pozwalał łączyć ze sobą różne rzeczy w jedno, zachowując cechy obu. To było trudne i niebezpieczne, ale wiedziała, że jeśli jej się uda, to może awansuje wyżej w szkole i nie będzie musiała uczyć tych idiotów. Albo przynajmniej może dostanie jakiś wyjazd zagraniczny.

Zbliżał się już wieczór. W jej niedużym pokoju, wypełnionym książkami i flaszkami z eliksirami, nie było tego widać, bo nie było tam okien. Tylko dwie magiczne lampki oświetlały pomieszczenie. Powoli kończyła już pracę na ten dzień, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Dziwne, o tej porze nikt jej nie odwiedzał. Zresztą rzadko ją w ogóle ktoś odwiedzał.  Podniosła się z krzesła i podeszła do drzwi, otwierając je.

Za nimi nie było nikogo. Zdziwiło ją to i wyjrzała na zewnątrz. Pusto, w ciemnym korytarzy niewiele było widać. Hermiona zmarszczyła brwi. Może to jakiś żart uczniów.
- Lumos! – różdżką wywołała kulę światła. Ale gdy uniosła różkę, coś nagle owinęło się wokół niej i wyrwało jej ją z ręki. Hermiona zrobiła krok do przodu, żeby sięgnąć po różdżkę i wtedy nagle ktoś złapał ją od tyłu, wciskając do ust kawał materiału.
- Mghmmmmm!! – jęczała zduszonym głosem, kiedy nagle wokół niej pojawiło się kilka postaci. Wszystkie miały na sobie długie czarne szaty i białe maski. Wyglądali jak… śmierciożercy. Ale przecież wszyscy śmierciożercy już dawno zostali zabici albo byli uwięzieni. Hermiona szarpała się, ale ich było więcej. Uczepili się jej, trzymając za ręce i nogi i wcisnęłi ją z powrotem do jej pokoju, cały czas trzymając zakneblowaną. Szybko zamknęłi drzwi. Ktoś obowiązał jej ręce kawałkiem sznurka. Czyjaś dłoń uderzyła ją w twarz kilka razy, aż w końcu Hermiona przestała walczyć.
- Hmmmmmpp?!! – próbowała spytać co się dzieje i kim są, ale knebel uniemożliwiał jej to. W tym czasie ktoś zrzucił z jej stołu wszystko na podłogę a zaraz potem zaniesiono tam Hermionę. Ręce miała związane za plecami. Nie mówiąc nic, zaczęli zdzierać z niej ubranie. Hermiona znowu zaczęła się szarpać i jęczeć, ale wtedy ktoś dotknął różdżką jej ciała i powiedział „Cruxio!”.
- Guhhhhmmmmmm!!! – przeraźliwie jęknęła z bólu. Wyprężyła się, a w tym czasie zdzierano z niej już tylko bieliznę, reszta jej ciuchów leżała w kawałkach na podłodze pod stołem. Między jej nogami stał już pierwszy ze Śmierciożerców i rozpiął spodnie. Hermiona zrozumiała, co chce zrobić. Ale wtedy poczuła końcówkę różdżki na swoim czole.
- Nie sprzeciwiaj nam się, szlamo, bo umrzesz! – jeden z nich powiedział dziwnym, niskim głosem. Hermiona bała się, nie wiedziała kim są, ale wiedziała już czego chcą.
- Hummmmm!! – knebel zablokował jej jęk, kiedy pierwszy ze Śmierciożerców wszedł w nią. Trzymali ją mocno za nogi, kiedy tamten gwałcił ją, wchodząc w nią szybko i brutalnie. Czyjeś palce zacisnęły się na jej piersiach, tłamsząc i gniotąc je boleśnie.

- Żadna szlamiasta suka nie będzie obrażać Slitherinu – ktoś nacisnął na jej sutki, szczypiąc je palcami – Ukażemy cię w imię naszego mistrza Salazara!
- Otwórz ryj, zdziro! – ktoś wyjął z jej ust materiał. Naprzeciwko jej wargi wisiał wyprężony członek jednego ze Śmierciożerców. Chciała go odgryźć, ale czuła na czole czubek różdżki. Jeszcze jedno Cruxio mogło ją nawet zabić. Dlatego posłusznie otworzyła usta, przyjmując go do środka. Objęła go wargami, ssając i liżąc. W tym czasie pierwszy z nich doszedł w jej środku, wystrzeliwując swoje nasienie w nią.

- To i tak za dobre dla tej mieszanicy – powiedział i wyszedł z niej. Zaraz na jego miejsce wszedł następny. Hermiona nie mogła nic powiedzieć, wielki członek zajmował jej usta. Dwaj kolejni masturbowali się nad jej twarzą. Hermiona zamknęła oczy. Chwilę potem wystrzelili, znacząc jej twarz białymi plamami. Niedługo potem doszedł ten, który gwałcił jej usta. Hermiona krztusiła się i dławiała, ale musiała wszystko połknąć. Nienawidziła tego smaku, to było obrzydliwe i upokarzające. Sperma zmieszana ze śliną wyciekała kącikami jej ust. Gdy tamten wyjął swojego członka z jej ust, kolejny ustawił się tam, złapał Hermionę za włosy i zmusił nauczycielkę eliksirów do robienia mu laski. Hermiona z obrzydzeniem robiła to. W tym czasie już trzech kolejnych napastników doszło w niej. Ich sperma wylewała się z jej pizdy, mieszając się z jej sokami. Ciężko oddychała. Kolejne strumienie nasienia lądowały na jej twarzy i piersiach. Ręce prześlizgiwały się po jej ciele.
- Ta parszywa zdzira ma wreszcie na co zasłużyła – powiedział kolejny, spuszczając się w jej wnętrzu – Ale to jeszcze nie wszystko, o nie! – Po tych słowach wyjął spod swojej szaty buteleczkę różowej cieczy. Hermionie siłą otworzono usta i wlano ją do środka.
- Gulmmpp! Guuullppp! – nie mogła tego wypluć. Oleista, słodka ciecz wpływała do jej gardła.
- Podajcie teraz to, co dla niej przygotowaliśmy! – powiedział inny z napastników. Ktoś wyjął trzy wykonane z zielonkawego metalu kolczyki w kształcie węży.
- Aiiiiiiiaaaaaaaeaaa! – Hermiona zawyła z bólu, kiedy cieńkie ostrze przebijało jej sutek. Zaraz potem ją znów zakneblowali, żeby nie krzyczała, kiedy drugi kolczyk znalazł się na jej drugim sutku. Piekło ją to z bólu. Ale to nie był koniec. Był jeszcze trzeci, mniejszy kolczyk. Hermiona zastanawiała się, co z nim chcą zrobić, kiedy ktoś znowu rozsunął jej nogi. Potworny ból przeszył jej ciało, kiedy kolczyk znalazł się na jej łechtaczce.

- Teraz jesteś oficjalnie zaobrączkowaną suką Slitherinu, szlamo! – otwarta dłoń uderzyła ją w twarz a wszyscy do okoła zaczęli się śmiać głośno. Hermiona czuła, jak po jej twarzy płyną łzy bólu i upokorzenia. Nienawidziła ich, życzyła im wszystkim śmierci. Ale nie mogła nic zrobić. Poza tym, czuła się dziwnie. Jakby w jej brzuchu tańczyły motyle. Rumieniec pokrył jej policzki.
- Bitcherus! – ktoś wypowiedział zaklęcie i skierował w jej stronę różdżkę. Hermiona czuła jak wzrasta w niej podniecenie. Jej sutki, ciągle bolące, stwardniały. Oddychała ciężko. Poczuła, jak w jej ustach zbiera się ślina. To było nienormalne. Przed chwilą ją zgwałcili, a teraz była tak podniecona, że prawie chciała ich prosić, żeby ją wzięli jeszcze raz. I wtedy rozwiązali jej ręce. Nad jej twarzą zawisł następny członek. Hermiona prawie automatycznie otworzyła usta. Jej wargi owinęły się wokół niego, a język pieścił czule twardą męskość. Jej dłonie zaraz chwyciły dwa następne członki, masując je rytmicznie.
- To działa! Rzeczywiście, obudziła się w niej prawdziwa dziwka! – ktoś powiedział a zaraz potem ktoś inny wszedł w nią. Hermiona nie protestowała ani się nie opiera, przyciągała ich do siebie, oddając im swoje ciało. Rozchylała przed nimi nogi, otwierała szeroko usta. Nie panowała już nad sobą. Nie wiedziała ile czasu minęło zanim wreszcie skończyli, zostawiając ją na ziemi, nagą i spoconą.
- Jeszcze… jeszcze… - dyszała ciężko. Żądza nie zmniejszyła się, cały czas wypełniała ją.
- Słuchaj, ruro – powiedział jeden z zamaskowanych – Od tej chwili będziesz dawać najwyższe oceny Slitherinowi. Jeśli nie – podniósł różdżkę, a kolczyki na jej sutkach i łechtaczce zacisnęły się.
- Aiiiiaaaiiiaaaa!!!! – krzyknęła z bólu Hermiona.
- Coś takiego może ci się zdarzyć podczas lekcji. Jeśli będziesz dobrze robić to co my ci każemy, to odwiedzimy cię niedługo znowu.
Wyszli, zostawiając ją samą. Hermiona powoli wstała i ciągle oddychając głęboko, zaczęła sprzątać pokój. Zastanawiała się, gdzie położyła klasówki. Musiała je poprawić na następny dzień, żeby Slitherin dostał wyższe oceny. Bo wiedziała, że nie wytrzyma teraz kilku dni bez kolejnej takiej nocy. Już zaczynała do tego tęsknić.

(Spiderman) Upadek kotki


Krótkie opowiadanie z jedną z moich ulubionych postaci z amerykańskich komiksów, Black Cat.
Tytuł: Upadek Kotki
Z: "Spider Man"
Rating: NC-17

Felicia Hardy, lepiej znana jako Black Cat, skradała się po dachach, niezauważona przez nikogo. Dopiero co z powodzeniem zakończyła kolejną operację. Nikt nie zauważył, gdy dostała się do muzeum, wyjęła z gabloty diament znany jako „Oko Nilu” i wyszła na zewnątrz. Systemu alarmowe milczały, kamery jej nie widziały a ona była już daleko. Uśmiechnęła się. Była najlepsza. W świecie rządzonym przez mężczyzn, ona, kobieta, cały czas pokazywała, że nie mają z nią szans. Policja szukała jej cały czas, ale bez szans. Była poza konkurencją.
Zeskoczyła na dół, na chodnik, bo była właśnie w tej części miasta, gdzie policja i tak nie zagląda. Szła, kiedy nagle zauważyła grupę prostytutek, stojących na ulicy. Spojrzała na nie z pogardą. Były tym rodzajem kobiet, którymi gardziła najbardziej. Słabe, uległe, zależące od mężczyzn. Po prostu żałosne. Wstyd dla wszystkich kobiet, że takie istnieją.
- Hej, złotko, nie chciałabyś do nas dołączyć? – usłyszała nagle, jak jedna z nich zwróciła się do niej. Była wysoka, miała krótkie, czarne włosy. Miała na sobie różową, jaskrawą kieckę i kusą bluzkę, a w uszach wielkie, złocone kolczyki.
- Spierdalaj, dziwko – rzuciła Felicia z pogardą.
- Ooooo, pani wielka i znana gardzi nami – spytała tamta, podchodząc bliżej – Słuchaj, ty ubierasz się wcale nie mniej prowokacyjnie niż my. Udajesz, że jesteś lepsza, bo machasz facetom cyckami przed oczami, zamiast brać w dupę?
- Nie mam ochoty z tobą gadać – Felicia odwróciła się, ale tamta złapała ją za ramię.
- Masz się za wielką i groźną superbandytkę? Złodziejka nie do złapania? A moim zdaniem jesteś niewydymaną pizdą, której się udaje, bo cycami rozprasza facetów. Z kobietą nie miałabyś szans.
Felicia odwróciła się do niej.
- Skopałam tyłek niejednej lasce – powiedziała.
- Akurat… A może to udowodnisz? Proszę, jestem do twojej dyspozycji?
- Z przyjemnością – Felicia zwróciła się ku niej.
- Dooobra! - krzyknęła tamta – Dziewczyny, chodźcie tu!
Zaraz wokół Felici i drugiej kobiety zebrał się spory tłum, składający się z prostytutek, dilerów, narkomanów i innych wyrzutków społeczeństwa, jakich zwykle pełno w takich miejscach.
- Ja, Aria, wyzwałam ją na pojedynek – prostytutka wskazała Black Cat palcem – Biorę was na świadków.
- A warunki? – krzyknął ktoś z tłumu.
- Jeśli wygram – odezwała się Felicia, uśmiechając się – rzucisz tą robotę i zapiszesz się do Armii Zbawienia.
- Stoi – Aria oblizała wargi – ale jeśli ja wygram, ty zostaniesz prostytutką, tak jak ja!
- Co?
- Nie zgadzasz się? A może się boisz, TCHÓRZU? – spytała Aria, podkreślając głośno ostatnie słowo. Tłum wokół podchwycił je, krzycząc głośno „Tchórz! Tchórz!”
- Cisza! – krzyknęła Felicia – Zgadzam się. I zaraz skopię ci dupę tak, że popamiętasz.
- Dużo gadasz, mało mówisz – Aria ruszyła do przodu. Felicia bez problemu uniknęła jej ataku i uskoczyła, żeby zaraz potem obcasem kopnąć prostytutkę w tyłek. Aria podniosła się z ziemi.
- Aria! Aria! – krzyczał tłum. Felicia spokojnie czekała, pozwalając kilka razy tamtej ją atakować. Za każdym razem unikała ciosu, po czym sprzedawała przeciwniczce kopa lub lewego. W końcu podeszła do leżącej na ziemi Arii. Podniosła ją do góry.
- Już po tobie. Poddaj się – powiedziała.
- Zdychaj! – Aria w tym momencie uderzyła obiema dłońmi w głowę Felicii, trochę nad uszami. Felicia zachwiała się i upadła. Aria wylądowała na niej i zaraz potem uderzyła jeszcze raz. Zaraz potem wstała i kopnęła obcasem Felicię w głowę. Black Cat pociemniało przed oczami. Następnie złapała ją za głowę i kopnęła kolanem w czoło. Felicia chwiała się. Aria złapała ją za długie, platynowe włosy i podniosła.
- Wygrałam! – krzyknęła – Nie ma już Czarnej Kotki! Niech żyje Czarna Dziwka!
- Aria! Aria! Aria! – rozległy się krzyki.
- Co… ja… - Felicia otworzyła oczy. Klęczała na ziemi, bolała ją głową a obraz ciągle się jeszcze kręcił.
- Przegrałaś! Zgodnie z warunkami, jesteś od tej pory dziwką!
- Ale ja… - Felicia powoli wstała. Czuła, jak wszyscy na nią patrzą. Przegrała? Rzeczywiście. Przed chwilą jeszcze prawie wygrywała, a teraz przegrała z Arią. Była słabsza.
- Ja… mam być prostytutką? – spytała.
- Dokładnie! Przegrałaś z inną prostytutką, co czyni cię najniższą z prostytutek! Jesteś moją dziwką! Należysz do mnie – Aria złapała ją za ramię – A teraz czas, żebyś zaczęła pracę.
- Jestem… dziwką? – była zdruzgotana. Przegrała na oczach wszystkich. Mogła uciec, ale wiedziała, że i tak wszyscy by się o tym dowiedzieli. Dała słowo przy tych ludziach. Musiała go dotrzymać.
- Tak. Chodź tutaj – powiedziała – Teraz musisz poszukać klienta. Twoja cena to pięć dolarów za loda, dziesięć za pizdę i dziesięć za dupę. Reszta w gratisie. Zapamiętałaś?
- Taaa… tak.
- Powtórz.
- Pięć dolarów…, dziesięć…
- Coś sobie nie radzisz. Zapomniałaś już za co? A może mam cię skopać?
- Pięć za… loda, dziesięć za… za…  - Felicia miała problem, żeby to głośno powiedzieć – za pizdę… i dupę.
- No, lepiej. To do pracy. Widzisz, ilu tu jest ludzi? Poszukaj klienta.
Felicia odwróciła się w kierunku tłumu.
- Czy ktoś… chciałby… kupić… - nie wiedziała, co ma dokładnie powiedzieć.
- Ja! – niski, gruby mężczyzna z brodą, pewnie bezdomny albo włóczęga odezwał się jako pierwszy. Felicia patrzyła na niego z obrzydzeniem, ale Aria klepnęła ją w tyłek i pchnęła lekko. Mężczyzna wyjął z kieszeni pięć dolarów i podał Arii. Następnie zwrócił się do Felicii.
- Zrób mi laskę – powiedział.
- Tu... tutaj? – Felicia była zaskoczona.
- Nie przeszkadza mi to. Do roboty.
Felicia podeszła do niego i uklękła na asfaltowej nawierzchni. Rozpięła jego rozporek drżącymi palcami. Śmierdział potem i tanim alkoholem. Wyjęła jego członka, który od samego dotyku jej palców stał się twardy. Nie chciała pytać, kiedy go ostatnio mył. Była dziwką, nie miała prawa pytać o takie rzeczy. Ujęła jego penisa w dłonie i otworzyła usta. Wzięła go pomiędzy swoje karminowe wargi i zaczęła ssać oraz lizać. Nawilżała go śliną, żeby łatwiej przesuwał się między jej wargami.
- Patrzcie, jak wielka i słynna Black Cat robi laskę! – krzyknęła Aria, kładąc dłoń na platynowych lokach słynnej złodziejki – Za jedyne pięć dolców!
Upokorzenie odjęło Felicii mowę, ale i tak nie była w stanie nic powiedzieć, bo miała usta zatkane członkiem mężczyzny. Był już cały w niej. Poruszała głową rytmicznie w przód i w tył. Otaczał ją śmiech i gwizdy. Słyszała odgłosy aparatów i blask fleszy. Zamknęła oczy i skoncentrowała się na obciąganiu.
- Slurp, slurp… - ssała członka coraz intensywniej. Widać było, że mężczyzna dawno nie uprawiał seksu i wiele mu nie potrzeba było, a sam widok Black Cat, z jej dużym biustem w pół widocznym, był wystarczająco podniecający. Zacisnął dłonie na jej głowie, trzymając ją mocno, kiedy dochodził, wystrzeliwując swoje nasienie do jej ust.
- Guuuh…. Khuuuu… - Felicia dławiła się, połykając jego spermę. W końcu jednak udało jej się to zrobić. Mężczyzna wyjął swojego członka z jej ust, resztę nasienia rozsmarował na jej wargach, a następnie wytarł swojego wacka w jej włosy. Odszedł, zostawiając Felicię klęczącą na ziemi. Aria podeszła do niej i wręczyła jej dwa dolary.
- To twoja część. Jako twoja pani zatrzymuję resztę. A teraz do pracy, noc się dopiero zaczyna.
- Ja jestem następny – podszedł wysoki, brodaty mężczyzna, podając Arii dziesięć dolarów. Następnie wziął Felicię za rękę i zabrał do taniego, obskurnego hotelu, znajdującego się niedaleko. Zapłacił za pokój. Aria i kilka innych osób towarzyszyło im, gdy weszli na górę. W pokoju znajdowało się łóżko z brudną, nie mytą pewnie już od dawna pościelą. Felicia wolała się nie domyślać, po czym są plamy na niej. Firanki, pożółkłe od dymu papierosowego, ledwo się trzymały a firanki, a ściany były obdrapane.
- Czas na jazdę – stojący za nią mężczyzna objął ją w pasie, drapiąc swoim zarostem jej szyję. Jego ręka wsunęła się pod materiał jej stroju, pieszcząc jej piersi.
- Śliczne – wymruczał – Chcę je zobaczyć.
- Tak, oczywiście – Felicia nie nosiła takiego stroju przypadkiem. Głęboki dekolt był doskonały, kiedy trzeba było rozpraszać wrogów. Każdy mężczyzna zatrzymywał wzrok na jej piersiach. Każdy chciał je zobaczyć. Ale żaden wcześniej nie widział. Zsunęła swój strój do pasa w dół. Ręce mężczyzny zaraz znalazły się na nich. W tym czasie Felicia rozbierała go, zdejmując jego kurtkę, bluzkę, rozpinając pasek i zdejmując spodnie oraz majtki.
- Chodźmy do łóżka – powiedział, niemal wpychając ją na nie. Szybko znalazł się na niej. Zsunął z niej jej strój do końca i rzucając go na ziemię. Była naga. Leżał na niej, całując jej piersi. Jego członek dotykał jej cipki. Przy łóżku stała Aria z telefonem komórkowym, którym filmowała wszystko.
- Oooughmmmm – Felicia westchnęła, kiedy mężczyzna wszedł w nią. Otworzyła szeroko usta, jęcząc, kiedy posuwał ją mocno i zachłannie. Był zbyt podniecony, żeby dbać o grę wstępną. Jej ręce zacisnęły się na jego plecach, przyciskając go do niej. Felicia jęczała, wiedziała, że to co robi, jest złe i poniżające, ale nie miała siły, żeby się temu przeciwstawić. Czuła ogarniającą jej ciało rozkosz. Nie miała siły, żeby tego powstrzymać. Widziała złośliwy uśmiech Arii, kiedy poddawała się rozkoszy. Przegrała całkowicie. Mięśnie jej pizdy zaciskały się na jego członku.
- Ohhh… ohhh… ohhh…. – jęczała donośnie – Ohhh… dooochoooodzęęęę! – krzyknęła, kiedy w tym samym czasie mężczyzna wystrzelił w nią nasieniem. Kilka salw wypełniło jej cipkę. Gdy wyszedł z niej, sperma wypływała z jej ciasnej cipki. Aria filmowała wszystko. Mężczyzna wstał, ubrał się i wyszedł.
- Teraz nie ma już odwrotu. Jesteś dziwką – powiedziała Aria.
- Jestem… dziwką – odpowiedziała Felicia – Tak, pani.
- Szybko zrozumiałaś. Jesteś najtańszą z dziwek.
- Naj… tańszą z dziwek.
- Zawsze o tym marzyłaś!
- Zawsze o tym marzyłam… - powtarzała Felicia. Aria kazała jej się wytrzeć i ubrać z powrotem strój. Zeszły na dół, gdzie czekało już wielu ludzi.
- Od tej pory Black Cat będzie tu pracowała całą noc – ogłosiła Aria – ustawcie się w kolejce. Chciałaś coś powiedzieć swoim klientom? – spytała Felici.
- Ja… biorę pięć dolarów za obciąganie i dziesięć za pizdę i dupę. Zawsze marzyłam, żeby być dziwką.
Zaraz potem wchodziła na górę z kolejnym klientem. Aria patrzyła zachwycona na diament, który wyjęła z kieszeni kostiumu Feilcii, kiedy ta uprawiała seks. Wiedziała, że od tej pory sama nie będzie już musiała pracować. A poza tym, Black Cat i tak zarobi na nią.

Supergirl - Kara i Ja


Jedna z moich od zawsze ulubionych bohaterek komiksowych, czyli Supergirl z DC Comics. Czyż nie jest piękna?

Tytuł: Kara i ja
Z: DC Comics


Jechałem autobusem przez miasto. Był upał, żar lał się z nieba strumieniami a w zatłoczonym autobusie było jak w piecu. Zrobienie kroku w którąkolwiek stronę było niemożliwe. Ludzie tłoczyli się, na każdym przystanku nerwowo przepychali z wyjścia do środka i z powrotem. Niestety,przede mną jeszcze była długa trasa. I wtedy wsiadła ona.

Już na pierwszy rzut oka zwracała na siebie uwagę. Jasna,choć nieco opalona skóra, długie, blond włosy, luźno opadające na plecy,obcisła bluzka, która wcale nie ukrywała znajdujących się pod nią piersi, a nawet je eksponowała. Niezbyt długa spódniczka, pozwalała do woli patrzeć na te długie, boskie nogi. No tak, mówiąc krótko – bóstwo. Stanęła niedaleko, ale tłok jaki tu panował, sprawiał, że i tak niewiele widziałem. Autobus ruszył z miejsca… i zaraz ostro przyhamował. Szarpnęło nami. Ja stałem tuż przy ścianie,więc nigdzie nie poleciałem, ale… ta boska dziewczyna opierała się właśnie o mnie. Jej piersi ocierały się o moją bluzkę a twarz znajdowała się całkiem blisko. A niżej… no cóż, moje ciało dawało mocny wyraz sympatii. Czułem niewygodę w spodniach i podejrzewam, że ona też ją poczuła. Spodziewałem się dostać z plaskacza, ale dziewczyna uśmiechnęła się. Poczułem jej palce na mojej męskości. Rozpięła mi rozporek i wsunęła dłoń do środka, powoli masując mojego członka.

- No, na co czekasz? – szepnęła. Zrozumiałem i wsunąłem dłoń po jej spódniczkę. Początkowo pieściłem ją przez delikatny materiał jej majtek,ale potem wsunąłem ją do środka, powoli pieszcząc jej rozgrzaną i mokrą piczkę.Stała przyciśnięta do mnie, co pewnie w innych okolicznościach by wyglądało dziwnie. No ale był taki tłok, że nikogo to nie dziwiło. Jej dłoń poruszała się szybko i sprawnie, wiedziała co robi i jak to robić. Spomiędzy czerwonych warg słychać było jej ciche jęki. Jej piersi ocierały się o mnie, a ja marzyłem,żeby zerwać z niej tą bluzkę. Moje palce penetrowały ją, pokrywając się sokami.Czułem, że zaraz dojdę.
- Ojej, chyba coś mi spadło – powiedziała, kucając. Kucnęła przy ścianie, za mną i błyskawicznie doprowadziła mnie do szczytu, połykając wszystko tak szybko i sprawnie, że aż trudno mi było w to uwierzyć. Wstała i otarła usta, uśmiechając się.
- Zaprosisz mnie na kawę? – spytała.
- I na co tylko jeszcze chcesz – odpowiedziałem.

Gdy dotarliśmy do mojego mieszkania, szybko zrzuciłem buty i zaprosiłem ją do salonu.
- To jak z tą kawą…? – spytałem i zaraz sobie przypomniałem,że nawet nie znam jej imienia.
- Jestem Kara – odpowiedziała, odgadując moje myśli – A codo kawy… cóż, śmietankę już dostałam. Masz może lody?
Przyniosłem w lodówki kubełek lodów wiśniowych. Kiedy byłem w salonie, Kara leżała na łóżku, a jej bluzka i stanik – na ziemi. Jak zahipnotyzowany patrzyłem na jej wspaniałe piersi.
- Połóż trochę ich tutaj – powiedziała, wskazując swoje piersi. Zrobiłem jak prosiła, po czym zacząłem powoli lizać jej pokryte lodami piersi. Jej sutki były twarde jak diamenty, zapewne spowodował to tak samo chłód lodów jak i mój język, który masował i drażnił je. Kara jęczała i wzdychała cicho, widać było, że pieszczota sprawia jej dużą przyjemność. Gdy skończyłem, położyłem kolejną łyżeczkę lodów na jej brzuchu, kontynuując pieszczotę. Roztopione lody spływały niżej, a mój język podążał za nimi.Zsunąłem jej spódniczkę a następnie mokre już majtki. Jej piczka była wygolona i gładka jak u niemowlaka. Widziałem krople soczków, a po chwili dołączyły do nich lody. Kara jęczała coraz głośniej, gdy mój język pieścił jej kobiecość. Widziałem i czułem, jak bardzo jest podniecona, ale nie chciałem, żeby za szybko doszła.Pieściłem ją powoli i stopniowo, rozniecając w niej ogień, który w odpowiedniej chwili miał buchnąć.
- Proszę… zrób to – jęknęła nagle – Cała płonę.
- Spokojnie, wszystko w swoim czasie – powiedziałem,zsuwając z jej nóg podkolanówki. Była już całkiem naga. Podziwiałem jej ciało,jakby wyjęte z obrazu. Była nieziemsko piękna, a ja powoli pieściłem ją, utrzymując pożar w jej wnętrzu i nie pozwalając mu się rozszerzyć.
- Ja… chcę tego… weź mnie…
Zamknąłem jej usta pocałunkiem, przez chwilę nasze językiprzepychały się ze sobą, poznając nawzajem swoje usta. W tym czasie delikatnie pieściłem jej nabrzmiałe sutki. Gdy przerwałem pocałunek, uśmiechnąłem się.
- Jak bardzo tego chcesz? – spytałem.
- Proszę… wejdź mnie… bardzo tego chcę – jej oddech był ciężki i ciepły. Czerwień pokrywała jej policzki, a cipka lśniła od soczków.
- Rozepnij mi rozporek – powiedziałem, a gdy sięgnęła do niego dłońmi, poprawiłem ją – Ząbkami.
Stanąłem przed nią a kara posłusznie ujęła w zęby rozporek i zsunęła go w dół. Zrzuciłem spodnie, następnie majtki. Po chwili czubek mojego członka dotykał jej piczki. Wszedłem w nią szybko, czułem, jak bardzo tego chce. Zacisnęła się na mnie, wciągając mnie w siebie. Leżałem na niej,przytulony, jej sutki ocierały się o moją pierś, podczas gdy ja całowałem jej twarz. Nasze ciała poruszały się w szybkim rytmie, jakby były jedną, idealnie dopasowaną całością. Kara jęczała głośno i namiętnie, widać było, że moje pieszczoty doprowadziły ją niemal na skraj szczytu. Mi zresztą też wiele nie trzeba było.
Doszliśmy razem, głośno krzycząc z rozkoszy. Pewnie słyszeli nas we wszystkich mieszkaniach w okolicy, ale trudno, niech pozazdroszczą. Gdy wyszedłem z niej. Kara sama sięgnęła po mojego członka, wzięła go do ust i zaczęła lizać i ssać. Byłem zbyt podniecony, by zrobić cokolwiek, podczas gdy blondynka leżała z głową między moimi nogami, podnosząc ją i opadając. Doszedłem już trzeci raz tego dnia a drugi raz w jej ustach. Ponownie połknęła wszystko,co do kropelki. Wciąż leżałem na łóżku, gdy ona wstała i ubrała się.
- Nieźle, tego mi było trzeba – powiedziała, oblizując wargi i położyła coś na stole. Podeszła do balkonu, otworzyła drzwi i wyszła na zewnątrz. Następnie… uniosła się do góry i odfrunęła. Otworzyłem szeroko usta.  Czyżbym miał halucynacje? Wstałem i podbiegłem do stołu. Leżała tam kartka z dużym, charakterystycznym „S”, jakie nieraz widziałem w komiksach. Obok „S” było napisane „Z pozdrowieniami od Supergirl”.

(Międzywymiarowy Dom Uciech) Karin


Dziesiąta i ostatnia część projektu

Rozdział 10: Karin


Sakura pchnęła drzwi i wyszła na ulicę znajdującą się przed Międzywymiarowem Domem Uciech. Dziewietnastolatka miała na sobie skąpe, czerwone majteczki i stanik w tym samym kolorze, zasłaniający niewiele. Na rękach miała ciemne rękawiczki sięgające do ramion, na nogach wysokie obcasy. Opaska na głowie była ostatnim elementem jej stroju. Stojąca obok niej dziewczyna w jej wieku zrobiła krok do przodu, była wyraźnie niepewna. Sakura złapała ją za rękę i pociągnęła za sobą.
- Chodź, robota czeka.

Dziewczyna miała ciemnorude włosy. Nosiła okulary. Spod króciutkich szortów wystawały stringi. Skąpa, wisząca na ramionach i piersiach, górna część jej stroju była w kolorze ciemnoniebieskim. Na nogach miała ciemne rajstopy i sandały. Rozejrzała się po ulicy. Był już wieczór, ale wszędzie świeciło się dużo świateł. To był inny, nieznany jej zupełnie świat, ale teraz była jego częścią. Karin poczuła coś nieprzyjemnego, chciała się wycofać, ale powstrzymała się. Wolała nie myśleć, jaka spotkała by ją kara, gdyby nie wykonała polecenia.

Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Musiała spać, kiedy została tu przeniesiona, bo gdy zamykała oczy, spała jeszcze w łóżku, a gdy obudziła się, wisiała na łańcuchach w ponurym, ciemnym miejscu. Była naga. Metalowe obręcze zamykały się na jej nadgarstkach, wisiała tak wysoko, że mogła dotykać ziemi tylko końcami palców u nóg. Chciała krzyknąć, ale wtedy poczuła, że coś ją knebluje. Plastikowa kulka na owiniętym wokół jej głowy rzemyku była wsunięta do jej ust. W pierwszej chwili zaczęła się zastanawiać, czy to jakiś podstęp tych z Konohy, przecież i tak jej nie ufali. Ale to chyba nie było w ich stylu. Próbowała się jakoś uwolnić, ale nie miała żadnych szans. Coś blokowało jej czakrę.

Usłyszała chrzęst otwieranych drzwi i nagle pomieszczenie wypełniło jasne światło. Dziewczyna przymrużyła oczy. Słyszała kroki. Otworzyła powoli oczy, żeby zobaczyć dwóch mężczyzn, którzy zbliżali się do niej. Byli nadzy.
- Mmmm!!! Mmmmm!!!! – Karin zaczęła rzucać się w łańcuchach, kręcić głową, ale nic to nie dało. Pierwszy podszedł do niej i położył ręce na jej piersiach. Dopiero teraz Karin zauważyła, że jakby urosły.
- Mmmmm!!!! – zduszony kneblem krzyk dobiegł z jej ust, kiedy mocne ręce zacisnęły się na jej piersiach, a palce nacisnęły na jej sutki, które twardniały pod wpływem dotyku. Drugi mężczyzna stanął za nią, jego ręce przesuwały się po jej ciele, od karku, przez plecy, aż dotarły do jej jędrnych pośladków. Karin odrzuciła głowę do tyłu, gdy zaczął je rytmicznie masować.

W tym samym czasie mężczyzna z przodu rozsunął palcem jej wargi sromowe.
- Ghhhhhmmmm!!!! – Karin wydała z siebie cichy jęk, kiedy jego palce rozchylały jej kobiecość, wsuwając się głębiej i wysuwając. Czuła, jak powoli robiła się tam wilgotna, dokładnie tak jako, jak wtedy, kiedy się masturbowała. Marzyła wtedy zwykle o tym, żeby to Sasuke ją tam dotykał, pieścił, całował. Mężczyzna wsunął drugi palec, a potem trzeci, robiąc bezbronnej dziewczynie szybką palcówkę. Poczuła, że ten z tyłu rozsuwa jej pośladki…

- Ghhhhhmmmm!!! – wyprężyła się jak struna, kiedy ciepły, twardy członek wszedł do jej tyłka. Łańcuchy trzymały ją mocno, słychać było ich dźwięki, kiedy rzucała się razem z każdym pchnięciem. Ten przed nią złapał ją mocno i zaczął całować jej twarz, kark, stopniowo coraz niżej i niżej, aż w końcu jego usta zamknęły się na jej nabrzmiałych sutkach. Karin czuła, że jej się to podoba, ale nie mogła wytrzymać bólu, jaki sprawiał jej ten z tyłu. Jej tyłek promieniował bólem na całe ciało. Gdyby mogła, błagałaby, żeby przestał, ale knebel uniemożliwiał jej wypowiedzenie jakiegokolwiek zrozumiałego słowa.

- Nnnnnghnnn!!! – zaczęła kręcić głową, kiedy zobaczyła, że ten z przodu wchodzi w nią. Ból, który poznała przed chwilą, powrócił, kiedy straciła dziewictwo po mocnym, głębokim pchnięciu. Była wciśnięta między dwóch potężnych mężczyzn, który poruszali się rytmicznie, penetrując jej obie szparki na raz. Ich ręce poruszały się po jej nagim ciele. Karin zamknęła oczy, chciała stracić przytomność albo obudzić się, bo myślała, że to może sen. Czasem miewała takie fantazje. Ale w fantazjach zawsze było jej dobrze, nawet kiedy Naruto i jego trzy klony uprawiali z nią seks na raz. Tutaj nie czuła żadnej przyjemności, tylko ból, lęk i upokorzenie.

Obaj mężczyźni przyspieszyli. Palce jednego zaciskały się teraz na jej ciemnych sutkach, gniotąc je boleśnie. Drugi całował i pogryzał lekko jej kark, zostawiając na nim ciemne ślady. Ich muskularne ciała ocierały się cały czas o nią. Nie wiedziała, jak długo to trwało, nim doszli. Najpierw ten z tyłu, a zaraz po nim z przodu. Ich nasienie wypływało z niej, kapiąc na podłogę między jej nogami. Gdy przestali, Karin zawisła bez sił w łańcuchach. Ale wtedy…

- Gmmmm!!!!!! – jej krzyk wypełnił znowu salę, bo obaj po prostu zamienili się miejscami. Drugi raz nadziano ją na dwa twarde członki. Łzy płynęły po jej policzkach, kiedy była pieprzona jeszcze raz przez tych samych ludzi. Dławiła się własną śliną, zmuszona do oddychania przez nos. Knebel wciśnięty był na tyle mocno, że nie mogła go wypchnąć językiem, chociaż na początku próbowała to zrobić. Mężczyźni zamieniali się miejscami jeszcze trzy razy, kiedy w końcu przestali i wyszli. Karin nie liczyła, ile razy doszła, a ile razy oni doszli w niej. Czuła się strasznie. Właściwie nie była już nawet sobą, tylko cieniem. I wtedy drzwi otworzyły się jeszcze raz.

Wisząc bez sił, Karin widziała, jak dwie kobiety w strojach pokojówek weszły do pokoju, pchając coś, co wyglądało jak wąski stolik na kółkach.
- Mmmmm… - wydała z siebie cichy jęk, licząc, że może któraś z kobiet jej pomoże, ale nic z tego. Wsunęły ten dziwny, trójkątny stolik między jej nogi. Karin zauważyła, że boki miał obite miękkim materiałem. Jedna z kobiet odczepiła od niego jakieś dwa przedmioty połączone cienkimi kabelkami. Obydwa przyczepiła do jej sutków, przyklejając je taśmą. Były niewielkie i okrągłe. Obie kobiety po chwili odsunęły się. Przedmiot między jej nogami zaczął wydawać dźwięk.

Karin podskoczyła, gdy dwa przyczepione do jej sutek przedmioty zaczęły lekko wibrować, robiąc „bzzzzzzz”. Ale zaraz potem…
- Ghmmmmmmm!!!! – jęknęła tak głośno jak mogła, bo coś rozsunęło jej wargi sromowe i z całą siłą wtargnęło głęboko w nią. Zaraz potem wysunęło się… i wsunęło znowu. Dwie kobiety wyszły, zostawiając dziewczynę z maszyną, która dosłownie ujeżdżała Karin. To coś w niej poruszało się raz szybciej, raz wolniej, nie dając jej spokoju, a dwa przyciśnięte do jej sutków przedmioty cały czas wibrowały. Karin czuła, że zbliża się do krawędzi orgazmu. Ale wtedy maszyna zwolniła. Przyspieszyła po kilkunastu minutach i znowu w kluczowym momencie zatrzymała się, nie dając dziewczynie osiągnąć szczytu. Kiedy zdarzyło się to czwarty raz, Karin czuła rozczarowanie. Czas mijał, a maszyna bawiła się z nią, jak kot z myszką. Kilka razy traciła przytomność, ale maszyna zaraz ją budziła.

Teraz, kiedy stała przy drzwiach, wiedziała, że musi zrobić wszystko, żeby tylko nie wrócić do tamtego pokoju. Kiedy wyjaśniono jej, gdzie jest i co ma robić, nie mogła w to uwierzyć, ale wszystko wydawało jej się lepszym niż dalsze wiszenie na tych łańcuchach.
- Masz szczęście, że mam dziś dyżur na ulicy – uśmiechnęła się Sakura – pierwszy raz jest ciężko.
- Dziękuję – powiedziała cicho i niepewnie Karin. Razem z Sakurą stanęły oparte o mur. Chwilę potem zatrzymało się przed nimi auto. Facet w środku machnął na nie ręką. Sakura pchnęła lekko Karin, która podeszła.
- Ile za loda? – spytał zarośnięty facet siedzący za kółkiem.
- Dycha – odpowiedziała, jak ją nauczono.
- Świetnie. Właź i rób, śpieszy mi się – powiedział i otworzył drzwi. Karin niepewnie weszła do samochodu, siadła na fotelu obok niego i pochyliła się, rozpinając zamek jego spodni. Czuła jak  jego ręka przesuwa się po jej głowie, przyciskając ją, kiedy brała jego członka między wargi. Jej ruda fryzura unosiła się i opadała, kiedy obciągała swojemu pierwszemu klientowi. Chociaż budziło w niej to obrzydzenie, wiedziała, że jest to lepsze niż powrót do tamtego pokoju.